Piotr Zaremba: Gdzie kończy się sędziowska niezawisłość

    Piotr Zaremba: Gdzie kończy się sędziowska niezawisłość

    Piotr Zaremba

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Sędzia Paweł Juszczyszyn zawieszony (niezawieszony zdaniem innych) w obowiązkach przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, staje się bohaterem dramatycznej opowieści. Oczywiście w zależności od opcji, jak wszystko w Polsce, jawi się jako postać śnieżnobiała, rycerz na koniu albo jako złowrogi pętak, szukający poklasku polityk w todze sędziego Sądu Okręgowego w Olsztynie.
    Piotr Zaremba: Gdzie kończy się sędziowska niezawisłość

    ©Bartlomiej Ryzy

    Dla lewicowej liberałki Elizy Michalik to ofiara prześladowań, jak w systemach totalitarnych. Dla Andrzeja Saramonowicza heroiczny bojownik, przerastający wolą walki całą opozycję i cały złamany przez PiS naród (swoją drogą wyżywający się od lat w internecie dawny reżyser mógłby zarysować i dla opozycji i dla narodu jakiś precyzyjniejszy scenariusz działania). Z kolei prawicowy felietonista Jerzy Jachowicz odkrył genezę podłości Juszczyszyna. Od momentu, kiedy w roku 2015 przekroczył prędkość, jadąc samochodem, i został wybroniony przez kolegów, miał uwierzyć, że należy do nietykalnej kasty.

    Harcowników obu stron ogarnia nieodparta wola pisania literackich opowieści.
    Nie wiem, jakim człowiekiem jest Juszczyszyn. Naraża się na doraźne nieprzyjemności i możliwe, że wierzy w racje obozu antyrządowych prawników. Możliwe też, że poczuł w sobie temperament polityka, a to źle, bo ciężko go łączyć z wypełnianiem obowiązków sędziowskich w sposób bezstronny. No i jako „ofiara prześladowań” może jednak liczyć na wsparcie potężnych sił, także zagranicznych.

    Stan spraw w Polsce jest taki, że oduczamy się szybko szanować kogoś, kto wojuje po innej stronie niż my. Ja bym raczej przestrzegł uczestników tej dyskusji przed bardziej długofalowymi herezjami niż takie czy inne opisywanie jednego sędziego.

    Nie jest prawdą, że wszystko, co ogłosi sędzia, jest prawidłowym wyrokiem czy decyzją. I nie jest prawdą, że jeśli łamie on takim wyrokiem czy decyzją prawo, nie jest narażony na konsekwencje. Nowa ustawa, nazywana kagańcową, tylko wzmocniła tę zasadę, ale jej nie wymyśliła. Obrońców Juszczyszyna zapraszam, aby zamiast powtarzać ogólnikowe frazesy o trójpodziale władzy, dowiedli, że sędzia miał prawo przy okazji dowolnej sprawy zajmować się prawomocnością obecnej KRS. Niezależnie co o tej prawomocności sami sądzimy.

    Oczywiście precyzyjnych odpowiedzi nie usłyszę. I politycy opozycji, i zbuntowani sędziowie już dawno uznali, że cel uświęca środki. Skoro oni nam tak, to my im tak. Dowolny sędzia powie, że wolno mu wszystko, a elity będą klaskać nawet dobrze nie pojmując, o co chodzi.

    Stronie drugiej zadedykuję refleksję. Podważanie sędziowskich wyroków jako bezprawnych, a tym bardziej zawieszanie za nie sędziego, powinno być czymś absolutnie wyjątkowym. Jeśli staje się normą, coś szwankuje w systemie. I nie wystarczy w odpowiedzi krzyczeć o sędziowskiej samowoli i żądać kar.

    Tymczasem prawica odpowiada zgiełkiem. Często absurdalnym. Zwyczajem staje się przywoływanie kolejnych „niesprawiedliwych” wyroków jako dowodu na potrzebę „większej kontroli nad sędziami”. A to sąd zmniejszył karę dla gwałciciela trzylatka. Nawet Leszek Miller się oburzył, bo jak się nie oburzyć. A to inny sąd skazał na grzywnę dziennikarza Michała Majewskiego (notabene oponenta „dobrej zmiany”) za stawianie oporu ABW podczas pamiętnego najścia na redakcję „Wprost”. Sam Juszczyszyn jest piętnowany za dawny wyrok, którym podobno zrujnował jakiegoś rolnika. Ja tego nie bagatelizuję. Tylko chciałbym wiedzieć, co krzyczący proponują.

    Bo jeśli sędzia, wydając niemądry wyrok, prawa nie złamał, to żeby dać tej publice satysfakcję, trzeba by wprowadzić zasadę, że jakaś władza (rząd?) ten wyrok w trybie nadzwyczajnym uchyla. Chcecie, aby sądzili urzędnicy? Powiedzcie to. W systemie są bezpieczniki: wyrok może uchylić wyższa instancja. Prezydent dodał skargę nadzwyczajną. Ja jestem zwolennikiem debaty opinii publicznej nad sędziowskimi decyzjami. Receptą jest też lepsze, precyzyjniejsze prawo. I tu akurat PiS nie ma szczególnych osiągnięć - dobry przykład to reprywatyzacja zostawiona widzimisię sądów właśnie.

    Prawicowcy wierzą, że poprawki do systemu pozwolą awansować sędziom, którzy głupich wyroków nie wydadzą. Ale dlaczego? Są z tego samego grona, tak samo ukształtowani. Mogą się naginać w sprawach ważnych dla władzy, ale kto zagwarantuje, że będą sprawiedliwi, otwarci, empatyczni tam, gdzie chodzi o sprawy zwykłych ludzi? Nikt, a cieszą się niezawisłością, która chroni ich przed zewnętrznymi naciskami, co w sumie jest wartością.

    Oczywiście ta antysędziowska wrzawa ma jakiś sens, ale nie taki, że sądy będą sądziły lepiej. Roman Giertych może ogłosić, że Andrzej Duda, podpisując ustawę dyscyplinującą sędziów, już przegrał wybory. Natychmiast mu przypomniano, że prognozował klęskę PiS za każdym razem. Obawiam się, że niezależnie od wzburzenia elit, Polacy raczej posłuchają krytyków obecnego sądownictwa. No chyba, że obwinią prawicę za chaos wywołany dwoma porządkami prawnymi w wymiarze sprawiedliwości. Ale to chyba jeszcze nie w maju.

    Paradoks polega na tym, że prawica może tę sprawę wygrać wyborczo, ale nie merytorycznie. Zwłaszcza że jest jeszcze czynnik zagraniczny, nierychliwy, nie zawsze przesądzający, ale wiszący nad całym sporem. Ekscytującym się ukaraniem Juszczyszyna przypomnę, że na razie Izba Dyscyplinarna SN może ignorować uchwałę trzech innych izb twierdzących, że ich nowi koledzy nie są sądem. Kiedy jednak TSUE w ramach tak zwanego zabezpieczenia „zamrozi” tę izbę, grożąc Polsce wielomilionowymi karami, będzie ciężej udawać, że nic się nie stało. A ma się to stać na dniach. „Wyborcza” już apeluje do TSUE o pośpiech.

    Co wtedy? Nie wiadomo. Sądownictwo dyscyplinarne zostanie realnie sparaliżowane. Politycznie PiS może to nawet dyskontować, ale merytorycznie dowiedzie swej bezsilności.

    Do woli można się zastanawiać, kto tu jest winien. Tak mocne związanie tej Izby Dyscyplinarnej z Ministerstwem Sprawiedliwości miało zapobiec sytuacji, kiedy sędziowie unikają kar, bo korporacja im pobłaża. Ale druga strona święcie wierzy, że chodziło o zyskanie bata na środowisko. A kiedy cała reforma wykuwa się w ogniu walki, takie oskarżenia brzmią wiarygodnie.

    Potrzebny byłby krok obu stron w tył i pomyślenie, co dalej robić z reformowaniem sądów. Jak napisałem przed tygodniem, nikt na to nie jest gotowy i nie tylko kampania prezydencka to powoduje, ale stworzenie barier mentalnych nie do przekroczenia. Przez ten tydzień atmosfera jeszcze się pogorszyła. Każdy improwizuje na swoją miarę, zwykli ludzie tego nie pojmują. A system? Będzie działał coraz gorzej.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo