Po 25 latach jest wyrok za śmierć Przemyka

Mariusz Jałoszewski
W końcu po 25 latach i pięciu procesach warszawski sąd okręgowy skazał Ireneusza K., za udział w śmiertelnym pobiciu Grzegorza Przemyka. Cztery lata więzienia dostał były milicjant, ale pozostali winni pobicia chłopca wciąż bezkarni.

Tym samym wczoraj udało się osądzić zbrodnię PRL-u, która stała się niechlubnym symbolem niemocy wymiaru sprawiedliwości wolnej Polski w rozliczaniu komunizmu. - Nareszcie - cieszyli się znajomi Przemyka i jego rodziny, gdy usłyszeli wyrok.

Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej 12 maja 1983r. z kilkoma kolegami świętował po południu zdanie matury na warszawskiej Starówce. W okolicach Placu Zamkowego Przemyk objął w żartach kolegę Cezarego F. za bark. Przewrócili się. Rozbawiona grupa zwróciła uwagę patrolu ZOMO.

Milicjanci poprosili o dowody osobiste. Przemyk jako jedyny nie miał dokumentów. Funkcjonariusze kazali wsiąść mu do nysy. Cezary F. pojechał z nimi do komisariatu na Jezuickiej. - Dlaczego nie masz dowodu, jest stan wojenny? - pytał funkcjonariusz. Przemyk tłumaczył, że nie musi, bo stan wojenny jest zawieszony. Wtedy któryś z milicjantów uderzył go dłonią w twarz. - Zaraz przyjedzie z dowodem matka Grzegorza - uspokajał Cezary F. Nie pomogło. - Trzeba nauczyć "gówniarza" noszenia dokumentów - rzucił milicjant. Za chwilę w pokoju było już kilku mundurowych.

Ireneusz K. ten sam, który był na Placu Zamkowym podszedł do niego z pałką. Grzegorz spodziewał się, że dostanie. W obronie złapał za pałę. Kolegi chciał bronić Cezary F. , ale sam zebrał kilka ciosów i został obezwładniony. Bezradnie przyglądał się jak funkcjonariusze katują krzyczącego z bólu Przemyka. - Bijcie tak by nie było śladów - zachęcał dyżurny komisariatu Arkadiusz D. (z powodu choroby od 1997r. sąd odracza mu karę dwóch lat więzienia).

Z komisariatu Przemyk trafił na pogotowie. Lekarz stwierdził, że skatowany maturzysta był w stanie psychozy połączonej z agresją i skierował go do szpitala psychiatrycznego! Zdenerwowana matka (zmarła w 1986r.) zabrała chłopca do domu. Dopiero lekarz wezwany do Grzegorza stwierdza ciężkie obrażenia. Ale na ratunek jest za późno. Grzegorz Przemyk umarł 14 maja o godz. 13.15. Jego pogrzeb stał się wielką manifestacją przeciwko władzy.

Wczoraj sąd na podstawie zeznań Cezarego F. oraz odnalezionych niedawno przez IPN zdjęć z nieformalnej wizji lokalnej na komisariacie ustalił, że bił głównie Ireneusz K. Zadawał mocne ciosy w brzuch. Najprawdopodobniej pomagali mu Krzysztof D. i Wit J., ale oni dotąd nie zostali oskarżeni.
Sędzia Monika Niezabitowska - Nowakowska podkreślała, że nie ma dowodów na to, że pobicie miało polityczne podłoże.

Milicjanci nie przyznali się. MSW i SB poinstruowały ich bowiem jak zatuszować sprawę. Oficjalna wersja: Przemyka pobili lekarze z pogotowia.

Ireneusz K., obecnie na policyjnej emeryturze, był nieobecny na sali sądowej podczas ogłaszania wyroku. Gdy by nie przepisy (z 1989 r.) o amnestii były zomowiec dostałby osiem lat. Na razie nie trafi do więzienia, bo jego adwokat zapowiada apelację. Nie wyklucza jej też prokurator, który żądał o rok wyższej kary. Leopold Przemyk, ojciec Grzegorza mówi, że dopiero osądzono miecz, a powinni i rękę.

Od kilku lat IPN bada kto tuoszwał tę sprawę. Zarzuty ma już 10 byłych esbeków. Kolejni usłyszą je wkrótce.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie