Piłkarze, których przeniesiono do rezerwy. Czy Kucharczyk i Paixao wrócą z futbolowego czyśćca?

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Michal Kucharczyk
Michal Kucharczyk Bartek Syta / Polska Press
Część zawodników wyjechała na zgrupowania reprezentacji, inni trenowali przed finiszem rozgrywek Lotto Ekstraklasy. Tymczasem Michał Kucharczyk i Marco Paixao zostali ukarani odsunięciem od treningów z pierwszym zespołem. Nie oni pierwsi i na pewno nie ostatni.

327 meczów i 103 gole w ekstraklasie – to łączny dorobek Michała Kucharczyka (204/42) i Marco Paixao (123/61). Co łączy zawodników Legii Warszawa i Lechii Gdańsk? Obaj w ostatnich dniach zostali odsunięci od pierwszego zespołu.

Kucharczyk został odesłany do trzecioligowej drużyny rezerw. Za pośrednictwem klubowych mediów Romeo Jozak poinformował, że decyzja została podjęta z „przyczyn niesportowych, a u jej podstaw leży dobro i jedność całej drużyny”. Kapitan Legii Miroslav Radović dodał, że drużyna rozumie rozstrzygnięcie trenera, a najważniejsze są jedność w szatni i dążenie do wspólnego celu.

Klub odmówił dalszych komentarzy. Nic dziwnego, że powstało wiele teorii tłumaczących tajemniczą sprawę. Znając podejście Kucharczyka do mediów trudno wierzyć w tę, jakoby wynosił informacje z szatni. Odmowa wykonania polecenia trenera, gdy w ostatnich dniach trenował indywidualnie pod okiem innego członka sztabu szkoleniowego, również nie pasuje do układanki. Najbardziej logicznym wytłumaczeniem wydaje się, że skrzydłowy nie ukrywał frustracji swoją pozycją w zespole (po tym jak strzelał gole w meczach z Lechem i Lechią następny z Wisłą zaczął na ławce), a Jozakowi nie spodobało się jego podejście. Mówi się, że kilku innym zawodnikom również nie odpowiadają personalne decyzje Chorwata. Potrafili się jednak z tym kryć dużo lepiej niż Kucharczyk.

O ile wielu spodziewa się, że legionista po krótkiej pokucie wróci do drużyny, to starszy z braci Paixao w Lechii raczej już nie zagra. Klub odsunął go od treningów z pierwszym zespołem, nie poinformował jednak, czy do końca czerwca (wtedy wygasa jego kontrakt) Portugalczyk będzie trenował w rezerwach, czy trafi do „Klubu Kokosa”. Rozmów o nowej umowie nie będzie. Choć w poprzednim sezonie został (wspólnie z Marcinem Robakiem) królem strzelców ligi, a w tym strzelił 16 goli – mniej tylko od Igora Angulo i Carlitosa – wiosną nie zachwycał. Kiedy w sobotę podczas przerwy reprezentacyjnej Piotr Stokowiec zorganizował sparing z Kotwicą Kołobrzeg, zgłosił kontuzję. W niedzielę i poniedziałek sztab medyczny zalecił mu zajęcia rehabilitacyjne. Na tych jednak się nie pojawił, bo... wyleciał z Gdańska na weekend.

– Osobiście nie mam nic do Marco, to bardzo dobry zawodnik. Wszyscy muszą jednak respektować ustalone reguły. Potrzebuję piłkarzy, którzy będą umierać za klub. Nasza sytuacja jest dziś poważna. W pierwszej kolejności w klubie brakuje dyscypliny. Na boisku i poza nim. Marco zdecydował się wyjechać i opuścić zajęcia, a ja nie mogę tolerować łamania zasad – podkreśla Stokowiec.

W kwestii ambicji obaj mogą brać przykład z Patryka Małeckiego, którego sytuacja w Wiśle Kraków też nie jest różowa. Nie na tyle, by przesunięto go do rezerw (zwłaszcza że Biała Gwiazda nie posiada drugiego zespołu), ale piłkarz po przerwie zimowej już cztery razy nie zmieścił się w kadrze meczowej Joana Carrillo. Jeśli nie przekona do siebie trenera, mimo ważnego jeszcze przez dwa lata kontraktu będzie chciał odejść z klubu. – Nie chcę brać pieniędzy za darmo, za siedzenie na trybunach. Może ktoś powie, że jestem nienormalny, ale takie mam podejście, taki charakter – tłumaczy.

Z innego założenia wychodził Daniel Kokosiński, od którego wzięło się zresztą określenie „Klub Kokosa”. Po transferze ze Znicza Pruszków w 2009 roku szybko okazało się, że obrońca jest na Polonię Warszawa zbyt słaby. Nie miał jednak zamiaru rezygnować z kontraktu (miesięcznie miał zarabiać ok. 20 tys. złotych). Zamiast ćwiczyć z drużyną, biegał po parku czy trybunach stadionu przy Konwiktorskiej.

– Wokół Kokosińskiego stworzyliśmy klub nieudaczników. Nie chcemy, by psuli Młodą Ekstraklasę, nie chcemy, by zarażali młodych chłopaków indolencją i nieudacznictwem – tłumaczył ówczesny prezes KSP i pomysłodawca „Klubu Kokosa”, Józef Wojciechowski.
„Klubem Kokosa” straszono w tamtej Polonii niepokornych piłkarzy, którzy nie chcieli podpisać nowego kontraktu czy rozwiązać obowiązującego. Trafili do niego m.in. Euzebiusz Smolarek i Artur Sobiech.

Pomysł Wojciechowskiego szybko podłapali zresztą inni właściciele. W Legii swego czasu do „Klubu Kokosa” trafili Srdja Kneżević i Marijan Antolović, w Śląsku Sebinu Plaku, Flavio Paixao czy Radosław Janukiewicz, w Ruchu Andrzej Niedzielan, w Jagiellonii Mateusz Piątkowski, a wcześniej Igor Lewczuk. Ten ostatni poza bieganiem miał zresztą za zadanie... lekturę lokalnych gazet. W Białymstoku kreatywność w zadaniach dla niechcianych piłkarzy sięgała zresztą szczytów. Przemysław Trytko po powrocie z wypożyczenia siedział w klubie od 8 do 16, a pierwszym poleceniem jakie dostał było rozebranie choinki.

Kucharczyk takiego zadania nie dostanie. Po pierwsze, może grzecznie pracować na odzyskanie zaufania trenera w rezerwach. Po drugie, choinkę w klubie rozebrał już ktoś inny.

Obserwuj autora artykułu na Twitterze
Współpraca Bartosz Karcz, Paweł Stankiewicz

Jarosław Niezgoda: Patrzymy na siebie, chcemy wygrać wszystko

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie