18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Piękna piosenkarka Yasmin Levy pobija świat: We mnie jest fuego, ogień [ZDJĘCIA]

Anna J. Dudek
Yasmin Levy
Yasmin Levy Fot. Ali Taskiran/Materiały promocyjne
Melancholijna, wręcz smutna i śpiewa w ladino - języku, którym posługuje się ledwie kilkaset tysięcy ludzi. A mimo to Yasmin Levy, piosenkarka z Izraela, podbiła swoim głosem cały świat. Rozmawia z nią Anna J. Dudek.

Wychodząc z domu na spotkanie z Tobą, słuchałam radia, którego gościem miałaś być tego samego dnia. Podczas rozmowy dwóch dziennikarzy padły słowa, że jesteś w Polsce kochana, ale to nie jest łatwa miłość, że nie należy do oczywistych. To miłość odwzajemniona?
Na początku zapraszano mnie na żydowskie festiwale, podobnie jak wielu innych artystów z Izraela. To miłe, jednak tak naprawdę nigdy nie chciałam, żeby mnie gdziekolwiek zapraszano tylko dlatego, że jestem Żydówką z Izraela. To nieistotne. Jestem człowiekiem, jestem kobietą, jestem artystką. I to, że jestem artystką, jest dobrym powodem, by zaprosić mnie czy kogokolwiek innego do występu, nie fakt, że jestem Żydówką czy to, że pochodzę z Izraela. Od tamtej pory, tamtego pierwszego festiwalu, odbyłam z polską publicznością długą podróż i teraz wiem, że ludzie przychodzą, żeby posłuchać mojej muzyki, mojego śpiewu. Przychodzą dla mnie i to mnie uszczęśliwia, bo zawsze chciałam wyrwać się z tego muzycznego getta. Chcę, żeby ludzie oceniali moją muzykę. W moim zespole grają ludzie bardzo różnych narodowości, różnych religii - szanuję to, oczywiście, ale mnie to nie obchodzi. Obchodzi mnie to, kim jesteś i co masz do przekazania. Teraz występuję dla polskiej publiczności i jestem zdumiona, bo nie przypuszczałam nigdy, że tak będzie.

Jak?
Nie śniłam nawet o takiej miłości, którą otrzymuję od publiczności w Polsce. Nie oceniają mnie czy mojego szaleństwa na scenie, bo na scenie mam w sobie fuego, ogień. Oni mi na to pozwalają. Niełatwo kochać moją muzykę, niełatwo słuchać mojego głosu. Ludzie albo mnie kochają, albo nie mogą znieść. Nie jestem miłą piosenkarką, moja muzyka nie jest z tej półki, kiedy wygodnie sobie siadasz, otwierasz butelkę wina, a muzyka leci w tle. Bo jest w niej za dużo emocji. I Polacy mi na to wszystko pozwalają, doceniają to.

Może podoba im się Twoja melancholia, smutek, w końcu w dużej mierze z tego składa się polska dusza.
Po prostu taka jestem. Taka smutna. Przez wiele lat myślałam, że coś jest ze mną nie tak, że mam jakiś problem, ludzie pytali mnie, dlaczego jestem smutna, skąd ta melancholia. Próbowałam więc śpiewać radosne piosenki, ale jakoś tak wyszło, że zrobiłam z nich smutne utwory. W końcu zrozumiałam, że niektórzy ludzie wywierają wpływ poprzez smutek, inni - przez radość. W ostatecznym rozliczeniu to także cię uszczęśliwia, bo czasem dobrze jest wypuścić te wszystkie emocje i dać ujście smutkowi. To oczyszczenie. I ja jestem z tych ludzi.

Śpiewasz w ladino, języku judeohiszpańskim, którym dziś na świecie posługuje się zaledwie 200 tys. osób, ale Twoim pierwszym językiem jest hebrajski.
Moi przodkowie wyjechali przed pięciuset laty z Hiszpanii z powodu prześladowań Żydów. Osiedlili się wówczas w Turcji. Urodziłam się w Jerozolimie, moim językiem jest więc hebrajski, ale nie mam nic wspólnego z tym językiem, kiedy piszę teksty. Używam ladino i współczesnego hiszpańskiego, bo hebrajski - i mówię to z dużym bólem - jest językiem, w którym nie znajduję romantyzmu, seksapilu. To język, którym posługuję się, kiedy kupuję mleko w supermarkecie czy udzielam wywiadu. Do sztuki potrzebuję języka, w którym czuję magię.

Może się za tymi językami chowasz?
Pewnie tak. Hebrajski sprawia, że jestem cała odsłonięta, nie mam gdzie się schować. Nie potrafię śpiewać w moim ojczystym języku, bo wtedy czuję, jak cała magia ulatuje. To chyba jakiś problem? (śmiech) Irańczycy proszą mnie, bym zaśpiewała w ich języku, Turcy, by śpiewać po turecku, problem w tym, że dla mnie język to cały świat. Nie wiem, czy uwierzyłabyś, gdybym zaśpiewała po polsku.
Więc chodzi o autentyczność.
Tak, ale z drugiej strony sama sobie chyba teraz zaprzeczę, bo zamierzam spróbować zaśpiewać w innym języku, ale nie wypuszczę nic ze studia, dopóki sama sobie nie uwierzę.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że smutek, który masz w sobie i który słychać w Twej muzyce, masz po mamie. Mimo tego mówisz, że jesteś optymistką. Sądzisz, że żyjemy w czasach, kiedy często, nawet jeśli czujemy smutek, czujemy się zmuszeni udawać, że mamy ochotę się uśmiechać? W tej kulturze uśmiechu wydaje się, jakby to była kontrkultura, droga pod prąd. Nie chcesz opisywać szczęśliwych chwil?
Piszę o tym, co mnie spotkało, o historiach, które znam. Nie myślę o tym, co piszę. Czuję. Kiedy zaczynam myśleć, zaczynają się problemy. Mam w sobie smutek i wiesz co? Ludzie kochają smutek. Kiedyś dostałam list od mężczyzny, który słuchał mojej piosenki "Alegria". Napisał, że mi dziękuje, bo w końcu wie, że nie jest sam. Czego więcej mogę chcieć. Siedzę sobie w moim małym domku, piszę o tym, co mi się przydarzyło, i do kogoś to dociera. Coś jest moje, a następnego dnia należy do kogoś innego. To wspaniałe.

Smutek nie jest łatwy, ludzie się go boją.
Tak, tylko że nie da się od tego uciec. Pod koniec dnia, gdy nie ma imprezy, wina, przyjaciół dookoła, jesteśmy sami, bez maski, i wtedy jest OK, jeśli jest nam smutno. Może dlatego niełatwo mnie słuchać, bo samemu trzeba się obnażyć. Jeśli możesz się posmucić, popłakać sobie, uwolnić emocje, to najlepszy prezent, jaki możesz sobie dać. W innym wypadku twoje życie jest kłamstwem.

Znowu więc chodzi o mówienie sobie prawdy.
Dla mnie to jedyne wytłumaczenie, dlaczego ludzie mnie słuchają. Bo nie kłamię. I myślę jeszcze, że może dlatego Polacy, choć oczywiście nie tylko oni, przychodzą na koncerty Yasmin Levy - bo dobrze, kiedy ktoś inny wykona "brudną robotę", będzie robił szalone, emocjonalne rzeczy na scenie. Może dla chłodniejszych ludzi z Północy tak jest łatwiej. To działa zresztą w dwie strony - ja na co dzień jestem spokojną, cichą osobą, dopiero na scenie wariuję. Bo mogę. Scena to moja przepustka, także dlatego, że ludzie tego oczekują. Ja jestem szalona, wykonuję pewną pracę, gram na emocjach.

Czy kiedy urodził się Twój syn nie czułaś chęci dzielenia się ze światem tą radością przez swoją muzykę?
Ludzie wciąż mi mówili: zobaczysz, kiedy urodzisz dziecko, twoje tekstu staną się radosne. Akurat. Wciąż czekam, aż ta zmiana nastąpi. (śmiech) Przeciwnie, jest coraz smutniej. Wszystko, co teraz robię, robię dla Mihaela, mojego synka. On jest moim szczęściem, moją muzyką. Ale myślę, że posiadanie dzieci nie zmienia tego, jaką osobą jesteś, czy jesteś pogodny, czy raczej melancholijny; jednak nadaje twojemu życiu inne znaczenie. Wciąż potrzebuję publiczności, energii od ludzi na koncertach. Inaczej równie dobrze mogłabym siedzieć w domu i śpiewać tylko dla mojego dziecka. Już wiem, że muszę być na scenie. Muszę wylać z siebie ten ból.

Rozmawiamy zaledwie kilka dni po tym, jak Palestyna została przyjęta, jako państwo nieczłonkowskie, do ONZ. Reakcje po obu stronach były różne. Sądzisz, że artyści mają do odegrania szczególną rolę w nauce tolerancji i zrozumienia?
Jestem przeciwko bojkotowaniu artystów, bo to nie ma żadnego sensu. My jesteśmy ostatnim bastionem zdrowego rozsądku, ambasadorami dobrej woli. My artyści. Jeśli zaproszono by mnie do Iranu, to bym pojechała. Kiedy jechałam, na zaproszenie burmistrza Stambułu, do Turcji, wszyscy pytali, dlaczego jadę, przecież tam może być niebezpiecznie. Pojechałam. Ja to ludzie. Chciałam pojechać do tych ludzi, pokazać im siebie. Nie obchodziła mnie polityka, chciałam otworzyć dla nich swoje serce. Irańczycy to prawie moja największa publiczność. Mam tam wielu fanów i boli mnie, że nie mogę tam pojechać. Dlatego nie można bojkotować artystów, bo wtedy zamykasz ostatnie usta, które mogą otwarcie mówić. Z serca do serca. Dlatego trzeba pozwolić artystom mówić poprzez ich sztukę, bo jesteśmy wolni. Problem ludzkości to brak szacunku.
Wprowadzasz swoje słowa w czyn, bo grasz z ludźmi z całego świata - z Turcji, Iranu, Dubaju...
Tak, i kocham wszystkich tych ludzi. To mój sposób na tworzenie harmonii, na tworzenie lepszego świata. Ludzie powinni się szanować za to, kim są.

Ryzykujesz, bo nie wszyscy tak myślą. Myślę, że wielu osobom w Izraelu może się nie podobać Twoja otwartość. Spotykasz się z jakimiś przejawami wrogości?
Nie, nigdy. Ludzie mnie wspierają, bo mi ufają, bo nie jestem politykiem i nie chcę mieć z polityką nic wspólnego. Nikomu nie uda się nakłonić mnie, bym zajęła się polityką. Owszem, wspieram kobiety - siebie uważam za wyzwoloną kobietę, dlatego boli mnie, kiedy podróżuję do krajów, gdzie prawa kobiet nie są respektowane. Wiesz, co byłoby wspaniałe? Gdyby artyści - albo matki - przewodzili światu.

To piękne, co mówisz, ale wydaje się dość utopijne.
Niestety tak, widzę to na co dzień w Izraelu. Wszyscy - żydzi, muzułmanie - walczą o Jeruzalem. Nie jestem naiwna, wiem, że przeminie jeszcze wiele pokoleń, zanim osiągniemy pokój. Dziś to, niestety, chyba niemożliwe, jest zbyt dużo nienawiści. A ta wynika z braku szacunku. Jestem ambasadorką organizacji Children of Peace, pewnego razu zaproszono mnie do szkoły w Jeruzalem, gdzie uczą się i palestyńskie, i izraelskie dzieci. I wiesz co? Czułam ogromną zazdrość, bo te dzieci nic jeszcze nie wiedzą o polityce, o konfliktach. Bawią się razem, za nic mając to, kto po której stronie się urodził. To jest rozwiązanie. Atakujesz, kiedy się boisz, a to się dzieje wtedy, kiedy nie znasz. Powinniśmy się uczyć od tych dzieci. Dlatego zdecydowałam się być ambasadorem tej organizacji.

Wydałaś nową płytę, 24 stycznia zagrasz koncert w Warszawie, czego możemy się spodziewać?
Zapytałam moich fanów na Facebooku, jakie piosenki chcą usłyszeć. Wybrali utwory z moich starszych albumów i najnowszej płyty "Libertad". Będzie też piosenka, której szukałam przez lata i cudownym przypadkiem udało mi się ją odnaleźć.

Mówisz o utworze "Recuerdo (Soghati)". Wiąże się z nią wyjątkowa historia.
Tak. Kasetę z tym utworem mieliśmy przed laty w domu, moja mama często jej słuchała. Kaseta zaginęła, a ja przez lata pamiętałam tylko mały fragment. Całymi latami śpiewałam ten fragment ludziom, pytając, czy znają ten utwór. Kiedy nagrywałam płytę w Londynie, miałam kierowcę, który pochodził z Iranu. Zaśpiewałam mu kawałek, który pamiętałam, a on na to, że naturalnie, że zna ten utwór, i jutro przyniesie mi płytę. Tym sposobem odnalazłam tę zaginioną melodię, którą śpiewała fantastyczna arabska wokalistka Hayedeh .

Znowu pokazujesz przez ten utwór, że muzyka łączy.
Taki jest mój cel. I staram się go osiągać za każdym razem, gdy jestem na scenie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie