Pogotowie musi mieć jasne procedury

Artur GrabarczykZaktualizowano 
Karetek jest za mało, a zasady ich wysyłania są nieprecyzyjne
Karetek jest za mało, a zasady ich wysyłania są nieprecyzyjne Robert Kwiatek/POLSKA
12-latek zmarł, bo karetka nie dojechała na czas, jednak zdaniem minister Ewy Kopacz same zasady wyjazdów karetek są właściwe.

Po tragicznej śmierci 12-letniego Kamila, który zmarł po wypadku w Szczawniku k. Muszyny, bo za późno wysłano do niego karetkę, rozgorzał spór o procedury obowiązujące w pogotowiu ratunkowym.

W niektórych miejscowościach do każdego wezwania jeżdżą erki, w innych dyspozytorzy odmawiają wysłania karetki nawet do wypadku.

Zdaniem minister zdrowia Ewy Kopacz zasady wyjazdów karetek czy śmigłowców ratowniczych są właściwe. - Nie zawinił system, są procedury, trzeba umieć z nich skorzystać - powiedziała w TVN 24, komentując wypadek w Szczawniku. Jej zdaniem śmierć Kamila to następstwo zwykłego błędu człowieka, a nie błędu w systemie ochrony zdrowia. - Najlepsze ustawy nie zwalniają pracowników pogotowia z myślenia - dodała minister.

Ratownicy medyczni i przedstawiciele organizacji zajmujących się medycyną ratunkową mają na ten temat odmienne zdanie. Zgadzają się z minister Kopacz tylko w jednym - też nie rozumieją, dlaczego negocjacje o wysłanie karetki po chłopca trwały tak długo i nikt nie pomyślał o wezwaniu śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

- Rzeczywiście obie strony, lekarz i dyspozytorka, popełnili błędy - mówi Robert Szulc, szef Związku Zawodowego Ratowników Medycznych. - Ale takie sytuacje, że dyspozytorka nie wie, czy wysłać jedyną karetkę, jaką ma, zdarzają się nagminnie.

Dzieje się tak nie tylko dlatego, że karetek, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, jest za mało. Nieprecyzyjne są przepisy określające, do jakich sytuacji należy wysłać erkę. - Efekt jest taki, że dyspozytorki, mające w pamięci kilka głośnych przypadków konsekwencji odmowy wysłania ambulansu, kierują erkę do niemal każdego wezwania - mówi Szulc.
Podobną opinię prezentuje wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ratownictwa Medycznego Marcin Bobrowski. - Łatwo jest obwinić o błąd tę dyspozytorkę, ale takie sytuacje to przede wszystkim efekt wad systemu ochrony zdrowia, zwłaszcza niewłaściwego wydatkowania pieniędzy - mówi.

- Szpitale kontraktują za mało zespołów ratownictwa medycznego, bo chcą na tym zaoszczędzić.
Dodatkowym problemem jest nadużywanie karetek. - Jedną trzecią przypadków, do których jesteśmy wysyłani, mogliby śmiało obsłużyć lekarze rodzinni, ale często jest tak, że to właśnie oni, zamiast jechać do pacjenta, każą mu wzywać pogotowie - dodaje Bobrowski. - A potem się okazuje, że nie ma karetki do wypadku, bo pojechała do jakiegoś banalnego wezwania.

Zdaniem ratowników, żeby zmienić tę sytuację, należy znowelizować ustawę o ratownictwie medycznym. - Muszą się w niej znaleźć szczegółowe wytyczne dla dyspozytorów, do jakich przypadków karetki wysyłać, a w jakich odmawiać - mówi Robert Szulc. Jego zdaniem konieczne jest też organizowanie wspólnych szkoleń dla dyspozytorek, lekarzy i ratowników
Marcin Bobrowski przywołuje przykład krajów zachodnich.

- Tam przepisy ściśle określają obowiązki lekarza rodzinnego, pogotowia i szpitali, każdy dokładnie wie, co do niego należy, a co powinien przekazać innym - mówi. - Są też lekarze koordynatorzy, którzy decydują o postępowaniu w konkretnych sytuacjach. To ogranicza możliwość popełnienia błędu.

polecane: FLESZ: Niebawem zmiana czasu, jedna z ostatnich

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie