Płk. Tomasz Pietrzak: Samolot na pewno podchodził do lądowania tylko raz

Redakcja
Z płk. Tomaszem Pietrzakiem, byłym dowódcą 36. Pułku Lotnictwa Transportowego, rozmawia Dorota Kowalska.

Panie Pułkowniku, jak Pan myśli, co wydarzyło się nad Smoleńskiem?
Nie wiem i nie zamierzam na ten temat spekulować. To zadanie komisji, która ma wyjaśnić okoliczności tej tragedii i zostawmy to jej. Już wiele razy przy okazji tego typu katastrof trzeba było podobne spekulacje odwoływać. Więc poczekajmy z ocenami.

Pojawiają się głosy, że być może oficerowie, kiedyś Pana podwładni, poddani byli jakimś naciskom. Kazano im lądować mimo niesprzyjających warunków. Myśli Pan, że mogło się tak zdarzyć?
Nie wiem, co działo się w kabinie, bo mnie tam po prostu nie było. Ale znam ludzi z tego pułku, wiem, jak są przygotowywani do pracy. To nie są lotnicy, którzy ulegaliby jakimś naciskom. Jeśli uważaliby, że wykonanie rozkazu naraża pasażerów i załogę, odmówiliby wykonania zadania. Proszę nie zapominać, że decydowali również o swoim własnym życiu.

Ale zdecydowali się na lądowanie w bardzo trudnych warunkach. Niektórzy eksperci twierdzą, że w ogóle nie powinni wystartować do Smoleńska?
Nie zgadzam się z tymi opiniami. Tam pogoda cały czas się zmieniała. Chyba godzinę przed nimi lądował w Smoleńsku Jak-40, jeszcze jakiś inny samolot. Więc to nie tak, że nie powinni startować z Warszawy. Gdyby warunki uniemożliwiały lądowanie, to lotnisko powinno być zamknięte, a wtedy piloci nie mieliby innej możliwości, tylko skierować maszynę gdzie indziej. Lotnisko nie było jednak zamknięte.

Na początku pojawiły się spekulacje, że piloci podchodzili do lądowania czterokrotnie. Potem, że tylko raz. Ma Pan jakąś wiedzę na ten temat?
Było tylko jedno podejście do lądowania. Nieudane. Wszelkie inne teorie mijają się z prawdą.

Rosyjski kontroler lotów z lotniska w Smoleńsku twierdzi, że nie potrafił porozumieć się z polskimi pilotami, że słabo mówią po rosyjsku. Wierzy mu Pan?
To kolejna bzdura. Znam oficerów z 36. specpułku i wiem, że doskonale mówią w języku rosyjskim. Uczą się go przez wiele lat. Nigdy też nie spotkałem się z zarzutami ze strony Rosjan, jakoby ci nie potrafili się dogadać z naszymi pilotami.

Panie Pułkowniku, w tupolewach są urządzenia, które ostrzegają przed schodzeniem na zbyt małą wysokość. Myśli Pan, że piloci zignorowali te ostrzeżenia, bo - według ekspertów - maszyna była sprawna.
Powtarzam: nie wiem, co działo się w kabinie pilotów, bo mnie tam nie było. Ale wiem jedno: ci piloci byli profesjonalistami i zrobili wszystko, aby szczęśliwie wylądować.

Najnowsze informacje dot. koronawirusa

Wideo

Materiał oryginalny:

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

W
WP.herbu Rak.

Jakby pod Mławą rozbił się, Yankeski Air Force One z Bambo lub z Vice, etc.
to żaden polski urzędnik ani wojskowy ani policjant ani strażak ani ktokolwiek inny nie mógłby się, zbliżyć na odległość 500 metrów od szczątków, byliby w godzinę, służby, eksperci, etc, z Bazy w Niemczech w Polsce, aż Amerykanie nie wyzbieraliby wszystkich dokumentów i ważnych elementów samolotu (aparatura do nawigacji, łączności, książki kodowe, kody dostępu, itp.). Wnuk esesmana i syn agenta Gestapo, następnie NKWD, UB, podpaska tante Angeli, Eryki i klęcznik Putina a zarazem ich wycieraczka her Thuzk i jego złodziejska ekipa to tylko amatorzy taniego PijaRu, a w NATO rwą sobie włosy w głów, co mogło wpaść w ręce Rosjan wskutek kwiatków Thuzka, Pawlaka i szefa MON, żyda i psychola Klicha, który przez 3 lata swojego szefowania nie zakazał wspólnych lotów ,( to ryży nie zezwolił bo to w jego gestii na udostępnienie drugiego TU154) najważniejszych dowódców Armii, bo w tym czasie odznaczał pyskatych pilotów i zwiedzał Afganistan, normalnie szok i przerażenie w NATO.

A
AS

Ciekawe jest, skąd zatem pan pułkownik wie, że było tylko jedno podejście, skoro go tam nie było?

Poczekajmy na efekty prac komisji.

l
liberacze

wszak elyty juz podchwycily czterokrotne proby i zrobily z Prezydenta glownego winnego decyzji o samobojczym ladowaniu!

ktorakolwiek szmata to zaczela i z reszta kundli ciagnela jest winna celowej dezinformacji. ciekawe czy szykowala komus alibi, czy po prostu, od lat jest chora z nienawisci do kazdego kto Polske ukochal?

Dodaj ogłoszenie