Po wejściu do sfrefy euro zdrożeją najtańsze produkty i usługi

Alina Białkowska
Najbardziej przejście na wspólną walutę odczują ci, dla których wydatki na żywność i inne tanie produkty stanowią 40-proc. część domowych budżetów.
Najbardziej przejście na wspólną walutę odczują ci, dla których wydatki na żywność i inne tanie produkty stanowią 40-proc. część domowych budżetów. Maciej Jeziorek/POLSKA
Po wejściu Polski do strefy euro ceny mogą wzrosnąć o 2,56 proc. - wynika z opublikowanego wczoraj raportu NBP.

Wspólną walutą zaczniemy płacić najwcześniej w 2012 roku, ale już dziś ponad 80 proc. Polaków obawia się wielkich podwyżek.

Z doświadczeń innych krajów, które sześć lat temu przyjmowały euro, wynika, że wzrost cen wyniósł tylko 0,12-0,29 proc. Ludziom wydawało się jednak, że płacą o 20-30 proc. więcej. Jest to tak zwany efekt bagietki lub efekt kawy cappucino, który polega na tym, że oceniamy inflację przez pryzmat najczęściej kupowanych i najtańszych produktów. A te po wprowadzeniu euro zdrożały najbardziej.

Podobnie będzie w Polsce. Najbardziej zdrożeją produkty najtańsze, kosztujące obecnie poniżej 1 zł, a najmniej - najdroższe. Będzie to skutek zaokrąglania cen - wynika z przedstawionego wczoraj raportu Narodowego Banku Polskiego.

Autorzy raportu przedstawiają cztery scenariusze zmian cenowych. Najbardziej optymistyczny wariant zakłada, że ceny wzrosną tylko o 0,04 proc., zaś najbardziej pesymistyczny mówi o wzroście aż o 2,56 proc. Zdaniem ekspertów najbardziej prawdopodobne są podwyżki mniej więcej o pół procenta. Znacząco zdrożeje łączność (o 1,91 proc.) i żywność (0,67 proc.). Najmniej - odzież i obuwie (o 0,06 proc). Lecz wcale nie jest wykluczone, że za część produktów i usług będziemy płacić mniej.

- Im bardziej konkurencyjna branża, tym bardziej prawdopodobne są obniżki - twierdzi Marek Rozkrut z Biura ds. Integracji ze Strefą Euro z NBP i współautor raportu. - Możliwe też, że przedsiębiorcy zejdą z cen gdy popyt na nie spadnie.

Na przykład niektóre europejskie kina musiały obniżyć ceny biletów, gdy widzowie przestali do nich przychodzić Najostrzej na podwyżki zareagowali konsumenci w Niemczech i we Włoszech. Zdarzały się masowe protesty i bojkoty sklepów.

Wszystko dlatego, że mimo zapewnień ekonomistów już po pięciu miesiącach od zniknięcia marki warzywa podrożały w Niemczech średnio aż o 20 proc., a niektóre bary i restauracje podwyższyły ceny nawet o 1/3. Niemieccy politycy apelowali do konsumentów, żeby unikali kupowania tam, gdzie ceny za bardzo zaokrąglono w górę. Poskutkowało.

W tej chwili najczarniejszy scenariusz dla Polski zakłada, że produkty kosztujące obecnie między 10 a 50 zł podrożeją o 3,85 proc., podczas gdy najtańsze, za które trzeba zapłacić niespełna 1 zł, mogą podrożeć nawet o 21,6 proc. Najbardziej zdrożeją SMS-y. Po zaokrąglaniu ceny do góry SMS kosztowałby 2 eurocenty (dziś kosztuje ok.1,25) A to oznacza wzrost kosztów tej usługi aż o 60 proc.
Podobnie będzie z bułkami, przyprawami czy chusteczkami higienicznymi, gdzie wzrost ceny o 2-3 gr może oznaczać kilkunastoprocentowe podwyżki. A właśnie niskie ceny stanowią dla nas główny punkt odniesienia, gdy oceniamy inflację. Z raportu NBP wynika bowiem, że aż połowę wydatków przeciętnego gospodarstwa idzie na produkty i usługi, których cena nie przekracza 7,60 zł.

W przypadku produktów droższych wzrost cen będzie zdecydowanie niższy. Wszystko, za co płacimy między 1 a 5 zł, czyli na przykład kukurydza w puszce, masło, mąka, bilet autobusowy, może podrożeć od 0,63 proc. (scenariusz optymistyczny) do 6,86 proc. (wariant najgorszy). Za towary i usługi mieszczące się w granicach od 5 do 10 zł (np. olej, pasta do zębów, kilogram kurczaka) zapłacimy w najlepszym razie 0,47 proc. więcej, a w najgorszym - 5,46 proc. Natomiast w przypadku produktów kosztujących od 10 do 50 zł za sztukę (np. dobra kawa, proszek do prania, slipy) wzrost cen może wynieść od 0,31 do 3,85 proc.

Najbardziej przejście na wspólną walutę odczują ci, dla których wydatki na żywność i inne tanie produkty stanowią 40-proc. część domowych budżetów. Są to więc przede wszystkim rolnicy oraz renciści i emeryci. Jednak nawet w ich przypadku będą to kwoty niewielkie. Zgodnie z najbardziej prawdopodobnym scenariuszem roczny wzrost kosztów utrzymania wynikający z zaokrąglania cen to w przypadku rolników niecałe 33 zł, a emerytów i rencistów - niespełna 52 zł.

Najbardziej ucierpią osoby pracujące na własny rachunek. Ich roczne koszty utrzymania wzrosną o 65 zł. Za to czarny scenariusz zakłada, że wydatki osób prowadzących firmy będą wyższe o ponad 313 zł rocznie, zaś rencistów i emerytów o ponad 240 zł . Raport zawiera także scenariusz, w którym przedsiębiorcy decydują się na zaokrąglenie cen w dół. Ale w taki obrót spraw zdają się nie wierzyć nie tylko zwykli ludzie, ale i ekonomiści.

Współp. Marcin Wachowicz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie