Piaskownica Nobla

Iza Michalewicz
Centrum Nauki "Kopernik" to będzie inwestycja, która zrewolucjonizuje polską edukację - przekonuje profesor Łukasz Turski. O tym, na czym będzie polegała ta rewolucja, pisze Iza Michalewicz.

Zacznijmy od cyferek. Wiadomo już, że nim w 2010 roku na warszawskim Powiślu tuż nad tunelem Wisłostrady przejdziemy przez próg gotowego już imponującego budynku Centrum, z kasy miasta
i ministerstw Nauki oraz Edukacji wypłynie w sumie ponad 400 (sic!) mln zł (337 mln na budowę, 67 mln na naukowe wystawy).

Że budowla będzie miała 15 tys. mkw. powierzchni i pomieści m.in. wystawy stałe i czasowe, galerie, planetarium o średnicy 16 m, laboratoria naukowe (chemiczne, fizyczne i biologiczne), pracownię robotyki, kawiarnie i restauracje. Wszędzie pod okiem instruktorów będzie można samemu przeprowadzić doświadczenie, wszystkiego dotknąć i zadać każde pytanie.

Dopełnieniem atrakcji stanie się Park Odkrywców - niezwykły ogród wokół Centrum i na dachu budynku - wyglądem przypominający krajobraz wiślany. Znajdą się tam urządzenia do przeprowadzania eksperymentów pod gołym niebem, amfiteatr na wodzie i ścianka wspinaczkowa.

Wiadomo też, że Centrum stanie się największą tego typu i najnowocześniejszą w tej części Europy instytucją kultury popularyzującą naukę wśród wszystkich: dzieci, ich rodziców i nauczycieli.

- Chcielibyśmy wszystkim pokazać, jak wspaniały jest otaczający nas świat i jak fantastyczne potrafi być stawianie mu pytań - opowiada z pasją Łukasz Turski, znakomity fizyk, profesor Centrum Fizyki Teoretycznej PAN i wielki popularyzator nauki. - Jeśli na Piknik Naukowy, który jest takim pigułkowym wydaniem Centrum, co roku przychodzi 150 tys. osób dziennie, to myślę, że widzów mamy zapewnionych na lata.

Turski podkreśla, że Centrum będzie też miało wielkie zadanie przywrócenia w Polsce etosu zawodu nauczyciela. - Dawno już zapomnieliśmy, że to zawód twórczy - mówi. - I to jest dramat polskiej nauki. Nauczyciele powinni być artystami! Powierzamy im przecież to, co mamy w tym kraju najcenniejszego - nasze dzieci.

Pewnego razu, koleżanko i kolego, to chyba było września trzynastego, mieliśmy super­pokaz dotyczący wszystkiego, dziwnego, ten tego, niezrozumiałego. Betonowe kulki i automat do badania, tyle tu ciekawych rzeczy, niezła bania!
Centrum stało się marzeniem prof. Łukasza Turskiego od chwili, kiedy w latach 70. po raz pierwszy zobaczył taką instytucję w USA. - Ale wtedy nie mogłem w Polsce nawet marzyć o kolorowym papierze toaletowym - dowcipkuje fizyk. - A co dopiero o takim Centrum!

Po rewolucji w 1990 roku próbowałem rozmawiać o tym ze wszystkimi władzami Warszawy. Uważnie wysłuchał mnie dopiero Lech Kaczyński. Może to dziś zabrzmi jak bajka, ale w efekcie do jednego stołu zasiedli politycy przeciwnych sobie opcji, by podpisać decyzję o powstaniu tego miejsca.

W ten sposób profesor Turski wspomina rok 2004, kiedy to ówczesny minister nauki prof. Michał Kleiber, minister edukacji Krystyna Łybacka i prezydent RP Lech Kaczyński, wówczas głowa stołecznego ratusza, postawili milowy krok w kierunku popularyzacji nauki w Polsce.

Jak bardzo Centrum jest potrzebne, można było zauważyć podczas konkursu na nazwę. Wzięło w nim wówczas udział ponad tysiąc osób z całej Polski, a także z Austrii, Niemiec, Francji, Włoch i USA.

Najmłodszy uczestnik miał 6 lat, najstarszy - 86. Spośród 1600 nadesłanych propozycji były: Terra Cognita, Arka Rozumu, Solaris, Pomyśle, Dociekalnia, a nawet Siedmiomilowy Pantofelek, Destylarnia Wiedzy czy Piaskownica Nobla. Wygrała nazwa Kopernik, którą zaproponował warszawiak Artur Strzyga. W nagrodę pojechał do jednego z centrów nauki w Europie.

Do tej pory zarówno na Starym Kontynencie, jak i na całym świecie powstało ich kilkadziesiąt. W samej tylko Wielkiej Brytanii tych stricte interaktywnych jest aż pięć, trzy we Francji, tyle samo w Niemczech.
W poniedziałek 3 listopada w czeskim Pilznie otwarto Techmanię - drugie już tego typu centrum nauki w kraju Hrabala. A w Polsce, gdzie dotychczas królowały parki dinozaurów, jak do tej pory za najnowocześniejsze uchodzi Muzeum Powstania i gdańskie centrum Hewelianum, gdzie zwiedzających na miejsce starych fortyfikacji niebawem będzie przywoziła z dworca PKP kolejka linowa. Ale w przeciwieństwie do warszawskiej inwestycji gdańska ma kosztować "zaledwie" 22 mln złotych.

- Nasze Centrum wyrasta właściwie z takiego oddolnego ruchu. Jakiś czas temu naukowcy zauważyli, że istnieją dwa światy, które się ze sobą nie kontaktują. Chcieli jakoś zasypać tę przepaść i włączyli się w organizowanie festiwali i pikników naukowych - mówi Aneta Prymaka z Centrum. - Byli zszokowani, kiedy zaczęły na nie walić tłumy. My, budując Centrum, wzorujemy się na pierwszej takiej placówce na świecie stworzonej przez prof. Franka Oppenheimera, młodszego brata innego fizyka - Roberta - nazywanego ojcem bomby jądrowej.

Oppenheimer zainicjował powstanie w 1969 r. w San Francisco słynnego już dziś Exploratorium - pierwszego centrum nauki typu hands-on (czyli praktycznego, polegającego na własnym doświadczeniu). Wyrzucił muzealne gabloty, filcowe kapcie i pozwolił ludziom dotykać eksponatów. Mówi się, że taka była właśnie jego reakcja na żałosny wówczas poziom nauki amerykańskich szkół.

Dziś w Exploratorium w San Francisco można nie tylko brać udział w doświadczeniach naukowych, ale nawet kupić trójwymiarowe modele z każdej dziedziny: biologii, fizyki, chemii, a nawet gastronomii. Każdy może więc za kilkanaście dolarów zaopatrzyć się w ludzkie serce, ucho, pojemnik, w którym można obserwować swoją hodowlę robaków, naukowy przepis na zrobienie lodów czy zestaw: zrób sobie gumę do żucia. Świat stanął w zasięgu ręki.

Idziemy do klasy na drugą część pokazu - poczęstunek, o, nie ziewnąłem ani razu Mieliśmy tam van der Graafa generator, kumuluje on ładunki, co wy na to, tym, co w dłoni metalową czaszę mają i po chwili czary-mary włosy stająWarszawskie Centrum Nauki "Kopernik", choć bezdomne, od dwóch lat intensywnie odwiedza szkoły w całej Polsce, pokazując interaktywne wystawy i organizując warsztaty. Przedsmak tego, czego będzie można doświadczyć w 2010 roku na warszawskim Powiślu.

- Najpierw zrobiliśmy badania wśród rodziców, chcąc dowiedzieć się, o co dzieci pytają najczęściej i które z tych pytań są dla dorosłych najbardziej kłopotliwe - opowiada Aneta Prymaka. - Padało więc: Dlaczego z kontaktu płynie prąd? Skąd się biorą chmury? Gdzie jest schowana muzyka na płycie CD? Tych pytań było bardzo wiele. Według nich zorganizowaliśmy wszystkie warsztaty familijne.
Czterdzieści osób, które dziś zatrudnia Centrum, główkowało, jak najprościej wyjaśnić te problemy dzieciom, by je zrozumiały. Aneta Prymaka: - Zapotrzebowanie okazało się tak ogromne, że gdy uruchamialiśmy zapisy w środę, to ludzie nastawiali budziki, żeby minutę po północy wysłać mejl ze zgłoszeniem, bo o przyjęciu na warsztaty decydowała kolejność.

Okazało się szybko, że na jednych warsztatach może być tylko 20 dzieci z rodzicami. Nie więcej. Centrum organizowało weekendowo po cztery sesje każdego dnia (w sumie bierze w nich udział 120 dzieci, rodziców nie licząc). A i tak oburzeni ludzie zaczęli pisać do placówki z pretensjami, że nie mogą się dostać na warsztaty. - Zazwyczaj zgłoszeń jest trzy razy więcej niż miejsc. Doszło do takich absurdów, że ostatnio zaczepiła mnie moja własna lekarka z pytaniem, co ma zrobić, żeby się na te warsztaty dostać, bo próbuje i nic. Na szczęście receptę mi wystawiła - śmieje się Prymaka.

W 2007 roku w warsztatach familijnych wzięło udział 820 osób, dowiadując się, dlaczego ciasto rośnie na drożdżach albo skąd się bierze wiosna. Podobną furorę zrobiła objazdowa wystawa pt. "Eksperymentuj!". Jej hasłem przewodnim stało się zdanie "Świat w twoich rękach".

- Bo tak naprawdę nie jest ważne, czy ktoś będzie umiał rozwiązać zadanie o dwóch pociągach, które jadą z miasta A do miasta B - uważa prof. Łukasz Turski. - Ważne, by wiedzieć, że istnieje metoda, która to zadanie pomoże rozwiązać. Przy pomocy naszego Centrum następne pokolenia uczniów będą wiedziały, jak stawiać nauce odpowiednie pytania i jak wykorzystać udzielane na nie odpowiedzi. Oczywiście będą też wiedziały, jakie są właściwości lekkich cieczy i jak w środku wygląda oko. To wszystko jest super­ważne. Ale najważniejsze jest, że postęp to stawianie w życiu pytań, na które jedyną odpowiedź daje nam metoda naukowa - uważa fizyk.

Później zabawa z ciekłym azotem, zamrażanie róży, którą stłuczemy potem, ołowiany dzwonek, który dzwoni, jak jest zimny, balonik wyjęty z azotu też jest jakiś inny, -180, taki zimny azot ciekły, wtedy słyszę dzwonek - ale jestem wściekły! yo, eksperymenty!

Wystawę "Eksperymentuj!" od premiery w połowie 2006 roku obejrzało już ponad 200 tys. osób. Były to 24 stanowiska z dziedziny fizyki, chemii, biologii, matematyki, a także przenośne laboratorium chemiczne i zestaw teleskopów. Dzieciaki zobaczyły m.in., jak zrobić bańkę mydlaną w kształcie ostrosłupa, oraz poznały efekt "uciążliwego ucha" dzięki urządzeniu pozwalającemu ocenić, jak trudna jest praca radiowca. Młodzież nakładała słuchawki i czytała tekst do mikrofonu.
W słuchawkach głos słychać z opóźnieniem o pół sekundy, co mocno dekoncentruje. Aby się nie mylić, tekst trzeba czytać, skupiając się tylko na własnym głosie. "To bardzo ciekawa wystawa i szkoda, że zanim przyjedzie do mojej szkoły, musi minąć rok" - żalił się na forum internetowym jeden z uczniów.

Zdaniem prof. Łukasza Turskiego takich dzieciaków będą tłumy. - I to się rozleje po kraju
- mówi. - Już dziś współpracuje z nami armia znakomitych nauczycieli. A my pokażemy im, jak uczyć dzieci, żeby chciały poznawać świat w całej jego okazałości.

Centrum Nauki "Kopernik" organizuje dziś szkolenia i konkursy dla nauczycieli gimnazjów. Do 15 listopada ci, którzy uczą w szkołach chemii, fizyki, biologii i astronomii, mogą jeszcze nadsyłać prace na konkurs "Wystrzałowa lekcja".

Turski, który przewodniczy dziś Radzie Programowej Centrum, wspomina, że jako dziecko był niesłychanie krnąbrny. - Zawsze mnie ciekawiło, co się stanie, jeśli coś przestanie działać - uśmiecha się. - Tuż po wojnie, w 1946 roku [profesor miał wówczas trzy lata - red.], razem z bratem włożyliśmy do kontaktów długie metalowe spinki do włosów należące do mojej matki. Korki wysiadły, a znajomy moich rodziców, znakomity profesor elektryki, po tym, jak wyszedł umorusany z piwnicy naszego gdańskiego domu, krzyczał do nich: co wy macie za dzieci! Przyznaliśmy się do spinek. I wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, że najlepszą drogą do wiedzy jest droga własna.

Wykorzystano fragment piosenki uczniów LO w Poznaniu

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Adam

na nieciekawy temat, duża sztuka, normalnie nigdy nie chciało mi się o tym czytać a teraz przeczytałem. I dziękuję - wybiorę się tam z synami.

Dodaj ogłoszenie