"Platforma ciągle chodzi przez cudzy sad. W końcu ktoś spuści psy"

Dorota Kowalska
Paweł Poncyljusz
Paweł Poncyljusz Fot. archiwum/Polskapresse
- PO ciągle chodzi przez cudzy sad i mówi: "A nam i tak nic nie zrobią". W końcu jednak ktoś się tą ścieżką zainteresował, naprawił dziurę w płocie i spuścił z łańcucha psa. Domyślam się, że Platforma podejmie zaraz jakieś inicjatywy - mówi Paweł Poncyljusz, polityk PJN, w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Zdziwił Pana ostatni sondaż, który daje znaczną przewagę Prawu i Sprawiedliwości nad Platformą Obywatelską?
Nie za bardzo, ale to nie jest tak, że się tym sondażem cieszę czy martwię. Sondaże mogą iść w jedną albo drugą stronę, z nimi nigdy nie wiadomo. Chociaż ostatnie tygodnie to duża ofensywa medialna PiS, rozumiem więc, że ta ofensywa przełożyła się na sondaże. Ale nie wnioskowałbym z nich, że takie właśnie będą wyniki najbliższych wyborów parlamentarnych.

PiS zmienił swój wizerunek, Smoleńsk już nie jest tematem numer jeden, partia Jarosława Kaczyńskiego mówi dzisiaj o gospodarce, zdrowiu. To mądry ruch PiS?
Pierwszą rzecz, jaką muszę powiedzieć: nie wierzę w żadne ofensywy. Moim zdaniem wcześniej czy później skończy się to tym co zawsze.

Czyli?
Wielką klapą. Znowu przekaz będzie niespójny. Teraz Jarosław Kaczyński robi się takim mężem opatrzności Polski, a w którymś momencie znowu zacznie rozstawiać ludzi po kątach. Dzisiaj jest w marszu po władzę, więc wszystkim wszystko wybacza, jeżeli chodzi o spory czy kłótnie między poszczególnymi frakcjami. Mówi się, że frakcje, z jednej strony Adama Hofmana, a z drugiej tzw. zakonników, jednak cały czas się ścierają. Tylko dzisiaj, kiedy jest szansa na sięgnięcie po władzę czy chociażby przełamanie impasu trwającego przez wiele lat, nic się w PiS nie będzie działo. Z jednej więc strony, niewiele te sondaże mówią z perspektywy wyborczej, a z drugiej - Jarosław Kaczyński zawsze kieruje się zasadą: kto przyjdzie do mnie ostatni, ten ma rację. Na razie przychodzi ktoś, kto mówi: "zróbmy to tak", za chwilę przyjdzie ktoś, kto powie, żeby to zrobić zupełnie na odwrót, i znowu Smoleńsk będzie najważniejszy. Tak że wszystko się zawsze może zmienić.

Pomysł z kandydatem na premiera się Panu podobał?
Uważam, że jest niepolityczny. Z całym szacunkiem do pana profesora, to nie jest polityk w pełnym tego słowa znaczeniu. Odtworzyłem sobie całe exposé prof. Glińskiego i mam wrażenie, że profesor nie bardzo rozumie, na czym polega funkcjonowanie instytucji państwa. Z jednej strony, mówi, że chce utworzyć rząd techniczny, więc kilkumiesięczny, a z drugiej strony - że jego rząd przygotuje głębokie zmiany w wielu ustawach i przepisach. W takim razie powinien popatrzeć, co się dzieje z inicjatywą Jarosława Gowina związaną z liberalizacją zawodów. Gowin był gotowy z tymi rozwiązaniami w styczniu, a projekt ustawy wpłynął do Sejmu dopiero we wrześniu. Pan prof. Gliński musi brać po uwagę, że to, co się chce, nie zawsze można zrobić szybko w takich strukturach państwa, jakie dzisiaj istnieją. Chcąc zmian, trzeba by zacząć od zmiany procedur uzgadniania rządowych projektów ustaw, aby cokolwiek przyśpieszyć. Oczywiście prof. Gliński to ten sam przypadek co Kazimierz Marcinkiewicz i jego rząd - Jarosław Kaczyński, tak wtedy, jak dzisiaj, siedziałby na tylnym siedzeniu i mówił premierowi, w którą uliczkę skręcać, a którą omijać. Tak że nie mam wątpliwości, że pod względem obecności w mediach i przejęcia inicjatywy medialnej to dobry ruch. Natomiast nie do końca poważny, jeżeli traktujemy politykę poważnie. W każdym kraju premierem powinien być lider partii, która wygrywa wybory.

Ale, jak Pan powiedział, to PiS nadaje ton debacie publicznej, inne partie opozycyjne próbują nadążyć, a Platforma w ogóle tkwi w jakiejś defensywie.
To prawda. Ale Platforma nie tkwi w defensywie, ona jest pyszna, po prostu. Jej się wydaje, że "i tak jesteśmy fajni. Kaczyński może robić, co chce, przedstawiać premiera, organizować debaty, a my i tak jesteśmy fajni". I tu rozczarowanie, bo okazuje się, że "bycie fajnym" nie wystarcza. Nawet dla elektoratu Platformy Obywatelskiej ten argument, a "my jesteśmy cool", może już nie starczać. Oni chcą czegoś więcej, nie po to głosowali na PO, żeby oglądać buzie uśmiechniętych polityków, tylko po to, żeby PO rozwiązywała ich problemy. Po tych pięciu latach wielu tych, którzy głosowali w 2007 czy 2011 roku na Platformę, czuje się mocno rozczarowanych. Te sondaże potraktowałbym właśnie jako takie pierwsze liczenie, ale nie przesądzałbym dzisiaj o tym, kto zwycięsko zejdzie z ringu. Platforma Obywatelska musi jednak zmienić podejście do świata i zrezygnować z przekonania, że nie ma lepszych od niej.
Myśli Pan, że to, iż Platforma nie robi nic w odpowiedzi na ofensywę PiS, wynika wyłącznie z samozadowolenia?
Jeżeli chodziłaby pani kilka lat przez cudzy sad na skróty i nikt by pani nie pogonił, nie poszczuł psami, toby się pani przyzwyczaiła do tej ścieżki na skróty i cały czas nią chodziła. Myślę, że podobnie jest z PO. Ciągle chodzi przez cudzy sad i mówi: "A nam i tak nic nie zrobią". W końcu jednak ktoś się tą ścieżką zainteresował, naprawił dziurę w płocie i spuścił z łańcucha psa. Domyślam się, że Platforma podejmie zaraz jakieś inicjatywy.

No właśnie, co powinna zrobić Platforma? Wszyscy czekają na exposé premiera Donalda Tuska, myśli Pan, że może ono uratować sytuację Platformy?
Z punktu wiedzenia tego, że wszyscy będziemy znowu komentować, omawiać, analizować poważnie słowa premiera, podczas gdy znowu robią sobie z nas jaja, to tak, exposé pomoże PO. Ale powiedzmy sobie szczerze, exposé premiera sprzed roku wszyscy wzięli na poważnie, ale gdybyśmy chcieli dzisiaj sprawdzić, co z tych obietnic zostało zrobione, wystarczyłoby palców u jednej ręki. Więc to bardziej wydarzenie medialne, ze zmianą życia w naszym kraju niemające jednak nic wspólnego.

Chce Pan powiedzieć, że Platforma nic nie zrobi przez najbliższe trzy lata?
Nie, coś zrobi. Ale doświadczenie uczy, że PO coś robi tylko wtedy, kiedy nie ma już innej możliwości. Kiedy dochodzą do ściany w danej sprawie, kiedy wiedzą już, że niepodjęcie działań może mieć daleko idące konsekwencje, wtedy coś robią. Więc wtedy będzie robić albo wtedy, kiedy wymusi na nich zmiany Unia Europejska. Coś się będzie działo, ale nie wiem, czy to, co chcieliby obywatele. Politycy zajmują się głównie sobą, swoimi sprawami, kłótniami, a nie tym, co jest ważne, np. dla takich przedsiębiorców jak ja.

A może premier Tusk jest po prostu zmęczony?
Myślę, że jest. Donald Tusk jest w takiej sytuacji, że z jednej strony, ma poczucie, iż zna mechanizmy funkcjonowania państwa, z drugiej strony - może mieć pretensje do każdego ze swoich ministrów, i łącząc te dwie sprawy - wychodzi mu, że jako jedyny niesie na barkach ciężar odpowiedzialności.

I kto wygra następne wybory?
Nie wiem, może nowy twór, który pojawi się na scenie politycznej.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
waldi
pRZystojniaczek miało być,dałem plame,sorry
w
waldi
poszedł ty w buraki, razem z Miskiem Kaminskim.Jesteś pan zwykłe SCIERWO?Teraz mina zrzedła?Ryży zatopiony,nie ma gdzie się podczepić,to wymyślasz człowieku jakies nowe teorie.Trzeba było lecieć z kluzikową do Ryżego.Mendy będą ROZLICZONE!!!!!!!!
G
Gabriel
Co się stało, że Pan Poncyljusz się pojawił, dawno nie słyszałem
tego polityka ale pojawiła się jakaś szansa aby gdzieś coś podłapać.
i
ilinde
Ten który chciał zamknąć związkowców w jednym pokoju i potraktować pavulonem. Sam sobie nie radził, a udziela porad innym. Lekarzu lecz się sam.
i
internautka50+
panie Poncyliusz bo nie chodzi o te śliwki tylko po coś tu lazł( bo PO wlazło do sadu po to żeby go spustoszyć!)Tak więc psy dawno powinny być spuszczone i wygonić watahę z sadu!
L
Less
Na Pana Poncyliusza wyborcy spuscili psy i to z dobrym skutkiem.
Powinien o tym pamietac i trzymac sie z dala od Sejmu.
Nic dziwnego,ze jego dawny szef Jaroslaw potrzebuje ochrony,ale po tym jak zostal prorokiem pewnie z samochodu zrezygnuje i przesiadzie sie na osiolka.To moze utrudnic prace ochrony.
Dodaj ogłoszenie