Paweł Zalewski: Nienawiść wśród polityków jest realna. Może 30 lat temu było inaczej

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Paweł Zalewski, poseł niezrzeszony: PiS usiłuje przekonać Polaków do tego, że aby realizować konstytucyjne obowiązki, rząd musi być nieludzki
Paweł Zalewski, poseł niezrzeszony: PiS usiłuje przekonać Polaków do tego, że aby realizować konstytucyjne obowiązki, rząd musi być nieludzki Adam Jankowski/Polska Press
Polityka w Polsce nie jest teatrem. Może 30 lat temu politycy żarliwie walczyli ze sobą z trybuny sejmowej, a potem miło rozmawiali ze sobą w kuluarach. To dziś nie istnieje. Niestety, nienawiść jest realna. I niektórzy na tę nienawiść zapracowali. Urodziny redaktora Mazurka były dla mnie pierwszą okazją, aby porozmawiać z niektórymi politykami PiS na neutralnym gruncie – mówi poseł Paweł Zalewski.

„Życzę rządowi, aby znalazł dobry kompromis z Czechami w sprawie Turowa. Powaga sytuacji wskazuje, że w tym celu warto skorzystać z doświadczenia polityków opozycji” – napisał Pan na Twitterze. Co by Pan rządowi poradził?

Rozumiem, że informacje, które mamy, są szczątkowe i nie chcę w oparciu o nie dokonywać za daleko idących opinii. Ale jeżeli mamy informację, że w lutym delegacja czeska nie została poważnie potraktowana w Polsce, że 25 maja premier deklarował, że jest blisko porozumienia i ono zaraz będzie, a okazało się, że nic z tego, to oznacza, że rząd wyczerpał już możliwość samodzielnego działania. Czesi są narodem bardzo przyjaznym Polsce, politycy czescy również. Mamy do dyspozycji kapitał polityczny, którym dysponuje Donald Tusk, Radosław Sikorski czy Grzegorz Schetyna – mówię o ministrach spraw zagranicznych i premierze, który był szefem Rady Europejskiej i może warto się ich zapytać, co zrobić w tej sytuacji. W końcu jest to nasz wspólny, narodowy interes i nasze wspólne pieniądze, które tracimy.

TSUE zdecydował, że Polska za Turów ma płacić pół miliona euro dziennie, ale PiS stoi na stanowisku, że nie zapłacimy ani eurocenta.

To są opłaty wymagalne. Jeżeli my ich nie zapłacimy, to zostaną one potrącone ze środków, które miałyby przyjść do Polski w ramach funduszy europejskich.

Chce Pan powiedzieć, że Unia Europejska może nam potrącić miliony euro ze środków, jakie mieliśmy dostać w ramach Funduszu Odbudowy?

Tak, właśnie. Tak czy inaczej każdy dzień kosztuje nas 500 tysięcy euro. Tyle tracimy. To są duże pieniądze.

Koalicja rządząca o tym nie wie?

Myślę, że się pogubiła. Nie ma pomysłu, w jaki sposób ten problem rozwiązać. Przerzuca odpowiedzialność na Czechów, mówiąc, że po wyborach będą oni bardziej skłonni do tego, żeby dojść do porozumienia. To jest niepoważne, a przez to bardzo niepokojące.

Stanowisko Czechów w sprawie kopalni Turów się nie zmieni, niezależnie od tego, kto u nich wygra wybory – takie sygnały puszczają czescy politycy.

Rzeczywiście w tej sprawie czeska opozycja razem z rządem mówi jednym głosem i ta sprawa nie jest elementem kampanii wyborczej. Powtórzę: za mało wiemy o negocjacjach, za mało o stanowisku czeskim, ale do niedawna takich konfliktów z Czechami nie było. Jeśli były, to dotyczyły na przykład importu polskich produktów rolno-spożywczych do Czech, notabene ten konflikt był wywoływany przez obecnego premiera Andreja Babiša, który jest przecież czeskim oligarchą. Kwestionował jakość polskich produktów, dlatego, że były konkurencją dla jego produktów. No, ale te problemy można było rozwiązać. Dzisiaj widać wyraźnie, że rząd sobie nie radzi. Gdyby wyciągnął wnioski i zasięgnął rady u opozycji, zechciał też informować w sposób poważny opozycję o kulisach tego konfliktu, to dla Polski by się to znacznie lepiej skończyło. Nie mam pretensji do rządu, że nie zamyka Turowa. Nie można oczekiwać, że kopalnia zostanie zamknięta z dnia na dzień. Ale istotne są tu dwa elementy.

Jakie?

Po pierwsze – doprowadzenie kontaktów z bardzo bliskim i bardzo dobrym sąsiadem do takiego poziomu, w którym nie można się porozumieć. Po drugie doprowadzenie do takiej sytuacji, w której sąd uważa, że może taką karę zasądzić. To jest oznaka słabości Polski. Gdyby Polska nie miała tylu spraw otwartych przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej, gdyby wykazywała generalnie, w kontekście spraw praworządności w Polsce jakąś dobrą wolę rozwiązywania tych problemów, gdyby rząd PiS-u nie traktował TSUE jako pierwszoplanowego wroga Polski, to bylibyśmy w zupełnie innym miejscu. Rozumiem, że kara została naliczona także dlatego, że Polska w szeregu innych spraw, które są przed TSUE prowadzone, nie wykazuje najmniejszej woli porozumienia. To poważny problem. Na tym tracimy wszyscy. Tym bardziej, że rząd negocjuje z poważnymi grupami zawodowymi, jak lekarze, ratownicy medyczni, pielęgniarki, nauczyciele i wiadomo, że pieniędzy dla nich nie ma. Premier Morawiecki mówi, jak świetnie poszło z poborem podatków w tym roku, mamy dodatkowo 80 miliardów złotych, więc stać nas na to, aby płacić te 500 tysięcy euro dziennie. I to wszystko mówi w momencie, kiedy ludzie nie mają pieniędzy, a jak idą na targ, to nie mogą zrobić zakupów, bo wszystko drożeje. Kiedy uzmysłowimy sobie ten kontekst, zobaczymy, w jakiej koszmarnej sytuacji się znajdujemy. Dzisiaj rząd powinien zrobić wszystko, aby porozumieć się w sprawie Turowa, ale przede wszystkim powinien, jako że sprawy zaszły tak daleko, zaprosić opozycję do rozmów i wspólnie z nią zastanowić się, jak ten konflikt zakończyć.

Nie jestem pewna, czy to możliwe. PiS uważa, że polityka Unii jest pozatraktatowa, zresztą takie głosy słychać na przykład we Francji – że UE zbyt wtrąca się w niezależność krajów członkowskich. Znów też pojawia się hasło Unii dwóch prędkości, co oznacza marginalizację Polski.

Poruszyła pani kilka kwestii. W sprawie Turowa – nie będę bronił decyzji TSUE, w moim przekonaniu ona jest szkodliwa, zła, ale pokazuję jej kontekst – decyzja pani sędzi została podjęta w kontekście kilkuletniego lekceważenia przez Polskę innych spraw, jak również i tej sprawy. Bo pierwsze decyzje TSUE zapadły w maju. TSUE uznał, że ma do czynienia z rządem, który notorycznie łamie prawo europejskie. To jest fatalne wrażenie i uważam, że rząd powinien zrobić wszystko, by to wrażenie zatrzeć. Niezależnie od tego, co sądzimy o Unii Europejskiej, czy instytucje europejskie pozatraktatowo wzmacniają swoje uprawnienia, czy też tak się nie dzieje, to w tym momencie nie jest kluczowe. Możemy mieć zastrzeżenia do funkcjonowania różnych instytucji europejskich, to normalne, ale nie możemy pozwolić sobie na sytuację, kiedy dostarczamy argumentów instytucjom unijnym, które wywołują decyzje stawiające nas pod ścianą, albo spychające nas na margines. Od tego jest dyplomacja, także dyplomacja w UE, aby wszystkie te problemy rozwiązywać. Jeśli dziś widzimy, że premier podejmuje decyzję, aby nie jechać na szczyt Grupy Wyszehradzkiej, w sytuacji, w której Grupa Wyszehradzka jest głównym punktem odniesienia rządu PiS w polityce międzynarodowej, to widzimy, w jakiej jesteśmy sytuacji. Okazuje się, że nawet ten najważniejszy partner tego rządu już nim nie jest. To jakiś totalny dramat. Ale ponieważ sprawa dotyczy nas wszystkich, bo za błędy dyplomacji będziemy płacili wszyscy.

Donald Tusk stawia Jarosławowi Kaczyńskiemu zarzut polexitu. Uważa Pan, że PiS idzie w stronę polexitu?

Przywykliśmy do tego, aby patrzeć na polexit przez pryzmat brexitu – to znaczy, że to jest decyzja podjęta przez naród, a później wykonywana przez rząd. Otóż w polskim przypadku tak nie jest. Gdyby miało miejsce referendum w tej sprawie, to myślę, że w znakomitej większości Polacy opowiedzieliby się za pozostaniem w Unii Europejskiej. No, ale są fakty. Polexit to nie jest wyłącznie decyzja polityczna, która miała miejsce w przypadku brexitu. Brytyjczycy są cywilizowanym narodem; nie mogą sobie pozwolić na politykę, która się odbywa wbrew narodowi. Niestety w Polsce polityka wobec UE jest prowadzona wbrew opinii narodu. To prowadzi do eliminacji Polski z szeregu wpływów w Unii Europejskiej, z procesu decyzyjnego, który jest w UE podejmowany. Polska spychana jest na absolutny margines. Na tym polega polexit. Polexit to jest codzienna polityka polskiego rządu, która spycha nas na całkowity margines i poza krąg decyzyjny w Unii Europejskiej. To jest proces. W pewnym momencie obudzimy się i będziemy poza Unią. Nie wyjdziemy z niej jak Brytyjczycy. Będziemy poza Unią, kiedy okaże się, że nie bierzemy udziału w pracach najpoważniejszych instytucjach europejskich, a jeśli bierzemy, to jest on bez jakiegokolwiek wpływu na te instytucje. Że nie ma polskiego głosu w Radzie Europejskiej, w Komisji, że polski głos w Parlamencie Europejskim jest przez PiS marginalizowany, że Polska jest karana przez TSUE, że nie mamy zatwierdzonego Krajowego Programu Odbudowy, na który Unia łoży ogromne środki. Z polexitem już mamy do czynienia.

Mamy też kryzys na granicy z Białorusią. Stan wyjątkowy powinien być przedłużony?

Kiedy minister Kamiński przemawiał w Sejmie, przedstawiał wiele argumentów na temat stanu wyjątkowego. Ale one dotyczyły tego, aby uniemożliwić patrzenie rządowi na ręce. Stan wyjątkowy nie jest po to, aby uszczelnić granice i rząd nie przedstawił ani jednego argumentu na rzecz tej tezy. Rząd wprowadził stan wyjątkowy po to, aby dziennikarze nie mogli pojechać na granicę i nie mogli zobaczyć, jak wygląda sytuacja. Granica jest dziurawa, o czym wiemy, bo kilkuset nielegalnych imigrantów zostało zatrzymanych w Niemczech, co znaczy, że przejechali Polskę niezauważenie. Polskie państwo jest nieskuteczne w sprawie, która jest fundamentalna z punktu widzenia bezpieczeństwa – ochrony granic. Pamiętam 2015 rok, kiedy PiS używał niebywale emocjonalnych argumentów, że nie można do Polski wpuścić migrantów. Politycy PiS mówili też wtedy, że istnieje możliwość uruchomienia wschodniego kanału migracji do Europy. Czyli przez polską wschodnią granicę. PiS nie zrobił nic, aby te granicę realnie uszczelnić. Jestem zwolennikiem uszczelnienia granic, za tym, żeby polskie państwo wypełniało swoje obowiązki wobec obywateli, a także zobowiązania wobec Unii Europejskiej, bo przecież nasza wschodnia granica jest granicą unijną. Jeżeli jakikolwiek ruch migracyjny ma mieć miejsce, to przez legalne, przeznaczone do tego punkty graniczne, a nie przez zieloną granicę. Ale PiS nie zrobił nic, aby ta granica została uszczelniona, a to co robi, woła o pomstę do nieba. Zachowuje się w sposób nieludzki wobec imigrantów. To jest rzecz najgorsza – że PiS usiłuje przekonać Polaków do tego, że aby realizować konstytucyjne obowiązki, rząd musi być nieludzki. Nie zgadzam się z tym.

Każda osoba, która się znajdzie na terenie Polski i tego potrzebuje – ma udzielaną pomoc medyczną - mówił rzecznik rządu Piotr Müller.

No tak, tylko nie widzimy tego efektów. Gdy mamy do czynienia z ludźmi, którzy chorują, ich życie jest zagrożone, to w moim przekonaniu państwo powinno im pomagać. Tego od mojego państwa jako Polak oczekuję.

Ostatnia sprawa, o jaką chciałam Pana zapytać, to afera polityczna w związku z urodzinami znanego dziennikarza. W Sejmie do niemal pustej sali przemawia prezes NIK, bo politycy są na balandze.

Pani redaktor doskonale wie, że ja tam też byłem.

Dlatego Pana pytam.

To był ważny dzień mojej pracy poselskiej. Rano, w debacie na temat podatków związanych z Polskim Ładem walczyłem z rozwiązaniami szkodliwymi dla rozwoju przedsiębiorczości i klasy średniej. Skończyliśmy późno na głosowaniach. Jeżeli problemem jest to, że w nocy, na sali było może 10 parlamentarzystów, to dlaczego znany tabloid nie zadaje pytania wszystkim, dlaczego ich tam nie było. A skoro nie zadaje takiego pytania, to znaczy, że nie o to chodzi.

To o co chodzi?

Nie wiem. Jeżeli problemem byłoby to, że na sali nie było 450 posłów, to oni wszyscy powinni otrzymać pytanie, co w tym czasie robili. Takiego pytania nie otrzymali. To po pierwsze. Po drugie – wydaje mi się, że to świetny moment, aby pokazać, w jaki sposób praca Sejmu została sprowadzona poniżej granicy powagi, bo nie znam parlamentu, w którym obrady planowane byłyby na późne godziny nocne. Ale jeśli posiedzenie zaczyna się o godzinie 9 rano, a kończy o późno w nocy, to nie jest poważne, przecież można było zwołać sejm w sobotę rano. To dobry moment, aby wezwać marszałek Sejmu, aby bez potrzeby nie planowała nocnych posiedzeń. Nie dlatego, że nie możemy w nocy pracować, ale - ponieważ obserwacja obrad przez Polaków jest wtedy utrudniona.

Posłowie Budka i Siemoniak po imprezie oddali się do dyspozycji przewodniczącego Tuska. Donald Tusk powinien skorzystać z rady teściowej, która za pomocą SMS-a wstawiła się za nimi?

Pani redaktor dobrze wie, że ja nie jestem członkiem Platformy.

To już nic Pan na ten temat nie powie?

Polityka w Polsce nie jest teatrem. Może 30 lat temu politycy żarliwie walczyli ze sobą z trybuny sejmowej, a potem miło rozmawiali ze sobą w kuluarach. To dziś nie istnieje. Niestety, nienawiść jest realna. I niektórzy na tę nienawiść zapracowali. Urodziny redaktora Mazurka były dla mnie pierwszą okazją, aby porozmawiać z niektórymi politykami PiS na neutralnym gruncie. W sprawie kolegów z PO mogę powiedzieć jedynie, że bardzo sobie cenię rady mojej teściowej. Zawsze się do nich stosuję.

Mobilnych ołtarzy jednak nie będzie?

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Zdradziecka miorda Zalewski sam sieje nienawiść , co pokazuje od lat w mediach
J
Janusz I
W Magdalence wszyscy się kochaliśmy nawet z Bolkiem i Kiszczakiem.
Dodaj ogłoszenie