Płk Łukaszewicz: Przyczyny katastrofy już znamy. Znów awantura sięgnęła szczytów absurdu

Dorota Kowalska
Płk Piotr Łukaszewicz
Płk Piotr Łukaszewicz FOT.BARTEK SYTA/Polskapresse
- Odczułem niesmak w związku z tym, że po raz kolejny rozpoczęła się publiczna awantura, która sięgnęła szczytów absurdu. Wszystko, co do tej pory zostało oficjalnie opublikowane, jednoznacznie wyklucza eksplozję materiałów wybuchowych jako przyczynę katastrofy w Smoleńsku - mówi płk Piotr Łukaszewicz w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Co Pan sobie pomyślał, jak przeczytał materiał w "Rzeczpospolitej" o trotylu na wraku prezydenckiego tupolewa?
Tytuł był sensacyjny. A ja odczułem niesmak w związku z tym, że po raz kolejny rozpoczęła się publiczna awantura, która sięgnęła szczytów absurdu. Cała ta dyskusja była merytorycznie nieuzasadniona. Wszystko, co do tej pory zostało oficjalnie opublikowane, jednoznacznie wyklucza eksplozję materiałów wybuchowych jako przyczynę katastrofy.

Przeszło Panu przez myśl, że może jednak na wraku Tu-154 były materiały wybuchowe?
Nie, chociaż byłem zaskoczony treścią artykułu. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, to poczekać na oficjalny komentarz w tej sprawie.

Dlaczego na badania potwierdzające tezę o tym, że jednak na wraku był trotyl, lub jej zaprzeczające trzeba aż tyle czekać?
Nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Ale zakładam, że jeżeli oficjalne instytucje wykonujące takie badania wyraziły pogląd, iż potrzeba im tyle czasu, to widocznie jest on uzasadniony procedurami i trybem prowadzenia badań specjalistycznych.

Pana zdaniem sensowna jest propozycja powoływania komisji międzynarodowej do zbadania katastrofy smoleńskiej?
Ona ma uzasadnienie tylko i wyłącznie społeczne czy polityczne. Ma uzasadnienie w tym względzie, że wciąż istnieje grupa osób, które nie wierzą w ustalenia dokonywane przez fachowców prowadzących dochodzenie w Polsce, kwestionują ich opinie i poszukują rozwiązań poza krajem. To świadczy wyłącznie o nieumiejętności rozwiązywania sporów we własnym gronie i niestety nie najlepiej świadczy o nas samych.

A Pan uważa, że spór smoleński da się w ogóle jeszcze rozwiązać?
To zależy, kto czego oczekuje. Dla mnie okoliczności i przyczyny katastrofy smoleńskiej zostały jednoznacznie i wystarczająco ustalone. Wszystko inne to chocholi taniec na trumnach tych, którzy w niej zginęli.

Wyjaśnione przez komisję Jerzego Millera?
Tak, przez komisję Jerzego Millera, komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Osobiście uważam te ustalenia za jednoznaczne oraz poparte wystarczającą ilością faktów i dowodów uzasadniających taką, a nie inną konkluzję tego raportu. Nie sądzę też, aby w kwestii wyjaśnienia przyczyn i okoliczności tej katastrofy cokolwiek innego można było obecnie i w przyszłości ustalić.

Tak jak dzień po katastrofie jest Pan zdania, że ten lot nie powinien się odbyć? Tak mówił mi Pan 11 kwietnia 2010 roku.
I nic się w tej kwestii nie zmieniło. Podtrzymuję swoją opinię, którą wyraziłem dzień po katastrofie smoleńskiej. Wciąż uważam, że ten lot nie powinien się odbyć. Praprzyczyna tej katastrofy leżała w Warszawie, a było nią podjęcie decyzji o wykonaniu lotu w warunkach atmosferycznych, które nie pozwalały na jego wykonanie.

Coś się w polskim lotnictwie przez te ostatnie dwa lata zmieniło?
Bardzo dużo się zmieniło. Ze stanowczością pragnę podkreślić ogrom pracy, jaki został wykonany w Dowództwie Sił Powietrznych, a związany nie tylko z implementacją niezbędnych zmian, ale także z odbudową zdruzgotanego wizerunku SP, przywróceniem zaufania do personelu. Pod tym względem zrobiono dużo, zostały wyciągnięte odpowiednie wnioski i wierzę, że gen. Lech Majewski i jego podwładni uczynili wszystko, co było możliwe, aby tego typu katastrofa nie zdarzyła się w przyszłości.
Myśli Pan, że nie przestrzegano procedur przed 10 kwietnia 2010 roku, tak?
Komisja jednoznacznie potwierdziła wystąpienie wielu nieprawidłowości, które miały miejsce tak w kwestii planowania, jak wykonania tego lotu. To one doprowadziły do katastrofy. Trzeba przypomnieć jedną podstawową zasadę obowiązującą w lotnictwie: niepoprawione na czas błędy popełniane w sytuacji dynamicznej mają, niestety, efekt lawiny śnieżnej. Występują niezależnie od siebie, w różnych miejscach, nakładają się jeden na drugi, a ich skutki, jak widać, potrafią być tragiczne. Stara lotnicza zasada mówi, że błąd poprawiony w porę nie jest błędem. W trakcie lotu załoga dąży do wyeliminowania błędów lub ich poprawienia w porę. Podczas lotu każdego samolotu występują odstępstwa od założonego, optymalnego stanu i są one powodowane różnymi czynnikami, także błędami ludzkimi. Wszystko jest dobrze, jeśli te błędy są zauważane i korygowane w porę.

A tu, niestety, nie zostały?
Nie zostały, co więcej, nałożyły się na siebie w najgorszej z możliwych kombinacji, powodując tragiczne skutki.

Jest jeszcze jednak kwestia, dość bulwersująca: piloci jaka-40. Twierdzą, że słyszeli, jak kontrolerzy z wieży pozwolili im zejść, podobnie pilotom tupolewa, na wysokość 50 metrów.
Mówimy tu o dwóch różnych rzeczach. Sprawa pierwsza to słowa dwóch członków załogi jaka-40 przeciw zapisom na kilku różnych urządzeniach rejestrujących. Był zapis korespondencji radiowej z wieży, odsłuch rozmów z tupolewa, wreszcie zapis korespondencji z jaka-40. Źródła oficjalne twierdzą, że na żadnym z nich nie ma komendy zezwalającej na zejście do 50 metrów. To jedna rzecz. Druga: zezwolenie kontrolera nie zwalnia z odpowiedzialności za utrzymanie warunków lotu i przestrzeganie ograniczeń. Załoga jest zobowiązana do podejmowania decyzji zgodnie z obowiązującymi ograniczeniami. W jednym i drugim przypadku, mówię tu i o jaku-40, i o tupolewie, te ograniczenia zostały świadomie naruszone. Dowódca jaka-40 nie miał prawa zniżyć się poniżej 100 metrów, nie widząc ziemi, nie widząc progu pasa z odległości 1000 metrów.

Więc nawet jeśli wieża pozwoliłaby mu zejść do 50 metrów, nie miał prawa tego zrobić?
Tak. Nie miał prawa i nie powinien tego zrobić. Podobnie jak dowódca załogi tupolewa nie miał prawa zejść poniżej wysokości 120 metrów.

To skąd ta cała afera?
Chyba w naszej ostatniej rozmowie użyłem stwierdzenia, które w dalszym ciągu podtrzymuję, że lotnictwo jest instytucją zerojedynkową, jest albo tak, albo nie. Jest 100 metrów, albo tych 100 metrów nie ma. Dowódca załogi jest zobowiązany przestrzegać ograniczeń wynikających z posiadanych przez niego uprawnień do wykonywania lotów, z właściwości i wyposażenia samolotu i minimalnych warunków atmosferycznych obowiązujących dla danego lotniska.

Teraz podnoszą się głosy kwestionujące raport komisji Jerzego Millera, uważa Pan, że te głosy są zasadne?
Nie. Ostatnio przewodniczący komisji, mówię o panu Macieju Lasku, przytoczył podstawy, na których komisja wykluczyła eksplozję na pokładzie. Są to zapisy rejestratorów, w tym rejestratora nadciśnienia powietrza w kabinie. On w sytuacji, w której nastąpiłaby eksplozja, odnotowałby gwałtowny wzrost ciśnienia.

A nie odnotował?
Nie odnotował. Komisja, zajmując takie, a nie inne stanowisko, bazowała również na wynikach badań Instytutu Chemii i Radiometrii. To były badania przeprowadzone na materiałach dostarczonych z miejsca katastrofy, fragmentach ubrań, fragmentach rzeczy zabranych z wnętrza samolotu. Jeśli miałaby miejsce eksplozja ładunku wybuchowego, jego pozostałości byłyby na tyle widoczne, że by je odnotowano.
To po co po tylu miesiącach kolejni eksperci pojechali badać wrak?
Musimy mieć świadomość jednej rzeczy - komisja Millera to komisja, której celem działania było ustalenie przyczyn i okoliczności katastrofy lotniczej, bez wskazywania osób, które mogłyby się do niej przyczynić, bez orzekania o winie konkretnych ludzi. Zadaniem tej komisji było odpowiedzenie na pytanie, co zaszło w trakcie tego lotu i jaka była przyczyna tak tragicznego jego końca. Ustalenie okoliczności i przyczyn zdarzenia. Prokuratura działa absolutnie oddzielnym trybem, jest niezależna w swoich działaniach. Nie musi wykorzystywać raportu komisji państwowej do wyciągnięcia swoich wniosków.

Prokuratura ma prawo, w celach procesowych, powołać swoją własną komisję, która może zacząć pracę zupełnie od początku, przeprowadzić cały proces badania katastrofy zgodnie z metodologią przyjętą przez komisję wypadkową lub jakąkolwiek inną, którą prokuratura uzna za właściwą. To prawo prokuratury. Ona w przeciwieństwie do komisji państwowej ma obowiązek prawny ustalenia faktów w trybie procesowym, czyli w takim, w którym jej ustalenia staną się materiałem dowodowym umożliwiającym niezawisłemu sądowi podjęcie decyzji o winie lub braku winy konkretnych osób. To dwa niezależne od siebie procesy.

Wideo

Komentarze 39

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
ada
Ewidentnie pomyliłeś osoby. Tutaj wypowiadał się płk Piotr ŁukaSZewicz, Ty piszesz o płk. Piotrze ŁukaSiewiczu. Wypowiadający się urodził się też w lutym, ale 1963 r. Był szefem szkolenia pilotów i nie ma nic wspólnego z Afganistanem. To tak po któtce, ale warto byłoby wiedzieć co się komentuje.
G
Gabriel
Czy zastanowiłeś się nad tym określeniem ? Z czego to wynika ?
G
Gabriel
Jeżeli to jest autentyczne to przypuszczenia
się sprawdziły.
l
luk
dokladnie tak. widac ze jako ordynator tego burdelu znasz sie i na kroczu i na sercu. kolejny specjalista od katastrof lotniczych i expert lotnictwa
m
milimetr
Jakaś pisowa szmata i gnid komentuje to co jest ewidentne! Wystraszeni nie przygotowani piloci, pijany generał za plecami, w saloniku kartofel Lech Aviator, to talna mgła, ostrzeżenia kontrolerów lotu Z Jaka 40! Pchali sie śiadomie na śmierć! Taws wył do góry do góry a oni w dół no i bam.
m
myslacy
szuja
E
Emeryt
Jakim prawem pisowski śmieciu obrażasz oficera WP. Spójrz na jego drogę życiową. Co ma wspólnego z PRL-em śmieciu.
Płk Piotr Łukasiewicz urodził się 9 lutego 1972 roku w Sosnowcu. Ukończył studia w Wojskowej Akademii Technicznej na kierunku cybernetyka w 1995. W latach 1995 - 2006 na różnych stanowiskach służbowych zajmował się tematyką związaną z bezpieczeństwem państwa i zwalczaniem terroryzmu. Przebywał również na misjach stabilizacyjnych w Iraku. W 2006 roku pełnił funkcję zastępcy attachè obrony w Islamabadzie, a w styczniu 2007 roku został decyzją Ministra Obrony Narodowej wyznaczony na stanowisko attachè obrony w Afganistanie. W październiku 2009 roku, Minister Obrony Narodowej powołał go na stanowisko Pełnomocnika MON ds. Afganistanu. Na tym stanowisku płk Piotr Łukasiewicz współtworzył m.in. polską strategię obecności wojskowej w Afganistanie.
G
Gabriel
Typowa agencyjna wypowiedź pomijąca fachowość.
a
awi
rozmowe braci i jej nastepstwa. Teraz wyrzuty sumienia, jesli je ma.
s
sl
Polacy widza razace uchybienia sledztwa Smolenskiego to jest jedno matactwo i kretactwo a za zaslugi w sledztwie Sikorski mianowal emeryta P.Lukaszewicza ambasadorem w Afganistanie......
t
tylko prawda jest ciekawa
przyjmuje jak rozkaz werdykt generał ANODINY z Kremla.
Zupak z PRL-u przysięgał na wierność ZSRR i dotrzymał!
e
ed
z " miłości bliźniego" nie cofną się żadnym fałszywym świadectwem.
p
poinformowan
"STENOGRAM SMOLEŃSKI 2010" (rozmowa przez telefon satelitarny)

[shorthand]

<10-04-2010, 6:00 UTC>
JK: Słucham !
LK: Chciałem zameldować że w rejonie Smoleńska wyszła straszna mgła...
JK: ...No i co z tego ?!
LK: Kazana był u pilotów. Nie chcą lądować, tchórze.
JK: Co to znaczy do ku.. nędzy „nie chcą lądować” ?! Temu Protasiukowi we łbie się poprzewracało po incydencie w Gruzji w 2008 roku !
LK: No ale co mam robić ?
JK: Jak to co ?! Idź do kokpitu i op….. dziada. Ty tam rządzisz jako głowa państwa i najwyższy przełożony wszystkich żołnierzy.
LK: No, ale…
JK: Co „ale, co „ale” !!! Albo inaczej. Pogoń tego zupaka Błasika, niech idzie do pilotów i pokaże im jak się ląduje w trudnych warunkach. Ostatecznie jest facet coś nam winien. Dostał od ciebie awans z generała dywizji na generała broni po upływie niecałych czterech miesięcy. A z tym Protasiukiem pogadam osobiście po powrocie do kraju. Kury facetowi szczać prowadzać a nie pilotować prezydencki samolot.
LK: No, ale…
JK: Żadnych „ale” ! Macie lądować i koniec !!!
LK: Rozumiem.
JK: No to wykonać. Natychmiast !
LK: A co u mamusi ?
JK: Ty się o mamusią nie martw, wszystko jest w porządku. Ty się martw o PR. Chyba chcesz zostać prezydentem na drugą kadencję ? Twoja wizyta w Katyniu musi przyćmić wizytę sprzed kilku dni tego francowatego Kaszuba. Boże, jak ja go nienawidzę !
LK: A co będzie jeżeli…
JK: Nie mendź ! Lądujcie i koniec ! Zadzwoń za kilka minut. Skończyłem !!!
LK: Tak jest !

[the end]
p
prusak
I jeszcze jeden kopniak w zakłamany tyłek prezia
O
OBSERWATOR
Był w PZPR mając kilkanaście lat bo później nie było już PZPR ( urodzony w 1972 r. )
Dodaj ogłoszenie