“Pętla” Patryka Vegi – miała być prawda czasu, prawda ekranu, a znowu wyszło bruto-polo. Recenzja filmowa Spod Ekranu

Mariusz Załuski
Mariusz Załuski
Podkarpacie to kraina piękna i znana. Nie tylko z powodu swego rekordowego oddania partii rządzącej, ale też słynnej afery, w którą ponoć wmieszany miał być marszałek sejmu nasz kochany, ten sam, co to latał samolotem do domu, aż wyleciał z fotela.

Jak plotą złe języki, nagrano go w domu publicznym w dość szokujących okolicznościach obcowania płciowego. Taśmy rzekomo są, choć nikt ich nie widział, ale afera jest na pewno – ogrywana już przez różne media.

I to afera, której w Hollywood by nie wymyślili, bo są w niej i zdradliwi stróże prawa, i historia boksera Kosteckiego, który w więzieniu popełnić miał samobójstwo, leżąc na łóżku, i służby specjalne Wielkiego Brata. Krótko mówiąc – i małe ludzkie dramaty, i wielkie zbrodnie, czyli materiał na cudne kino, a gdyby zabrał się za to jakiś pan Scorsese, to pewnie wybitne. I jest tylko jeden problem. Za to kino zabrał się pan Patryk Vega.

Cóż, nie da się ukryć, że po premierze “Pętli” rozczarowany jestem okrutnie. Nie dlatego, że reżyser zapowiadał film odkrywający prawdę, a nie odkrył niczego nieodkrytego - bo to normalne promocyjne bajdurzenia. Rozżalony jestem, bo pan Vega, który niedawno “Bad Boyem” wyrwał się z kinowej żenady i zrobił krok do przodu, znowu cofnął się w świat bruto-polo, kina dla prostaczków i wiecznych dzieciaków.

Tak więc lądujemy na Podkarpaciu, gdzie młody policjant łączy siły z bliźniakami, prowadzącymi dom publiczny. Panowie chcą wykarczować konkurencję i przejąć rynek, no a jak już mają ten rynek, to zaczynają szantażować nagraniami różnych świętych mężów. Tyle, że całe to bagienko wciąga policmajstra jak czarna dziura, na czym cierpi jego życie rodzinne i intelektualne.

Plusy tego filmu? Trzymanie się linii “Bad Boya” – czyli normalna fabuła z normalnymi herosami, a nie zlepek anegdotek, jak w poprzednich filmach pana Vegi. No i może jeszcze parę dowcipów, niestety utopionych w powodzi dowcipasów. Minusy? Szybkie tempo na starcie robi wrażenie, ale uderza w samą opowieść, która wygląda jak skrót serialu. No i nie pozwala nam nijak wgryźć się w bohaterów, ich motywacje czy wybory, a metamorfoza złego policjanta z niezłego spryciarza w nieracjonalnego maniaka robi się słabo wiarygodna.

Żenująca jest też “męskość” tej opowieści, bo kobiety to albo seksualne mięcho, albo idiotki, które omamia się jak dzieci. No i ta scena na koniec, upozowana na “Powrót syna marnotrawnego” Rembrandta... Chyba miała być głębia, ale wyszło płasko. W sumie więc ani kino obrazoburcze, ani przypowieść o młodzianku, co to się zagubił, tylko kino dla żelaznych fanów Vegi, z jego fascynacją przemocą i seksem.

Aktorzy wreszcie... Naturszczycy, jak naturszczycy, poziom “Ukrytej prawdy”. Pan Antoni Królikowski był dla mnie odkryciem po “Bad Boyu”, bo wyszedł z niego duży aktor, a nie “członek aktorskiego klanu”. Tu gra tę samą rolę i nie jest to już takie fajne. Świetny jest Piotr Stramowski w roli “Cygana” Kosteckiego. Tyle, że to trochę taka rola w stylu “Twoja twarz brzmi znajomo”.

Podwyżka dla noblistów

Wideo

Materiał oryginalny: “Pętla” Patryka Vegi – miała być prawda czasu, prawda ekranu, a znowu wyszło bruto-polo. Recenzja filmowa Spod Ekranu - Nowości Dziennik Toruński

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie