Piotr Zaremba: Czy mamy się nie cieszyć z rocznicy 4 czerwca? Ja będę, bo sam wtedy pomagałem „Solidarności”

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Piotr Zaremba
Piotr Zaremba Bartłomiej Ryży
Debata o Okrągłym Stole w lutym, na kolejne rocznice jego rozpoczęcia, stała się rytuałem, jak spór o Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i kilka innych. Rytuałem, bo coraz mniej w niej argumentów, a coraz więcej skupiania się wokół powtarzanych mechanicznie mniemań i własnych autorytetów.

Ale w tym roku ta debata ma inną wymowę. Mamy okrągłą rocznicę przełomu 1989 roku - apogeum przypadnie na 4 czerwca, wspomnienie częściowo wolnych wyborów. Już widać, że dojdzie do starcia dwóch narracji i pewnie dwóch obchodów, skoro prezydent Warszawy, Białegostoku i przyszła prezydent Gdańska już pospieszyli do Donalda Tuska, aby uzgadniać z nim scenariusz tych swoich. Powołując się zresztą na wolę zabitego Pawła Adamowicza, co nada tej licytacji dodatkowego dramatyzmu. Trudno się oprzeć wrażeniu, że dla Tuska te uroczystości to będzie start współczesnej politycznej kampanii - przynajmniej wsparcia dla PO w wyborach parlamentarnych, możliwe, że i własnej, prezydenckiej.

Ciekawe jest jednak zderzenie różnych wizji historii. Opowieść obecnej opozycji i związanych z nią mediów jest spójna, pozbawiona wątpliwości, oparta właśnie na wierze w autorytety. Natomiast prawica… Cóż, nie ma jednej wersji. Prezydent Andrzej Duda trochę w kontraście do swoich wypowiedzi z lat poprzednich uznał w rozmowie z Polsatem pokojową transformację z 1989 roku za generalnie udaną, pomimo wad i obciążeń. Bardziej powściągliwie, ale podobnie mówił premier Mateusz Morawiecki. Wcześniej też akcentował mocniej rozczarowanie tamtą transformacją, a nawet sugerował „zdradę elit”, co było zresztą zgodne z usytuowaniem jego środowiska w roku 1989.

Pojawia się jednak i inny język. Prezydencki minister Andrzej Zybertowicz powtórzył, tytułem swoistego intelektualnego eksperymentu, opinię Andrzeja Gwiazdy, że przy Okrągłym Stole komuniści porozumieli się ze swoimi agentami. Zrobił to na marginesie debaty młodzieży w Pałacu Prezydenckim. Z kolei TVP jedzie wypróbowanymi szlakami propagandy z lat poprzednich. Pierwszym niekomunistycznym rządem nazywa rząd Jana Olszewskiego, emituje film o Magdalence, sugerujący zmowę elit. Nie ma oficjalnego stanowiska PiS. Można wyczuć niezdecydowanie, w kontekście uroczystości czerwcowych akcentuje się rolę daty 2 czerwca, kiedy to przypadnie 40. rocznica wizyty papieża Jana Pawła II w Polsce. Ale padają wypowiedzi bliższe koncyliacyjnym tonom prezydenta i premiera.

Zamiast lamentować, że te wybory były tylko częściowo wolne, czy liczyć kolejki wódki w Magdalence, warto rozmawiać twardo o sensie polityki

W internecie ta koncyliacyjność wywołuje furię ortodoksyjnych prawicowców, żądających rozliczenia do końca całej III RP i hołdujących czarno-białemu schematowi „zdrady”. Złości zwłaszcza głos prezydenta godzący się z pomnikiem Tadeusza Mazowieckiego w Warszawie. Ale nie wiadomo, na ile te sprzeciwy są reprezentatywne choćby dla elektoratu PiS. Debata w sieci ma swoją logikę - daje przewagę ludziom skrajnym i najbardziej hałaśliwym. Może w teorii zbliżamy się do jakiegoś kompromisu w kwestii historii. Wizja odrębnych obchodów w cieniu kampanii wyborczej wskazuje jednak na to, że niezależnie od tego, co kto mówi dziś, akcentowane będą różnice.

Najważniejsi ludzie Solidarności [ZDJĘCIA ARCHIWALNE]

Skąd relatywna miękkość strony prawicowej? Z pewnością wzięła sobie ona do serca uwagi tych politologów, którzy twierdzą, że przynajmniej w najbliższych miesiącach nagrodzona będzie empatia. Ale też decyzja prawicy, także Dudy i Morawieckiego, aby ignorować w poprzednich latach nie tylko Okrągły Stół, ale i 4 czerwca, dała obecnej opozycji okazję do skupienia się wokół czegoś konkretnego, a osieroconego. PiS może pozostać na boku emocji, a nawet jeśli będą one wywoływane trochę sztucznie, w wielkich miastach pojawią się niechybnie. Umiarkowani politycy obozu rządowego próbują je więc po części zneutralizować, a po części przejąć. Możliwe, że ich własne przemyślenia też mają tu znaczenie.

Na koniec wszyscy będą na siebie i tak obrażeni. Bo prawica nawet akceptując, wbrew takim ludziom jak Andrzej Gwiazda czy Antoni Macierewicz, przesłanki do samego zwołania Okrągłego Stołu, jest wręcz skazana na dyskusję o wykorzystaniu tego kompromisu. Na podważanie czytankowo-laurkowej wersji „Gazety Wyborczej” czy TVN. Ta czytankowa wersja sprzęgnie się zapewne z kampanią polityczną wokół Tuska. Dodatkowym elementem będą niezwykle emocjonalne wojny, choćby wokół dorobku Lecha Wałęsy.

Tym, którzy krzyczą dziś o zdradzie, warto przypomnieć opinię Lecha Kaczyńskiego, który był przy Okrągłym Stole. Nie tylko odrzucał on wizję spisku w Magdalence, ale tłumaczył, dlaczego nie należało wiosną 1989 roku czekać, aż sytuacja gospodarcza się pogorszy, a PZPR przegra jeszcze dotkliwiej. Kaczyński, jak wielu innych ludzi „Solidarności”, bał się scenariusza punktowej, niekontrolowanej przez nikogo rewolucji. Moim zdaniem miał rację. Warto zresztą przypomnieć, że on i jego brat operacji z 4 czerwca zawdzięczali senatorskie mandaty i trwałe już miejsce w solidarnościowej elicie. Wcześniej to oni pomogli Lechowi Wałęsie w wygaszeniu strajku z sierpnia 1988 roku - to otworzyło drogę do kompromisu „Solidarności” z władzą. Obie strony wydawały się wtedy dość słabe.

Historia czerwca 1989 urzekła "The Times"

Dziś Jarosław Kaczyński tego nie przypomina, dostraja się do radykalnych odłamów swojego elektoratu. Kiedy w ciekawej debacie w studio Polsatu prowadzący Bogdan Rymanowski przypomniał stanowisko Lecha Kaczyńskiego, akceptującego Okrągły Stół, prof. Sławomir Cenckiewicz sięgnął po inne jego słowa, upatrujące w tamtym kompromisie początek negatywnych zjawisk, choćby przewagi ludzi dawnej PZPR w życiu gospodarczym. Obie opinie są tak naprawdę niesprzeczne. Kaczyńscy akceptowali ideę kompromisu, ale surowo osądzali elity solidarnościowe za jego niewykorzystanie. Czy to jednak oznacza, że mamy się nie cieszyć z wyborów 4 czerwca, kiedy po raz pierwszy i może jedyny Polacy policzyli się w sprzeciwie wobec PRL? To skądinąd Bronisław Geremek i inni solidarnościowi doradcy przestraszyli się, że to zwycięstwo może się okazać zbyt wielkie. Upatrywali w tym ryzyko.

W tej dyskusji zawiera się i surowa ocena dorobku rządu Mazowieckiego jako zbyt bojaźliwego. Czy to ma jednak oznaczać, że pierwszy premier rządu częściowo solidarnościowego nie zasługuje na pomnik? Liczy się bilans całego życia, a odegrał ogromną rolę w przejściu polskiej inteligencji na stronę „Solidarności”. W tym sensie był współautorem krzepiącego policzenia się Polaków 4 czerwca 1989 roku. Zamiast lamentować, że te wybory były tylko częściowo wolne, czy liczyć kolejki wódki w Magdalence, warto rozmawiać twardo o sensie polityki. Kompromis 1989 roku był krokiem naprzód. Ale nie był dogmatem, którego należało się trzymać kurczowo. Niektórzy trzymali się zbyt kurczowo, dlatego pierwsze wolne wybory do parlamentu mieliśmy dopiero jesienią roku 1991 - za innymi krajami postkomunistycznymi.

Te różnice utrudniają dziś wspólne świętowanie. Nie powinny jednak utrudniać minimalnego szacunku okazywanego sobie nawzajem. Niestety skończy się pewnie jak zawsze. Ja będę się cieszył z rocznicy 4 czerwca, bo sam pomagałem wtedy „Solidarności” w tym przynajmniej częściowym, połowicznym zwycięstwie.

POLECAMY:

polecane: Flesz: Pszczoły wymierają. Czy grozi nam głód?

Wideo

Materiał oryginalny: Piotr Zaremba: Czy mamy się nie cieszyć z rocznicy 4 czerwca? Ja będę, bo sam wtedy pomagałem „Solidarności” - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
c
ciekawy

Cieszą się zdrajcy i kapusie bo Mazowiecki ,,grubą kreską,, zwolnił ich z odpowiedzialności dziejowej. Ponieważ byli kapusiami to po 4 czerwca stali się ,,biznesmenami,,.

zgłoś
p
podatnik

To może red. Zaremba wyjaśni? kolejną zagadkę z najnowszej historii PRL'u . Bo ja po przeczytaniu dwóch książek "Jarosław. Tajemnice Kaczyńskiego" oraz Porozumienie przeciw monowładzy. Z dziejów PC nadal nie wiem czy wujowie Jarosława Kaczyńskiego - Henryk i Wilhelm Świątkowscy zwani komunistycznymi katami mieli wpływ na karierę polityczną kuzyna Jarosława czy nie mieli?

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3