Pełczyńska-Nałęcz: Sprawa Tymoszenko to porażka Ukrainy, a nie Polski

Agaton Koziński
MICHEL PLATINI
MICHEL PLATINI MARCIN OBARA / POLSKAPRESSE
Euro 2012 jest szansą dla Ukrainy, by pokazać, że ma europejskie ambicje. Niestety obecne działania władz ukraińskich nie służą kreowaniu dobrego wizerunku ich państwa. Powiem więcej, one w ogóle utrudniają Ukrainie komunikację z państwami Unii. Euro jest jednak przede wszystkim wydarzeniem sportowo-społecznym, a nie politycznym - mówi wiceminister spraw zagranicznych Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz w rozmowie z Agatonem Kozińskim

Jakie są szanse na uwolnienie Julii Tymoszenko jeszcze przed Euro 2012?
To byłby bardzo dobry krok ze strony władz Ukrainy, ważny krok w kierunku naprawy demokracji w tym kraju. Ale decyzję o jego wykonaniu Ukraińcy muszą podjąć samodzielnie. Na razie niestety nie widać działań Kijowa, które by wskazywały, że jest wola pełnego rozwiązania tego problemu.

Na stole mamy kilka rozwiązań - od zmian systemowych po ofertę leczenia Tymoszenko w Niemczech. Czy żaden z tych scenariuszy nie może się ziścić?
Uporządkujmy te scenariusze. Ten najważniejszy brzmi: całościowa naprawa prawa ukraińskiego. Prawo ma wyznaczać zasady funkcjonowania państwa, a nie być narzędziem wykorzystywanym do eliminacji konkurencji politycznej czy biznesowej. Mam świadomość, że nie da się tego dokonać w kilka tygodni, to zadanie strategiczne i długoterminowe. Drugi scenariusz jest nieco węższy - dotyczy odpowiedzialności za decyzje polityczne. Możliwość karania więzieniem za decyzje o charakterze politycznym w krajach o nieugruntowanej demokracji zagraża prawidłowej wymianie władz. Taki scenariusz wymaga zmian w kodeksie karnym i mógłby być zrealizowany szybko, o ile byłaby taka wola polityczna. Rozwiązanie polegające na leczeniu byłej premier za granicą ma charakter doraźny. Nie byłaby to odpowiedź na ukraińskie problemy systemowe, ale gest humanitarny pokazujący gotowość władz ukraińskich do stworzenia pani Tymoszenko warunków do leczenia.

Ale ten gest pozwoliłby przynajmniej rozładować napięcie polityczne przed Euro i uniknąć bojkotu.
Bez względu na to, czy sytuacja pani Tymoszenko się zmieni do chwili rozpoczęcia turnieju, czy też nie, nie będziemy świadkami czegoś takiego jak bojkot Euro - przez bojkot rozumiem nieobecność drużyn, kibiców. Dziś mamy do czynienia z deklaracjami niektórych polityków, że nie zamierzają przyjeżdżać na mecze rozgrywane na Ukrainie.

W 2007 r. liczyliśmy, że organizowane wspólnie przez Polskę i Ukrainę Euro będzie symbolicznym wydarzeniem zbliżającym Kijów do Unii. Ten bojkot polityków stanie się natomiast symbolicznym gestem odtrącenia tego kraju.
Euro cały czas jest szansą dla Ukrainy, by pokazać, że ma europejskie ambicje. Niestety obecne działania władz ukraińskich nie służą kreowaniu dobrego wizerunku ich państwa. Powiem więcej, one w ogóle utrudniają Ukrainie komunikację z państwami UE. Euro jest jednak przede wszystkim wydarzeniem sportowo-społecznym, a nie politycznym. Naszym, Polski, zadaniem jest tłumaczyć innym, że choć w Kijowie władze nie działają według reguł demokratycznych, to jednak społeczeństwo ukraińskie chce być częścią ogólnoeuropejskiej społeczności.

Na razie ten komunikat słabo przebija się na zachód od Bugu. Na pewno bardzo to cieszy Rosję.
Celem strategicznym Polski jest utrzymanie kursu Ukrainy w kierunku UE. Ale to nie jest oferta wymierzona przeciw Rosji. Owszem, podpisanie umowy stowarzyszeniowej, w tym umowy o pogłębionej strefie wolnego handlu z Unią, oznaczałoby, że Ukraina nie mogłaby przystąpić do inicjatyw integracyjnych, które proponuje Rosja. Tu rzeczywiście dochodzimy do sprzeczności interesów.

Jakie Polska ma pomysły na to, żeby przekonać Ukrainę, by wybrała europejski kierunek integracji, a nie spoglądała w kierunku Moskwy?
Chciałabym podkreślić kwestię zasadniczą: uważamy, że Ukraina to kraj suwerenny, który samodzielnie podejmuje decyzje o swojej przyszłości. My, Polska, z naszymi doświadczeniami z transformacji, nie mamy wątpliwości, co mogłoby przynieść dobrobyt Ukraińcom. Ale wyboru Ukraińcy muszą dokonać samodzielnie.

Ale Polacy mogą aktywnie ich wspierać - najdobitniej pokazaliśmy to podczas pomarańczowej rewolucji w 2004 r. Teraz mam wrażenie, że i Ukraina, i Polska straciły impet z tamtego okresu.
Ale proszę pamiętać, że pomarańczowa rewolucja była możliwa, gdyż chcieli jej sami Ukraińcy. W Polsce gotowość do wspierania europejskiej drogi Kijowa jest cały czas taka sama. Ale dziś sytuacja na Ukrainie jest inna. To, w jaki sposób wygląda dziś ukraińska gospodarka czy system prawny, jest porażką tego państwa, nie Polski. Nie możemy bowiem za nich naprawić ich niedostatków ani nie możemy ponosić za to odpowiedzialności. Polska ma coraz więcej różnych instrumentów, za pomocą których może próbować wspierać Ukrainę - to pokłosie naszej coraz silniejszej pozycji w Unii. Ale to Kijów musi chcieć z nich korzystać.

Jakie są szanse, że nowy ambasador UE w Kijowie Jan Tombiński zdoła przełamać impas w relacjach Unii z Ukrainą?
Cieszymy się, że jeden z najlepszych polskich dyplomatów będzie reprezentował w Kijowie całą Unię. Ale gdy obejmie swe stanowisko, przestanie być polskim dyplomatą. Dlatego wszelkie moje podpowiedzi nie byłyby na miejscu.

Na jesieni w tym kraju odbędą się wybory. Czy jest możliwość, by władzę na Ukrainie przejęła bardziej proeuropejska opozycja?
Wybory będą tym momentem, kiedy ukraińskie władze będą mogły w pełni pokazać, że szanują zasady demokracji. Dziś dobrym prognostykiem jest fakt, że nie da się jasno wskazać zwycięzcy tych wyborów. Można wymienić wiele państw, w których wyniki elekcji znane są na kilka miesięcy przed głosowaniem, to jednak nie dotyczy Ukrainy. To bardzo dobra wiadomość.

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
a10
Szanowna Pani Katarzyno (Pełczyńska-Nałęcz) : "SPRAWA" Julii Tymoszenko to SPRAWA ... Julii Tymoszenko - i czy to jest tak trudne do ZROZUMIENIA?
k
k
dziwnym trafem na wschód od Bugu opozycja jest zawsze taka jak piszesz - "chodzi na pasku Amerykanów", "jest sponsorowana przez lobby żydowskie", "dotowana przez Zachód", "jest agenturą NATO, Polski i Wielkiej Brytanii" itd itp
Dlaczego w takiej Szwecji czy innej Holandii władza może co jakiś czas przechodzić z rąk do rąk na mocy werdyktu wyborczego i wszystko jest w porządku? A w takiej Białorusi od prawie 2 dekad rządzi ten sam dyktator, podobnie w Rosji, Korei Północnej, Kazachstanie, Turkmenistanie i tego typu krajach. Tam zawsze przeciwnicy władzy to "malwersanci i mordercy", którzy "wysługują się obcym mocarstwom". W kółko ten sam bełkot. Ukraina musi dokonać cywilizacyjnego wyboru - z kim im po drodze.
S
S.O.
Ten jest prawdziwym Europejczykiem,kto bezwzględnie tępi malwersantów i morderców ! Bez oglądania się jakie urzędy piastowali !
K
Krzysiek
opinie Ukraińców na forum raczej pozytywne, tylko kilka głosów nieprzychylnych. Myślę, że Ukraina wcześniej czy później i tak będzie w Unii, a z czasem i w Strefie Schengen - będziemy jeździć do Lwowa, Odessy i na Krym bez paszportu. Większość Ukraińców czuje się Europejczykami, bliżej im do Unii Europejskiej niż Euroazjatyckiej, bliżej do Brukseli niż do Moskwy. Nawet ukraińscy oligarchowie wolą do Europy, w przeciwnym razie rosyjska konkurencja zmiażdżyłaby ich. Oni o tym wiedzą i ich człowiek - Janukowycz - nie dopuści do integracji Kijowa z Moskwą. Ukraińskie firmy notowane są na giełdzie w Warszawie i to jest dowód kierunku, jaki wybrali Ukraińcy.
c
cyna
miarą silnego państwa są jego patriotyczni ministrowie , ukraina okazała się najsilniejsza
Dodaj ogłoszenie