reklama

Pentagon już planuje nalot na Iran w przyszłym roku

Adam SynowiecZaktualizowano 
Amerykański F-15 zrzuca bombę GBU-28, zwaną też pogromcą bunkrów. Nowa bomba MOP jest cztery razy potężniejsza
Amerykański F-15 zrzuca bombę GBU-28, zwaną też pogromcą bunkrów. Nowa bomba MOP jest cztery razy potężniejsza fot.Sgt. Michael Ammons/USAF/reuters
Administracja Baracka Obamy bierze pod uwagę, że próby nakłonienia Iranu i Korei Północnej do zrezygnowania z ich militarnych programów nuklearnych mogą jednak spełznąć na niczym.

Wtedy na rozwiązanie siłowe ma być przygotowane lotnictwo wojskowe USA, które zniszczy podziemne instalacje atomowe tych krajów. Jak poinformował rzecznik Departamentu Obrony, w tym tygodniu Pentagon zażądał od Kongresu USA przyznania dodatkowych 68 mln dol. na wszczęcie w trybie pilnym produkcji nowej generacji bomb MOP. Służą one do likwidowania opancerzonych bunkrów położonych głęboko pod powierzchnią ziemi. Siły zbrojne chciałyby zlecić produkcję MOP jeszcze w tym roku. Bomby takie miałyby być w pełni gotowe do użytku w lipcu 2010 roku.

Broń MOP to odmiana laserowo kierowanych pocisków lotniczych, nazywanych też pogromcami bunkrów. Każda z takich bomb waży blisko 14 tys. kg i zawiera 2,5 t materiałów wybuchowych. Ten najpotężniejszy obecnie konwencjonalny oręż lotniczy w arsenale armii USA przenoszą nad cel niewidzialne samoloty bombowe B-2 Stealth. Broń buduje koncern Boeinga.

Jak podała gazeta "The Daily Telegraph", bomby MOP nadają się szczególnie właśnie do niszczenia ufortyfikowanych podziemnych fabryk i laboratoriów. Takich, jakie mają Iran i_Korea Północna.
Bryan Whitman, rzecznik Pentagonu, odmówił odpowiedzi na pytania dziennikarzy, czy informacja o przyspieszeniu produkcji tych bomb ma być straszakiem dla obu atomowych krajów, które nie chcą poddać się woli USA, ONZ i Unii Europejskiej. Whitman poinformował, że "bunker busters" są stale i wciąż doskonalone począwszy od 2004 r.

Z militarnym rozwiązaniem atomowego sporu liczy się również Teheran. Do tej pory o możliwym ataku na irańskie instalacje głośno mówił jedynie Izrael. Lotnictwo tego kraju nie ma jednak na wyposażeniu odpowiednich do takich nalotów bomb "pogromców bunkrów". Nawet poprzedni prezydent USA nie zgodził się na ich dostarczenie Izraelowi.

We wtorek Teheran poinformował, że dokonał aresztowania pod zarzutem szpiegostwa trzech Amerykanów, których złapano w górskim obszarze niedaleko granicy Iranu i Iraku. Amerykanie w Iranie znajdowali się nielegalnie.
Władze USA zaprzeczyły wszelkim oskarżeniom. Służby graniczne Iraku przekazały, że Amerykanie mieli ze sobą duże plecaki, które jednak utracili podczas wspinaczki w górach. Zatrzymani: Shane Bauer, niezależny dziennikarz, jego dziewczyna Sarah Shourd i Joshua Fattal, tłumaczą, że wybrali się na turystyczną wycieczkę, ale pobłądzili, bo linia graniczna w tym miejscu nie jest wyraźnie oznaczona.
Na początku tego roku o szpiegostwo oskarżono też amerykańsko-irańską dziennikarkę Roksanę Saberi. Skazano ją na osiem lat więzienia, ale po interwencjach dyplomatycznych zwolniono, z wyrokiem dwóch lat w zawieszeniu.

Iran nie zaakceptował wersji Amerykanów i nadal utrzymuje, że złapani w okolicy miasta Marivan mogą być szpiegami. Jeśli zostanie to potwierdzone, Amerykanie staną przed sądem i powędrują na długo za kratki. Wszyscy aresztowani mieli w paszportach wizy: iracką i syryjską. - Nasze dochodzenie wykazało, że tam nie było żadnych politycznych ani wojskowych powodów przekroczenia granic. Oni po prostu zabłądzili - oświadczył agencji AP iracki oficer Hakim Qadir Humat Jan. W negocjacjach z Iranem pośredniczy Szwajcaria. Waszyngton nie utrzymuje stosunków dyplomatycznych z Teheranem od 1979 r.

Według ustaleń gazety "The Times", o których pisaliśmy w tym tygodniu, Iran ma w pełni dopracowaną technologię budowy bomby atomowej oraz zapalnika. Potrzebuje roku, aby przygotować głowice nuklearne dla swych rakiet Shahab, które potrafią dolecieć do Izraela. Jak podał "The Times," inżynierowie i wojskowi czekają jedynie na rozkaz władz Iranu.

Wczoraj uroczyście zaprzysiężono na drugą kadencję prezydencką w Iranie Mahmuda Ahmadinedżada. To od niego i religijnego przywódcy ajatollaha Chameneiego zależeć będzie teraz, czy Iran dogada się z Zachodem, czy też zdecyduje na konfrontację. Obama dał czas Teheranowi do września. Swoją pokojowo wyciągniętą do Teheranu dłoń cofnie po posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Po skutecznej wizycie Billa Clintona w Phenianie i wypuszczeniu z tamtejszego więzienia dwóch amerykańskich dziennikarek wydaje się, że szanse polubownego załatwienia problemu atomowej Korei Północnej znowu się pojawiły. W przypadku Iranu sytuacja z każdym tygodniem się bardziej zaognia. Jeśli dzisiaj Pentagon miałby wybierać cele dla swych bomb MOP, to pewnie szukałby ich w Iranie.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie