Piskorski: Partia Balcerowicza? Miałaby szansę, gdyby to on był jej liderem, a nie "popieraczem"

Agaton Koziński
Paweł Piskorski
Paweł Piskorski Bartek Syta
- Partia Balcerowicza miałaby szansę, gdyby Balcerowicz stanął na jej czele. I zebrał wokół siebie wszystkich liberałów - mówi Paweł Piskorski w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Wygląda na to, że powoli powstaje partia Balcerowicza - ugrupowanie o silnym rysie liberalnym. Tylko czy w Polsce jest zapotrzebowanie na taką partię?
Mam wątpliwości odnośnie do tych zapowiedzi. Po pierwsze, Leszek Balcerowicz w tej sprawie się nie wypowiedział - a wcześniej wielokrotnie wysyłał sygnały o tym, że do bieżącej polityki wchodzić nie zamierza. Po drugie, wydaje mi się, że teraz mamy taki czas, kiedy rodzą się różne inicjatywy polityczne. Ryszard Petru jest związany z Partią Demokratyczną, startował z jej ramienia - w czasach Unii Wolności - w różnych wyborach. Rozumiem, że on teraz też zamierza budować swoje ugrupowanie wokół Demokratów, partii, bądź co bądź, liberalnej.

Na razie nie słyszałem publicznych deklaracji o tym.
To nie najlepszy sygnał współczesnych czasów - sytuacja, w której osoby o podobnych poglądach nie łączą się ze sobą, tylko próbują ciągnąć własne inicjatywy.

Z drugiej strony najlepsze lata Partia Demokratyczna dawno ma za sobą. Łatwiej chyba zbudować nowe liberalne ugrupowanie od fundamentów, niż remontować kompletnie spróchniałe stare.
Jeśli każdy z majstrów woli budować swój własny dom zamiast połączyć siły i robić to razem, to taka sytuacja wróży jak najgorzej planowanej budowie. Tym bardziej że o współczesności na pewno nie da się powiedzieć, że to jest czas liberałów. Pomyślne wiatry my jako Stronnictwo Demokratyczne, czy Partia Demokratyczna, wyczuwaliśmy w 2009 r. Byliśmy wtedy przekonani, że duża część Polaków - zawiedzionych działaniami Platformy coraz bardziej odchodzącej od haseł liberalizmu i robiącej zwrot w kierunku konserwatyzmu - poprzez nasz pomysł oraz naszego kandydata Andrzeja Olechowskiego w wyborach prezydenckich. Ta nadzieja skończyła się jednak 10 kwietnia 2010 r. Po katastrofie smoleńskiej wystąpiła tak silna polaryzacja partyjna, że na żadne nowe ugrupowanie zwyczajnie nie było miejsca. Oś sporu, jaka się wtedy narodziła, wypchnęła jakiekolwiek dyskusje programowe. I to się nadal utrzymuje. Ciągle właściwie nie mamy dyskusji merytorycznych, natomiast - co widać w sondażach - polaryzacja między PO i PiS cały czas działa. Walka na symbole polityczne zwycięża nad debatą na temat tego, co należy zrobić z podatkami, służbą zdrowia itp. Takie kwestie, mówię to z ubolewaniem, w żaden sposób nie rozpalają wyobraźni wyborców.

Polska scena polityczna jest od dawna spolaryzowana - ale taki model wypracowali, właściwie we dwójkę, Donald Tusk i Jarosław Kaczyński. Ten tandem rozbił wyjazd Tuska do Brukseli. Czy to nie stwarza okazji na wejście do gry nowych partii?
Rzeczywiście do niedawna mieliśmy przekonanie, że ta polaryzacja opiera się na dwóch samcach alfa polskiej polityki, którzy stworzyli wokół siebie obozy partyjne - a gdy ich zabraknie, to nie będzie paliwa te obozy napędzającego. Ale dziś Tuska w polskiej polityce nie ma, a jednak obóz Platformy - po chwilowym zachwianiu - cały czas skutecznie działa. Widać więc, że nikt nie pożąda rozwiązań innych, może z wyjątkiem kilkunastuprocentowego elektoratu antysystemowego. Obecna polaryzacja nie opiera się tylko na Tusku, lecz jest utrwalona. Wybory prezydenckie to potwierdzają.

Właśnie pytanie, czy potwierdzają. Tusk i Kaczyński zdobyli tak silną pozycję po wielu wojnach - i wewnątrz własnych obozów, i z partiami, które próbowały zagrozić ich pozycji. Ale Ewa Kopacz na razie żadnej wojny nie musiała stoczyć. A może ona jest zwyczajnie słaba, tylko o tym jeszcze nie wiemy, bo nikt jej nie sprawdził?
Zgadza się, Tusk i Kaczyński swoją pozycję zdobyli po długich bojach. Ale wcale to nie znaczy, że brak jednego z nich doprowadzi do natychmiastowego przeorganizowania się sceny politycznej - przecież widać, że Platforma po odejściu Tuska się nie rozpadła. Być może dlatego, że ten moment jeszcze nie nadszedł.

Kiedy może nadejść?
Momentem, w którym Ewa Kopacz zostanie sprawdzona, są wybory parlamentarne. Zakładam, że przed nimi dojdzie do serii odwlekanych od początku roku protestów i demonstracji. To będzie dla niej test. Ale test dla Ewy Kopacz jako przywódcy, a nie całej Platformy. Bo jeśli coś pójdzie nie tak, to PO zmieni lidera. Sam system, który się wykrystalizował po 2001 r., a więc po przyjęciu ustawy o finansowaniu partii, jest trwały. Dziś wejść do gry jakiejś partii jest nieporównywalnie trudniej niż wtedy, gdy my zakładaliśmy Platformę Obywatelską.
Czyli Platforma jest stałym elementem politycznej gry w Polsce na długo.
To partia władzy. Ale ten obóz spaja nie tylko władza, którą teraz posiada. Także olbrzymie fundusze wyborcze, którymi dysponuje. To sprawia, że każdy rozłamowiec w tej partii traci do nich dostęp i wpada w niebyt. Widać, jak skuteczny jest to mechanizm po zachowaniu Grzegorza Schetyny, który godzi się na wszystko, idzie na każdy kompromis, byle tylko nie dać się wypchnąć z PO. Bo on wie, że wcześniej lub później będzie mógł się odbić, na przykład po załamaniu się przywództwa Kopacz. Właśnie to sprawia, że istniejący system polityczny będzie trwać, nawet wtedy, gdy już nie będzie Tuska i Kaczyńskiego.

Wrócę do tej potencjalnej "partii Balcerowicza". Ona miałaby silny wydźwięk ideowy, Czy takie uderzenie ideą w niewyraźną programowo partię władzy nie może dać sukcesu? Polacy lubią, jak politycy walczą w imię jakiś wartości.
Absolutnie tak! Gdyby Leszek Balcerowicz stanął na czele takiej partii i zaczął zbierać wokół siebie osoby o podobnych poglądach, stworzył ugrupowanie o liberalnych poglądach gospodarczych i światopoglądowych, to może udałoby mu się osiągnąć to, co nam nie wyszło. Ale, podkreślam, to Balcerowicz musi stanąć na czele partii. Nie może być zdystansowanym "popieraczem", tylko musi być prawdziwym liderem. Wtedy to się może udać. Wielokrotnie zresztą Balcerowicza do takiej aktywności zachęcałem, ale za każdym razem słyszałem odpowiedź, że on nie chce do bieżącej polityki wchodzić.

Bez Balcerowicza taki projekt nie ma sensu? Sama idea liberalizmu nie wystarczy? Bo w latach 90. napędzała Polskę. Już się wypaliła?
Jako liberał z przekonania uważam, że idee liberalne są najbardziej funkcjonalne, najlepsze. Być może nawet bez Balcerowicza, ale z zaangażowaniem wszystkich liberalnych środowisk w kraju udałoby się osiągnąć potrzebną masę krytyczną. Ale słuchałem niedawno Władysława Frasyniuka i on mówił jedynie, że w tej sprawie może być "popieraczem". On już wspierał mnie i Olechowskiego sześć lat temu, jestem mu za to bardzo wdzięczny, ale efektu to nie dało. Kluczowe jest codzienne zaangażowanie polityczne. Partia to nie kilka występów w telewizji, tylko ciężka praca przy budowie struktur lokalnych. Jeśli nie będzie wszystkich rąk na pokładzie, sukcesu nie uda się odnieść.

A może warto rozważyć odejście od liberalnych poglądów światopoglądowych? Polacy są konserwatywni z natury, zaakceptują liberalizm gospodarczy, ale nie obyczajowy. Konserwatywno-liberalna partia Jarosława Gowina zdobyła 4 proc. w eurowyborach. To nie jest kierunek?
Obecnie, co mówię ze smutkiem, sprawy światopoglądowe są dużo ważniejsze niż gospodarcze, to one tworzą główne osie podziałów politycznych. Jarosław Gowin to wie, dlatego odszedł z PO - łatwiej mu było zrobić ustępstwa wobec socjalnego programu ekonomicznego PiS niż wobec liberalnych wolt światopoglądowych Platformy. Mnie marzyłaby się partia o szerokich skrzydłach światopoglądowych - od konserwatyzmu Gowina po liberalizm Piskorskiego. Ale to tylko marzenie, szanse na jego realizację są bardzo wątłe. Dziś liberałowie są zepchnięci na drugoplanowe stanowiska w środowiskach nieliberalnych.

Wyrwą się?
Mam wrażenie, że Polacy nawet nie wiedzą, że oni tam się znajdują. Ciągle bowiem wśród Polaków pokutują kalki z lat 90., gdy polska gospodarka przechodziła na liberalny kurs gospodarczy, a tę kalkę jeszcze umocniła kampania PiS z 2005 r., która przekonała wszystkich, że Platforma była i ciągle jest partią liberalną, że tylko ona głosi prawdziwe poglądy liberalne - choć w mojej ocenie z liberalizmem nie mają one nic wspólnego.

Tyle że przez te stereotypy dla was, prawdziwych liberałów, miejsca w polityce nie ma. Mało miejsca, dużo chętnych działających niezależnie od siebie.
Wyborcy czują się mocno zdezorientowani, nie wiedzą tak naprawdę, kto jest kim. To sprawia, że tematy naprawdę ważne z punktu widzenia liberalizmu jak: podatki, służba zdrowia, system emerytalny są w ogóle nie podejmowane w dyskursie publicznym. To w ogóle nie jest temat dyskusji. Nie ukrywam, to także nasza wina, bowiem nie potrafimy znaleźć języka, który pozwoli nam do tej dyskusji wejść. Nie udaje nam się dotknąć kwestii naprawdę ważnych. W Polsce mamy ostatnie lata, w których spływają do kraju subwencje z Unii Europejskiej. Ten błogostan, w którym teraz żyjemy, niedługo się skończy. Tymczasem w ogóle nie rozmawiamy o tym, co zrobić po tym, gdy te unijne pieniądze się skończą.
Mówi Pan, że macie problemy z językiem. A może biorą się one stąd, że ciągle - mówiąc o liberałach - powracają te same nazwiska: Balcerowicz, Olechowski, Frasyniuk, Piskorski. Może warto poszukać nowych, nieogranych twarzy?
To jest wielokrotnie powtarzane marzenie, by wprowadzić nowe nazwiska. Ale to tylko marzenie.

Dlaczego? Widać po Pawle Kukizie, że efekt świeżości działa.
Nie, widać po Magdalenie Ogórek, że nie działa. SLD też się wydawało, że wprowadzi nową twarz i to natychmiast zacznie działać. Nie. Każdy polityk ma w pamięci wyborców swoją łatkę. Nowe pokolenie w prosty sposób tego jednak nie zastąpi.

Bo Ogórek nie wypaliła? To przykład błędu kadrowego, a nie zasady.
A zasadę tę tworzy Kukiz? On szuka wyborcy antyestablishmentowego. Na czele partii buntu musi stać nowa osoba, wolna od wcześniejszych skojarzeń. Ale partia liberalna byłaby partią establishmentową, zwłaszcza gdyby nawiązywała do tradycji Leszka Balcerowicza. W takiej sytuacji postawienie na twarz całkowicie z zewnątrz, niezwiązaną z liberalizmem, skończyłoby się tak samo sztucznie, jak z Magdaleną Ogórek w SLD. Gdyby zamiast niej wystartował Leszek Miller, dostałby przynajmniej tyle głosów, ile wynosi poparcie dla Sojuszu. Natomiast pani Ogórek nie zdobędzie nawet tego. To najlepszy dowód na to, że partia antyestablishmentowa nie może działać tak jak ugrupowania buntu. Potrzebne są twarze, które się kojarzą z ideą naczelną.

Smutne konkluzje z naszej rozmowy. Wynika z niej, że Donald Tusk, mówiąc "jestem trochę socjaldemokratą", skończył na zawsze z liberalizmem w Polsce.
Tak bym tego nie nazwał. Proszę zwrócić uwagę, że w całej Europie, poza Holandią, partie liberalne przeżywają głęboki kryzys. To nie jest problem tylko polski. Ale wcale to nie znaczy, że myślenie liberalne już nigdy nie wróci. Podobny zanik miał miejsce na świecie w latach 30. XX w. Tak się jednak nie stało, po wojnie liberalizm odżył. Teraz pewnie będzie podobnie. Ale trzeba realnie oceniać sytuację. Dziś wyborców rozgrzewają sprawy drugorzędne i trzeba się z tym pogodzić.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
temida
Piskorski jak PIS dojdzie do władzy to ty będziesz siedział
c
cześć
Chłopaku! Aleś się upasł ...
l
logical man
Od jesieni, czy zaraz po niej, pozostaną w rynku dalej 4 rodzaje organów: SLD + SD, PiS + Gowin, PO + Kukiz, PSL
PSL samodzielnie, bo ma 130 tys członkiń i członków. A kiedy tylko 90 tys członków PSL przemnożyć przez 5 Mart,
a zawansowanych w pośpiechu przez kochliwych działaczy PSL, wtedy już 450 tysięcy wyborczyń. A członkinie w PSL,
to nie kochliwe i bez wielbicieli... Eee, p. Piskorski, numer z UW nie przejdzie! I za ciasno w rynku, i wyborca zmądrzał
Dodaj ogłoszenie