Piotr Stelmach: Grzegorz Ciechowski nie był ideałem, nikt z...

    Piotr Stelmach: Grzegorz Ciechowski nie był ideałem, nikt z nas nim nie jest

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Zdjęcie Grzegorza Ciechowskiego prezentowane dwa lata temu na wystawie jego zdjęć w toruńskim CSW

    Zdjęcie Grzegorza Ciechowskiego prezentowane dwa lata temu na wystawie jego zdjęć w toruńskim CSW ©Sławomir Kowalski

    - Ciechowski to człowiek, o którym często myślę: twórczy autorytet. Autorytet w słowie, autorytet, jeśli chodzi o operowanie nim, a w późniejszych latach również autorytet, jeśli chodzi o produkcję muzyczną - mowi Piotr Stelmach, autor książki „Lżejszy od fotografii. O Grzegorzu Ciechowskim”, w rozmowie z Dorotą Kowalską.
    Zdjęcie Grzegorza Ciechowskiego prezentowane dwa lata temu na wystawie jego zdjęć w toruńskim CSW

    Zdjęcie Grzegorza Ciechowskiego prezentowane dwa lata temu na wystawie jego zdjęć w toruńskim CSW ©Sławomir Kowalski

    Mówiąc szczerze, podziwiam pana, bałabym się pisać książkę o swoim idolu, a wiem, że Grzegorz Ciechowski kimś takim dla pana był.
    To jest wyjście poza własny bezpieczny klosz, którym się człowiek otacza, kiedy ma się wypowiadać o swoim idolu albo prezentować jakiś jego utwór.

    Ale nie czuł pan strachu?
    Oczywiście, że czułem. Ja w tej książce chciałem wyleźć ze wszelkich stref komfortu, jakie mnie otaczały w związku z Grzegorzem i zespołem Republika.
    Najważniejsza do opuszczenia była zatytułowana: „Piszesz o swoim pierwszym idolu”. Grzegorz nie był bogiem, robił - jak każdy z nas - błędy. Zaliczał pomyłki, które czyniły go człowiekiem. One zawsze składają się na konkretne zdjęcie każdego z nas. Na zdjęcie Grzegorza także. Tak długo, jak długo ludzie żyją wspomnieniami o nim, czy tymi dobrymi, czy tymi, w których Grzesiek gdzieś tam się potyka, ale idzie dalej, tak długo żyje również i on sam. Z pełną premedytacją stłukłem ten kloszyk wokół siebie. I dzięki wielu opowieściom zobaczyłem go jako faceta z krwi i kości, tu i teraz. Albo tam i wtedy. Człowieka niczego nieudającego, niepróbującego się okleić plasterkami tanich pochlebstw. Jeśli leciała mu krew, to prawdziwa, żylna. Jeśli miał na sobie jakąś ranę, to ją pokazywał. Nie udawał, że nic go nigdy nie skaleczyło. I oczywiście dawał sobie z tym mężnie radę, bo w życiu miał sytuacje różne: raz był na dnie, raz był na totalnym topie. I z jednym, i z drugim umiał sobie poradzić. Te wspomnienia - nie tylko pozytywne - stworzyły jego portret. Mam tylko nadzieję, że jest to portret wierny. Druga rzecz, którą chciałem w tej książce zachować, to sznyt Trójki, który nauczył mnie takiego, a nie innego sposobu mówienia o muzyce. To nieustająca atencja dla jej twórców, nawet jeśli czasami jest przegięta, przesadzona i nie do końca obiektywna, to na pewno wynika ze szczerej pasji. Jeśli masz do dyspozycji antenę, czas sceniczny i ludzi słuchających tego, co mówisz, powinieneś raczej prezentować im rzeczy pozytywne, a niekoniecznie urządzać połajankę. Uciekam od tego. Jestem typem „pozytywnego opowiadacza”.

    Poszedł pan w dość bezpieczną dla siebie formę, bo opowiada o Grzegorzu Ciechowskim ustami innych.
    Ale na tyle, na ile zawarłem siebie w tej książce, opowiadam o Grzegorzu w miarę obiektywnie. Nie wszystko, co napisał i nagrał, porwało mnie. Nie jestem bałwochwalczym wielbicielem każdego dźwięku, każdego utworu, pod którym się podpisał. Śmiało i otwarcie to deklaruję. Na przykład nie lubię płyty „Republika marzeń”. Trudno byłoby mnie też zaliczyć do wielbicieli albumów „1991” czy „ojDADAna”.

    Nie wszyscy wróżyli sukces „Republice marzeń”!
    Kiedy się ukazała, było o niej ciszej niż „przewidywała ustawa”. Ale przecież nie chodziło o to, żeby każda płyta była republikańska według jakiegoś wzorca, równania, które sobie napisali fani i pod które wszystko będzie można włożyć. Tego nie mamy prawa wymagać od artystów. Natomiast do mnie osobiście ta płyta nie mówiła. Nie otrzymałem od niej komunikatu, przy którym mógłbym się na dłużej zatrzymać. Tak samo nie dostałem podobnego komunikatu od albumu „ojDADAna”. Oczywiście, jeśli się weźmie pod uwagę panoszącą się wówczas w Polsce biesiadną pseudoestetykę, była to propozycja z zupełnie innego kosmosu. Ocalała od zapomnienia ludowych twórców i udowadniała, że można ich przystroić w nowoczesność bez odzierania z artystycznej esencji. Jednak ja nigdy nie potrafiłem potraktować tej płyty inaczej niż w sposób dydaktyczny. Z własnej, nieprzymuszanej woli włączałem sobie ten album, hmm, rzadziej niż incydentalnie. Więc to nie jest tak, że walę czołem w każdą posadzkę, na której jest napisane: „Grzegorz Ciechowski” albo „Obywatel GC”, albo „Republika”. Kompletnie nie o to chodzi. Natomiast wiem jedno - że nieważne, czy Grzegorz imał się takich, czy innych pomysłów, zawsze byłem pewny, że wykona je dobrze. Że doprowadzi je do końca na maksa profesjonalnie. I w ramach świata, który proponuje nam na danej płycie, w tomiku wierszy czy muzyce filmowej, jest mnie w stanie bezpiecznie przeprowadzić za rękę przez most nad wzburzoną wodą.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Fijo

    Jagoda (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Najwyższe kary pozbawienia wolności może by wreszcie pozwoliły zrozumieć zwyrodnialcom, że zwierzę czuje ból,cierpi,płacze,a przy tym kocha i patrzy ufnymi oczami,bo nie rozumie dlaczego...rozwiń całość

    Najwyższe kary pozbawienia wolności może by wreszcie pozwoliły zrozumieć zwyrodnialcom, że zwierzę czuje ból,cierpi,płacze,a przy tym kocha i patrzy ufnymi oczami,bo nie rozumie dlaczego oprawca,którego kocha ponad życie znęca się nad nim.Widziałam film w którym "pan i władca"każe psiakowi stać na torach i ten wierny zwierzak stoi....aż pociąg przejeżdża...szok!...widać,jak ten cholerny morderca odchodzi,jakby nic się nie stało...zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Lata temu zmarl, zostawcie czlowieka w spokoju

    Eve (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3

    Kogo obchodzi czlowiek ktory zmarl lata temu, kogo obchodzi to (moze za wyjatkiem dzieci) czy byl idealem?! Czy nie ma naprawde innych tematow niz odgrzewany kotlet? Nawet bedac zagorzalym fanem...rozwiń całość

    Kogo obchodzi czlowiek ktory zmarl lata temu, kogo obchodzi to (moze za wyjatkiem dzieci) czy byl idealem?! Czy nie ma naprawde innych tematow niz odgrzewany kotlet? Nawet bedac zagorzalym fanem nie analizowalabym juz tego jakim byl czlowiekiem, ciesz sie muzyka a artykuly do dziennika powinny byc nieco bardziej aktualne. Nikt nie jest idealem, dlaczego pan Ciechowski mialby nim byc?zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo