Pipes: Dzieje XIX-wiecznej Rosji pisane są spiskami i aktami terroru

Redakcja
Richard Pipes
Richard Pipes FOT MACIEJ JEZIOREK / POLSKAPRESSE
Czego możemy się nauczyć z historii rządów Romanowów? Według Richarda Pipesa lekcja z niekonsekwentnego wprowadzania reform jest wciąż do odrobienia. Szczególnie dla dzisiejszych włodarzy na Kremlu.

Właśnie ukazała się Pana najnowsza książka "Zamachowcy i zdrajcy". Czemu zdecydował się Pan wziąć na warsztat XIX-wieczną Rosję? Wydaje się, że dużo więcej w tym kraju działo się w następnym stuleciu.
Proszę pamiętać, że ja jestem historykiem. Wprawdzie zdarza mi się pojawiać w mediach także jako komentator wydarzeń bieżących, ale w pierwszej kolejności uważam się za badacza dziejów. Dla historyka nie ma podziału na okresy mniej lub bardziej interesujące.

Zdecydowana większość naszych czytelników nie jest historykami. Jak przekonałby ich Pan, że warto poświęcić czas na książkę o Rosji w XIX wieku?
Bo już wtedy Rosja była wielkim i bardzo ważnym krajem. Poza tym widać bardzo wiele podobieństw między Rosją carską a Rosją rządzoną przez bolszewików. To nie jest tak, że jak Włodzimierz Lenin doszedł do władzy w 1917 r., to stworzył kompletnie inny kraj. Ciągle mieszkali w nim ci sami ludzie, którzy mieli tę samą historię i posługiwali się tym samym językiem co wcześniej. Także z tego powodu należy się więc interesować Rosją w XIX stuleciu. Jeśli chce się zrozumieć, na czym polegał fenomen Związku Sowieckiego, to trzeba też wiedzieć, co się wydarzyło, zanim on powstał. Bo komunistyczna rewolucja nie wykiełkowała na pustyni, lecz wpisała się w określony kontekst społeczny.

W książce przypomina Pan mało znany epizod z historii Rosji - zamach na gubernatora Petersburga, który przeprowadziła Wiera Zasulicz. Czemu skupił się Pan akurat na tych zapomnianych wydarzeniach? Czy to aluzja do zagrożenia terroryzmem, jaki dotknął świat na początku XXI wieku?
Nie szukałbym tak daleko idących analogii. Terroryzm, jakiego doświadczyła Rosja w XIX wieku, nie ma nic wspólnego z zamachami przygotowanymi przez muzułmańskich fanatyków. Rosyjskim terrorystom zależało przede wszystkim na tym, żeby zmienić rządzący reżim, odsunąć od władzy carat. Mieli jasno określone cele i szukali sposobu na ich realizację. Tymczasem terrorystom islamskim zależy przede wszystkim na tym, żeby zniszczyć na świecie chrześcijaństwo i zbudować wielki kalifat.

Czyli podobieństwa jednak są. I jedni, i drudzy chcieli zamachami terrorystycznymi zmienić obowiązujący porządek.
Ale działali w całkowicie innej skali. Przecież rosyjscy terroryści nie wychodzili poza własny kraj, podczas gdy muzułmańscy zamachowcy marzyli o tym, żeby zmienić cały świat. Właśnie dlatego uważam, że ciężko te zjawiska ze sobą porównywać.

W Rosji działał także polski terrorysta Józef Piłsudski. Czy jego zamachy należy łączyć z tymi, które Pan opisuje w książce?
Piłsudski sięgał po akty terrorystyczne, by w ten sposób walczyć o niepodległość Polski. Tymczasem moja bohaterka Wiera Zasulicz dokonała zamachu, gdyż była wstrząśnięta brutalnymi działaniami gubernatora Petersburga, bezwzględnym tłumieniem przez niego demonstracji w mieście i chciała go za to ukarać - stąd ten atak. Jej działania nie miały innych przesłanek. Zupełnie inaczej niż Piłsudski czy inni terroryści, którzy w tym okresie działali w Rosji. Większość z nich miała bardzo ambitne plany.

Czytaj także:
* Pipes o więzieniach CIA: Tortury? To są rozszerzone metody przesłuchań
* "Zamachowcy i zdrajcy", czyli skąd się wziął rosyjski terroryzm

Czemu w takim razie zdecydował się Pan tyle miejsca poświęcić akurat Wierze Zasulicz?
Bo uznałem, że jej historia jest dla nas, współczesnych, niezwykle interesująca. Jej proces odbił się wtedy głośnym echem. Nikt właściwie nie miał wątpliwości, że dopuściła się ona zbrodni, ale jednocześnie udało jej się uniknąć więzienia, została uniewinniona przez sąd. Właśnie to wywołało duże poruszenie, nie tylko w Rosji, ale także za granicą, gdzie proces był bardzo szeroko komentowany. Wszystkich frapowało, jak do tego doszło i czemu akurat taką decyzję podjął sąd.

Rosję z XIX wieku znamy głównie przez pryzmat literatury Fiodora Dostojewskiego czy Aleksandra Puszkina. Ten pierwszy sam był zamieszany w działalność spiskową. Ale Pan pokazuje Rosję niejako z drugiej strony, ze strony tytułowych zamachowców i zdrajców. Na ile te dwa światy są ze sobą komplementarne?
Dostojewski, Puszkin byli pisarzami, ich książki są tylko i wyłącznie ich wyobrażeniami. Ja jestem historykiem, a więc jestem zobligowany do przedstawiania faktów. Każde zdanie, które zamieściłem w "Zamachowcach i zdrajcach", ma ścisłe potwierdzenie w dokumentach. Sądzę zatem, że szukanie analogii pomiędzy moją książką a dziełami wybitnych rosyjskich pisarzy nie ma większego sensu.

Jakim więc krajem była Rosja w XIX wieku?
To państwo miało jakby dwa przeciwstawne sobie bieguny. Z jednej strony, przeżywało bardzo szybki rozwój życia kulturalnego i gospodarczego, z drugiej zaś - jego system polityczny utkwił w całkowitym bezruchu. Carat starał się utrzymywać kontrolę nad wszystkimi gałęziami administracji publicznej, ale jednocześnie - i to bardzo ciekawe - zdecydował się w 1864 roku stworzyć niezawisłe sądownictwo. Istniała ogromna rozbieżność między wysoką kulturą Rosji, nieustępującą wcale kulturze Europy Zachodniej, a kulturą chłopstwa.

Zawsze elity wyprzedzają resztę społeczeństwa.
Ale ta reszta stanowiła w Rosji blisko cztery piąte ludności kraju, żyła we własnym świecie i nieprzychylnie reagowała na wszystko, co pochodziło z zagranicy. Sprzeczności te powodowały trwały stan napięcia. Na dłuższą metę tych przeciwieństw nie dało się pogodzić. Nie można mieć bowiem dobrze wykształconego społeczeństwa, prężnych firm prywatnych, dobrze rozwijającej się gospodarki, nad którymi kontrolę sprawuje niesprawna, autokratyczna władza. Wcześniej czy później taka sytuacja musiała prowadzić do zgrzytów, napięcia między oczekiwaniami Kremla i społeczeństwa. Można zaryzykować tezę, że ten konflikt doprowadził do rewolty w 1905 roku.

Jak żyło się w takim kraju rozdartym sprzecznościami?
Kreml konsekwentnie odmawiał swoim obywatelom prawa do decydowania o polityce państwa. Propozycje zmian, choćby bardzo umiarkowanych, były przez władzę uparcie odrzucane, a jawną krytykę autokratycznego reżimu traktowano niemal jak przestępstwo. Obrona samodzierżawia wynikała nie tylko z chęci utrzymania się przy władzy. Stał za nią racjonalny powód, mianowicie przekonanie, że tak wielkim krajem jak cesarstwo rosyjskie, z jego całą bardzo zróżnicowaną etnicznie i w większości niepiśmienną ludnością, nie można rządzić inaczej, i że wprowadzenie jakiegokolwiek innego systemu rządów spowodowałoby szybki rozpad państwa. Kreml przez wieki wychodził z założenia, że demokracja jest możliwa w małych krajach o zunifikowanym społeczeństwie, takich jak Szwajcaria czy Irlandia, ale nie w takich imperiach jak rosyjskie. Natomiast ówczesne oświecone elity intelektualne w Rosji podchodziły do istniejącej sytuacji z dużą niechęcią i coraz mocniej naciskały na zmiany, proponowały, by wprowadzić demokrację parlamentarną.

Czytaj także:
* Pipes o więzieniach CIA: Tortury? To są rozszerzone metody przesłuchań
* "Zamachowcy i zdrajcy", czyli skąd się wziął rosyjski terroryzm

Z jakim skutkiem?
Do pewnego stopnia ta presja przyniosła efekt. Przykładowo, w 1864 roku, za panowania Aleksandra II Mikołajewicza, carat poszedł na ustępstwo wobec opinii publicznej i w ramach tak zwanych Wielkich Reform powołał do życia niezawisłe sądownictwo. Reforma miała służyć modernizacji i europeizacji Rosji, ale tak naprawdę nie została do końca przemyślana. Podstawowa cecha autokracji polegała na tym, że władza wykonawcza, ustawodawcza i sądownicza spoczywała w rękach monarchy. W zasadzie tej dokonano teraz wyłomu, tworząc sądy niezależne od aparatu administracyjnego, który przynajmniej teoretycznie nie miał prawa ingerować w ich działalność. W dodatku te zmiany nie przyniosły spodziewanych efektów. Elity dalej były niezadowolone, presja zaś, jaką wywierały, rosła, zamiast słabnąć. Wskutek złagodzenia cenzury i innych reform w latach 60. XIX wieku powstał nawet ruch radykalny. Rząd zareagował na niego zaostrzeniem swej polityki wewnętrznej. Ale im bardziej nasilał represje, z tym bardziej nieprzejednaną spotykał się opozycją. Nastąpiła eskalacja konfliktu - pod koniec lat 70. samowładztwo stało się celem zaciekłych ataków grupy terrorystów cieszących się sympatią społeczeństwa. W 1881 roku dokonali oni udanego zamachu na cara Aleksandra II.

Dodajmy, że na kanwie tego wydarzenia Dostojewski osnuł "Biesy". Z tego, co Pan mówi, wynika, że historia rosyjskiego terroryzmu miała dramatyczne karty.
Też tak uważam - i właśnie dlatego poświęciłem im swą książkę. Właśnie w takich okolicznościach wybuchł proces Wiery Zasulicz, który szczegółowo opisuję. Te wydarzenia są o tyle istotne, gdyż teraz, z perspektywy historycznej, wyraźnie widać, że diagnoza stawiana wtedy przez carat była słuszna. Obrona ze strony Kremla ładu autokratycznego była jak najbardziej uzasadniona.

Jak Pan to rozumie?
Po rewolucji 1905 roku w Rosji wprowadzono demokrację parlamentarną. Ale od tej pory rozpoczął się szybko postępujący proces erozji władzy, który ostatecznie upadł w 1917 roku. Tę lekcję pamiętają także dzisiejsi przywódcy rosyjscy. Oni - podobnie jak carat w XIX wieku - są przekonani, że Rosja nie może być państwem rządzonym w sposób demokratyczny. Jedyny możliwy sposób rządzenia to sposób autokratyczny.

Widzi Pan szansę, by Rosja kiedyś dojrzała do wprowadzenia u siebie demokratycznych reguł wyłaniania władz?
To możliwe, ale na pewno nie nastąpi to szybko. Uważnie śledzę badania opinii publicznej w Rosji. Wynika z nich wyraźnie, że zdecydowana większość Rosjan wcale nie chce demokracji. Kojarzy im się ona z anarchią i defraudacjami. Dużo bardziej wolą silne rządy jednego człowieka. To nie wzięło się znikąd, wszyscy najwybitniejsi przywódcy Rosji byli autokratami i do dziś cieszą się dużą popularnością, wystarczy wspomnieć choćby Józefa Stalina. Jego nieustannie wysokie notowania najlepiej dowodzą, że w Rosji nie ceni się zbytnio reguł demokratycznych. Nie wykluczam, że kiedyś uda się to zmienić - ale Rosja ma bardzo długą drogę do przejścia, nim rzeczywiście zdoła tak się zreformować.

Innymi słowy, kolejne pokolenia historyków będą pisać książki bardzo podobne do Pańskiej? Zmienią się tylko nazwiska, daty, fakty, ale tezy pozostaną te same?
Nie jestem jasnowidzem, tylko historykiem, także trudno mi przewidywać przyszłość. Ale nie widzę szans na to, żeby w najbliższym czasie system istniejący w Rosji mógł ewoluować. Na dłuższą metę tych przeciwieństw nie da się pogodzić. Powtórzę: nie można mieć dobrze wykształconego społeczeństwa, prężnych firm prywatnych, dobrze rozwijającej się gospodarki, nad którymi kontrolę sprawuje niesprawna, autokratyczna władza. Wcześniej czy później taka sytuacja musiała prowadzić do zgrzytów, napięcia między oczekiwaniami Kremla i ludzi, wreszcie do otwartego konfliktu. Tak jak to miało miejsce podczas rewolty w 1905 roku. To bardzo wymowny przykład.

Czytaj także:
* Pipes o więzieniach CIA: Tortury? To są rozszerzone metody przesłuchań
* "Zamachowcy i zdrajcy", czyli skąd się wziął rosyjski terroryzm

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

V
Vadim
Excuse me, but this pseudo historian-Idiot. Do not know such basic things as the capital of the Russian Empire-this is nonsense.
r
reader
Moscow - The Kremlin - Soviet Union, Russian Federation
St. Petersburg - Winter Palace - the Russian Empire
W
WS
W rozmowie z Pipesem cięgle wskazuje się na Kreml, jako na centrum władzy imperialnej. A mnie się wydahe (chyba słusznie), że siedzibą Caratu XIX i XX wieku był Petersburg.
Dodaj ogłoszenie