PJN stawia na rodzinę i potrawy. A po wakacjach zamierza zaskoczyć... konsekwencją

Barbara Dziedzic
W PJN nie ma już m.in. Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Jana Libickiego i Jacka Tomczaka, ale obecny przewodniczący twierdzi, że polityka to nie małżeństwo i nie ma pretensji o transfery
W PJN nie ma już m.in. Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Jana Libickiego i Jacka Tomczaka, ale obecny przewodniczący twierdzi, że polityka to nie małżeństwo i nie ma pretensji o transfery Bartek Syta/Polskapresse
Udostępnij:
Jesienią partia zapowiada kontynuację dotychczasowej linii politycznej. Nie jest lekko, bo w szeregach graczy jest coraz mniej, ale ugrupowanie się nie poddaje. Przynajmniej na razie - pisze Barbara Dziedzic.

Prawo i Sprawiedliwość zapowiada jesienną ofensywę, Platforma Obywatelska szykuje drugie exposé premiera, Solidarna Polska ma w planach m.in. ofensywę legislacyjną. SLD przygotowuje program dla młodych. A czym po politycznych wakacjach zamierza zaskoczyć PJN? - Konsekwencją - bez namysłu odpowiada Marek Migalski, wiceprezes partii. Wewnątrz ugrupowania ma to oznaczać działania integrująco-organizacyjne, krótko mówiąc - dalsze budowanie struktur młodego ugrupowania. Politycznie władze zaplanowały kilka akcji, ale o tych na razie ani słowa. - Za polską antyspecjalność uważam mówienie, że się coś zrobi, przed podjęciem konkretnych działań - odpowiada wymijająco przewodniczący PJN Paweł Kowal. W każdym razie partia ma się zajmować w najbliższym czasie przede wszystkim polityką prorodzinną, odpartyjnieniem i sprawami społecznymi. Będzie też reagować na bieżące problemy: niewykluczone, że jeśli powstanie komisja śledcza w sprawie Amber Gold, poprze inicjatywę.

Egzotyczne motylki z PJN

Liderzy przekonują, że chociaż 2 proc. poparcia nie jest wymarzonym sondażowym wynikiem, nie narzekają ani na medialne zainteresowanie, ani spełnienie własnych ambicji w polityce. - Czuję się jak motylek w Ameryce Południowej, który machając skrzydełkami, wywołuje burzę. Paweł Kowal robi program kulinarno-polityczny i nagle okazuje się, że to temat, który żyje, nie wiadomo jak długo, w mediach - mówi Marek Migalski, nawiązując do nowej inicjatywy medialnej przewodniczącego.

Znajomi Pawła Kowala zapewniają, że niezależnie od tego, czy chodzi o misję, czy PR-owskie chwyty, do jego kuchni nie można mieć zastrzeżeń

Było tak: Paweł Kowal, częsty gość ukraińskiej telewizji TVi (w Parlamencie Europejskim polityk zajmuje się tematyką wschodnią i uchodzi za jednego z najlepszych ekspertów od spraw ukraińskich w Polsce) po jednym z programów ze swoim udziałem przechodził obok studyjnej kuchni. - Po co wam ona, skoro i tak nie gotujecie - zagaił. I tak od słowa do słowa został pierwszym Pascalem wśród polityków. Jest gospodarzem autorskiego programu kulinarno-politycznego "Smak Europy". Podczas przygotowywania posiłków gości dostojników europejskiej sceny politycznej. Na razie zostały nakręcone cztery odcinki, w których potrawy europosła jedli m.in. były minister spraw zagranicznych Borys Tarasiuk i były wicepremier Witalij Hajduk.

Jak twierdzi prowadzący, zainteresowanie, jakie wzbudził polityczno-kulinarny projekt, zupełnie go zaskoczyło. - Nie mam natury showmana, na początku nie było mi łatwo, choć teraz, kiedy wielu ludziom spodobał się ten pomysł, idzie mi znacznie lepiej - zdradza Kowal. W pierwszym odcinku gotował sznycel po wiedeńsku, rozmawiając o Galicji i sprawach polsko-ukraińskich. - Program jest bardzo dobrym pomysłem. Można będzie na ekranie zobaczyć postaci z Europy, czyli ludzi o innej mentalności, innych poglądach na różne sprawy w polityce - ocenia Artur Radzistsky z Kijowa, członek Europejskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. - No i poznać nowe przepisy, to też ciekawe - dodaje.

Nad Wisłą informacja o politycznych rozmowach nad sznyclem wzbudziła szczere zainteresowanie i lawinę komentarzy, także tych oskarżających Kowala o PR-owskie chwyty. Jego znajomi zapewniają jednak, że niezależnie od tego, ile w sprawie jest autokreacji i wizerunkowych back-groundów, do jego kuchni nie można mieć zastrzeżeń.

Pokonani, ale nie zgaszeni

Zamierzony czy nie rozgłos PJN bez wątpienia jest dziś potrzebny jak nigdy wcześniej. Z plejady znanych twarzy po wyborczej porażce w szeregach zostały dwa aktywne nazwiska. - Z polityki żyje dziś Paweł Kowal i ja - przyznaje Migalski.
W mediach pojawia się od czasu do czasu Paweł Poncyljusz, który nie zrezygnował z działalności publicznej, ale w pierwszej kolejności pracuje dziś w giełdowej spółce Ipopema. Został tam dyrektorem zarządzającym ds. strategii i rozwoju. Poncyljusz nie uległ namowom PO w czasie zeszłorocznych masowych transferów. Koledzy z partii życzliwie żartują, że okazał się wtedy harcerzem.

Elżbieta Jakubiak po porażce wyborczej PJN zajęła się bankowością. Podobnie jak Poncyljusz wciąż udziela komentarzy i pojawia się na ekranie, ale rzadko. - Paweł i Ela są politykami pokonanymi, ale nie skończonymi. I dodaje, że partia popełniła wszystkie możliwe błędy przez pierwsze cztery miesiące po tym, jak członków świeżo powyrzucano z partii. - Zmarnowaliśmy entuzjazm ludzi, który wtedy wzbudziliśmy. Własnymi ambicjami, konfliktami wewnątrz partii - ocenia Migalski. A tych nie brakowało.

Najbardziej szkoda Tomczaka

Najszybciej zakończyła się przygoda z PJN Adama Bielana. Na dodatek nie było to rozstanie w białych rękawiczkach. - Współpracę z Adamem Bielanem uznaję za zakończoną - ogłosiła liderka partii Joanna Kluzik--Rostkowska w marcu zeszłego roku. - Rano poprosiłam go, postawiłam mu ultimatum, żeby jednoznacznie określił swoje miejsce w PJN albo poza nim. Odpowiedź, jaką uzyskałam, jest niesatysfakcjonująca, w związku z tym współpracę z Adamem Bielanem uważam za zakończoną - argumentowała. Jak twierdzą niektórzy, nie był polityczny, tylko osobowościowy. Nie było tajemnicą, że między ówczesną szefową klubu a byłym spin doktorem PiS nie układało się najlepiej. Szefowa miała podejrzenia, że Bielan gra na dwa fronty i spiskuje z partią Jarosława Kaczyńskiego, żeby pokrzyżować szyki świeżej inicjatywie secesjonistów. Od tamtego czasu regularnie pojawiają się pogłoski, że polityk wraca do PiS.

Jan Filip Libicki dziś zasiada w Senacie z ramienia PO. Z członkostwa zrezygnował po zapowiedziach, że jeśli partia nie odetnie się od współpracy z PiS, to on pierwszy odetnie się od PJN. - Z mojego punktu widzenia źródłem kryzysu był fakt, że zbyt wiele stron chciało realizować swoje postulaty - ocenia Libicki.

Tydzień po nim z formacją pożegnał się Jacek Tomczak, dziś poseł Platformy. Tłumaczył, że opuszcza pokład ze względu na głęboki kryzys, w jakim - jego zdaniem - znajdowało się ugrupowanie. Jednak to jego odejście zarówno obecny szef partii, jak i jego zastępca wskazują jako to, które odbyło się w najlepszym stylu. Ich zdaniem o odejściu posła PO po prostu nie można powiedzieć złego słowa. - Polityka to nie jest małżeństwo. Ci, którzy chcieli, po prostu odeszli - podsumowuje liczne rozstania Paweł Kowal, który przejął ostatecznie schedę przewodniczącego po Wojciechu Mojzesowiczu.

To był moment, kiedy ten ostatni chciał odejść do PO i brakowało następcy. Marek Migalski i Elżbieta Jakubiak zaczęli rozmawiać o tym z Kowalem, który ostatecznie uległ namowom. Niewielu wie, że do partii zapisał się dzień przed objęciem stanowiska, 3 czerwca wieczorem. - Miałem obawy, ale ktoś musiał to wziąć na siebie - wspomina dziś.

Teraz poparcie dla PJN jest wyceniane na ok. 2 proc. i wielu komentatorów wróży ostateczne odejście w cień formacji. A jej członkowie zapewniają, że ludzi przybywa. W Częstochowie przyjęto w zeszłym miesiącu 18 nowych członków (w sumie partia liczy ponad 2 tys. członków). Obecną kondycję partii Marek Migalski ocenia jako średni początek długiej drogi.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Lok
Rządzącym przydałby się "urlop od władzy" z pożytkiem dla społeczeństwa. Jedyną spokojną i merytoryczną partią jest PJN. Faktycznie ona mogłaby zastąpić PO.
Dodaj ogłoszenie