Podwyżki dla polityków, czyli wielka wpadka opozycji. Co zrobi Senat?

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska

Wideo

Źródło: TVN 24

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Politycy zarabiają za mało, to fakt, z którym trudno się nie zgodzić. Pytanie tylko, czy powinni dostać podwyżki w czasie, kiedy inni tracą pracę i zarobki, a pandemia koronowirusa i lockdown sprawiły, że PKB w drugim kwartale spadło o 8,2 procent – najwięcej w historii. Zdaniem parlamentarzystów, także tych z opozycji – tak. Zdaniem wyborców – nie.

Opozycja dawno nie zaliczyła takiej wizerunkowej wpadki. W piątek Sejm przyjął projekt zgłoszony dzień wcześniej przez Komisję Regulaminową, Spraw Poselskich i Immunitetowych zakładający podwyżki wynagrodzeń dla najważniejszych osób w państwie. Więcej zarobi premier, ministrowie, prezydent, pensję dostanie pierwsza dama, cieszyć się mogą senatorowie i posłowie, ci ostatni zarobią miesięcznie o około 4,6 tys. złotych brutto więcej niż do tej pory. W głosowaniu wzięło udział 434 posłów - projekt poparło 386 polityków, 33 było przeciw, a wstrzymało się 15. Nie głosowało 26 osób. Za odrzuceniem planu podwyżek opowiedziała się jedynie cała Konfederacja, w pozostałych ugrupowaniach też znalazły się osoby, które były przeciw, ale koniec końców projekt został przyjęty, co tu dużo mówić – także głosami opozycji.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. W mediach społecznościowych rozpętała się zażarta dyskusja o tym, czy to dobry czas na podwyższanie sobie pensji przez polityków. Internauci nie kryli oburzenia, gniew skierowali głównie przeciwko opozycji. Wskazywali na trwający kryzys gospodarczy, na fakt, że tysiące ludzie traci pracę, albo część swoich pensji, a przed nami recesja.

„Poparliśmy podwyżki, gdyż uważamy, że zmiany systemowe w wynagradzaniu osób sprawujących funkcje publiczne są niezbędne. Kraj, w którym wiceminister finansów zarabia 7 tys. zł, a firmy mogą sobie kupić dowolnego posła czy radnego za 2 tys. zł miesięcznie, to kraj galopujący w stronę korupcji” – próbowała tłumaczyć Barbara Nowacka z Koalicji Obywatelskiej.

Trwa głosowanie...

Posłowie powinni zarabiać więcej?

Ale jej tłumaczenia, najdelikatniej mówiąc, nie spotkały się ze zrozumieniem.

„Straciła Pani w moich oczach wszystko. Przykre to” – napisała jedna z internautek. „Nie kupuję takiego tłumaczenia. A w wykonaniu Pani – szczególnie mnie to bulwersuje” – podsumowała inna.

„Żadne tłumaczenie w czasach, kiedy ludzie oglądają każdą złotówkę ze wszystkich stron, nie jest dla mnie zrozumiałe. Od dzisiaj Koalicja i PO straciła mój głos” – to kolejny wpis.

Sytuacje próbowała ratować Izabela Leszczyna z Koalicji Obywatelskiej, która na portalu natemat.pl przedstawiła sześć argumentów za podwyższeniem wynagrodzenia posłom i senatorom. Pisała między innymi o tym, że przy zarobkach netto 5,6 tys. zł o funkcję posła nie chciały ubiegać się osoby z dorobkiem zawodowym i kompetencjami. Przypomniała o obniżeniu wynagrodzeń posłów sprzed dwóch lat, bo to wtedy, po aferze z słynnych nagrodach przyznanych przez ówczesną premier Beatę Szydło swoim ministrom, Jarosław Kaczyński zadecydował o obcięciu pensji parlamentarzystom o 20 procent.

- Jest oczekiwanie daleko idącej skromności w życiu publicznym – mówił wówczas prezes Jarosław Kaczyński. - Vox populi, vox Dei. Głos ludu, głosem Boga – dodał.

To właśnie do tych wydarzeń nawiązywała posłanka Leszczyna i nie miała wątpliwości, że kontrowersyjny projekt należy jednak przyjąć.

„Tak, czas wprowadzenia tych rozwiązań jest najgorszy z możliwych, właściwie nie do przyjęcia z moralnego i racjonalnego punktu widzenia. To prawda. Tylko jeśli nie przeprowadzimy tej ustawy przez sejm teraz, to w tej kadencji już w ogóle” – przekonywała.
Pensja parlamentarzysty to według nowych przepisów pensja sędziego SN pomnożona przez 0,63. A pensja sędziego SN to średnie wynagrodzenie z II kwartału roku poprzedniego, pomnożone przez 4,13. Czyli pensja posła to średnie wynagrodzenie pomnożone przez 2,6.

Oświadczenia majątkowe posłów. Morawiecki to milioner, Kaczy...

„Dzisiaj jednak, widząc jak bardzo ta decyzja dotknęła moich wyborców, żałuję, że jako klub nie podjęliśmy innej i uważam ją za błąd, także to, że zagłosowałam za, bo nawet dobre rozwiązania przyjęte w złym czasie, są złymi rozwiązaniami. Samego rozwiązania będę jednak bronić” – zapewniała Leszczyna. „Powinnam na koniec powiedzieć: więcej grzechów nie pamiętam, ale nie mam złudzeń i nie liczę na rozgrzeszenie” – dodała.

Do sprawy podwyżek odniósł się Donald Tusk. Nie przebierał w słowach. „Opozycja, która złej władzy podwyższa wynagrodzenie, i to w czasie kryzysu, nie ma racji bytu. Po prostu. Ogarnijcie się, proszę” - napisał na Twitterze. A wcześniej: „Perfect Timing Day: przyznać wielkie podwyżki prezydentowi, rządowi i parlamentowi w rocznicę strajku 1980, w czasie rewolucji u najbliższego sąsiada, w szczycie pandemii, kiedy zaczyna się głęboka recesja” - stwierdził.

Właśnie, temat pensji najważniejszych osób w państwie, senatorów, posłów nie jest nowy. W porównaniu z sektorem prywatnym te osoby, rzeczywiście, nie zarabiają kroci. Politycy wielokrotnie podkreślali, że trudno w polityce o ludzi kompetentnych, że prawdziwi fachowcy nie dają się skusić państwowymi posadami właśnie z powodów ekonomicznych. Poza tym, w ostatnich latach pensje Polaków rosły, tymczasem zarobki parlamentarzystów – zmalały.

Pytanie tylko, pisze o tym Donald Tusk, czy to dobry moment na podwyższanie sobie dochodów? Śledząc dyskusję, jaka toczy się w mediach społecznościowych – nie, przynajmniej w opinii wyborców.

Teraz wszystko poniedziałek rękach Senatu. W poniedziałek po południu, tuż przed obradami Senatu, zbierze się klub Koalicji Obywatelskiej, podczas którego senatorowie będą dyskutować o planowanych podwyżkach dla polityków. Jak pisze Onet.pl, Tomasz Grodzki, marszałek Senatu, przedstawił senatorom możliwe scenariusze.

Pierwszy nazywany „opcją atomową”, zakłada, że senatorowie odrzucają ustawę w całości, a tym samym przeciwstawiają się szefostwu Koalicji Obywatelskiej.

- Myślę, że to oznacza Senat poza Koalicją Obywatelską i w konsekwencji rozpad. Sejm odrzuca nasz opór choćby głosami PiS – miał powiedzieć Grodzki senatorom.

Drugi scenariusz, który przedstawił kolegom i koleżankom Grodzki, zakłada wprowadzenie poprawek do ustawy o podwyżkach. Tyle tylko, że Sejm i tak je odrzuci, a niesmak pozostanie.

- Liczenie na to, że jak obniżymy podwyżki to zmieni się odbiór zewnętrzny jest naiwnością – miał zauważyć Tomasz Grodzki.
Trzeci wariant, to sytuacja, kiedy część senatorów opozycji zagłosuje przeciw, a inni wstrzymają się od głosu. Ustawa jednak zostanie przyjęta głosami senatorów Prawa i Sprawiedliwości.

- Myślę, że ci, co będą przeciw, będą musieli myśleć o starcie w następnej kadencji jako niezależni lub z innych list niż PO – miał stwierdzić marszałek.

Grodzki, jak pisze Onet.pl zaznaczył, że ma w głowie jeszcze kilka innych scenariuszy, ale wszystkie trzeba przedyskutować dzisiaj, czyli w poniedziałek, na posiedzeniu klubu Koalicji Obywatelskiej.

- Jestem przeciwny przeciąganiu tematu – miał zadeklarować Tomasz Grodzki.

Jak zachowają się senatorowie opozycji? Trudno przewidzieć. Lubelski senator KO Jacek Bury skrytykował tak pomysł podwyżek dla polityków, jak wzrost subwencji dla partii politycznych.

- Dla zdecydowanej większości ważniejsza jest ich własna kieszeń niż służba publiczna. Jak nazwać dawanie sobie gigantycznych podwyżek w czasach, kiedy polska gospodarka wchodzi w potężny kryzys? Kiedy setki tysięcy pracowników, urzędników otrzymuje informację o cięciach i obniżce pensji? To ma być ta nowa solidarność? – pisze w specjalnym oświadczeniu senator Bury. - Każdy, kto podniesie rękę za podwyżkami, splunie w twarz obywatelom i swoim wyborcom – dodaje. I deklaruje, że zagłosuje przeciw podwyżkom.

Wydaje się, że nie ma dobrego wyjścia z sytuacji, jaką sami sobie zafundowali politycy opozycji. Co ciekawe, Prawo i Sprawiedliwość byłoby w stanie jedynie swoimi głosami przeprowadzić ten projekt przez Sejm, ale – jak zauważają niektórzy – Jarosławowi Kaczyńskiemu udało się wciągnąć opozycję w grę, z której to ona wyjdzie najbardziej poobijana. Bo, trudno nie przyznać racji marszałkowi Grodzkiemu, nawet obniżenie przez Senat podwyżek dla najważniejszych osób w państwie nie zmieni odbioru zewnętrznego tego, co się stało.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

A kogo plebs obchodzi. Nową sól solidarnej ziemi po prywatyzacji stać na zamki, maserati , Rollsy, a nawet na zegarki.

G
Gość

A może to D. Tusk pierwszy powinien się ,, ogarnąć" i obniżyć swoja emeryture i obecne uposażenie , które płaci polski podatnik ? Niech tez zaproponuje ,skoro budżet UE trzeszczy , obniżkę uposażenia europosłom ? Biorą niewyobrażalną dla zwykłego człowiek pracy -uposażenie , właściwie za ,, nicnierobienie "? Zresztą poobnie robił Tusk . Czyli nic nie robił. Jak był premierem pracował 3 dni w tygodniu a tam w Brukseli był niewidoczny w ogóle, chyba, ze trzeba było wystapic przeciwko Polsce, to wtedy był ...

Dodaj ogłoszenie