Płk Łukaszewicz: Przyczyny katastrofy smoleńskiej znamy od dawna. Reszta to polityka

Redakcja
Płk Piotr Łukaszewicz
Płk Piotr Łukaszewicz Bartek Syta/Polskapresse
W raporcie Millera przyjęto założenie, że było to zderzenia samolotu z ziemią w locie kontrolowanym. Moim zdaniem w momencie bezpośrednio poprzedzającym katastrofę załoga straciła orientację przestrzenną. O tym, co naprawdę wiemy o Smoleńsku, mówi płk Piotr Łukaszewicz w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Dzień po katastrofie prezydenckiego tupolewa powiedział mi Pan w wywiadzie, że Tu-154M w ogóle nie powinien startować z lotniska w Warszawie, a przy takich warunkach pogodowych nie miał żadnych szans, aby wylądować na lotnisku w Smoleńsku. Dalej podtrzymuje Pan tę opinię?
Tak. Mówiąc to dwa lata temu, bazowałem na szczątkowych informacjach, jakie posiadałem, i wyciągałem wnioski, opierając się na własnym doświadczeniu. Na chwilę obecną ze smutkiem stwierdzam, że wszystkie fakty ujawnione później w trakcie dochodzenia potwierdziły tylko moją opinię. Nic nie uległo w niej zmianie.

Które fakty były dla Pana, doświadczonego pilota, najbardziej wstrząsające?
Najbardziej wstrząsająca była sama katastrofa. To, że tyle znamienitych osób w niej zginęło, także moi koledzy i znajomi. Jak każda katastrofa także ta była sumą pewnych zdarzeń, które bezpośrednio lub pośrednio z sobą powiązane do niej doprowadziły. Ale najsmutniejsze dla mnie w tej tragedii było i jest to, że tak naprawdę przed załogą samolotu Tu-154M postawiono zadanie, które było nie do wykonania, a później w trakcie jego wykonywania nie udzielono tym ludziom żadnej pomocy. Zostali zostawieni sami sobie z koniecznością rozwiązania problemu, czy też wielu problemów narastających jeden po drugim. A było wokół nich wielu ludzi, którzy także w trakcie lotu mogli im pomóc, choćby zmieniając wcześniej podjęte decyzje.

Bo tak jak w większości katastrof lotniczych zawiedli ludzie?
Tak. Nie ulega wątpliwości, że głównym czynnikiem, który przyczynił się do tej katastrofy, był czynnik ludzki. Błędy popełnione przez różne osoby w różnych momentach, w różnych miejscach. Taka jest smutna prawda, że w całym systemie lotniczym człowiek jest...

Najsłabszym ogniwem?
Właśnie.

Jak Pan ocenia raport MAK i raport komisji Millera?
Trudno mi je oceniać, były tworzone i przygotowywane na podstawie wiedzy, której ja nigdy nie miałem i pewnie nigdy mieć nie będę, pracowali nad tymi raportami fachowcy. Natomiast jest kilka rzeczy, z którymi osobiście polemizowałbym albo z którymi się nie zgadzam.

I jakie to rzeczy, Panie Pułkowniku?

Bezpośrednia przyczyna katastrofy została ustalona i to nie podlega żadnej dyskusji

Jeżeli chodzi o raport MAK - absolutnie dla mnie niedopuszczalne, co jest przejawem braku profesjonalizmu osób prowadzących dochodzenie po stronie rosyjskiej, jest stawianie tezy, mówiąc trywialnie, o pijanym dowódcy sił powietrznych, który zmusił załogę do lądowania. Tego typu twierdzenia bez twardych dowodów nie powinny znaleźć się w takim dokumencie. Druga rzecz, z której MAK wybrnął, to kwestia udziału w zdarzeniu służb rosyjskich. MAK zasłaniał się brakiem dostępu do informacji, które stanowią tajemnicę państwową, ponieważ dotyczą lotniska wojskowego. A mimo to MAK twierdzi, że lotnisko było dobrze przygotowane, a służby, które je obsługiwały, działały prawidłowo. Jednak z tego, co zostało opublikowane i co już wiemy, w żaden sposób nie wynika, aby lotnisko było sprawne, a służby działały prawidłowo. To olbrzymi obszar wiedzy, która powinna być zbadana. Jestem przekonany, że obiektywne wnioski płynące z tego typu analiz byłyby takie, iż stan lotniska, a przede wszystkim nieprawidłowości zarówno w procesie decyzyjnym służb odpowiedzialnych za przyjęcie samolotu, jak i działania kontrolerów lotu w znaczący sposób przyczyniły się do tej katastrofy. Zakładając, że zasady działania rosyjskich lotnisk wojskowych bazują w dużej mierze na tym, na czym bazowało nasze lotnictwo w czasach Układu Warszawskiego - a nie mam żadnych informacji, aby było inaczej - w tego typu sytuacji, przy takim wyposażeniu lotniska i takiej pogodzie, służby, które kierowały tym obiektem, powinny bezwzględnie zabronić lądowania Tu-154 na lotnisku Siewiernyj i skierować go na lotnisko zapasowe.

Czytaj też:

* NIK o Smoleńsku: Lot z 10 kwietnia nie powinien się odbyć
* Rosyjscy śledczy badają części tupolewa i odzież ofiar znalezione przez mieszkańca smoleńska
* Katastrofa smoleńska: Nie mówcie, kiedy mamy skończyć tę żałobę
* Gosiewska: Kopacz brała udział w bezczeszczeniu zwłok. Zachowanie PO od początku jest bardzo dziwne
* Solidarni 2010: Rękawiczki Kopacz jak chusteczka Friedy z Bułhakowa. Nie pozwólmy zapomnieć
* Zespół Macierewicza: dwa wstrząsy przyczyną katastrofy pod Smoleńskiem
* Bitwa o wrak tupolewa. Kamiński: Te szczątki stały się relikwiami

Z którymi tezami raportu komisji Millera by Pan polemizował?
Jest jedna generalna teza dotycząca zaklasyfikowani tej katastrofy. Przyjęto założenie, że było to zderzenia samolotu z ziemią w locie kontrolowanym. Z definicji tego typu zdarzenie ma miejsce w momencie, kiedy samolot znajduje się pod pełną kontrolą załogi, która kontroluje statek powietrzny i ma świadomość sytuacyjną, a mimo to doprowadza do zderzenia z ziemią. Dyskutowałbym z takim stwierdzeniem. Moim zdaniem w momencie bezpośrednio poprzedzającym katastrofę załoga straciła orientację przestrzenną.

Nie kontrolowała tego lotu?
Ten lot nie był w stu procentach kontrolowany tak, jak powinien być. Począwszy od rozpoczęcia zejścia do lądowania. Warunkiem takiego rozpoczęcia jest ustabilizowanie samolotu na ścieżce do lądowania i dalsze wykonanie lotu w warunkach stabilnych. To pewien przedział parametrów lotu, które bezwzględnie muszą być zachowane, aby lot mógł być uznany za stabilny. Jeżeli załoga ma świadomość, że parametry lotu nie mieszczą się w tym przedziale, ma obowiązek go przerwać. Tutaj do tego nie doszło. Dlaczego? Bo załoga nie miała tak naprawdę świadomości, w jakim położeniu względem ziemi znajduje się samolot, stąd wszystkie kolejne błędy.

Jednak komisja kierowana przez Antoniego Macierewicza powołała dwóch amerykańskich naukowców, którzy mówią wprost: "Nie było żadnego zderzenia z brzozą, od początku przyjęto złą tezę. Przyczyn katastrofy wciąż tak naprawdę nie znamy". Przywołują przy tym swoje dane i swoje analizy. I co Pan na to?
Mam tego świadomość. Przywołują nawet dane na potwierdzenie przyjętej tezy. Będąc dość aktywnym przez ostatnie dwa lata w debacie publicznej dotyczącej katastrofy, artykułując pewne tezy, opinie, studiowałem dostępne materiały, co więcej - przeprowadziłem wiele dyskusji ze specjalistami z dziedziny lotnictwa. W ciągu tych dyskusji różniliśmy się czasami co do interpretacji pewnych szczegółów, natomiast nigdy przez ten czas nie spotkałem się z polemiką kwestionującą moje tezy. Będę w dalszym ciągu prowadził swoje rozważania i wnosił swój wkład w debatę publiczną, bazując na merytorycznych przesłankach pozbawionych politycznego tła. Nie będę zaś publicznie dyskutował z tezami o wytworzeniu sztucznej mgły, bomby termobarycznej, o obezwładnieniu samolotu na wysokości 26 metrów czy też o tym, że zderzenia z drzewem nie było. Nie będę polemizował z tezami inżynierów, z pewnością wybitnych specjalistów, z których jeden uważa za swój istotny dorobek naukowy udowodnienie faktu, że konstrukcja promu kosmicznego mogła zostać zniszczona kawałkiem pianki izolacyjnej w stopniu doprowadzającym do katastrofy przy przejściu przez atmosferę. Z drugiej zaś strony jakiś czas potem ten sam człowiek uzasadnia tezę, że samolot zderzający się z brzozą nie może odnieść takich uszkodzeń, jakie odniósł.

Czytaj też:

* Prof. Andrzej Zybertowicz: Można jeszcze wiele nowego powiedzieć o katastrofie w Smoleńsku
* Kunert: Katastrofa smoleńska powinna być uwzględniona w narracji o zbrodni katyńskiej
* "Rosjanie musieli być pewni, że nikt nie będzie otwierał trumien. Można mówić o zbezczeszczeniu"
* "Pseudoeksperci bronią stanowiska Rosjan. Powinny zająć się nimi służby
* Jacek Świat: Podejrzewam, co się mogło stać w Smoleńsku. Ale nigdy tego nie powiem
* Prof. Baden: Potrzebna ekshumacja 96 ofiar Smoleńska i badania RTG

Panie Pułkowniku, nie wierzę, że ci ludzie, gdyby nie wierzyli w to, co mówią, podpisywaliby się pod tymi tezami własnym nazwiskiem, są przecież naukowcami.
Słuchałem dość uważnie pana Biniendy w czasie posiedzenia komisji Macierewicza i on rzeczywiście prezentował wyniki swoich badań, ale w oparciu o przyjęte modele matematyczne. Pierwsza rzecz, jaką usłyszałem jeszcze tego samego dnia, to komentarz pracownika innego uniwersytetu w USA czy Kanadzie, który powiedział wprost, nie polemizując z żadnymi stwierdzeniami, że badania profesora Biniendy są obarczone słabością modelu matematycznego, który przyjął dla ich przeprowadzenia. Przy tak skomplikowanej materii nie można uzyskać wiarygodnych wyników, stosując tak niewielką liczbę obliczeń, jaką zastosował pan Binienda. Osobiście mam świadomość, że nie ma możliwości wypracowania modelu matematycznego symulującego, co zaszło na końcówce skrzydła, które zderzyło się z drzewem. To wszystko działo się w sytuacji dynamicznej: ten samolot leciał z prędkością 270 km/godz., skrzydła samolotu były obciążone. Najprostszy błąd, jaki można popełnić, to błąd polegający na tym, że zakłada się masę samolotu jako całości i masę skrzydła jako takiego. Tylko problem polega na tym, że masa samolotu znajdującego się w powietrzu jest przeniesiona właśnie na skrzydła. W wyniku uderzenia punktowego następuje zniszczenie skrzydła będące wynikiem samego uderzenia, ale zaraz w ślad za tym idą kolejne zniszczenia dynamiczne wynikające z tego, że to skrzydło znajduje się pod zmiennym obciążeniem. Cała waga samolotu jest rozłożona na skrzydłach. Kiedy jedno skrzydło traci połowę swojej powierzchni nośnej, dzieją się różne rzeczy. Jest jeszcze druga sprawa - przykłady z życia. Proszę spojrzeć chociażby na zdjęcia samolotu tajlandzkiego, który uderzył w drzewo po wylądowaniu, naprawdę, wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę hasło: "samolot, drzewo, zderzenie", i znajdziemy mnóstwo zdjęć zniszczeń samolotów w takich sytuacjach. Te zniszczenia są ogromne już po zderzeniu statku powietrznego z ptakiem.

Jednak gen. Błasika w kabinie nie było?
Instytut Ekspertyz Sądowych stwierdził, że nie ma dowodów na to, że był w kabinie, ani na to, że w niej nie był. Faktem jest jednak, że wśród wszystkich głosów, które zostały odczytane, jest co najmniej kilka, które przez ten Instytut nie zostały rozpoznane. Dla mnie to sprawa jasna i czytelna: Instytut robił badanie na zlecenie prokuratury i opinia Instytutu ma wagę materiału dowodowego w prowadzonym postępowaniu śledczym i w przyszłym, być może, postępowaniu sądowym, które będzie musiało określić czyjąś winę i ustanowić karę. W świetle prawa każda wątpliwość, która się pojawia, musi być rozstrzygana na korzyść podejrzanego. Natomiast wracając do mojego doświadczenia w kwestii tego, co działo się w kabinach wojskowych samolotów transportowych, zidentyfikowane słowa mechanika pokładowego będącego w kabinie: "Witam panów generałów", o czymś świadczą, prawda? W postępowaniu dowodowym waga takiego dowodu jest żadna, ale merytorycznie ma znaczenie. Wiele wątpliwości dotyczących tej katastrofy wynika z ubogiego wyposażenia samolotów w środki obiektywnej kontroli lotu, inne samoloty są wyposażane w kabiny wideo, nowe rejestratory głosu. I to powinno się zmienić.

Myśli Pan, że kiedykolwiek ustaną dyskusje o przyczynach tej katastrofy?
Bezpośrednia przyczyna katastrofy została ustalona i to nie podlega żadnej dyskusji, pod tym względem traktuję raport komisji Millera jako całkowicie wiarygodny. Pytanie, czy ta wiedza będzie wystarczająca dla wszystkich, należy adresować do polityków. Osobiście, biorąc pod uwagę zdarzenia, które miały miejsce w związku z ostatnią ekshumacją prochów gen. Sikorskiego w celu ustalenia okoliczności katastrofy gibraltarskiej sprzed 69 lat, nie mam wątpliwości, że katastrofa smoleńska nadal będzie wykorzystywana do celów politycznych.

Wideo

Komentarze 54

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mm
Zamkneliscie pewnie jakiegos niewinnego geodete w wiezieniu
m
mm
Zamkneliscie pewnie jakiegos niewinnego geodete w wiezieniu
e
emtees
nie ma prawdy mojej, Twojej kubo,Pana Maciarewicza,Pana pilota,
innych osób z lewej i prawej strony politycznej.
Jest tylko P R A W D A.
To powinni WSZYSCY ZROZUMIEĆ.
Wszyscy-POLACY I ROSJANIE,--władze powinni dążyć wszystkimi
dostępnymi środkami by naukowo odkryć PRAWDĘ
Wtedy ja,Ty kubo, Pan Maciarewicz,Pan pilot,lewica,prawica,
byśmy JĄ przyjęli -bez wyjścia.
k
kuba
Pan Maciarewicz docieka prawdy,tylko jeżeli ta prawda jest faktycznie inna od wywodów pana M.to nie jest prawda.Prawda musi być taka jak założył pan M.
E
EMTEES
ryszard--między doświadczeniem a PRAWDĄ jest szalona RÓŻNICA
pułkownik ma doświadczenie. Pan Maciarewcz docieka PRAWDY.
s
sceptyk
a z taką prędkością według raportu MAK poruszał się Tu-154M w ostatniej minucie przed rozbiciem się.
Całą resztę może pan pułkownik zostawić dla siebie.
Raport powinien być jak dowód matematyczny, jeżeli w raporcie są luki albo elementarne wręcz błędy raport nie jest wart funta kłaków i odprawianie nad nim sabatu niczego nie zmieni.
Panie pułkowniku, egzaminu z aerodynamiki i logiki u mnie by Pan nie zdał.
Spocznij.
E
Emerytowany pilot -
Spóźnienie startu z Warszawy o 53 minuty od zaplanowanej - oczekiwanie na ważne osobistości - zmieniło wszystko. Punktualne lądowanie w odpowiednich warunkach na pasie startowym w obecności oczekujących - przesądziło o wszystkim. Wymyślając coraz to inne przyczyny jednak KTOŚ KOGOŚ chroni. A prawda i tak wyjdzie w końcu na wierzch.
S
Sybirak
Panie Pułkowniku, a może było to jednak samobójstwo?
E
EMTEES
Już widzę Pana w stopniu generała.Janicki za sprawne przygotowanie wizyty przez BOR
awansował.Pan będzie drugi-za KIT (z Pana ust)
E
EMTEES
Moim życiowym pragnieniem jest zobaczenie (nigdy nie chcę ich poznać) osób
które oddały swój głos na ''nie''oceniając ww List Otwarty.
Takich ''zwierząt''jeszcze w życiu nie widziałem.
Domyślam się że to bydło
E
EMTEES
........sensowna,obiektywna wypowiedż fachowca.......
W100 procentach wolałbym SENSOWNE,OBIEKTYWNE,BADANIA
j
jazg
Ruscy pozwolili zejść na wysokość 100 m, a nie na lądowanie.
M
MarekS
Zgadzam się ze wszystkim co powiedział płk Łukaszewicz.
Na litość Boską ale jest to TYLKO i aż TYLKO --O P I N I A.
Badanie to coś innego.
KAŻDY element tej tragedii powinien być Z B A D A N Y
bez żadnych zahamowań przez O B I E strony i przyjęty
bądż odrzucony.
Przykład-
Komisja Millera przyjęła -drogą dedukcji- że skrzydło
urwało się na brzozie-- podając przykład pędzącego
samochodu zderzającego się z drzewem.Pan Miller
wprost pytał na konferencji dziennikarzy--Co by się stało
z tym samochodem.......
To jest fakt dyskredytujący komisję.
Przykład:
Pierwsze zeznania kontrolerów lotu zostały odrzucone
przez MAK a przyjęto drugie-inne-Pytam-czy one
były nie po przyjętej linii???
To są rzeczy kontrowersyjne one właśnie dzielą POLAKÓW
Pozdrawiam Świątecznie.
I
Inkwizytor
Tak powiedzial kontroler lotu, Rosjanin,
do polskich pilotow. Czego pan jeszcze
od tego Rosjanina chce? Mial to zaspiewac?
Z kim mial do czynienia?
M
MarekS
Panie pułkowniku zazdroszczę Panu zawodu jaki Pan wykonywał. Jak każdy mały chłopiec
pragnąłem być pilotem. Pan nim został -ja nie.Ma Pan ogromne doświadczenie w tej
dziedzinie.Nie ośmielam się polemizować,tymbardziej obalać Pańskie twierdzenia.
Ze wszystkimi opiniami się zgadzam.Przykro mi jednak że Pan-pilot- oficer widząc
postępowanie ''naszych''władz ,które powinny''walczyć do ostatniej kropli krwi''
o CAŁKOWITE UCZCIWE DOGŁĘBNE zbadanie przyczyn,nie zrobiły nic,oznajmia
że katastrofa powstała przez ''czynnik ludzki''-(służby na lotnisku,piloci).
Pan,-cała armia- powinni się domagać tych badań chociażby po to by po tych
badaniach ZMAZAĆ winę kolegów-pilotów.
Mam dwa pytania:
Czy brał Pan pod uwagę twierdzenie fizyka z Australii że nie ma w tym wypadku
możliwości by dwa przedmioty(brzoza,skrzydło) złamały się jednocześnie?
(jedno z nich powinno pozostać na miejscu)
Uczeni dopatrzyli się dwóch wstrząsów samolotu.Jeżeli była to awaria silnika
(nie bomba)
Czy piloci mimo tych wszystkich złych okoliczności mieli szansę ODLECIEĆ???
PROSZĘ Pana niech Pan z tym doświadczeniem nie ulega opiniom-WSZYSTKICH-
NIECH PAN ROZPOCZNIE NOWĄ WALKĘ --O PRAWDĘ--NIECH PAN SIĘ JEJ DOMAGA.
Dodaj ogłoszenie