Pistolet Kaczyńskiego wymierzony w Tuska, czyli anegdoty z sejmowych korytarzy

Dorota Kowalska
Dariusz Gdesz/Polskapresse
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Anegdot krążących po sejmowych korytarzach jest całkiem sporo. Politycy też ludzie, więc zdarza im się powiedzieć dokładnie to, co naprawdę myślą, ale tylko wtedy, kiedy gasną telewizyjne kamery.

Ostatnio przy Wiejskiej z dużym natężeniem krążą historyjki o Waldemarze Pawlaku, tak te stare, jak całkiem świeżutkie. Były szef PSL znalazł się na językach, ale też nikt nie spodziewał się jego porażki w walce o fotel prezesa ludowców. W telewizji było więc o Pawlaku głośno, a któryś z polityków natychmiast przywołał taką oto anegdotę: rzecz się ma przed wyborami, pytają wtedy jeszcze szefa ludowców, kto je wygra, a ten z pokerową miną odpowiada: "Jak to kto? Nasz koalicjant!".

Ale jest też anegdota znacznie bliższa ostatnim wydarzeniom. Otóż po słynnym zjeździe PSL, na którym wybrano Janusza Piechocińskiego przewodniczącym partii, Waldemar Pawlak spotkał się na sejmowym korytarzu z Leszkiem Millerem, szefem Sojuszu. Ten drugi pyta: "Waldek, a co ty teraz będziesz robił?", na co Pawlak miał ponoć odpowiedzieć: "A wiesz co, wreszcie się będę opierdalał". Widać, poza kamerami i mikrofonami, naszych polityków stać na większą szczerość.

Zbigniew Girzyński, ze śmiechem opowiada z kolei taką oto sytuację. Tuż przed Bożym Narodzeniem, dziennikarze polowali na parlamentarzystów i próbowali namówić ich do zaśpiewania kolędy przed kamerami. Jedna z reporterek podbiegła do posła Andrzeja Rozenka z Ruchu Palikota, ale ten odmówił, tłumacząc, że to strata czasu i śpiewał nie będzie. Chwilę później w zasięgu wzroku pojawił się poseł Elsner z RP, Andrzej Rozenek natychmiast go przechwycił i zabronił nucenia przed kamerą. Co niektórzy mieli niezły ubaw, bo może dla polityków Ruchu Palikota śpiewanie kolęd jest mało polityczne, ale kto ich tak naprawdę nie śpiewa?

Legendą obrosły też słynne przerwy ogłaszane prze marszałek Kopacz podczas głosowań. Na początku swojego marszałkowania Ewa Kopacz ich nie robiła, a kiedy chciała zapalić, wiadomo, że nie jest wolna od tego nałogu, zastępował ją Cezary Grabarczyk. Tyle tylko, że jak głosi anegdota, pewnego razu, kiedy wyszła na dymka, Platforma przegrała głosowanie nad ustawą wartą parę milionów złotych. I wprawdzie, jak opowiada poseł Girzyński, odkręciła sprawę w Senacie, ale od tamtej pory Ewa Kopacz podczas głosowań nie daje się zastępować, a co dwie, trzy godziny urządza przerwy dla kolegów parlamentarzystów.

Na pytanie, kto wygra wybory, Waldemar Pawlak odpowiedział: "Jak to kto? Nasz koalicjant!"

Anegdoty krążące po Sejmie dotyczą też samych polityków. I tak na przykład mówiło się, że świętej pamięci Andrzej Lepper nosił w kieszeni garnituru pokrojone kabanosy, i kiedy tylko miał chwilę - podgryzał, Jarosław Kaczyński ssie za to tik-taki. O prezesie PiS krąży zresztą przy Wiejskiej mrożąca krew w żyłach opowieść, której jednak ten stanowczo zaprzecza. Podobno na początku lat 90. w sejmowej windzie Kaczyński miał wyciągnąć pistolet wycelować w Donalda Tuska i stwierdzić "Dla mnie zabić ciebie to jak splunąć". Historię tę opowiadał wszem wobec premier, Jarosław podkreślał jednak, że nie miał wtedy pistoletu, a cała historia jest zmyślona. Jak było wiedzą jedynie sami zainteresowani.

Wiele sejmowych historyjek opowiada się w parlamencie o Bogdanie Klichu. W czasach, kiedy był ministrem obrony narodowej, Klich miał ponoć w swoim notesie zapisane telefony do wybranych redaktorów. Dzwonił do nich bladym świtem, zapraszając do gabinetu po ekskluzywnego newsa. News zazwyczaj okazywał się średnio ekskluzywny, bo w ministerstwie czekało na niego jeszcze kilku "wybrańców", z których każdy odebrał podobny telefon. Minister Klich potrafił też przerwać wywiad, jeśli padło pytanie, które paść nie miało, i jak żaden inny minister w rządzie Donalda Tuska dbał o swój wizerunek.
Ewa Kopacz, jako minister zdrowia, też obrosła legendą. Jej pracownicy opowiadali, że potrafiła wpaść w histerię, kiedy sekretarka nie posłodziła herbaty czy kawy wystarczającą ilością cukru albo z powodu innej drobnostki, na którą nikt, poza nią, nie zwróciłby najmniejszej uwagi.

Poseł Ryszard Czarnecki zaskoczył za to wszystkich, jako przewodniczący podkomisji ds. prawa autorskiego. Kiedy jeden z posłów, któremu udzielił głosu, skończył mówić, zamiast: "Dziękuję", półprzytomny rzucił: "Dzień dobry". - Tak było - wspomina dzisiaj ze śmiechem poseł Czarnecki. - Przyjechałem wtedy z Wrocławia do Warszawy, pociąg się spóźnił, przyszedłem na posiedzenie komisji, co tu dużo mówić, niewyspany. No i przez kilka sekund przysnąłem, kiedy kolega poseł skończył, ocknąłem się i tak mi się jakoś rzuciło to "dzień dobry" - opowiada.

Wiele sejmowych anegdot wiąże się też ze zmianą przez polityków barw klubowych, czyli przechodzenia z jednego do drugiego ugrupowania. Jedną z takich historii opisał zresztą "Super Express", kiedy dość nieoczekiwanie do rządu Donalda Tuska wszedł Bartosz Arłukowicz. "Tajna akcja o kryptonimie "Kupić Bartosza" zaczęła się w marcu" - chwalił się już dwa dni później swoim śledztwem "Superak". Mózgiem operacji miał być, wówczas marszałek Sejmu, Grzegorz Schetyna. Strategię opracowywał poseł Rafał Grupiński, a całość finalizował sam premier Donald Tusk. Ci trzej politycy Platformy Obywatelskiej ponoć przez ponad miesiąc kusili i negocjowali przejście Bartosza Arłukowicza. Grupiński zaproponował, aby od razu nie oferować mu bardzo wysokiego stanowiska politycznego. Ale to marszałek Sejmu wziął na siebie przekonanie Arłukowicza. Kusił go miejscem na liście PO. Spiskowcy mieli umawiać się w Sejmie i w hotelu poselskim.

Co do hotelu poselskiego, o imprezach w nim urządzanych, zwłaszcza, kiedy w Sejmie obecni byli politycy Samoobrony, można by chyba napisać książkę. Jak głoszą plotki, bawić lubili się też ludowcy, w każdym razie, w sejmowym hotelu bywały zespoły ludowe, które miały umilać czas naszym parlamentarzystom. Krótko mówiąc, w wolnej Polsce w Sejmie chętnie się plotkuje, sporo rozmawia, także z dziennikarzami.

Co innego w czasach peerelu, wtedy wszystko co działo się przy Wiejskiej było przewidywalne, więc nudne. Sejmowi fotoreporterzy wspominają jedną jedyną historię, która na kilka godzin podniosła im ciśnienie. Rzecz dotyczy fotografa Adama Cebuli. Cebula z aparatem na szyi wszedł do toalety męskiej, która znajduje się tuż obok stolika dla dziennikarzy. Zaraz po nim do ubikacji dumnie wkroczył towarzysz Wojciech Jaruzelski. Jak jeden mąż wstrzymali oddech. Po pięciu minutach ich kolega wyszedł z miną, która nie pozostawiała złudzeń: Miał tą klatkę!. Plotka o zdjęciu pierwszego sekretarza skupionego nad pisuarem lotem błyskawicy obiegła Sejm. W miasto ruszyli tajniacy. Mieli schwytać Cebule i zniszczyć kompromitujący władzę film. Na tym historia się kończy, bo Cebula blefował. Nie zrobił zdjęcia. Chciał jedynie, nieświadom konsekwencji, popisać się przed kolegami. Ale to tyle z peerelowskich anegdot. W Sejmie znacznie barwniej jest dzisiaj.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
OBSERWATOR
powiedziała: ( świadkowie ) " tak Jareczek ma taki maluśki pistolecik ". Komu jak komu ale tej pani ja bezgranicznie wierzę.
p
polo
"pistoletem Kaczyńskiego wymierzonym w Tuska".
Widać jak słaby, jak bojaźliwy jest ten reżim ciemniaków.
Strach przed Kaczyńskim jest tak wielki, że nawet dowcip traktują jak pistolet "wymierzony
w obalenie ustroju i naczelnych władz III Kiszczakowskiej RP".
Aresztowanie "Antykomora" było tego najlepszym dowodem.
c
cezar
Szydercy i kpiarze z KRRiT przygotowali nowe rozdanie na multipleksie bez telewizji TRWAM .Bezrobocie w 2013 sięgnie 20 % . Pakt fiskalny wejdzie w życie . Będziemy jedli produkty z GMO .Około 2 milionów ludzi będzie na POstojowym czyli pracować będzie 15 dni w miesiącu. W 2013 w lipcu ZUS-owi zabraknie środków na emerytury i renty . Konta szpitali będą zajmowane przez komorników a lekarze z braku lekarstw będą udzielać pomocy tylko przy ratowaniu życia. Koleje staną . Rozpoczną się strajki w górnictwie. Z Polski wyjedzie ok. 1 miliona młodych .Powiatowe Urzędy Pracy nie będą miały środków na zasiłki dla bezrobotnych. Dolar i Euro poszybują w górę złotówka spadnie na zbity tusk.
k
krzycho
przeciez kaczynski sie przyznal ze mial taki maly pistolecik.
Dodaj ogłoszenie