Pisząc, bądź jak dr Frankenstein

Wojciech Saramonowicz
Wojciech Saramonowicz
Wojciech Saramonowicz Bartek Syta/Polskapresse
Kolejna część cyklu "Kurs pisania". Dziś czwarty odcinek - o tym, jak konstruować postaci bohaterów naszego opowiadania. Wojciech Saramonowicz.

Wpoprzednim odcinku: "Jeżeli autor ma ambicje tworzenia fabuły, musi tę rzeczywistość poddać obróbce, musi ją podrasować, stuningować!". Jednym z najważniejszych elementów takiego tuningu rzeczywistości jest stworzenie odpowiednich bohaterów. Niektórzy twierdzą, że najważniejszym. To dzięki bohaterom ludzie czytają książki i oglądają filmy. Kręgosłupem każdego opowiadania fabularnego jest człowiek. Nawet gdybyśmy wymyślili sobie, że bohaterami naszej opowieści nie będą ludzie, tylko na przykład krewetki, to i tak, aby zbudować jakąś fabułę, musimy je spersonifikować. Bo cała fabuła opiera się na postaciach, a dokładniej na ich cechach charakterystycznych. To one determinują każde zachowanie postaci, każde jej działanie.

"Czytanie powieści oznacza poznawanie świata oczyma, umysłem i duszą jej bohatera" - pisze noblista Orhan Pamuk w wykładach na temat pisarstwa. "Pisarz naiwny i sentymentalny". Tak widziany świat wydaje się bliższy i bardziej zmysłowy. To właśnie temu literatura zawdzięcza nieodpartą siłę - dodaje. Gdybyśmy zapytali ludzi o to, jaki powinien być idealny bohater literacki, to prawdopodobnie duża część respondentów odpowiedziałaby, że powinien być: żywy, krwisty, z charakterem, prawdziwy, autentyczny, wielowymiarowy, po prostu taki jak w życiu.

Bardzo dobra odpowiedź, taki powinien być; dla czytającego, a dla piszącego? Piszący powinien mieć świadomość, że postać literacka jest tylko symulacją żywego człowieka, jest tylko jego fragmentem. Laborant ustalający ojcostwo potrzebuje jedynie fragmentu łańcucha DNA, a nie cały genotypu ludzkości. Ewangelie święte są podstawą do budowania całej kosmologii, ale ich bohater Jezus Chrystus jest potraktowany tam fragmentarycznie. Tak na dobrą sprawę znamy jedynie trzy lata z 33, kiedy stąpał po ziemi.

Postać literacka czy filmowa powinna być wielowymiarowa, ale tak naprawdę w każdej, nawet najobszerniejszej opowieści potrzebny nam jest tylko fragment człowieka. Do opowiadania używamy przecież tylko tych cech, które są nam potrzebne, takich, które umożliwiają naszej postaci odegrania przeznaczonej dla niej roli.

Zadaniem autora jest wyposażenie swojego bohatera w ekwipunek niezbędny do operowania w konkretnym terenie i okolicznościach. Wszystko inne jest zbędnym balastem.

Bohater, jako postać znajdująca się w centrum uwagi, ma do spełnienia bardzo konkretne zadania. Po pierwsze to bohater wyznacza kierunek, za którym podąża odbiorca, umożliwia mu wgląd w opowieść i zapewnia ciągłość akcji. Bez niego wszelkie wydarzenia robiłyby wrażenie oderwanych od siebie. Bohater łączy więc różne okoliczności, o których autor chce opowiedzieć.
Drugą funkcją, jaką spełnia bohater, jest nadanie znaczenia i wagi wszelkim wydarzeniom fabuły. To od bohatera zależy, jak czytelnik będzie je odbierał. Bohater potrafi wywrócić czytelnikowi cały system wartości. Bombardowanie jest pozytywne lub negatywne w zależności od tego, czy to nas bombardują, czy nasi to robią wrogowi. Stłuczka samochodowa może być powodem do bójki, gdy spowoduje ją podły, nieokazujący skruchy typ, ale gdyby zrobiła to piękna nieznajoma, może być początkiem na przykład namiętnego romansu. Tak właśnie się dzieje w przypadku bohaterów, których trudno polubić, tak jak na przykład bohatera książki Partica Süskinda "Pachnidło". Sam autor już w pierwszym zdaniu pisze: "W osiemnastym stuleciu żył we Francji człowiek, którego spośród jakże licznych w tej epoce genialnych i odrażających postaci zaliczyć wypada do najbardziej genialnych i najbardziej odrażających".

A inne postacie literatury i filmu, takie jak seryjny morderca kanibal Hannibal Lecter z powieści Thomasa Harrisa (powszechniej znany z filmu "Milczenie owiec") albo serialowy Dexter. Przecież obiektywnie rzecz biorąc to zbrodniarze. Więc jak to się dzieje, że te ludzkie potwory wzbudzają mimo wszystko, jeżeli nie sympatię, to przynajmniej fascynację, a my chcemy ich oglądać? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, ale najprostsza brzmi: bo wzbudzają emocje!

To jest kolejny i jak się wydaje najważniejszy powód istnienia głównego bohatera. To przez niego czytelnik (ale także widz) podąża za historią nawet takich socjopatów jak Dexter czy Lecter. A podąża dlatego, żeby przeżywać.
Śledząc perypetie bohaterów, czytelnicy i widzowie kibicują im z wypiekami na twarzy. "Jeszcze jedna strona, jeszcze jeden odcinek" - każdy to zna. Wchodzimy w skórę naszych bohaterów i przeżywamy za nimi klęski i radości, boimy się, gdy za bardzo ryzykują, a gdy wygrywają, kamień spada nam z serca. Wszystko to czujemy w danej chwili. Wiemy, że wprawdzie sytuacja jest fikcyjna, ale nasze emocje jak najbardziej prawdziwe. Śmiejemy się, płaczemy, bije nam szybciej serce, pocimy się. To dzięki bohaterowi funkcjonuje jedno z podstawowych pojęć dramaturgii: napięcie. Chyba każdy zna historię o doktorze Frankensteinie i jego potworze, którą angielska pisarka Mary Shelley stworzyła na początku XIX w. Dla tych jednak, którym umknęła ta kulturowa ikona, opowiem, że jest to historia naukowca, który znalazł sposób wskrzeszania zmarłych, a więc odkrył - jak wierzył - receptę nieśmiertelności i sposób skonstruowania nowego, idealnego człowieka. Z fragmentów ludzkich zwłok zszył jedną postać i, niczym Stwórca, tchnął w nią życie. Istota okazała się wprawdzie gotowa do życia, była silna, bystra nawet - szybko się uczyła, ale była potwornie brzydka. I właśnie przez to ludzie odrzucili ją. Zraniona istota (jak się okazało była również wrażliwa) stała się potworem, mszczącym się na ludziach i swoim twórcy.

Autor w pracy nad postacią jest podobny do doktora Wiktora Frankensteina. Aby stworzyć idealną postać, zszywa ją z kawałków wielu innych postaci. Często prawdziwych postaci. Z jednej weźmie korpus, czyli wygląd, z drugiej głowę, czyli psychikę, z kolejnej ręce, czyli zdolności. Po prostu kumuluje w jednej osobie cechy wielu osób. Problem w tym, żeby stwór ostatecznie jakoś wyglądał, był foremny, nie miał na twarzy śladów szwów ani nawet zamków błyskawicznych. Musi po prostu przypominać człowieka, nie potwora, do którego ludzie będą podchodzili z widłami, a nie z sercem.

Pamuk pisze, że w jego powieściach charakter głównej postaci kształtuje się tak samo, jak to się dzieje w życiu: pod wpływem doświadczanych sytuacji i zdarzeń.

Konkretniej opisuje to Bohumil Hrabal: "Zapisuję wydarzenia, o których opowiadają mi zwyczajni ludzie. (...) Znamy się z gospody dziesięć czy dwadzieścia lat i tam czasem pod wrażeniem chwili ktoś powie nagle coś takiego... choćby, nim zbierzemy się do domu, taki dziadek powie: »Póki człek się rucha, niestraszna kostucha« albo kelnerka westchnie i powie nagle: »Takie duże miasto, a ja taka samiuteńka«. Jest tak, jak gdyby wpisali mi to nożem na skórze, mam to wytatuowane, niczego nie muszę zmyślać, ja wszystko po prostu pamiętam. W taki sposób powstają te moje książki".

Dobrze jest zapatrzeć się na pisarzy takich jak Hrabal czy Pamuk. I szukać części składowych do swojego Frankensteina w życiu, wkoło nas. Jak się wydaje, literatura i filmy mogą być w tym względzie bardziej zagrożeniem niż pomocą. Znalezione tam wzory nie będą oryginalne. Tworząc komisarza policji prawdopodobnie będzie to kolejny mężczyzna z chorobą alkoholową, po rozwodzie, modelki będą głupie, a politycy skorumpowani. Wszyscy już to widzieli i czytali setki razy.

Wszakże jako spadkobiercy myśli doktora Frankensteina musimy dokonać wysiłku i sami znaleźć materiał na swojego idealnego człowieka. "Przeszczepy" od innych nie pachną dobrze. Nie ma drugiej świeżości. Świeżość bywa tylko jedna - pierwsza i tym samym ostatnia - jak słusznie rzekł Woland na widok jesiotra w sowieckiej jadłodajni.

Kończąc słowami Szatana, warto pamiętać, że powoływanie do życia postaci jest jednak boskim przywilejem. Oby wszyscy, którzy to czynią, mogli, patrząc na efekty swojej pracy, powiedzieć, że są dobre. [email protected]

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

b
beze mnie
"Wszakże jako spadkobiercy myśli doktora Frankensteina musimy dokonać wysiłku i sami znaleźć materiał na swojego idealnego człowieka."
Spadkobiercami myśli doktora Frankensteina byli "wielcy" hodowcy "idealnego człowieka" Hitler, Stalin i in.
Chyba zamiast "idealnego" lepiej brzmi "unikatowego" lub "niepowtarzalnego".
Oczywiście bez spadkobierców i Frankensteina.
Dodaj ogłoszenie