18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Platforma szlifuje beton, żeby prezesem PZPN został Kosecki. Ale baronowie mają swojego faworyta

Hubert Zdankiewicz
Były piłkarz i poseł partii rządzącej dostał najwięcej rekomendacji, ale faworytem tzw. baronów regionalnych jest ktoś inny. O tym, kto 26 października może zastąpić Grzegorza Latę, pisze Hubert Zdankiewicz.

Grzegorz Lato nie zostanie prezesem PZPN na drugą kadencję. Dotychczasowy szef polskiej piłki ogłosił w ostatni wtorek, że nie weźmie udziału w zaplanowanych na 26 października wyborach nowych władz związku (tłumaczył, że robi to dla dobra polskiej piłki). Nie jest tajemnicą, że była to z jego strony tylko nieudolna próba zachowania twarzy, bo i tak nie mógłby wystartować. Nie zebrał niezbędnych do tego 15 rekomendacji (tzw. poparć, udzielanych przez związki wojewódzkie, kluby ekstraklasy i I ligi). W ostatnim momencie opuścili go nawet najwierniejsi współpracownicy, jak Rudolf Bugdoł, prezes Śląskiego ZPN.

Byłeś legendą...

Nie bez powodu, bo Lacie znów udało się dokonać rzeczy niebywałej. Tak jak 28 lat temu, gdy został nieoczekiwanie królem strzelców mistrzostw świata, wyprzedzając takie sławy, jak Niemiec Gerd Müller czy Holender Johan Cruyff. Z tą tylko różnicą, że o ile na boisku strzelał dużo ważnych goli, o tyle jako prezes też strzelał, ale głównie samobóje. Cała jego kadencja to niekończące się pasmo wpadek. Zaczynając od pierwszego dnia, gdy zaraz po nominacji palnął na antenie TVN 24, że skoro Ukraina ma problemy organizacyjne przy pracach związanych z Euro 2012, "to możemy je zrobić z Niemcami". Za chwilę cytowała go cała Europa. Trudno powiedzieć, czy bardziej wściekli byli Ukraińcy, czy bardziej zdumiona UEFA.

Później było jeszcze gorzej. Żenujący sposób zwolnienia Leo Beenhakkera (znów za pośrednictwem telewizji). Skandaliczna umowa ze SportFive na sprzedaż praw telewizyjnych i marketingowych do reprezentacji Polski (zawarta aż do 2020 r., w dodatku bez konsultacji z zarządem - niedawno odbiła się czkawką przy okazji meczów el. MŚ z Czarnogórą i Mołdawią). Afera orzełkowa (gdy z koszulek reprezentacji zniknęło godło) czy wreszcie słynne taśmy prawdy sugerujące, że w PZPN doszło do korupcji. Głową zapłacił za nie wieloletni sekretarz związku Zdzisław Kręcina. Lato ocalał…

Nie zauważył jednak, że zraził do siebie dosłownie wszystkich. Nie tylko kibiców, którzy przy każdej okazji wykrzykiwali pod jego adresem: "Byłeś legendą, zostałeś sprzedajną mendą". Dość mieli go również w PZPN. Zarówno reformatorzy, jak i związkowy beton.

- Jego kadencja to była ruina. Przed czterema laty zebrałem dla niego 42 głosy rekomendacji przed rejestracją kandydatów. Mówiłem mu wtedy, żeby był tak świetnym prezesem, jakim był piłkarzem. Liczyłem, że zmieni polską piłkę na lepsze, tymczasem zdruzgotał swoje nazwisko. Lato pozostanie symbolem polskiej piłki, nikt mu tego nie odbierze. Ale prezesem okazał się najgorszym w historii - uważa Kazimierz Greń, prezes Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej i dawny współpracownik odchodzącego szefa polskiej piłki (od kilku lat jego zaciekły wróg).

- Widziałem smutek w jego oczach, gdy dotarło do niego, że nie otrzymał poparcia. Można mu tak po ludzku współczuć, ale tak naprawdę Lato sam jest sobie winien. Mógł odejść zaraz po Euro, tak jak to zadeklarował jesienią ubiegłego roku w wywiadzie dla "Przeglądu Sportowego". Wtedy odszedłby z klasą, a tak odchodzi jako przegrany - mówi Andrzej Padewski, prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej. - On chyba do ostatniej chwili nie zdawał sobie sprawy z tego, w jakiej rzeczywistości funkcjonuje - dodaje Padewski, który był przeciwnikiem Laty już podczas poprzednich wyborów. Cztery lata temu poparł Zbigniewa Bońka.

Czyja będzie jesień?

Kogo poprze 26 października? W miniony czwartek oficjalnie ogłoszono, że o schedę po Lacie ubiegać się będą: Roman Kosecki, Zbigniew Boniek, Stefan Antkowiak, Edward Potok i wspomniany już Kręcina.

Ten ostatni szanse ma znikome. W wywiadzie udzielonym portalowi Weszło.com były sekretarz związku pochwalił się co prawda, że 10 września zapadł wyrok, na mocy którego Grzegorz Kulikowski (to on jest autorem kompromitujących go nagrań) i spółka Vena mają mu zwrócić ponad 360 tys. zł. Kulikowski miał pożyczyć tę sumę kilka lat temu, dlatego - zdaniem Kręciny - nie ma więc mowy o korupcji, a cała afera taśmowa to tylko nieporozumienie i nieczysta gra jego adwersarza. W związku z tym zamierza iść do wyborów z etykietką niesłusznie skrzywdzonego.

Premierowi tak naprawdę jest wszystko jedno, bo ma większe zmartwienia niż PZPN. PO gra Potokiem, żeby skłócić baronów wojewódzkich

- I tak niewiele wskóra. Może co najwyżej sprzedać się za parę głosów innemu kandydatowi i myślę, że właśnie na to liczy. Chce ugrać coś dla siebie - mówi nam członek władz PZPN.

Kto z pozostałej czwórki ma największe szanse? Sugerując się liczbą poparć i medialnymi przeciekami, należałoby uznać, że Kosecki. Były piłkarz, dziś poseł rządzącej Platformy Obywatelskiej i wiceprezes Mazowieckiego ZPN, otrzymał ich 35 (Boniek - dla porównania - 20, według innych źródeł - 25, Potok - 22, Kręcina - 17, a Antkowiak - 15, Lato zatrzymał się na ośmiu).

"Gdy związkowy beton słabnie, korzysta Kosecki, bo Bońkowi działacze do końca nie ufają. Niesamowite, ale swoje głosy na Romana mogą przerzucić nawet najbardziej twardogłowi" - mówił niedawno na łamach "Rzeczpospolitej" anonimowy informator z PZPN.

Nie wszyscy zgadzają się z taką oceną sytuacji.

- Moim zdaniem realnych kandydatów na szefa związku jest trzech: Antkowiak (prezes Wielkopolskiego ZPN - red.), Kosecki i Boniek. Ale faworytem jest ten pierwszy, który ma największe poparcie związkowych baronów. Właśnie te głosy są najistotniejsze, jeśli chodzi o wybory - uważa Jacek Masiota, członek zarządu PZPN, który sam do niedawna rozważał start w wyborach (tzw. baronowie będą mieć aż 60 ze 118 delegatów na walny zjazd). - Jeżeli do tego Antkowiak zdoła zjednać sobie środowisko ekstraklasy czy I ligi, to na pewno wygra te wybory - dodaje Masiota.

Tuskowi jest wszystko jedno

Jeśli wierzyć jednemu z jego kolegów z zarządu, niewielkie szanse ma również Potok, którego kandydaturę popierają prezesi z Małopolski i Śląska. - Bugdoł i Niemiec chcieli iść za Latą, ale gdzieś tak koło meczu z Mołdawią (w eliminacjach MŚ, 11 września - red.) zdali sobie sprawę, że stawiają na złego konia, mogą stracić stanowiska i wpływy. Przerzucili więc swoje sympatie na kogoś innego - twierdzi nasz informator, którego zdaniem cała sprawa to tak naprawdę misterna gra dwóch polityków PO - Ireneusza Rasia (z Krakowa) i Andrzeja Biernata (z Łodzi). To oni przekonali ponoć Niemca i Potoka do stworzenia koalicji. A ci dwaj wciągnęli do niej Bugdoła.

Na pozór to całkowicie pozbawione sensu w sytuacji, gdy kandydatem na prezesa jest ich partyjny kolega. Tym bardziej że Koseckiego popiera ponoć sam Donald Tusk (wcześniej mówiło się, że bliżej mu do Bońka). Biernat i Raś nie należą w dodatku obecnie do żadnej skonfliktowanej z premierem frakcji w PO, to dawni członkowie tzw. Spółdzielni Grabarczyka, obecnie obaj są blisko Tuska. Po co mieliby więc grać na dwa fronty?

- Premierowi tak naprawdę jest wszystko jedno, kto wygra, bo ma w tej chwili większe zmartwienia niż wybory w PZPN. Myślę, że to ich oddolna inicjatywa, obaj liczyli po ostatnich wyborach na stanowisko ministra sportu, które dostała Joanna Mucha. Chcą coś zyskać na zwycięstwie Koseckiego. Potok nie ma szans. Jest im potrzebny tylko do tego, żeby podzielić baronów i odebrać głosy Antkowiakowi. Wiedzą, że jeśli ci dwaj się dogadają, to Kosecki przegra - tłumaczy nasz informator.

Problemem Koseckiego może być również Boniek, bo obaj zabiegają o ten sam elektorat (jednego z nich poprze Kazimierz Greń). Jeszcze niedawno wydawało się, że pierwszy ma być tylko tzw. zającem drugiego i w ostatniej chwili przerzuci na niego swoje głosy. Poparcie dla Koseckiego jest dziś jednak tak duże, że ten może się na to nie zdecydować.

Nierealny wydaje się scenariusz odwrotny, w którym to Boniek przerzuci swoje głosy na młodszego kolegę. Jeden z baronów zaproponował niedawno wariant z prezesem Antkowiakiem i wiceprezesami Bońkiem i Koseckim. Pierwszego funkcja wiceprezesa zupełnie jednak nie interesuje.

Chociaż kto wie... Jak mówią dobrze poinformowani, wszystko i tak rozstrzygnie się w ostatnią noc przed wyborami, a prezesem PZPN zostanie ten, kto ma najmocniejszą... wątrobę.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zak
Przecież to jest nie do przyjęcia żeby człowiek któremu wyborcy powierzyli mandat poselski, który jest reprezentantem narodu chciał zostać prezesem jakiegoś związku mleczarskiego czy piłkarskiego !!!
Pewnie zechce zachować mandat i jednocześnie dorabiać w PZPN !
a
al
Hieny z PO już szykują zamach na PZPN żeby wsadzić swój beton - na wiele lat życia w dobrobycie.
j
jarekwien
Grzesiu zostal krolem strzelcow na mistrzostwach w 1974, jakie 28 lat... znowu gimnazjalisci pisza teksty, za ktore musze placic
Dodaj ogłoszenie