Pięć lat za późno, ale jednak

Witold Głowacki
Udostępnij:
Prezydent Częstochowy zawstydził premiera. Chyba właśnie dlatego po pięciu latach kompletnie jałowego, zastępczego "sporu o in vitro", który pozwalał Platformie prezentować się we wdzięcznej roli partii konserwatywno-liberalnych socjalistów ery postpolityki, znalazło się w końcu rozwiązanie. Dobre rozwiązanie.

Zapowiedziane przez Donalda Tuska dopuszczenie refundacji in vitro w ramach programu zdrowotnego nie jest żadną - jak twierdzą platformerscy konserwatyści wespół z PiS i ziobrystami - próbą obejścia parlamentu. Jest raczej niewczesnym sposobem na wybrnięcie z pięcioletniego, absurdalnego nieporozumienia.

In vitro jest uznaną, sprawdzoną, promowaną przez WHO i stosowaną powszechnie na świecie metodą znoszenia skutków braku płodności. Nie ma żadnego, najmniejszego wręcz powodu, by w świetle obowiązującego w Polsce prawa metoda ta nie była stosowana w publicznej służbie zdrowia i za publiczne pieniądze - podobnie jak wszelkie inne uznane, sprawdzone i promowane przez WHO metody medyczne. Nie ma też powodu, by przez pięć lat proces wprowadzania in vitro do pakietu ogólnodostępnych zabiegów medycznych wstrzymywać tylko dlatego, że parlament nie jest w stanie przygotować odpowiedniej ustawy. Więcej - tylko dlatego, że bez żadnych konstytucyjnych podstaw część posłów uzurpowała sobie wyłączne prawo do zadecydowania o tej akurat kwestii medycznej parlamentarnym głosowaniem.

Tymczasem właśnie na podstawie ustalonych przez resort procedur medycznych, nie zaś ustawy ani nawet rozporządzenia - sprawa in vitro powinna była zostać "uregulowana". Tylko taka "regulacja" była tu potrzebna. I to już lata temu. Nawet nie na początku poprzedniej kadencji, lecz znacznie wcześniej, gdy tylko stosowanie in vitro zaczęło się w Polsce upowszechniać.

Owszem, jest w Polsce pewna - niewielka - grupa osób zdecydowanie przeciwnych temu akurat zabiegowi z przyczyn światopoglądowych czy religijnych. Według wrześniowego sondażu CBOS jest to dokładnie 12 proc Polaków. 79 proc. z nas popiera natomiast stosowanie tej metody, prawie 2/3 zaś deklaruje, że by z niej w przypadku bezpłodności samemu skorzystało.

Naprawdę zaś, fakt, że co dziesiąty Polak jest przeciwnikiem in vitro, nie uprawnia do tego, by ważną kwestię medyczną oddawać na pięć lat do dyspozycji posłom. Natomiast ów co dziesiąty Polak może teraz oczekiwać, że reprezentujący go parlamentarzyści podejmą próbę przegłosowania ustawy stosowania in vitro zakazującej lub obwarowującej ten zabieg jakimiś potwornymi utrudnieniami. Teraz ruch należy właśnie do nich. I bardzo dobrze. Bo choć w tym i poprzednim Sejmie jakoś nie dało się stworzyć ustawy dopuszczającej stosowanie in vitro, to jedno jest pewne - tym bardziej nie da się stworzyć prawa, które by tego zabiegu zakazywało.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
bo dla nich pieniedzy na leczenie nie ma.
Polskę trzeba wydoić. Ktos musi siąśc na kasie, najlepiej swój, kumpel z jedynie słusznej partii... Zabawimy tematem IN VITRO publikę.
Bo przecież - nie rozmawiajmy o bezrobociu, to jest oj tam, oj tam - wrzućmy gawiedzi IN VITRO. Ciemny lud to kupi, a my kupimy sobie znowu czas.
o
obserwator
Religia do szkół też trafiła bez woli parlamentu a po latach wmawia się ciemnemu ludowi,że stoi za tym konkordat.A sprytne obchodzenie prawa i decyzje poprzedniego prezydenta?Hipokryci z PIS-u zapomnieli?
Dodaj ogłoszenie