reklama

Piotr Zaremba: Przełomowe wybory? Nie na tyle, żeby o tym wrzeszczeć na cały głos

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Piotr Zaremba, publicysta
Piotr Zaremba, publicysta fot. Bartłomiej Ryży
Telewizja TVN ogłosiła, że w kampanii wiele różni liderów konkurujących z sobą partii, ale jedna opinia z pewnością łączy. Wszyscy uważają obecne wybory za przełomowe, najważniejsze od roku 1989. I faktycznie pokazano Jarosława Kaczyńskiego oraz polityków opozycji powtarzających tę formułkę tymi samymi słowami.

Moja reakcja jest mieszana. Trudno nie widzieć większej niż zwykle stawki tych wyborów. Z perspektywy prawicy wygląda to tak: wbrew wszelkim znakom na niebie i ziemi, skazywani na niebyt, zdołaliśmy złapać władzę przed czterema laty. Potem pod mocnym ostrzałem umieliśmy ją też umocnić. Podejmując wiele przedsięwzięć wcześniej niewyobrażalnych. Kwestionując wiele kierunków, w jakich maszerowała Polska, a w niektórych kwestiach cała Europa.

Quiz preferencji wyborczych

Z kolei w interpretacji opozycji to kluczowy punkt w walce na śmierć i życie. Politycy tych partii są przekonani, że PiS popycha Polskę ku rozwiązaniom autorytarnym. Jeśli nie da się tego zatrzymać kartką wyborczą, ten marsz będzie kontynuowany. Ale w oczach ludzi PiS, ten wybór jest równie dramatyczny. Przez te cztery lata przecięli tyle węzłów gordyjskich, połamali tyle uświęconych norm i obyczajów, że dla nich powrót do władzy Koalicji Obywatelskiej i jej sojuszników wiąże się z ryzykiem rozliczeń, odwetu, być może konsekwencji sądowych, na pewno zaś cięcia prawicowych wpływów równo z trawą.

Dlaczego więc dostrzegając tę przełomowość, nawołuję do ocen wstrzemięźliwych? Zacznę od najświeższej obserwacji. Kiedy zmarł nagle były pisowski minister środowiska Jan Szyszko, nie ja, a lewicowy intelektualista Tomasz Stawiszyński, zaapelował na Facebooku aby ważyć słowa. Bo już wylewa się w sieci fala najbrutalniejszego hejtu zwróconego przeciw zmarłemu.

I co się stało? Jedna, dwie osoby (a krąg jego znajomych to przede wszystkim oponenci PiS) przytaknęły. Ale już następne zaczęły kwestionować ten apel. Sens ogólny był taki: Szyszko to nie tylko szkodnik niszczący przyrodę, ale element obozu niszczącego demokrację. Skończyło się wywodami porównującymi Jarosława Kaczyńskiego do Adolfa Hitlera i Józefa Stalina.

Nie dało się oddzielić debaty o formach i międzyludzkich relacjach od ocen merytorycznych tej władzy. Jeśli ona jest taka, jaką widzą ją niektórzy Polacy, można ją porównywać do obcych okupantów, odmawiać ludzkiej godności, obdarzać nienawiścią - taki był sens części wypowiedzi.

Sytuacją podobnego rodzaju były reakcje uczestników konwencji Koalicji Obywatelskiej na słowa Lecha Wałęsy o Kornelu Morawieckim. Wałęsa jest nasz. Dopiero co zmarły bohater podziemia - nie nasz. Jeśli Wałęsa obraża nie naszego, sala klaszcze mechanicznie, bezmyślnie. Oczywiście w zdrowych demokracjach tak nie jest. Przeciwnik jest człowiekiem, zasługuje na szacunek. Ale w Polsce takie bariery zanikają. Trzeba było kilku dni, aby sytuacja się odwróciła i sam Wałęsa doznał krytyki od swoich. Ale przecież Grzegorz Schetyna, lider KO, wychowanek Morawieckiego, dopiero co składający mu hołd, nie od razu wyksztusił polemikę, co jest skądinąd jednym z najsmutniejszych faktów tej kampanii.

Nie powiem, kto był w tym wyścigu lepszy. Nie wierzcie jednak każdemu słowu, nie tylko „tych drugich”, ale i swoich liderów

Powraca jednak myśl: skoro mamy do czynienia z okupacją czy perspektywą powrotu PRL, może tak daleko idące emocje są usprawiedliwione? Odpowiadam: z wielu powodów nie. Nawet w czasach międzywojennych, kiedy rządy sanacyjne naprawdę szykanowały polityków legalnej opozycji, gnębiły cenzurą i administracyjnymi utrudnieniami, a czasem pobiciem lub więzieniem , zatrzymywano się po obu stronach wobec majestatu śmierci. Tym bardziej, że politycy różnych obozów przypominali sobie, choćby w tej ostatecznej chwili, o wspólnych korzeniach. Pojawiało się, nawet w formie pytania, poczucie: on też jest patriotą, tylko widzi Polskę inaczej.

Wybory do Sejmu i Senatu 2019. Porównaliśmy programy partii ...

A co ważniejsze dziś - teza, że zmierzamy w kierunku autorytaryzmu jest ledwie mglistą hipotezą. Trwa wciąż spór w ramach logiki różnych form demokracji. Nie kwestionuję prawa opozycji do niepokoju o standardy. Pisowska władza ma pokusy chodzenia na skróty, naginania prawa, ma odruchy arogancji, przekonania, że cała racja jest przy niej. Ale padanie opozycyjnych środowisk na różne pluszowe krzyże jest wobec dramatyzmu najnowszej historii Polski co najmniej przedwczesne.

Jeśli powiemy sobie: wszystko albo nic, tym łatwiej wyzbyć się elementarnej empatii wobec przeciwnika. Co ciekawe, tak wygląda ta kampania z perspektywy konkurujących elit, wielkomiejskich ośrodków, specyficznych środowisk. Uwaga senatora Jarosława Obremskiego, że na prowincji jest inaczej, że ludzie umieją tam wciąż współpracować, że nie mówią sobie nawzajem: „Albo ty, albo ja”, warta jest co najmniej przemyślenia. To tym bardziej każe mi myśleć sceptycznie o stawianiu wszystkiego na ostrzu noża.

Poza wszystkim, śledząc polską politykę co najmniej od początku lat 90. widziałem już wiele przełomów, które okazywały się przełomami papierowymi, lub w każdym razie znacznie mniej trwałymi, niż się zdawało w chwili ich ogłaszania. Znając polską połowiczność, niezdolność do rozwiązań skrajnych, mogę sobie pozwolić na niedowierzanie. Nie dowierzam i wizji domykania się systemu dominacji jednej siły politycznej, i brutalnego odwetu, w momencie, gdyby ta siła została zatrzymana przy urnach. Choć nie lekceważę deformacji procesu demokratycznego, on się przydarza na naszych oczach. Nie lekceważę też toksycznej siły wzajemnej nienawiści.

Czytaj także

Sytuacja w której przywołana na początku stacja TVN upowszechnia apokaliptyczną wizję końca demokracji zaraz po zorganizowaniu w jej studio debaty między tymi, którzy chcą tę demokrację Polakom odebrać , i tym którzy nie chcą na to pozwolić, ma w sobie coś kabaretowego. Trzeba się w takiej sytuacji na coś zdecydować. Albo obywatelski alarm, albo normalność. Obecne kłopoty opozycji wciąż nie biorą się w pierwszej kolejności z jakichś administracyjnych utrudnień, czy nawet grubiańskiej, jątrzącej propagandy rządowej telewizji, a z jej własnych kłopotów w komunikacji z Polakami. W wielu wypadkach podstawowe błędy popełniali zresztą nawet nie politycy KO czy innych partii opozycji, a otaczający tę opozycję czułą opieką celebryci.

Nikt nie zmuszał Wojciecha Pszoniaka do przedstawiania nie głosujących w wyborach jako świrów, Mai Ostaszewskiej do lamentów, że PiS zamknie dostęp do internetu (na podstawie strzępów jakiejś dyskusji), a Agnieszki Holland do zapowiedzi odebrania praw wyborczych facetom. Nie namawiali do tego także politycy KO. Ale taka jest natura współczesnej polifonicznej debaty, że błędy tych elit idą na konto polityków, którzy korzystają z ich przyjaźni. Można się tylko zastanawiać, gdzie tu korzyść.

Pojawiło się powszechne przekonanie, że kampanię rozstrzygnęły na wiele miesięcy naprzód rządowe zapowiedzi gigantycznych transferów socjalnych. Zapowiedzi składane cynicznie, nieodpowiedzialnie, bezładnie. Ale przecież równie istotne okazały się tematy obyczajowe. I to nie PiS wysyłał aktywistów LGBT na ulice miast, aby łączyli swoje żądania z drwinami z Kościoła i religii. Ani żeby stawiali najbardziej skrajne postulaty, łącznie z adopcją dzieci przez pary jednopłciowe. Lekceważy się w komentarzach ten wątek. A politolodzy mówią, że normalsi zostali wystraszeni.

Zarazem PiS już dziś zmienił naturę polskiej polityki. Ona została bardzo mocno przesunięta w kierunku prospołecznym. Poza zagrożoną nie wejściem do Sejmu Konfederacją, wszystkie główne partie ścigają się obietnicami transferów. Ponieważ PiS był w tym pierwszy, ciągnie dziś z tego największe korzyści. Zarzuty opozycji, także te brzmiące przekonujące, choćby o zapaść w służbie zdrowia czy o zbyt niskie nauczycielskie pensje, okazują się na tym tle mniej istotne.

Wybory 2019: Śmieszne plakaty i ulotki wyborcze. Oto prawdzi...

Jak na swoją przełomowość ta kampania okazała się zarazem dość monotonna. Większość rzeczy powiedziano już wiele miesięcy temu, podczas kampanii europejskiej. Pozostało młócenie tych samych sloganów. Nieskuteczne były wszelkie argumenty ad personam. Także te poważne. Nie jest przyjemnie widzieć prezesem NIK, namaszczonym przez obóz rządowy, znajomego sutenerów. Ale skoro ogłoszono, że to wybory o wszystko, ludzie odbierają najbardziej sugestywne oskarżenia jako element dawno zużytego rytuału. Wierzą w nie zapamiętali przeciwnicy władzy. Nie wierzą równie zawzięci zwolennicy. Normalsi mają to gdzieś.

Widać w tym zaczątek iluś patologii po wyborach. Ale też Polacy przyswoili sobie dość konsekwentnie zasadę mniejszego zła. Może to być zapowiedzią permanentnej dominacji jednego obozu na dziesięciolecia. A może bolesnego odklejania tego jednego obozu od władzy już w następnej kadencji. Z pełną niewdzięcznością za wszystkie prezenty i gesty pasujące zwykłego człowieka na nieomylnego. Dziś bardziej prawdopodobna wydaje mi się wciąż druga wersja zdarzeń.

Skorzystam z resztek normalności i nie powiem, kto był w tym wyścigu, moim zdaniem, lepszy. Nie mam dzięki Bogu takiego obowiązku. Śledząc media społecznościowe, widzę, jak wielu ludzi rozumnych, przyzwoitych i sympatycznych przyjęło postawę gorliwych kibiców. Mam prośbę o jedno: nie wierzcie każdemu słowu nie tylko „tych drugich”, ale i swoich liderów. Bo może za kilka lat sami nie będziecie wierzyć własnym słowom wypowiadanym dziś.

Narzędzia, które pomogą Ci wybrać

Na kogo głosować?

Trwa głosowanie...

W kampanii wyborczej...

Żłobki tylko dla szczepionych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

S
S. ZDRADZIECKA HOŁOTA

RAZ DWA TRZY POSTAW KRZYŻYK I TY I TY I TY. AŻ ZBIERZE SIĘ MIARKA I WSZYSTKIE BOGACTWA TRAFIĄ DO KLUCZYKÓW, KOLORZÓW I STARKÓW GARNKA.

Dodaj ogłoszenie