Paweł Zalewski: Kaczyński nie cofnie się przed niczym, aby rozbić opozycję [WYWIAD]

Dorota Kowalska
Zalewski: Audyt miał odwrócić uwagę opinii puboicznej od protestu wobec łamania konstytucji
Zalewski: Audyt miał odwrócić uwagę opinii puboicznej od protestu wobec łamania konstytucji Bartek Syta
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
O audycie rządów PO-PSL, marszu opozycji, o tym, czego boi się Jarosław Kaczyński i co musi zrobić PO, by przekonać do siebie wyborców mówi Paweł Zalewski polityk Platformy

Jak Pan ocenia audyt byłego już rządu Platformy Obywatelskiej i PSL-u?
To nie jest audyt, bo audyt zawsze robiony jest przez niezależną instytucję, albo specjalnie do tego powołaną. Tutaj, tak naprawdę, mieliśmy do czynienia z ustnym oskarżeniem rządu w większości będącym fałszem lub nadinterpretacją. Jest instytucja państwowa, która zajmuje się audytem ministerstw, to Najwyższa Izba Kontroli. NIK wielokrotnie przeprowadzał audyt we wszystkich ministerstwach, robił to w sposób rzetelny i kompetentny. Badane instytucje miały możliwość odpowiedzi, reakcji na niego. Dla mnie wiążące są audyty NIK, a nie polityczna akcja, która jest czystą reakcją na 7 maja, na marsz opozycji.

Myśli Pan, że to reakcja na zeszłotygodniowy marsz opozycji?
Nie mam co do tego wątpliwości. Chodziło tutaj o zmianę sytuacji. Otóż opozycja odniosła ogromny sukces, bo Polacy pokazali, iż cenią sobie wolności konstytucyjne i członkostwo w Unii Europejskiej. Ta demonstracja była bardzo mocno propagandowo krytykowana i dezawuowana przez media Prawa i Sprawiedliwości, w tym dawną telewizję publiczną. Już po tej akcji było widać, jak Prawo i Sprawiedliwości boi się 7 maja. I właśnie ten atak miał odwrócić uwagę opinii publicznej od protestu wobec łamania konstytucji, zabierania wolności obywatelskich, chociażby poprzez ustawę inwigilacyjną, czy antyterrorystyczną, która wejdzie za chwilę do Sejmu na rzecz kłamliwej narracji PiS o 340 miliardach złotych, które miały zostać stracone przez poprzedni rząd. Ja tylko przypomnę, jeżeli mówimy już o pieniądzach, że od czasu wyborów prezydenckich, które wygrał pan Andrzej Duda z polskiej giełdy wyparowało 200 miliardów złotych, m.in. decyzją inwestorów, którzy w antycypowali zwycięstwo PiS z jego programem socjalnym, nie mającym pokrycia w możliwych dochodach.

A skąd Pan ma takie dane?
To można łatwo obliczyć, bo dane są publiczne. Tutaj powołuję się na dane agencji Bloomberga.

I myśli Pan, że ten zabieg Prawa i Sprawiedliwości się udał? Że audyt odwrócił uwagę opinii publicznej od marszu opozycji, niezadowolenia tłumów, które wyszły na ulice?
Moim zdaniem, nie. Bo każdy, kto samodzielnie analizuje sytuację polityczną wie, że ten atak na poprzednie osiem lat rządów Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego miał za cel głównie przykrycie faktu łamania konstytucji przez prezydenta, premiera, łamania prawa, czyli tego wszystkiego, co PiS-owi zarzuca opozycja i myślę, że to jest dla wszystkich oczywiste. Nie mam wrażenia, że Prawo i Sprawiedliwość przekonało inaczej myślących, natomiast umocniło swój twardy elektorat, bo dostarczyło mu kolejnych argumentów na rzecz popierania PiS-u. Tylko, że twardy elektorat PiS-u ma to do siebie, że jest lojalny i łatwo nie zmienia zdania, więc to żaden zysk dla Prawa i Sprawiedliwości.

Pojawiły się plotki, że ten audyt był przygotowany naprędce, że ministrowie mieli bardzo mało czasu, aby się do niego przygotować. To było widać, Pana zdaniem?
Oczywiście, że tak. To był atak, za który miała być odpowiedzialna pani minister Kempa. Widać było wyraźnie, że jej rola koordynacyjna w tej propagandzie, bo inaczej tego audytu nie nazywam, była znikoma. Obserwowaliśmy różną metodologię, niespójność w argumentach, koncentrowanie się na szczegółach albo na absolutnych ogólnikach. Widać było, że przekaz jest niespójny, a więc przez nikogo niekoordynowany - to po pierwsze. Po drugie, to miał być materiał, który powinien być przedstawiony na piśmie, ale zabrakło czasu. Prawo i Sprawiedliwość przygotowywało się z tą propagandą na okres letni, po Światowych Dniach Młodzieży, po szczycie NATO w Warszawie. Wtedy miało dojść do uderzenia w dawny rząd. Marsz 7 maja zmienił plany Jarosława Kaczyńskiego i ten postanowił uderzyć już dzisiaj. Wszyscy zgadzają się, co do tego, nawet obserwatorzy sceny politycznej przychylni Prawu i Sprawiedliwości, że ta propaganda była niespójna. Ona nie przekonała nawet inteligentnego zaplecza Prawa i Sprawiedliwości.

Myśli Pan, że Jarosław Kaczyński aż tak przestraszył się tych tłumów na ulicy?
Tak, to było widać. Jeśli 2 maja Jarosław Kaczyński wystąpił z bardzo silnym przemówieniem, w którym deklarował swoje przywiązanie do Unii Europejskiej, to tylko po to, aby zdemobilizować tych, którzy uważają, że rząd robi coś przeciwnego, że chce postawić Polskę na całkowitym marginesie UE. Potem przeprowadzenie tej pisowskiej propagandy w TVP, bo kiedy zaczynał się marsz, nagle zorganizowano czat Jarosława Kaczyńskiego transmitowany w telewizji. To wyglądało dość pociesznie, bo było karykaturą wielkiego przedsięwzięcia, które organizuje Władimir Putin. Ten czat zbiegł się dokładnie w czasie z momentem rozpoczęcia marszu i był pretekstem dla telewizji kontrolowanej przez PiS, aby nie transmitować marszu, ale pokazać Jarosława Kaczyńskiego. Więc było widać, że PiS robi wszystko, aby ten marsz przykryć, ale to się nie udało. Stąd konieczność zmiany argumentacji tak, aby ludzie nie rozmawiali o łamaniu prawa przez PiS i niszczeniu demokracji, tylko, żeby zaczęli rozmawiać o czymś innym. Ta środa miała dać legitymację Prawu i Sprawiedliwości do rozprawienia się z opozycją. Tylko, że z wielkiej chmury wyszła totalna kompromitacja. Niemniej ten to ataków na PO utrzyma się. PiS zdobył władzę obietnicą polityki socjalnej , a nie niszczenia demokracji. Dlatego dziś szuka legitymacji do łamania konstytucji w totalnej krytyce ostatnich 8 lat.
Na ile ten sojusz opozycji jest trwały, jak Pan myśli? Bo w tym marszu wszyscy liderzy poszli razem, nawet trzymali się za ręce: był Grzegorz Schetyna, był Ryszard Petru, była Barbara Nowacka, właściwie wszystkie środowiska opozycyjne.
Panuje powszechna świadomość, że współpraca ze strony opozycji wobec łamania prawa przez PiS jest niezbędna, jest po prostu polską racją stanu. I trudno mi sobie wyobrazić, aby którekolwiek z ugrupowań, albo którykolwiek z liderów poświęcił tę współpracę na rzecz jakichś wybujałych ambicji. Natomiast trzeba określić, czego ta współpraca ma i powinna dotyczyć dzisiaj. Bo pojawiają się głosy o konieczności powołania już dzisiaj jakiejś koalicji, która miałby się przygotowywać do wyborów parlamentarnych. To nie jest ten moment. Dziś potrzeba określić jakiej Polski chcemy po odsunięciu PiSu od władzy. Musimy się odnieść do sukcesów i porażek ostatnich lat i przedstawić nową propozycję Polakom. Tego nie da się zrobić w tak szerokim gronie, między Platformą, Nowoczesną a Lewicą. Na budowanie koalicji wyborczych przyjdzie czas przed wyborami. I wtedy będzie potrzeba szukania wspólnego mianownika na podstawie nowych programów opozycyjnych partii. Dzisiejsza współpraca powinna dotyczyć szukania skutecznych dróg przeciwstawiana się PiS-owi, gdy łamie prawo i gdy niszczy nasze szanse europejskie, nasze szanse rozwojowe. Jednym ze sposobów jest mobilizowanie opinii publicznej, która ciągle ma znaczenie decydujące. Stąd znaczenie marszów protestu i KOD-u. Z drugiej strony cieszę się z podjęcia bliższej współpracy przez PO, Nowoczesną i PSL w Sejmie. Wspólny front opozycji utrudnia niszczenie standardów demokratycznych w pracy parlamentarnej. Jednak musimy pamiętać o ryzyku, które ujawnił sondaż Ariadna firmowany przez pana prof. Maliszewskiego. Według niego rząd ocenia negatywnie 45 procent a pozytywnie 37 procent Polaków. Z tego wynika, że program „500+” nie wystarczy, aby Prawo i Sprawiedliwość zdobyło zaufanie większości obywateli, natomiast utrzymanie władzy będzie możliwe jedynie przy podzieleniu opozycji. Nie mam żadnych wątpliwości, że Jarosław Kaczyński nie cofnie się przed niczym, aby rozbić opozycję.

I co może takiego zrobić?
Nie chcę mu podpowiadać. Myślę, że wkrótce poznamy te koncepcje. Natomiast z pewnością program „500+” nie wystarczy, aby Jarosław Kaczyński wygrał po raz drugi wybory. Musi doprowadzić do rozbicia opozycji.

Ale pytam: jak to zrobi?
Zawsze, jeśli jest kilka podmiotów, które mają swoją tożsamość, definiowalne interesy, możliwe jest działanie na zasadzie: dziel i rządź. Opozycja musi mieć świadomość, że takie próby będą podejmowane. Patrzę z uznaniem na Grzegorza Schetynę, który nie dał się sprowokować ani razu złośliwym wypowiedziom pod adresem Platformy czy jego samego ze strony innych uczestników tego bloku opozycyjnego. W moim przekonaniu to dobry przykład do naśladowania. Schetyna zdaje sobie sprawę, że współpraca jest ważniejsza od większej czy mniejszej złośliwości. Takiej dojrzałości oczekuję od wszystkich liderów opozycyjnego bloku.

A widzi Pan jednego lidera takiej zjednoczonej opozycji? Bo ja nie widzę mówiąc szczerze.
Dzisiaj jest tak, że tymi liderami jest Platforma Obywatelska i Nowoczesna, Schetyna i Petru. To jest oczywiste. Pytanie, w jakim kierunku pójdzie Nowoczesna, czy nie zechce wykorzystać sytuacji, jaka jest w Sejmie, sytuacji dość powabnej, można by powiedzieć.

Czyli?
Może dojść do sytuacji, w której Nowoczesna określi się jako partia liberalna gospodarczo chcąca także reprezentować lewicę światopoglądową, która w Sejmie nie ma jednoznacznego przedstawiciela. Lewicą socjalną jest Prawo i Sprawiedliwość. Dużą część programu Platformy stanowią także projekty wrażliwe społecznie. A w sytuacji, kiedy jednak Platforma jest partią centrową, która ma skrzydło konserwatywne i socjalne, taka bardziej lewicowa możliwość definiowania się Nowoczesnej istnieje. Wtedy w opozycji powstałby układ uzupełniający się. Ale oczywiście, to decyzja Nowoczesnej - to partia młoda, chociaż zdobyła już istotne zaufanie społeczne. Pytanie, jak będzie się chciała dalej rozwijać. Dziś jestem przekonany, że właściwą odpowiedzią na rządy Prawa i Sprawiedliwości jest Platforma Obywatelska, chociaż ciągle przed nią jest zdefiniowanie nowej oferty programowej. Platforma musi poprawić tak naprawdę trzy elementy, aby być partią, która będzie w stanie trwale zwiększać swoje poparcie.

Jakie?
Po pierwsze musi na nowo określić swoją tożsamość w nowych warunkach politycznych, które określają rządy PiS. Musi odpowiedzieć dlaczego właśnie na nią mają głosować Polacy. PiS zakwestionował dotychczasowy paradygmat polityki, polegający na dawaniu ludziom wędki i tworzyć warunki, w których będą mogli sami złowić sobie rybę. Chodziło o stworzenie dobrych warunków makroekonomicznych do inwestowania przez przedsiębiorców, zbudowania infrastruktury niezbędnej do rozwoju i tworzenia miejsc pracy, a także zapewnienia bezpieczeństwa międzynarodowego. Dzisiaj widać wyraźnie, że jest grupa, która mimo tej polityki dawania wędki, sobie nie radzi. I w moim przekonaniu, z tego trzeba. W imię solidarności i wspólnoty narodowej, którą tworzymy wszyscy musimy tę politykę zmienić na rzecz aktywniejszego poparcia osób, które znajdują się w potrzebnie. Prawo i Sprawiedliwość utorowało drogę do takiego myślenia, chociaż nie oni pierwsi wpadli na pomysł „500 +”, oni pierwsi go zrealizowali. I to jest, w moim przekonaniu, trwały czynnik w polskiej polityce na najbliższe lata. Platforma głosowaniem za „500+”, a tak naprawdę głosowaniem za rozszerzeniem tego projektu tak, aby objął wszystkie dzieci, a nie tylko drugie, czy te, które znajdują się w bardzo trudnej sytuacji, potwierdziła to. Teraz chodzi o to, aby Platforma przedstawiła swoją wizję, jak zgodnie z możliwościami ekonomicznymi Polski, a nie wbrew nim, jak robi to PiS pomóc ludziom w potrzebie. Kolejna kwestia, to komunikacja, która zwłaszcza w roku przedwyborczym była fatalna. To także wytłumaczenie, częściowe, ale istotne, naszej porażki. I ostatnia kwestia, w moim przekonaniu kluczowa, to zbudowanie kultury organizacyjnej partii, która zakłada autokorektę. To znaczy, uczy się na błędach, wyciąga wnioski i robi to odpowiednio szybko, zanim skorzystają z nich rywale. Tego niewątpliwie nie było w Platformie w ostatnich latach. Mówiłem o tym, to był zresztą powód, dla którego nie kandydowałem. Krótko mówiąc: Platforma nie miała tej kultury, która mogłaby ją uchronić przed porażką.

Myśli Pan, że na marsz 4 czerwca przyjdzie tyle samo osób, co w maju albo więcej?
Nie chciałbym być zakładnikiem podawania wielkich liczb, o których weryfikację toczy się następnie spór. Na pewno to będzie istotny marsz, który pokażę Prawu i Sprawiedliwości, że opinia publiczna nie daje zgody na łamanie prawa. Marsz 7 maja nie był marszem przeciwko PiS-owi per se, ale marszem właśnie przeciwko łamaniu prawa przez PiS. W tej kwestii sam PiS będzie dostarczał Polakom argumentów. Już dziś rząd zapowiedział ustawę niszczącą obecną strukturę sądów powszechnych, aby zniszczyć ich niezawisłość. Dlatego wierzę, że ilość ludzi na ulicach nie będzie maleć. Przypominam jednak,marszom musi towarzyszyć pozytywna oferta partii politycznych, pokazująca jakiej Polski chcemu po PiSie.

Wideo

Komentarze 17

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tu_du
A chciałbyś takiej "stabilizacji państwa" z aferami i rozkradania majątku narodowego ?
t
tu_du
Oczywiście PO chciało by zrzucić winę na PiS. Tymczasem cała awantura przecież, rozpoczęła się od wyboru (podrzuceniu TK ) 5 sędziów "na zapas"przez PO-PSL. Jeszcze przed wyborami, PiS ostrzegał że tak robić nie wolno, bo wyboru tychże 5 sędziów, powinna dokonać już nowa ekipa rządząca ! Kiedy dochodzi do sprzeczki kto zawinił, półgębkiem mówi się o winie PO-PSL, natomiast całe zło wynikające z takiego postępowania nie sprawiedliwie przypisuje się PiS-i. Jest to jak zwykle platformerska hucpa targowiczan nie umiejących się pogodzić z przegraną ! Także TK - z Rzeplińskim na czele - nie może się stawiać nad 460 osobowy parlament, który na podstawie art. 197 konstytucji uchwalił nowy porządek pracy TK i nie można bez końca powtarzać (jak mantrę) że ... jest nie zgodny z konstytucją ? Wygląda na to, że TK chce kierować parlamentem a nie odwrotnie? Po prostu, "ogon chce kierować psem"?
g
gość
Rozbić opozycję? Śmiechu warte! To "opozycja" wie, czy nie wie, czego chce, ale POWINNA BYĆ przeciw... WSZYSTKIEMU?

Jeżeli jest przeciw wszystkiemu, to NIKT rozbić jej nie zdoła, ale jeżeli każda z partii opozycyjnych ma swoje "życzenia", to JUŻ JEST "rozbita" i nikt rozbijać jej nie musi.
Z
Ziobro i spółka
zostały przyjęte z powrotem po wyczyszczeniu butów Prezesa WszechCzasów
j
jak to neofita
kto raz zdrazdzi, nigdy nie zdobędzie zaufania.
Gardzimy takimi chorągiewkami jak pan Zalewski
s
spokojny
Po co rozbijać opozycję? Przecież ona sama rozbita i pobita na następne 20 lat.
Marsze uliczne nic nie dają, bo ulica nie rządzi ale rząd.
Wszystko.
a
auto-
-ryted
p
polityk
FPD (1990–1991)
UD (1991–1992)
PK (1992–1993)
KK (1994–1999)
SKL (1999–2001)
PP (2001–2002)
PiS (2002–2007)
PO (od 2009)
m
małpa w czerwonym
Nie ma również koalicji rządzącej. Jest tylko zlepek świń pchających się do koryta.
p
popieram
niech ją rozp ... li w drobny mak !!!
a
as
do Piotra: nie pieprz Piotrze!
a
as
mamo, chwalą nas!, kto? wy mnie a ja was!
m
małpa w czerwonym
Nie ma u nas żadnej opozycji. Ta tzw. totalna to zlepek świń odciętych od koryta. Wiem coś na ten temat.
G
Gość
by z góry sugerowało jedynie słuszna odpowiedz.
t
to
strach się bać
Dodaj ogłoszenie