Pérez-Reverte i zaproszenie do Kadyksu

Mariusz Grabowski
Fot. Polskapresse/Archiwum
Im jestem starszy, tym coraz bardziej doceniam literacki profesjonalizm. Nie żadne tam literackie eksperymenty, formalne cudactwa czy to językowe, czy treściowe, ani też przemycane na strony ideologiczne dywersje. Szukam pisarzy, którzy sprzedają mi towar najwyższej jakości - słowem, zaczynam doceniać literacki konserwatyzm, synonim tego co solidne i profesjonalne właśnie.

Z żalem zamknąłem więc "Oblężenie" Artura Péreza-Revertego, kryminał retro ubrany w XIX-wieczne historyczne szaty. 650 stron wycyzelowanej pisarskiej roboty. Bez fuszerki, ze znajomością rzeczy, z dobrą akcją, z proporcjonalnie skonstruowanymi wątkami, z krwistymi postaciami i z wielką polityką w tle. Powie ktoś - rzemiosło. Cóż, na rzemiosło krzywić się mogą jedynie eksperymentatorzy wstępujący dopiero w literackie szranki. Dobra literatura opiera się na rzemiośle, zresztą sam Pérez-Reverte nie nazywa siebie inaczej w wywiadach jak rzemieślnikiem. Zatem nie widzi w tym nic obraźliwego.

Czytaj także: "Świat wierzy w Mędrców Syjonu". Umberto Eco komentuje swój "Cmentarz w Pradze"

Praca nad "Oblężeniem" zajęła mu dwa lata. Tyle trwało szukanie informacji o Kadyksie z czasów, gdy był oblegany przez żołdaków Napoleona, na temat ówczesnej medycyny, gospodarki, politycznego zgiełku, obyczajowości, prasy, a nawet botaniki. Samo stopienie tej lawiny danych w opasłą księgę to kolejny rok. Ale efekt jest zadziwiający - pod pozorem historii w starych dekoracjach Pérez-Reverte opowiada o dzisiejszej Hiszpanii, w której żyje się nie mniej dramatycznie co dwieście lat temu.

Pisarz zresztą nieraz sięgał w przeszłość, by wypowiedzieć się o współczesności. Ma zresztą w ojczystej mozaice politycznej dość specyficzną pozycję. Konserwatyści boczą się na niego, od kiedy wydał "Ostatnią bitwę Templariusza", ich zdaniem zbyt krytyczną wobec Kościoła katolickiego. Pérez-Reverte nie skrywa, że kleru nie darzy zbytnim szacunkiem, a jego powiedzonko, że "nie ma nic gorszego niż alians księży i generałów", stało się swego czasu medialnym hitem. Lewica z kolei nie lubi go za wyzłośliwianie się pod adresem tow. Zapatero, którego pisarz przyrównywał swego czasu do ideowego wnuka najemników z Brygad Międzynarodowych.

Czytaj także: Książka o Benedykcie XVI: ''Nie chciał zostać papieżem, nie ma takiego temperamentu''

Rok temu znów zaiskrzyło między lewicowcami a pisarzem. Wśród postępowych intelektualistów zawrzało, gdy Pérez-Reverte na Twitterze wykpił Miguela Ángela Moratinosa, który - odchodząc ze stanowiska - publicznie uronił kilka łez. "I aby odejść nie ma jaj" - napisał Pérez-Reverte, który bardzo dba o swój wizerunek twardziela i stronice swoich książek zapełnia bohaterami, którym nie brak odwagi i honoru. Sprawa miała swój dalszy ciąg. Gdy lewica dusiła się ze złości, pisarz, któremu dzięki komentarzowi przybyło na profilu kilka tysięcy fanów, dodał kpiąco, że gdyby to wiedział, obraziłby Moratinosa znacznie wcześniej.

Czytaj także: J. K. Rowling już nie napisze książki o Harrym Potterze, ale i tak na nim zarobi

Powie ktoś: łatwo się dowcipkuje, gdy ma się miliony na koncie i sławę. Owszem, podobnie jak lepiej czyta się książki fachowców niż grafomanów. Tych ostatnich ostatnio zatrzęsienie, więc cieszmy się tym, który napisał "Oblężenie" i ma odwagę mówić, że wszyscy politycy mogą go pocałować w dupę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie