Piłka nie może zastąpić głowy

Tomasz Wróblewski, wiceprezes Polskapresse
Rumuński tercet na londyńskich dyskotekach, wrocławski księgowy zdalnie obsługujący klienta na Teneryfie. Wolny rynek, tanie linie, mieszkania w Bułgarii. Jednym słowem zbliżanie kultur - płaska Ziemia z bestselleru Thomasa Friedmana.

Tyle tylko, że globalizacja niepostrzeżenie weszła w swoje drugie stadium. Ziemia wywróciła się do góry nogami.

Świat wysoko rozwinięty wisi dziś na pasku świata nierozwiniętego. Dyktatorzy pouczają demokratycznie wybranych prezydentów. Petroautorytarne reżimy narzucają nie tylko ceny surowców, ale też wartości.

Z 25 państw, które zawdzięczają dziś największy skok cywilizacyjny surowcom naturalnym, żadne nie jest demokracją. Larry Diamond w książce "Duch demokracji" pisze wręcz o globalizacji dyktatur. Freedom House, monitorujący wolne wybory na świecie, uznaje 2007 rok za najgorszy od czasu rozpadu Związku Radzieckiego. 38 państw pogorszyło swoje notowania w rankingu, co jest jeszcze niczym w porównaniu z tym, co czeka nas na koniec 2008 roku.

Czarne Piotrusie XXI w., Chiny i Rosja, kupują udziały w zachodnich bankach, firmach budowlanych - BP, Land Rover, Fortis. Pekin nie tłumaczy się już z Tybetu ani prześladowań muzułmanów. Rosja dumna jest z Czeczenii i chętnie przyznaje: Tak, czasem naruszamy przestrzeń powietrzną Gruzji.

Nikt nie ogłosił jeszcze końca globalizacji i wywrócenia świata z powrotem do góry nogami. Ale czy dziś Moskwa oddałaby mur berliński? Zapytajmy Condoleezzę Rice, która udaje, że nie zauważa militarnego wsparcia Rosji dla secesji Abhazji. Zapytajmy Sarkozy?ego, który obwieścił, że pojedzie na otwarcie olimpiady w Pekinie. Zapytajcie Brukselę znoszącą embargo na handel z Kubą.

Zapytajcie prezydenta Afryki Południowej, który złamał bojkot zbrodniczego reżimu Zimbabwe. I pomyśleć, że jeszcze 10 lat temu przyklejałem na zderzaku - niepodległa Czeczenia... Czy Białorusini, Mołdawianie mają więcej swobód niż przed rokiem? Czy Ukraina jest już bezpieczna po jasnej stronie demokracji?

18 lat globalizacji zmieniło nasze myślenie o świecie. Cywilizację zaczęliśmy mierzyć wskaźnikami GRP. Dochód na głowę mieszkańca utożsamiany jest z poziomem wolności, a przepływ kapitału ma być oznaką normalizacji. Przywódcy G8 radzą nam, żeby przestawiać się na małe samochody i nie marnować żywności. Udają, że wojują z CO2 i inflacją. Ale to wojna poprzedniej epoki - z czasów zbliżania kultur i "spłaszczania się Ziemi". Bo prawdziwy świat gwałtownie zaczął się znowu od siebie oddalać.

Prezydent Bush ze swoją superarmią jeszcze rok temu uważany był za anachronizm globalizacji. Dziś Francja pod rządami konserwatystów wycofuje się z inwestycji w złoża gazowe w Iranie i przyśpiesza budowę europejskich sił zbrojnych. Wielka Brytania nie wstrzymuje tempa zbrojeń, a w USA nawet lewicowy Barack Obama popiera tarczę rakietową. To znowu polityka, głupcze.

Ropa nie jest już tylko surowcem mineralnym. Petrodolary nie kupują tylko jachtów, ale też rakiety w Iranie, wpływy w Azji i wybory na Zakauka-ziu. Handel nie jest już tylko handlem. I sport też został przewrócony do góry nogami.

Euro 2012 najmniej ma dziś wspólnego z piłką nożną. To najpoważniejszy z naszych projektów politycznych. Politycznych, nie piłkarskich. Stawką nie są bramki. Tylko Ukraina. Czy przesunie się bliżej zachodniej demokracji, czy zrobi krok z powrotem w rosyjską otchłań. Nie wiem, kto więcej szkody wyrządził demokracji w tym tygodniu. Boniek czy Henry Kissinger [ten tekst publikujemy w dzisiejszej "Polsce" - red.]?

Ale Moskwa nie znalazłaby lepszych ambasadorów swoich imperialnych ambicji. Bońka deklarującego w "Polsce", że sami bez Kijowa możemy zorganizować Euro i Kissingera w "Washington Post", odmawiającego Ukrainie miejsca w NATO. Upojony pochwałami prezesa PKOl prezes polskiego komitetu Piotr Nurowski rzucił beztrosko: Dlaczego nie?

Wierzę, że to tylko skutki zbyt długiego patrzenia za latającą piłką. Ktoś powinien jednak wytyczyć tym "sportowcom" granice boiska. Podkręcona piłka Bońka może odstrzelić wszystko to, co udało się zbudować wystąpieniami Lecha Wałęsy w gorących dniach pomarańczowej rewolucji. Mozolne poszukiwania kompromisu prezydenta Kwaśniewskiego. Czy kolejne wizyty w Kijowie prezydenta Kaczyńskiego.

Lepiej, żeby mistrzostwa odbyły się na Islandii niż tylko w Polsce. Wtedy przynajmniej połączyłby nas z Ukrainą zawód zmarnowanej szansy. W innym razie to będzie nasz ostatni i przegrany mecz o spłaszczanie naszej środkowoeuropejskiej ziemi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie