Podglądani, podsłuchiwani - w jakim kierunku zmierza Europa, a wraz z nią Polska?

Barbara Dziedzic
Technologie podsłuchów są coraz doskonalsze. O wielu z nich być może nie dowiemy się nigdy
Technologie podsłuchów są coraz doskonalsze. O wielu z nich być może nie dowiemy się nigdy
Street View, INDECT, a nawet parkomaty. Narzędzi monitorowania prywatności jest coraz więcej. Oburzają i bulwersują, by po pewnym czasie stać się codziennością - pisze Barbara Dziedzic

Inwigilacja, ograniczanie prywatności, kontrola w sieci - manifestacje w sprawie ACTA udowodniły, jak bardzo te hasła potrafią rozwścieczyć internautów. I jak wielki budzą postrach, mimo że i tak każdego dnia jesteśmy obserwowani właściwie z każdej strony. Nie tylko w sieci, co więcej - często na własne życzenie.

Śledzeni

Właśnie okazało się, że nawet parkomat może służyć do inwigilacji. Gromadzone dane o kierowcach pozwalają rejestrować trasy

Internet bynajmniej nie jest przestrzenią anonimową. Zdarza się, że nie pamiętają o tym nie tylko statystyczni użytkownicy, ale nawet doświadczeni ludzie służb specjalnych, którzy starannie analizują jego treści podczas codziennej pracy. O tym, jak niebezpiecznym narzędziem może być sieć, przekonał się ostatnio choćby emerytowany szef CIA generał Petraeus. To właśnie mejle, które wymieniał z autorką własnej biografii, stały się przyczyną głośnego skandalu, który wstrząsnął nie tylko jego życiem zawodowym, ale także całą Ameryką.

Nieostrożność i niewiedza to najwięksi wrogowie internautów. Otwierając laptopa przy porannej kawie, należy mieć świadomość, że wszystkie informacje, jakie użytkownik pozostawia w sieci od chwili połączenia z internetem, zostają zapamiętywane. W pierwszej kolejności rejestruje je dostawca. To znaczy, że łącząc się z siecią wi-fi w centrum Warszawy, firma, z której usług korzysta internauta, zapamiętuje jego numer IP - numer przypisany użytkownikowi lub grupie użytkowników danego komputera. Dzięki IP zwykle możliwe jest namierzenie lokalizacji, choć zdarza się, że zostaje on przypisany grupie komputerów. Nie jest to oczywiście problem nie do pokonania, czego dowiodła chociażby hakerska grupa Anonymous. Do ataków na państwowe serwery jej członkowie używali sieci Tor zapewniającej użytkownikom niemal w zupełności anonimowy dostęp do internetu.

Można zacierać ślady w sieci, nie uciekając się do specjalistycznych narzędzi. Na przykład za pomocą przeglądarki w trybie przeglądania prywatnego. Dzięki tej prostej metodzie odwiedzane adresy WWW nie zostają zapamiętane, a historia wizyt nie trafia do podmiotów takich jak Google czy Facebook. Dla internetowych gigantów informacje o tym, jakie strony użytkownik odwiedza najczęściej, są dziś na wagę złota.

Nieprzypadkowo wielbiciel motoryzacji najczęściej widzi na ekranie oferty firm samochodowych. Google pozycjonuje reklamy, czyli dopasowuje je na podstawie analiz stron odwiedzanych przez użytkownika. Ten model biznesowy nie dotyczy jednak tylko wyszukiwarek czy serwisów społecznościowych. Precyzyjne celowanie w gusta odbiorców jest ważne zwłaszcza dla firm marketingowych. Dlatego od kilku lat także na polskim rynku reklamy funkcjonuje termin "Real Time Binding" - sprzedawanie reklam po uprzednim zbadaniu profilu odbiorcy. Chodzi o to, by na podstawie zachowań użytkownika zebrać jak najwięcej informacji o nim. Firmy interesuje, jakie strony odwiedza internauta, jakie pliki ściąga, gdzie się dłużej zatrzymuje w sieci.
Informacji o profilu zainteresowań dostarcza m.in. system ciasteczek Cookies. To informacje tekstowe, wysyłają serwery stron internetowych. Ciasteczka są zapisywane w komputerze użytkownika, zwykle na twardym dysku. Pozostawiając na poszczególnych stronach cookies, użytkownik zapisuje na nich swoją historię. Można je z łatwością wykasować, jednak niewielu użytkowników wie nawet o ich istnieniu.
Trzecim sposobem, w jaki użytkownik dobrowolnie godzi się na obserwację i kolekcjonowanie swojej historii online jest akceptacja regulaminów serwisów. Pozycjonowanie to bowiem także ważna część polityki Facebooka. Uważny użytkownik widzi, że podczas wyjazdu z kraju wyświetlają mu się reklamy z danego terenu. Nieprzypadkowe jest też to, czyje wpisy widzi na głównej tablicy. Dobór wyświetlanych znajomych zależy od tego, z kim najczęściej wchodzi w interakcje, zwłaszcza lubiąc czy komentując posty. Przeciętny wpis opublikowany na ścianie wisi osiem minut. Jeśli w tym czasie wpis nie wyświetli się osobie, z którą nie wchodzi w interakcję, prawdopodobnie więcej go nie zobaczy. Za pomocą specjalnych algorytmów Facebook bada preferencje użytkowników i dąży do tego, aby firmy i instytucje wykupowały wpisy sponsorowane, które wyświetlają się na głównej stronie.

Regulamin Facebooka lada chwila może się zmienić, dając wiele swobody jego właścicielowi. Właśnie przeprowadzana jest sonda w sprawie poprawek w regulaminie Data Use Policy, zbierania danych o użytkownikach, oraz Statement of Rights and Responsibilities, zasadach korzystania z serwisu. Pierwsza ze zmian m.in. dopuszcza możliwość udostępniania dokumentów z kont osobom z zewnątrz. Druga zakłada, że ewentualne zmiany nie będą musiały być ustalane z użytkownikami. Zalogowani w serwisie zostali powiadomieni o sondzie w mejlach, której treść jest dostępna tylko w języku angielskim. Internauci protestują, jednak swoje zdanie wyraziło na razie 300 tys. z około miliarda zalogowanych. Jeśli do 10 grudnia 30 proc. użytkowników nie zagłosuje, zasady wejdą w życie.

Nagrywani

Co jakiś czas powraca dyskusja o stosowaniu podsłuchów i innych technik operacyjnych przez służby specjalne. Tak jak wtedy, kiedy cztery lata temu Zbigniew Ćwiąkalski, ówczesny minister sprawiedliwości, podczas tajnego wystąpienia w Sejmie poinformował, że liczba wniosków policji o kontrolę operacyjną wzrosła przez rok o 18 proc. Albo po tym, gdy rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego ustawę pozwalającą służbom specjalnym na pozyskiwanie tajnych danych o obywatelach.

Eksperci związani ze środowiskami służb i wojskowi podkreślają, że podsłuchy bywają w Polsce stosowane zbyt często, a przepisy w tej sprawie pozostawiają wiele do życzenia. Z tego powodu rok temu została znowelizowana Ustawa o prokuraturze. Po poprawce jej szef co roku jest zobowiązany informować Sejm o tym, ile wniosków o kontrolę i utrwalanie rozmów zgłosiły służby specjalne. Pierwsze takie dane opinia publiczna poznała w zeszłym roku. Wynikało z nich, że w 2010 r. uprawnione organy skierowały w sumie wnioski o podsłuch wobec 1129 osób. Raport w kwestii podsłuchów wyszczególnia działalność policji. Funkcjonariusze wnioskowali o taką formę kontroli wobec 5824 osób. Sąd odmówił w 41 przypadkach, prokurator - w 189. Z technik operacyjnych, wśród nich także podsłuchów, może obecnie korzystać dziewięć służb specjalnych.
Choć w wyniku nowelizacji z 2011 r. ustawy o prokuraturze jej szef musi przedstawiać przed Sejmem i Senatem ogólne statystyki technik operacyjnych stosowanych przez wszystkie służby specjalne, poszczególne liczby pozostają tajemnicą. O ich ujawnienie od 2009 r. walczy Helsińska Fundacja Praw Człowieka.
Podglądani
Aplikacja Google, która pokazuje trójwymiarowy plan miasta dzięki sfotografowaniu ulic, wzbudziła protesty m.in. w Austrii, Grecji czy Niemczech. Nie ominęły również Polski. Choć aplikacja została zaprojektowana tak, by przestrzegać polityki prywatności, zdarzało się, że na zdjęciach było widać ludzi w niekomfortowych sytuacjach, np. gdy wychodzili z sex shopów. Chodzi bowiem o to, by fotografować ulice i miejsca publiczne w taki sposób, w jaki widzi ją każdy przechodzień.
Pojawił się jednak problem. Przy okazji robienia zdjęć Google postanowił nakreślić mapę publicznie dostępnych sieci bezprzewodowego internetu (tzw. wi-fi). Jak tłumaczyli specjaliści, z powodu błędu program gromadził więcej danych. Gdy gigant zauważył błąd, informacje miały zostały zostać zabezpieczone i udostępnione krajowym instytucjom, które mogą zarządzić ich zniszczenie. Natomiast zbieranie kolejnych danych zostało przerwane i dziś samochody Street View nie posiadają już urządzeń służących do skanowania sieci wi-fi.

W Polsce protesty przeciwko programowi zapowiadał m.in. Panoptykon, organizacja pozarządowa, która zajmuje się ochroną podstawowych wolności wobec zagrożeń związanych z rozwojem współczesnych technik nadzoru nad społeczeństwem.

Podsłuchiwani
Innowacyjny projekt wart 15 mln euro miał zrewolucjonizować walkę z polską przestępczością. Dzięki specjalnie opracowanym algorytmom i podsłuchom miał błyskawicznie zawiadamiać odpowiednie służby porządkowe o niepokojących zachowaniach na ulicach. INDECT, bo o nim mowa, mógł być najgorętszym tematem 2013 r. Tak się nie stało. Po ministerialnych konsultacjach z Komendą Główną Policji specjaliści doszli do wniosku, że narzędzia, które posiadają dziś polscy funkcjonariusze, są wystarczające.

INDECT to międzynarodowy projekt, który dzięki kamerom miejskiego monitoringu ma automatycznie namierzać osoby zachowujące się niebezpiecznie i agresywnie. Dzięki specjalnie opracowanym algorytmom będzie je wychwytywał w internecie. Międzynarodowy projekt sfinansowała Unia Europejska. W praktyce chodziło o to, by system wychwytywał konkretne zachowania i słowa, jak np.: "pomocy", "ratunku", "wypadek", "złodzieje", oraz dźwięki: strzałów, tłuczonych szyb czy butelek. Następnie miałby przekazać informacje o zaistniałej niebezpiecznej sytuacji do osoby odpowiedzialnej za monitoring. Ale to operator tego systemu (np. policja) miał podejmować decyzję o wezwaniu, dlatego - jak tłumaczyli eksperci - ryzyko podsłuchu osób prywatnych, gdy nie zachodzi taka potrzeba, byłoby ograniczone.
Rejestrowani

Właśnie okazało się, że nawet parkomat może posłużyć do inwigilacji. Sprawą zajmuje się Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych. GIODO bacznie analizuje nowe urządzenia, które pojawiły się w stolicy. By legalnie parkować, kierowcy muszą dziś przy zakupie biletu podać numer rejestracyjny samochodu. To znaczy, że miasto dysponuje danymi osobowymi właściciela pojazdu przypisanymi do konkretnej tablicy rejestracyjnej.

Dzięki tym danym teoretycznie można więc śledzić miejsca parkowań poszczególnych samochodów, a nawet wytyczać pokonaną przez danego kierowcę trasę. Tym bardziej że urząd miasta posiada możliwość przetwarzania tych danych oraz dostęp do centralnej ewidencji pojazdów i kierowców. Może więc bez trudu namierzyć właściciela samochodu. Choć Zarząd Dróg Miejskich przekonuje, że nowe rozwiązania są koniecznością i nikt nie zamierza nikogo inwigilować, teoretycznie pojawia się kolejna taka możliwość.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
sky-net
ci to w każdej epoce służą za przyzwoitkę.
l
lipiniorz
obecni wodzowie i ich podkomyndni, som powionzani z prostym ludym pympowinom w keryj to pokarm i tak plynie ino w jednym kierunku.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Podglądani, podsłuchiwani - w jakim kierunku zmierza Europa, a wraz z nią Polska?
b
batman
Od czasów plemiennych, wódz i jego podkomendni chciał wiedzieć co w trawie piszczy. Bywało że prosty lud na oznakę aprobaty pokazywał mu goły tyłek, po którym jeszcze bardziej go smagano.
Dodaj ogłoszenie