Piotr Zaremba: Na niemądrych konfliktach wokół sporu z Rosją tracą nie politycy, ale Polska

Piotr Zaremba
Piotr Zaremba, publicysta
Piotr Zaremba, publicysta fot. Bartłomiej Ryży
"Osamotnieni na własne życzenie” - czołówką o takim tytule zareagowała „Gazeta Wyborcza” na nasz dyplomatyczny konflikt z prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Sama natura propagandowej kampanii przeciw Polsce przedwrześniowej, obwinianej o partycypowanie w polityce Hitlera, okazała się mniej ważna. Więcej miejsca podważaniu kłamstw Putina poświęciła „Wyborcza” dopiero następnego dnia.

Ta teza krążyła już wówczas od kilku dni w mediach, tradycyjnych i internetowych. Zdążyli ją sformułować między innymi polityk PO Paweł Zalewski i kandydujący z jej poparciem w ostatnich wyborach politolog Marek Migalski. Streszczając ją: nikt Polski nie broni, a Putin ośmielony naszym osamotnieniem eskaluje swoje oskarżenia. Bo prowadzimy politykę „wstawania z kolan”, kłócimy się z Unią Europejską , a i na Amerykanów nie możemy w trudnych chwilach liczyć, choć im akurat nadskakujemy.

Czytaj także

Tyle, że następnego dnia nie w mediach sympatyzujących z obecnym rządem, a w TVN, pokazano materiał o tym, o czym uważni obserwatorzy polityki wiedzieli od początku: atak Putina zmierzający do całkowitej redefinicji ocen tego, co zdarzyło się w latach 1938-1941, objął także państwa zachodnie: Anglię i Francję. Rodzi się więc pytanie, jak te państwa miałyby nas skutecznie obronić przed teoriami Putina, skoro nie są w stanie obronić siebie. Zmusić go, aby zamilkł na ich temat. Skądinąd wizja Zachodu, powstrzymującego rosyjskiego władcę przed powiedzeniem czegokolwiek, jest w oczywisty sposób infantylna. Nie wiem, ile z tego rozumie Migalski, ale politycy PO i dziennikarze „Wyborczej” po prostu znaleźli kolejny kij, żeby nim wygrażać nielubianemu rządowi.

Co jest celem Putina? Czy to bardziej recepta na własne kłopoty, czy zapowiedź jakiejś ofensywy?

Nie twierdzę, że w wizji Polski zbyt często osamotnionej, zbyt mało sprawnej w pozyskiwaniu sojuszników, nie ma nic z prawdy. Ale to akurat nie ten przypadek, zresztą późniejsze oświadczenia ambasadorów kilku państw zachodnich dodatkowo osłabiły wymowę tych rytualnych jeremiad. Pozostaje zaś kwestią otwartą, co powinno dominować w obliczu takiego ataku Rosji. Wewnętrzne swary i obrachunki, oparte na dokładkę na naciągniętych założeniach? Czy pójście za apelem Donalda Tuska o jedność w obliczu zagrożenia?

Oczywiście Tusk sformułował swoje wezwanie na tyle ogólnie, że każdy mógł udawać, że nie jest skierowane akurat do niego. Czy na przykład powinien się nim przejąć Radosław Sikorski, wieloletni minister w ekipie Tuska, który poszedł nieco inną drogą w narzekaniu na PiS.

Piotr Zaremba podsumowuje 2019 rok. Co się udało, a co nie?

To jego żona Anne Applebaum stwierdziła, że racje Polski są w tym przypadku oczywistą prawdą historyczną. Taki ton dominował zresztą w zachodnich mediach, tych które dostrzegły w ogóle całą sytuację. Były minister zajął się za to elegijnym wspominaniem obchodów 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, kiedy to w roku 2009 Putin przyjechał do Polski, na Hel. Sens twitterowej refleksji był jasny: tamta władza radziła sobie z relacjami z Rosją. Obecna nie potrafi.

Ja tylko przypomnę, że Putin przywiózł wtedy na Hel rewizjonistyczną tezę o wadach systemu wersalskiego, które musiały prowadzić do wybuchu wojny. Tezę będącą wyciągnięciem ręki w stronę Niemiec. Przeciwstawił się jej prezydent Lech Kaczyński. Nie zrobił tego Donald Tusk.

Dziś Putin ma inną tezę: to Polska podminowała wersalski system. Trudno się oprzeć wrażeniu, że nie trzeba być szczególnym międzynarodowym awanturnikiem, aby popaść z taką polityką historyczną w kolizję. Można się oczywiście do niej nagiąć albo udawać, że się jej nie zauważa. Ale skąd pogląd, że większa elastyczność w innych sferach odwiodłaby Putina od całej akcji?

Że tak chyba nie jest, dowodzi przykład Czech. One nie szukały zwady z Moskwą, także ich relacje z Unią są lepsze niż Warszawy. Praga częściej wybierała bezpieczne miejsce w głównym nurcie. Wystarczyła jednak różnica zdań w sprawie upamiętniania najazdu ZSRS i jego sojuszników na Czechosłowację, aby prezydent Zeman i premier Babiš też stali się celem rosyjskich ataków.

Może więc przekonanie, że wszystko zależy od drugiej strony, od jej większej elastyczności wobec samej Rosji, lub większej determinacji w szukaniu sojuszów przeciw Rosji (czasem obie myśli są wypowiadane jednym tchem przez tych samych ludzi), to złudzenie. Podyktowane, powtórzę, naiwnością albo cynizmem.

Co jest celem Putina? Z pewnością zasianie narracyjnego zamętu w całej Europie. Z pewnością skupienie własnego narodu wokół alternatywnej wersji historii. Czy to bardziej recepta na własne kłopoty, czy zapowiedź jakiejś ofensywy? Czas pokaże. W każdym razie ktoś, kto twierdzi, że łatwo to powstrzymać, czy tego uniknąć, winien nam jest przedstawienie scenariusza owego powstrzymania czy uniknięcia. Na razie dostajemy frazesy, hasła.

Skądinąd niektórzy ludzie lewicy, a przede wszystkim antypisowski lud w sieci, myślą często bardziej prostodusznie. PiS jest zły, bo skłócił nas z Putinem. Jeśli tak, nie ma co jednak biadać nad polskim osamotnieniem, a szykować się do padnięcia na kolana.

Tymczasem konkluzje bywają najbardziej zdumiewające. Jeden z komentatorów „Wyborczej”, chcący ratować figurę PiS orientującego się na Putina (bo taka legenda funkcjonuje równolegle do PiS skłócającego nas z Rosją) zasugerował, że rosyjski prezydent atakuje Polskę po to, aby pomóc prawicy w kolejnych wyborach. Jak widać nikt nie ma monopolu na spiskowe podejście, a liberalnej lewicy przytrafia się ono coraz częściej.

Z kolei wicenaczelny „Wyborczej” Jarosław Kurski połączył lata 30. i czas obecny klamrą. I w jednym i w drugim przypadku osamotnienie jest naszą największą winą, a co więcej wynika ona z żałosnych cech już nawet nie konkretnych ekip rządzących, a Polaków jako takich.

„Nikt nie chciał za nas umierać w 1939 roku. Nikt nie będzie chciał i teraz” - ogłosił nazywając Polskę „zadufanym w sobie dziwadłem na peryferiach Europy”. W wywodzie pojawiły się tradycyjne zarzuty dotyczące współczesności: niszczenie Unii Europejskiej i bycie amerykańską półkolonią.

Wizja Zachodu, powstrzymującego Putina przed powiedzeniem czegokolwiek, jest infantylna

Niejasne jest jednak, co Kurski rozumie przez osamotnienie w roku 1939. Rządząca Polską ekipa sanacyjna coś jednak zrobiła, aby nas przed osamotnieniem bronić: do sojuszu z Francją dodano brytyjskie gwarancje. Nie uratowały nas one, pojawia się jednak pytanie, co w zamian? Bo alternatywne rozwiązanie owszem było: to wymuszony sojusz z Hitlerem. Jeśli wiceszef „Wyborczej” się za nim opowiada stając obok Piotra Zychowicza, powinien to otwarcie zadeklarować.

Mam jednak wrażenie, że choć Kurski jest absolwentem historii, nie kieruje się precyzyjną historyczną myślą. To raczej kwestia skołatanych nerwów jego środowiska. Na tym przykładzie widać raz jeszcze, jak płytka i niemądra , jakimi niespójnościami myślowymi naszpikowana, jest polska debata o czymkolwiek. Jeśli Polska jest dziś „dziwadłem”, to Kurski ma w tym swój udział.

Rok 2020. Najważniejsze wydarzenia. Co nas czeka w polityce,...

Ubocznym elementem polskich swarów (Putin musi być bardzo zadowolony z takiego efektu) jest fala krytyki wobec prezydenta Andrzeja Dudy, że nie podjął osobiście polemiki z Putinem. Merytorycznie te narzekania opozycji nie mają sensu. Głos premiera w zupełności wystarczył. Ale jasne jest, że w kampanii używa się wszelkich sztuczek.

Z tego punktu widzenia decyzja Dudy, aby skryć się na zimowych wakacjach, była ryzykowna. Prezydent zaprzeczył tym samym tezie, jakoby dla prawicy spory wokół historii stanowiły wymarzone polityczne pożywienie. Ale przy okazji pokazał, że - inaczej niż w kampanii 2015 roku - nie jest gotów gryźć w walce o reelekcję trawy.

Usypiają go dobre sondaże i poczucie, że już wcześniej wykonał solidną pracę, choćby podróżami po kraju podczas całej kadencji. W efekcie jednak nie ma nawet sztabu wyborczego, a jego zachowania są kwestią przypadku. Tu prawie wszyscy ludzie z jego otoczenia namawiali go, aby coś powiedział - poza Krzysztofem Szczerskim. A on wybrał wygodę.

Za niecałe pół roku okaże się, czy ma to jakieś znaczenie. Ale to są rozważania o PR-owskiej skuteczności, a nie o racjach. Rady dla opozycji, aby choć raz wzniosła się ponad doraźność nie mają wielkiego sensu, zwłaszcza że PiS sam robi wszystko, aby podgrzewać atmosferę na innych frontach. Tyle, że na podziałach w Polsce i na niemądrych teoriach wokół konfliktu z Rosją tracą nie ci czy inni politycy, a - mówiąc górnolotnie - Polska jako taka.

POLECAMY W SERWISIE POLSKATIMES.PL:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

właściwie to o co chodzi ? dzięki marzeniom i walce proletariatu o swoje miejsce w hierarchii na całym świecie zapanował jedynie akceptowalny przez bolka ustrój, gdzie prawdziwie wolni ludzie, piękni , zdrowi, bogaci i szczęśliwi robią to co uważają za słuszne. bo kapitalizm to nie tylko efektywność ale i wysokie standardy. we wszystkim. Boże, gdyby tak zabrakło kapitalizmu, albo całą planetę zdominował socjalizm z jego zbrodniczymi założeniami i odejściem od pieniądza jako największego zła. Nic tylko zrobić sobie sepuku. Bo tak żyć by się nie dało.

Dodaj ogłoszenie