reklama

Piotr Zaremba: Czy Polacy nie potrafią znieść innych poglądów niż własne

Piotr Zaremba
Bartłomiej Ryży
Najpierw wyjście trójki posłów opozycji z programu „Woronicza 17”, potem zapowiedź przez opozycyjne partie rozważenia bojkotu TVP Info, a może całej telewizji publicznej. Niezależna.pl zareagowała obwieszczeniem, że ta opozycja nie chce dyskusji. Ale czy można oczekiwać sprawiedliwości w sądzie, gdzie prokurator jest równocześnie sędzią? Czy można debatować w studiu, gdzie rozmowę prowadzi reprezentant racji i poglądów jednej z partii - Michał Rachoń?

Najpierw wyjście trójki posłów opozycji z programu „Woronicza 17”, potem zapowiedź przez opozycyjne partie rozważenia bojkotu TVP Info, a może całej telewizji publicznej. Niezależna.pl zareagowała obwieszczeniem, że ta opozycja nie chce dyskusji. Ale czy można oczekiwać sprawiedliwości w sądzie, gdzie prokurator jest równocześnie sędzią? Czy można debatować w studiu, gdzie rozmowę prowadzi reprezentant racji i poglądów jednej z partii - Michał Rachoń?

Ba, nie chodzi tylko o osobę. Przychodząc do TVP Info, politycy opozycji idą do miejsca, z którego się w nich 24 godziny na dobę strzela. Słowami, ale jednak. Gdzie „zapomina się” porządnie zrelacjonować związane z opozycją zdarzenia typu Marsz Wolności z poprzedniej soboty, za to nie zapomni się nigdy o kolejnym pasku - oskarżycielskim albo złośliwym, nieusiłującym nawet markować bezstronnego relacjonowania. Te paski towarzyszą zresztą samym występom polityków opozycji przed kamerą. Jednym słowem stają się gośćmi, którym się wygraża, nie czekając nawet aż wyjdą.

Taki model wybrała telewizja publiczna, kiedy opowiada o polityce, a TVP Info to na dokładkę w dużej mierze królestwo „Gazety Polskiej”, która ma własną narrację i wizję świata, jak sądzę nieuzgadnianą nawet do końca z prezesem Kurskim. Rachoń to ważny przedstawiciel tej grupy. Można domniemywać, że znaczną część widowni takich programów stanowią przekonani zwolennicy PiS, występy w nich ludzi z innych partii są więc rzucaniem grochu o ścianę. Możliwe, że wśród widzów uchowali się też niezorientowani i nieprzekonani przez nikogo. Ale czy oglądając polityków, którzy muszą sobie nieustannie wycierać buzie z błota, istotnie przyjmą w finale ich argumentację? Czy też może stracą do nich resztę szacunku?

Z głosami: wyrzućcie PiS albo wyrzućcie opozycję, oni kłamią, nie mają nic do powiedzenia, wciąż stykam się w sieci

To chyba jedyny taktyczny dylemat, jaki mają politycy decydujący: chodzić czy nie. Skazać się na rolę misiów pokazywanych w klatce pod nadzorem pana, który ma zgodę, żeby w nich ciskać ogryzkami, bo może to jednak punktowo opłacalne? Czy zrezygnować, bo straty górują nad zyskami? To dylemat taktyczny, ale z pewnością nie moralny. Nie ma co mówić o „udziale w dyskusji”, tam gdzie dyskusji nie ma.

Co powiedziawszy, dodam jednak dalszy ciąg, który odbierze chęć oklaskiwania mnie zwolennikom obecnej opozycji. Bo oczywiście metoda stosowana dziś przez Rachonia i jego kolegów była ćwiczona przez lata przez TVN i inne media liberalno-lewicowe. Paski nie są tam tak natrętne, informację miesza się z komentarzem może nieco mniej nachalnie (choć niewiele mniej). Ale już werwa, z jaką Monika Olejnik, Justyna Pochanke czy Piotr Marciniak przesłuchują nielubianych przez siebie polityków, jest podobna. Najbardziej żałosne, kiedy robią to wspólnie z drugim, bliskim sobie politykiem. A mają przecież moderować. Tylko co? Dawno zapomnieli tego słowa.

TVP była przed wzięciem jej przez PiS miejscem podobnych praktyk, że przypomnę seanse nienawiści wobec jednych, a miłości wobec innych organizowane przez Tomasza Lisa. Wrzaski Karoliny Lewickiej na nowego wicepremiera i ministra kultury Piotra Glińskiego w TVP Info pod koniec roku 2015 były symbolicznym końcem tamtej epoki. Przyszedł Rachoń i też pokrzykuje, tylko na kogoś innego.

Tamci tak ja ci opowiadali zawsze, że mają wszelkie prawa, a politycy wobec nich żadnych. Pamiętam, jak PiS ogłosił na moment bojkot TVN. Byłem wtedy jako gość w Loży Prasowej. Kiedy prowadząca próbowała skłonić nas, abyśmy potępili przypierany wtedy do muru PiS, ja spróbowałem jej z kolei tłumaczyć, że może warto zacząć ocenianie od siebie. Spytać, czy nie ma się sobie samemu nic do zarzucenia. Zostałem zakrzyczany.

W 2011 sam przestałem tam chodzić, bo sytuacja zmagania się z pozostałą trójką gości (a takie składy bywały coraz częściej), i z nieudającą bezstronnej ani na moment prowadzącą, wydawała mi się jałowa. PiS za to wrócił, choć jego udział w różnych audycjach TVN jest, jak zauważam, ograniczony. Czasem tam są, czasem ich nie ma. Doskonale to rozumiem, bo prędzej można chyba przepuścić Ryszarda Kalisza przez ucho igielne niż skłonić Monikę Olejnik, aby na minutę zaczęła choćby słuchać swego rozmówcę.

I tak jak nie dziwię się opozycji, że ma dość cotygodniowych spotkań z Rachoniem, tak nie zdziwiłbym się, gdyby prawica zaczęła sobie jeszcze konsekwentniej odpuszczać spotkania ze swoimi przeciwnikami używającymi tytułów dziennikarzy. W końcu media i tak zaczęły ewoluować. Bardzo wiele programów z udziałem komentatorów ma już dziś jednolite ideologicznie składy, co też zostało zainicjowane przed wielu laty w Radiu TOK FM trwającymi do dziś antypisowskimi wiecami prowadzonymi przez Jacka Żakowskiego. Programy informacyjne TVN i TVP przedstawiają dwa całkiem różne zestawy niusów. Obrazy dwóch różnych krajów, często nieprzecinających się w niczym.

Ale czy oglądając polityków, którzy muszą sobie wycierać buzie z błota, istotnie przyjmą w finale ich argumentację?

W tej sytuacji audycje, gdzie politycy spierają się z innymi politykami, to już właściwie relikt dawnych czasów. I jeśli nawet gdzieniegdzie to wychodzi (audycje prowadzone w Polsacie przez Dorotę Gawryluk czy o dziwo w TVN przez Bogdana Rymanowskiego), one coraz mniej pasują do współczesnego klimatu.

Możliwe, że sami Polacy zaczęli tę nową modę akceptować. W każdym razie jeśli uznać za wyznacznik fora internetowe, występ prawicowca w TVN czy w Toku spotyka się od razu z gorącymi protestami wyznawców. Wątłe „inne zdania” w audycjach TVP też wywołują coraz groźniejsze pomruki. Z głosami: wyrzućcie PiS albo wyrzućcie opozycję, oni kłamią, nie mają nic do powiedzenia, stykam się w sieci nieustannie. Trudno oczywiście oszacować reprezentatywność takich nastrojów. Ale nie wykluczam, że następuje zjawisko swoistej ucieczki od swobodnej dyskusji, na rzecz rozmawiania wyłącznie ze „swoimi”, tak żeby inni „swoi” byli zadowoleni.

Zaproponuję więc żartobliwie swoisty „kompromis”. Niech liberalno-lewicowa opozycja przestanie się pojawiać w TVP, a prawica - w TVN. Do odwołania. Albo nastąpi jakiś rodzaj opamiętania, próba naprawy na wskroś partyjnego modelu prowadzenia programów. Albo Polacy zasługują na sytuację: wyłącznie „swoi ze swoimi” i są na nią trwale skazani. W niespełna 30 lat po końcu totalitarnej czy w końcowej fazie autorytarnej dyktatury nie mogą znieść konfrontacji z innymi poglądami niż własne. To smutna konstatacja, ale może warto się upewnić.

POLECAMY:

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

SUWEREN TAK CHCIAŁ, CHCIAŁ ZOSTAĆ DUPCZONYM CHAMEM KTÓRY MA PRAWO DO HARÓWKI NA SWOICH PANÓW KTÓRZY ROBIĄ CO IM SIĘ PODOBA A I TAK DEBIL SUWEREN NA NICH GŁOSUJE.

Dodaj ogłoszenie