reklama

Piotr Zaremba: Jan Olszewski w polityce szukał sprawiedliwości [WSPOMNIENIE]

Piotr ZarembaZaktualizowano 

Wideo

Źródło: TVN 24

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Jako dziennikarz polityczny towarzyszyłem mu przez lata. I jego metoda uprawiania polityki bywała przedmiotem mojej krytyki. A jednak to Janowi Olszewskiemu dedykowałem swoją powieść „Zgliszcza”. W ostatnich latach przed jego śmiercią połączyła nas silna więź.

Odbyłem z nim w 2017 i 2018 roku właśnie do powieści kilka wstrząsających rozmów na temat pierwszych lat po wojnie. On działał wtedy w młodzieżówce Mikołajczykowskiego PSL, co wiązało się z represjami, z ryzykiem. Jego przyjaciel ze szkolnej ławki Józek Łukaszewicz został za tę działalność wyrzucony z liceum. W roku 1948 poszedł do lasu. Po kilku miesiącach go złapano, a w roku 1949 po torturach i procesie skazano na śmierć i stracono. Po 70 latach emerytowanemu politykowi łamał się głos, kiedy wspominał przyjaciela.

To go ukształtowało. Dla mnie Jan Olszewski pozostanie kilkunastoletnim chłopakiem uciekającym przed milicjantami ulicami robotniczej Pragi z „Gazetą Ludową”, organem Mikołajczyka, pod marynarką. Byli pokoleniem, które traktowało takie zadania jak przedłużenie konspiracji, wojny. On mi opowiadał, na jakie filmy amerykańskie chodzili z Józkiem i jak kochali się w tych samych dziewczynach. Opowiadał mi też o tęsknocie za nim.

Warto wspomnieć, że Olszewski namawiał Łukaszewicza, aby do lasu nie szedł. Uważał, że trzeba czekać na kolejną wojnę, ale po sfałszowanych wyborach, kiedy okazało się, że Anglia i USA nie pomogą, nie warto przelewać krwi na darmo. To ważny wkład w dyskusję o tamtych czasach, bo bohaterstwa „wyklętych” po latach bronił, ale sam postanowił innymi drogami iść do wolnej Polski. I szedł: jako dziennikarz „Po Prostu”, uczestnik Klubu Krzywego Koła, od lat 60. obrońca w politycznych procesach, uczestnik Polskiego Porozumienia Niepodległościowego, ekspert „Solidarności”. Odważny inteligent z robotniczej, patriotycznej rodziny, przez lata noszący tę samą podniszczoną teczkę. Szukał w polityce nie sukcesu, a sprawiedliwości.

Dzielił się wszystkim, co widział i co pamiętał. Pozostał niezłomnym inteligentem, człowiekiem wolnej myśli

Utkany był jednak ze sprzeczności. Uważał, że Polska jest pod sowiecką okupacją, ale poszerzenia przestrzeni wolności szukał w „Po prostu”, organie Związku Młodzieży Polskiej. Po latach mówił z szacunkiem o Gomułce i przyjaźnił się z komunistycznym aparatczykiem, Walerym Namiotkiewiczem, tegoż Gomułki sekretarzem, poznali się właśnie w „Po prostu”. Lew salonowy z lat 60., a jednocześnie niezmordowany uczestnik kolejnych niezależnych inicjatyw, typu Klub Krzywego Koła, sprowadzających na niego kłopoty. Dziedzic PPS-owskiej tradycji, także rodzinnej (był kuzynem bojowca z 1905 roku Stefana Okrzei), mason, a jednak w latach 80. kościelny ekspert zalecający Solidarności umiar, nie rewolucję, jednym głosem z Episkopatem. Rzecznik niepodległości, a nie poprawiania komunizmu, co wykładał w latach 70. jako współorganizator konspiracyjnego PPN, ale zwolennik roztropności w metodach. Legalista tłumaczący opozycjonistom, jak używać prawnych kruczków przeciw maszynerii totalitarnego państwa (co wyłożył w publikacji „Obywatel a Służba Bezpieczeństwa”).

Bronił jako adwokat wszystkich od Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego po Kornela Morawieckiego. Był oskarżycielem posiłkowym w procesie zabójców księdza Popiełuszki. Za to w wolnej Polsce on, niepodległościowy socjalista, zawędrował na prawą stronę. Bo to prawica szukała oczyszczenia państwa z reliktów komunizmu. Tam też znajdował program obrony biedniejszych grup przed liberalną transformacją, która na dokładkę premiowała jako ludzi sukcesu dawnych PZPR-owców.

Pięciu bohaterów "nocy teczek": Co dziś u nich sły...

W polityce bieżącej popełniał błędy, łączył zbyt idealistyczną wiarę w moralne odrodzenie Polaków z brakiem zdecydowania i lekceważeniem socjotechniki. To pewnie jeden z powodów jego porażki jako premiera antykomunistycznego rządu w 1992 roku, a potem jako lidera kolejnych partii. Ale pozostawił kilka aksjomatów myślenia: prozachodni atlantycki kurs w polityce zagranicznej, wiara w prospołeczną korektę polityki ekonomicznej, w uczciwszą prywatyzację, w przejrzystość życia publicznego.

Egzotyczne i eurosceptyczne polityczne sojusze spychały go na margines, w 2001 roku został posłem z ramienia Ligi Polskich Rodzin. Był coraz starszy, coraz mniej przekonujący młodsze pokolenia. A zarazem niektóre jego cele przejmował PiS. Jego młodszy, zwycięski rywal o rząd dusz po prawej stronie, Jarosław Kaczyński, wziął go na sztandar. I niektóre punkty jego programu zaczął realizować.

Zdumiewające było jedno. Po 2007 roku, kiedy Jan Olszewski wyszedł z bieżącej polityki, nie stał się „strasznym dziaduniem”, rozgoryczonym i miotającym mocne słowa, choć działo się tak z wieloma politykami, nawet bardziej od niego mainstreamowymi, więc doznającymi satysfakcji. A on sam w roku 1992 doznał za akcję lustracji polityków strasznej kampanii nienawiści, mógł więc szukać odwetu.

On jednak ze swego skromnego mieszkania na Mokotowie mówił po prostu co myślał, patrząc ponad podziałami. Jego ostatnie posłanie to apel o zaniechanie nienawiści między Polakami, wypowiedziane po zabiciu Pawła Adamowicza. Trzymał się swoich wartości, ale czasem potrafił iść w poprzek prawicowej poprawności. Wrócił do Giedroyciowych korzeni, głośno apelując o wyrozumiałość wobec Ukrainy. Skrytykował PiS-owski projekt reformy sądów. Nie musiał nikogo pozyskiwać, nikomu się podlizywać.

Uwielbiał rozmowy w kawiarni, a w ostatnich latach był przykuty do swoich czterech ścian. Chętnie dzielił się wszystkim, co widział i co pamiętał. Pozostał niezłomnym inteligentem, człowiekiem wolnej myśli.

Tylko jeśli teraz spotka się ze swoim przyjacielem, Józkiem Łukaszewiczem, jak oni będą rozmawiać? Przecież tamten na zawsze pozostał dziewiętnastolatkiem.

POLECAMY:

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie