Petru: Polska może pozostać zieloną wyspą. Z pomocą Niemiec...

Witold Głowacki
- Jeżeli strefa euro będzie w stagnacji, my będziemy mieli między 2 a 3 procent wzrostu. To jest cały czas scenariusz zielonej wyspy. To nie jest superszybki wzrost, ale mimo wszystko dający lekki oddech. Co ważne, Niemcy nie zapomną Polsce wsparcia dla ich propozycji zmian w UE. Może będą o tym pamiętać podczas dyskusji o unijnym budżecie i kwotach przeznaczonych dla Polski - mówi Ryszard Petru, ekonomista, w rozmowie z Witoldem Głowackim.

Czy strefa euro ma w perspektywie najbliższych dwóch lat realne szanse przetrwania w obecnej formie jako grupa 17 krajów?
Myślę, że tak. Gdyby pytanie dotyczyło perspektywy 20 lat, odpowiedziałbym jednak, że nie. Zakładam bowiem, że w przyszłości zostanie wprowadzony mechanizm kontrolowanego wyjścia ze strefy euro, który będzie mechanizmem bezpiecznym, niewywołującym paniki rynkowej. Natomiast dzisiaj wyjście choćby jednego kraju z eurostrefy spowodowałoby reakcję domina - i opuszczenie strefy przez kolejne państwa. Siłą rzeczy doprowadziłoby to do rozpadu strefy. Byłoby zaś skrajnie niekorzystne zarówno dla tych krajów, które musiałyby zrezygnować ze wspólnej waluty, jak i dla tych, które by przy niej pozostały. Innymi słowy - nie jest to w niczyim interesie, by w perspektywie roku czy dwóch lat jakikolwiek kraj ze strefy euro miał wyjść. Miałoby to zupełnie katastrofalne konsekwencje dla gospodarki europejskiej - niemieckiej, tych krajów, które miałyby wyjść z eurostrefy, i dla krajów zależnych od sytuacji w strefie - takich jak Polska.

Co Pan w tym kontekście sądzi o niemiecko-francuskiej propozycji nowego traktatu dla krajów strefy euro i ewentualnie niektórych spoza niej? Przecież ta propozycja zdaje się sformułowana tak, by kraje, które są w tej chwili w najgorszej sytuacji, jak Grecja, nie mogły spełnić warunków nowego traktatu? On miałby być podpisany już w marcu.
Tylko prawda jest taka, że dzisiaj wszyscy potencjalni sygnatariusze nowego traktatu nie spełniają wymagań deficytowych czy oszczędnościowych. Grecja nie ma wyjścia, będzie musiała podpisać traktat. Albo inaczej - to Niemcy i Francuzi będą musieli tak nagiąć jego zapisy, by i Grecja była w stanie je przyjąć. To naprawdę nie leży w interesie ani Niemiec, ani Francji, by jakikolwiek z krajów strefy euro nie przystąpił do nowego traktatu. Przy tym zaznaczmy, że prawdopodobnie nowy traktat będzie ostatecznie dotyczył 17, nie zaś 27 krajów. Realia są takie, że tylko w obrębie wspólnie zagrożonej siedemnastki jest szansa na porozumienie. Istnieje przecież bardzo duże prawdopodobieństwo, że gdyby nowy traktat miał przyjmować pełny skład krajów członkowskich Unii Europejskiej, to państwa takie jak Wielka Brytania czy Czechy nie wyraziłyby zgody na jego zapisy.

Ale tu jednak powstaje poważny problem. Jeśli traktat zostanie tak spreparowany, by nawet Grecja mogła mu sprostać, to czy szeroko rozumiane rynki finansowe to kupią? I czy poniedziałek po najbliższym szczycie Unii nie okaże się w związku z tym czarnym poniedziałkiem?
Moim zdaniem w tej chwili to bynajmniej nie traktat jest najważniejszym problemem dla rynków. Znacznie ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, w jaki sposób uratować Włochy przed utratą płynności. Ja wciąż powtarzam, że jedyną możliwością ratunku dla Włoch jest sięgnięcie po pomoc Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ta instytucja ma realną możliwość sfinansowania włoskiego długu. Pamiętajmy przy tym, że mityczny bilion euro, o którym się mówi w kontekście Włoch, wcale nie jest potrzebny do tego, żeby ten włoski dług wykupić. On jest potrzebny właśnie do tego, by tego długu nie trzeba było ze środków publicznych obsługiwać. Sama świadomość, że istnieje takie zabezpieczenie, byłaby bowiem dla inwestorów bodźcem do rozsądnego zachowania.

Dzięki temu mieliby pewność, że nawet jeśli ich popyt na włoskie papiery nie wystarczy, zawsze do akcji może wejść MFW z dużo większymi pieniędzmi. I właśnie Włochy są w tej chwili najbardziej palącym problemem. Owszem, nowy traktat jest ważny, bo będzie pokazywał, jak Unia lub strefa euro będzie funkcjonować w dalszej przyszłości. Ale znacznie ważniejsze jest rozwiązanie bieżącego problemu. Włochy muszą mieć zapewnioną płynność i muszą wdrożyć wiarygodny pakiet reform, który w niedługiej przyszłości wprowadzi włoską gospodarkę na ścieżkę wzrostu.

Czytaj także:
* Tusk o "diabelskiej alternatywie". "Doprowadzą UE do ruiny, a swoich pieniędzy i tak nie uratują"
* Rusza szczyt UE - ostatnia szansa na uratowanie euro. "Nie ma czasu na połowiczne rozwiązania"
* Pakiet "Merkozy'ego", czyli jak Francja i Niemcy uratują strefę euro

Międzynarodowy Fundusz Walutowy jest tu już, Pańskim zdaniem, jedyną instancją?
Tak. Ta właśnie instytucja może uratować w tej chwili i Włochy, i Europę. Do tego przecież zresztą MFW został powołany. Ma do dyspozycji ogromne środki i jest w stanie w bardzo szybkim tempie pozyskać ich znacznie więcej - pożyczając od amerykańskiego Fed i Europejskiego Banku Centralnego. Ma też instrumenty, by z jednej strony wymusić na Włochach realizację określonych reform, z drugiej zaś sfinansować ich potrzeby.

Po czyjej stronie jest w tej chwili ruch? Włoskiego premiera Maria Montiego?
Na pewno po części tak. Ale bardzo wiele zależy tu też od europejskich przywódców. Timothy Leithner, amerykański sekretarz skarbu, nieprzypadkowo przebywa właśnie teraz z wizytą w Europie. Problem europejski stał się przecież problemem globalnym. Jest takie powiedzenie, że jak Ameryka ma katar, to cały świat kicha. Okazało się, że to samo odnosi się do strefy euro. W tej chwili i Ameryka zaczyna kichać przez europejski katar. Dlatego w interesie USA jest właśnie uratowanie Włoch - i to w dwóch aspektach - przez zapewnienie im płynności i wzrostu. Dlatego teraz z pewnością wiele zależy od Montiego, jeszcze więcej zaś od europejskich przywódców. Nie mogą już oni zmieniać zdania co trzy tygodnie. I jeśli powiedzieli już "nie" Europejskiemu Bankowi Centralnemu, to dobrze. Jeśli powiedzieli "nie" euroobligacjom, też dobrze. Tylko że teraz przyszedł czas na to, żeby powiedzieć, co w związku z tym. Jedynym zaś rozwiązaniem, jakie ma wszelkie podstawy do zastosowania, jest skorzystanie z pomocy MFW. I zakomunikowanie tego rynkom w odpowiedni sposób, tak by zacząć przywracać zaufanie.

A nie jest tak, że rynki czekają jednak przed nadchodzącym szczytem Unii na rozwiązania systemowe i zarazem radykalne - czyli na nowy traktat według pomysłu Merkel?
Nie sądzę. To oczekiwanie wykreowane, z jednej strony, przez wydarzenia, z drugiej - przez media. Siłą rzeczy, jak stają obok siebie Merkel i Sarkozy i coś komunikują, to wszyscy rzucają się do komentarzy, czy to aby przełom. Z politycznego punktu widzenia to oczywiście przełom jest. Natomiast dla świata gospodarki, przedsiębiorców i inwestorów, którzy tu i teraz muszą podejmować decyzje, najważniejsze jest to, co będzie jutro. Warto zauważyć, że tuż po wystąpieniu Merkel i Sarkozy’ego agencja ratingowa S&P zapowiedziała, że wrzuca na listę obserwacyjną wszystkie europejskie państwa z najwyższym ratingiem AAA. To pokazuje, jak bardzo sytuacja jest napięta. I że to, czy pani kanclerz z panem prezydentem dogadają się co do tego, jak będzie wyglądać Europa za rok czy dwa, bynajmniej nie rozwiązuje problemów Europy dzisiaj. A na razie nikt jeszcze nie wyartykułował sposobu na rozwiązanie tych najbardziej palących problemów.

Stwierdził Pan na początku, że strefa euro przetrwa na razie w obecnym kształcie. Ale czy nie warto tu zacytować Czechowa i zapytać "tylko co to będzie za życie…"?
Będzie stagnacja. To należy uznać za scenariusz umiarkowanie optymistyczny i zarazem najbardziej prawdopodobny. Stagnacja w Europie, czyli w niektórych zaś krajach oczywiście recesja. Bo wprowadzanie reform tam, gdzie są najbardziej potrzebne, w nieuniknionym, pilnym i nagłym trybie spowoduje spowolnienie gospodarcze.

Czytaj także:
* Tusk o "diabelskiej alternatywie". "Doprowadzą UE do ruiny, a swoich pieniędzy i tak nie uratują"
* Rusza szczyt UE - ostatnia szansa na uratowanie euro. "Nie ma czasu na połowiczne rozwiązania"
* Pakiet "Merkozy'ego", czyli jak Francja i Niemcy uratują strefę euro

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 16

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Oburzony polak

Platnosci dla U-Eeop ogromne i placimy zatowary i uslugi jak w Unj eropejskiej. A ZAROBKI diadowskie ten rzond powinien podac sie dymisj bo to kretyni

K
KLara

Mamy wpłacić 100 mld zł, i pozostać "zieloną wyspą"? Znowu ekonomista prawi o miłości i przyjaźni, a nie o finansach i regułach ekonomii. Pomylił swoje role ze Starowiczem?

J
Jerzy K.

Zieloną wyspą z dwoma milionami bezrobotnych.Co ten specjalista majaczy?

F
Fritzl

Her Petru nie zapomnimy też o Panu. Danke schon

J
Jacek

Polska może być zieloną wyspą jedynie wtedy, gdy sama sobie pomoże, a przestanie się oglądać na innych.

o
ola

petru nie ośmieszaj się inflacja będzie powyżej 3% o jakiej wyspie ty gadasz o jakie stanowisko i kasę zabiegasz, a wiesz jaki wzrost będzie w Krzesinach czy Lipnie nie będzie żednego?

c
cezar

Niepodległość Polski to własność w Polskich rękach. Jeśli więc nie macie własności, a nie macie, jeśli doprowadzicie przy tym do awantury w kraju, awantury, które zuboży ludzi, ściągnie na kraj nieszczęście, podzieli Polaków na długie lata i spowoduje, że obcy zaczną rządzić tu bezpośrednio, to znaczy że jesteście zdrajcami. I tyle.

p
ppp

Dwóch wielkich przywódców - Kaczyński i Łukaszenka poprowadzą nas do świetlanej przyszłości!

p
polo

"...ceny gazu na świecie będą spadać w wyniku nadpodaży tego surowca.
Niestety ten trend nie obejmie Polski. Do 2022 roku nasz kraj musi wywiązać się
z umowy z Rosją - podaje "Dziennik Gazeta Prawna".

Na spadek cen wpływa zmiana sposobu jego dostarczania. Transport rurociągami
do Europy zmniejszył się w ciągu ostatnich dwóch lat.
Tymczasem import LNG wzrósł w 2010 roku o 18 mld sześciennych. To wynik niskich cen LNG spowodowanych nadpodażą gazu ziemnego - czytamy w "DGP"

Nadpodaż gazu na świecie jeszcze wzrośnie, gdy Stany Zjednoczone uruchomią terminale skraplające gaz wydobywany z łupków. Cena gazu z łupków w USA waha się pomiędzy 110 a 150 dol. za 1000 metrów sześciennych.
W Polsce PGNIG kupuje od Gazpromu 1000m. sześc. za około 400 dol. Rosjanie zapowiadają kolejne podwyżki nawet do 500 dol. - podaje "DGP".

Moje "gratulacje" Matoły.
Harować, płacić, kochać Putina, finansować Rosjan - byleby kaczor nie rządził.

k
kk

że upadek banku w USA nie przyczyni się do kryzysu w Europie? Klepiesz co ci ślina przyniesie na język bez żadnych konsekwencji!

j
ja sie pytam

Na chwilę przed szczytem UE, Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) ogłosił wyniki nowego badania banków w UE, tzw. stress-testów. Wynika z nich, że banki potrzebują zastrzyku 114,7 mld euro, o ponad 8 mld więcej niż Urząd szacował pod koniec października. »

W
Widukind

albo nie wiesz co mówisz albo, przeciwnie, wiesz. Za ile srebrników ? A Todd trafnie POdsumował dyktaturę matołów.

t
taka prawda

nie po raz pierwszy bzdury opowiada! Lepiej niech się już na pogrzeb OJRO szykuje.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Petru: Polska może pozostać zieloną wyspą. Z pomocą Niemiec...

t
todd

a kiedy Pan Petru zauważy, iż zielona wyspa to tak naprawdę ZIELONA WSYPA a niePoradny Donio to klasyczny przykład nieudacznika, który dla zrealizowania swojej chorej wizji, zadłużył Polskę na kosmiczne pieniądze. Bo ratować swoją głuPOtę braniem kolejnych POżyczek to każdy głupek POtrafi. I nie trzeba być do tego ....płemiełem.

Dodaj ogłoszenie