reklama

Paweł Śpiewak: Hasło "dobra zmiana" nic nie znaczy. Przez PiS zmierzamy ku katastrofie

Agaton KozińskiZaktualizowano 
Paweł Śpiewak: Wpadliśmy w pustkę. Chyba w żadnym kraju w Europie elity polityczne nie zużyły się tak bardzo jak u nas. Mamy poważny kryzys państwa
Paweł Śpiewak: Wpadliśmy w pustkę. Chyba w żadnym kraju w Europie elity polityczne nie zużyły się tak bardzo jak u nas. Mamy poważny kryzys państwa Bartek Syta
PiS właśnie narzuca nam nową formę despotyzmu - taką, w której despotą jest większość parlamentarna. Opozycja nie umie przedstawić żadnego alternatywnego rozwiązania. Zmierzamy ku katastrofie - mówi prof. Paweł Śpiewak.

Andrzej Duda właśnie otworzył Muzeum Polaków Ratujących Żydów im. rodziny Ulmów. Tylko dlaczego musieliśmy na taką placówkę czekać tak długo?
Proszę o to zapytać urzędników państwowych, bo ja nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Choć na pewno jest w tym trochę polityki. Nowa ekipa rządowa zrobiła mocny zwrot w kierunku pamięci. Chce w ten sposób pokazać, że w czasie II wojny światowej wielu Polaków zachowało się godnie. To próba zmiany narracji historycznej, pokazanie szlachetnej strony naszego narodu.

Władysław Bartoszewski zawsze podkreślał, że pośród wszystkich nacji to Polacy mają najwięcej drzewek upamiętniających Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w instytucie Yad Vashem. Tyle, że w Polsce nigdy się o tym prawie nie mówiło.
Bez przesady, sporo na ten temat napisano. A zaczął ten proces Bartoszewski książką „Ten jest z ojczyzny mojej”, którą miała już dużo wznowień. A cały proces zaczął nie rząd, tylko osoby ze środowisk katolickich. One już w czasie wojny budowały „Żegotę”, organizację zajmującą się ratowaniem Żydów. To świetny dowód na to, jak istotnym elementem to udzielanie pomocy było dla wielu katolików. Oddzielną kwestią jest, czy prezydent Duda - podkreślając, że setki tysięcy Polaków pomagało Żydom w czasie wojny - mówi prawdę. Raczej mam poczucie, że to było retoryczne, patetyczne sformułowanie, które nie odpowiada prawdzie. Tak nie było.

Ale wiadomo, ile?
Właśnie nie. Były robione badania, ale jedynie szczątkowe. Na przykład karą śmierci w czasie wojny za udzielanie pomocy Żydom było dotkniętych 700-900 rodzin. Nie podejmę się ocenić, czy to dużo, czy mało - ale na pewno jest to inna liczba niż ta, o której mówił prezydent. Wiadomo też, że część osób, które złapano na ratowaniu Żydów, nie karano śmiercią, lecz wysyłano je do Auschwitz, czy zamykano w lokalnych więzieniach. To wszystko dotyka bardziej delikatnych sytuacji. Trudno oczekiwać od kogokolwiek heroizmu w tak skrajnych sytuacjach. Ale też nie można mówić, że Polacy solidarnie pomagali Żydom w czasie wojny.

Nie zmienia to faktu, że przez lata o rodzinie Ulmów, czy o Żegocie mówiło się bardzo niewiele. PiS otworzył temat, który wcześniej był na marginesie. Można to uznać za przykład tej „dobrej zmiany”, który partia obiecała w kampanii?
Wie pan, zwrot „dobra zmiana” nic ta naprawdę nie znaczy. Bardziej istotne jest, czy dana sprawa służy prawdzie historycznej, bo ona jest wartością samą w sobie, lub czy ma funkcję społeczną, pozwalającą umocnić władzę obecnej ekipy. Akurat powrót do mocnej, patriotycznej na granicy nacjonalizmu ideologii na pewno służy tej władzy. Każda forma wzmacniania narodowego ego to element budowy wspólnoty Polaków, wzmacniania dumy narodowej. W ten sposób PiS buduje ideologiczną podstawę swej władzy. Ale czy to służy prawdzie? Bardzo w to wątpię.

W którym miejscu widzi Pan fałsz?
Choćby przy kulcie żołnierzy „wyklętych”. Na pewno warto o nich mówić, to ważny kawałek polskiej historii, ale tak naprawdę nie za bardzo wiemy, kim oni byli. Czy chodzi o tych, którzy walczyli zaraz po wojnie, czy raczej o tych, którzy ciągle się bili kilka lat później?

Nie da się „wyklętych” opisać jednoznacznie jako bohaterów. Ale też omijanie tego tematu nie jest rozwiązaniem - a przez dekady dyskusji o ich dziejach nie było.
Ale przecież nie było żadnego zamiatania pod dywan tematu. Historycy prowadzili na ten temat badania, sporo wiemy o tych żołnierzach. Teraz chodzi natomiast o to, że z ich walki robi się ideologię.

Generalnie PiS w wielu kwestiach mocno przesuwa akcenty, podejmując tematy wcześniej omijane. Skutecznie odświeża nasze życie publiczne?
Każda sytuacja napięcia politycznego sprawia, że zaczynamy poważnie myśleć o sytuacji, głębiej myślimy o problemie. Choć też nie jest tak, że dyskusja jest wartością samą w sobie. Wartością jest szukanie dobrych rozwiązań ustrojowych. Tymczasem dziś znaleźliśmy się w centrum najpoważniejszego od niemal 30 lat kryzysu ustrojowego i politycznego, który zaczął zagrażać pozycji międzynarodowej Polski. To katastrofalna sytuacja i prowadzi do nieznanego. Widzę właściwie tylko negatywnego scenariusze rozwoju sytuacji, trudno mi dostrzec pozytywne.
O scenariuszach za chwilę, najpierw poproszę o diagnozę sytuacji. Czy to testowanie granic ustroju jest polem do prowadzenia gry politycznej, czy jesteśmy świadkami redefiniowania ustroju Polski?
I jednego, i drugiego - bo tych kwestii nie da się rozdzielić. Choć odnoszę wrażenie, że celem nadrzędnym jest zmiana ustroju. Jesteśmy świadkami narzucania nam nowej formy despotyzmu - takiej, w której despotą staje się większość parlamentarna. PiS wychodzi z założenia, że skoro ma większość w Sejmie, to ma prawo narzucać swoją wolę właściwie we wszystkich dziedzinach życia: od Trybunału Konstytucyjnego, przez administrację państwową, po samorządy. A despotyzm jest złym rozwiązaniem ustrojowym, bez względu na to, czy odpowiada za niego jedna osoba, czy jakaś grupa. Wiąże się to z zawieszeniem mechanizmów konstytucyjnych i uznaniem, że prawo nie jest nadrzędne, tylko że musi być dostosowane do potrzeb rządzącej większości. Nic dobrego z tego nie będzie.

Rozmawialiśmy pod koniec listopada i wtedy zaznaczał Pan, że nie czuje się specjalnie zaskoczony bardziej radykalnym sposobem rządzenia, jaki wprowadził PiS - i lekko drwił z KOD-u, mówiąc o „męczennikach na pluszowym krzyżu”. Teraz inaczej Pan rozkłada akcenty.
Bo jeszcze nigdy wcześniej nie było takiej sytuacji, w której najważniejsze osoby w państwie zaczynają kwestionować porządek konstytucyjny. Tempo, w jakim to się dzieje, jest niespotykany i wcześniej w żaden sposób niezapowiedziane. PiS ani nie pisał o tym w swoim programie, ani nie zapowiadał tego w czasie kampanii wyborczej. Obecna władza wyraźnie zachwiała istniejącą hierarchią. Rolą premiera jest wykonywanie zaleceń Trybunału Konstytucyjnego - taki porządek wynika z naszej konstytucji. TK posiada ogromną władzę, ale nie posiada narzędzi do jej sprawowania. Podobny mechanizm występuje w większości państw zachodnich, to właściwie standard. U nas się go właśnie odrzuca.

Ten kryzys się dopiero rozpoczął, dwoma-trzema ruchami można go szybko i łatwo zażegnać.
Zgadzam się, sprawy nie zaszły daleko, w każdej chwili można je odwrócić. PiS pod wpływem nacisków międzynarodowych może się wycofać. Pytanie, czy będzie umiał to zrobić z twarzą. Ale jeśli obecny stan rzeczy utrzyma się dłużej, utrwali się, grozi nam katastrofa.

Widzi Pan kogoś, kto zdoła jej zapobiec?
Tego może dokonać tylko ten, kto za tę sytuację odpowiada, czyli PiS. Ta partia musi zmienić swoje zachowanie, nie ma innego wyjścia.

PiS ma zdolność do autorefleksji?
Nie - właśnie dlatego wieszczę nadchodzącą katastrofę. Tym bardziej, że nie ma możliwości nacisku na tę partię wewnątrz kraju. Ewentualny efekt może przynieść tylko presja z zewnątrz: naciski Amerykanów, Unii Europejskiej. Póki co nie dają one rezultatu i PiS konsekwentnie trzyma się przyjętej strategii - samobójczej zresztą, przede wszystkim dla nich samych. Choć przy okazji skazującą Polskę na autoizolację, co zdaje się, że jest sprzeczne z linią programową PiS-u.

Przy każdej możliwej okazji przedstawiciele tej partii deklarują chęć współpracy w ramach UE i NATO.
Może deklarują, bowiem nie ma faktów to potwierdzających. Choćby sytuacja z Komisją Wenecką - rząd sam poprosił o jej opinię, a teraz nie zamierza w żaden sposób nią sobie wiązać rąk. Takich przykładów mamy coraz więcej. Proszę poczytać zagraniczne gazety. Tam o Polsce pisze się bardzo dużo, ale z tych opisów można wyciągnąć wniosek, że przez nasz kraj tsunami przeszło. W dodatku to tsunami jest nam potrzebne dokładnie tak samo jak trzęsienie ziemi w Józefowie pod Warszawą.

PiS doszedł do władzy obietnicą zmiany - zresztą przed wyborami była na nią duża potrzeba, także Pan ją podkreślał.
I ja dalej oczekuję zmiany. Ale nie zmiany ustroju.
To proszę narysować granicę zmiany. Zaznaczyć miejsca, które należałoby zreformować, i te, których dotykać nie należy.
Nie należy dotykać kwestii ustrojowych - a fakt, że prezydent nie przyjął przysięgi od trzech sędziów wybranych w poprzedniej kadencji rozpoczął właśnie taki proces. To było złamanie konstytucji, formalny początek rewolucji ustrojowej w kraju. I przekroczenie granicy zmiany, której przekraczać nie należy.

Z drugiej strony sondaże pokazują, że PiS ma poparcie dla takich działań - notowania tej partii nie spadają.
To nieprawda, nic takiego z sondaży nie wynika. Jeśli dodamy poparcie dla Platformy, Nowoczesnej i PSL-u, to uzyskamy podobny wynik do tego, jaki notuje PiS. A gdy jeszcze dołożymy do tego badanie, z którego wynika, że miażdżąca większość uważa, że działania tej partii są antykonstytucyjne, to wyraźnie widać Polacy nie akceptują takiego stylu rządów. Oczywiście, zawsze możemy sobie zadać pytanie, jak to jest możliwe, że PiS ciągle popiera ok. 40 proc. Polaków - ale to już by była rozmowa na inny temat. A na marginesie, warto pamiętać, że w latach 70. 3 mln Polaków było członkami PZPR, popierało linię polityczną tej partii. Co wcale nie okazało się gwarancją obowiązywania komunizmu w Polsce.

PiS ma tak wyraźną przewagę, bowiem opozycja wobec niego jest mocno podzielona. Pod jakim hasłem mogłaby się ona zjednoczyć? Bo mimo wszystko proste działania antypisowskie mogą nie wystarczyć, mogą wręcz PiS wzmacniać.
Odejdźmy na chwilę od języka polityki. Teraz stoimy przed konfliktem bardzo zero-jedynkowym. Albo mamy państwo prawa, albo go nie mamy. Wiem, że PiS-owi zależy na tym, żeby polaryzować napięcie, wyostrzać podziały w kraju, ale to nie znaczy, że należy ustąpić. W obecnej sytuacji nie ma miejsca na kompromis. Obecna większość parlamentarna nie może bowiem uznać, że tak po prostu zastąpi inną większość - tę, która poparła w referendum konstytucję. A ta konstytucja cały czas obowiązuje. Prezydent złożył na nią przysięgę, podobnie jak premier. Oboje ponoszą odpowiedzialność konstytucyjną. Nikt ich z niej nie zwolnił. Istnieje hierarchia praw i trzeba jej przestrzegać.

PiS tę hierarchię właśnie przewraca - i nie widać siły politycznej, która byłaby zdolna ją powstrzymać.
Nie mówimy o konflikcie politycznym, tylko o prawnym. A spory prawne rozstrzyga się w sądzie, nie w głosowaniu.

Dobrze Pan wie, że łamanie konstytucji nie jest kwestią, za którą można pociągnąć kogokolwiek do odpowiedzialności sądowej. Potrzebna jest jeszcze większość polityczna do poparcia takiego wniosku.
Często jest tak, że w tak abstrakcyjnych kwestiach jak Trybunał Konstytucyjny, większość osób nie rozumie, na czym polega problem, albo nie jest tym w ogóle zainteresowana. Ale to nie znaczy, że nie mówimy o niesłychanie ważnej sprawie. Dlatego też nie sugerowałbym się tym, czy można mówić o większości, czy nie. Poza tym opinia publiczna w wielu kwestiach potrafi szybciej zmienić zdanie niż się komukolwiek wydaje. Nie wiemy, jakie PiS będzie poparcie za rok. Może 5-procentowe?

To praktycznie niemożliwe.
Tak niskie może nie, ale spaść może bardzo mocno wobec danych, które mamy dzisiaj. Nie wiemy, jakie ono będzie za kilka miesięcy. Dlatego nie można za każdym razem odwoływać się tego, jak się układa poparcie dla partii politycznych. Liczą się kwestie ustrojowe i ich należy się trzymać.

Sondaże są o tyle istotne, gdyż jak termometr pokazują temperaturę emocji społecznych. Jak Pan sądzi, jak te emocje rozłożą się za rok? Czy w okolicach następnej Wielkanocy na demonstracje KOD-u będzie przychodzić 200-300 tys. Polaków? Czy raczej PiS kolejnymi posunięciami typu program 500+ i wyższa kwota wolna od podatku przeciągnie do siebie kolejną grupę wyborców?
Nigdy nie jest tak, że nawet najlepsze programy społeczne są w stanie zmienić złe nastawienie, które powstaje w wyniku akcji politycznej. To jak z ostatnią obniżką ratingu Polski. Agencja, która podjęła o tym decyzje, wyraźnie powiedziała, że to nie jest decyzja oparta na przesłankach ekonomicznych - bo takich nie było - tylko politycznych. Wiadomo, że efektów dziś podjętych działań politycznych nie zobaczymy od razu, one będą widoczne za kilka tygodni, czy miesięcy. Ale przecież jeśli zagraniczny przedsiębiorca czyta w swojej gazecie o tym, co się dzieje w Polsce, to te doniesienia w żaden sposób nie przekonają go do tego, by zdecydował się zainwestować w naszym kraju. To będzie realna strata - a agencje ratingowe tego się spodziewają i dlatego obniżają notowania naszej gospodarki. Wiedzą, że w Polsce rozpoczął się pewien proces, którego konsekwencje mogą być bardzo niekorzystne.
Z drugiej strony rząd ma po swojej stronie instrumenty, by tym procesem zarządzać i wyrównywać straty przynajmniej swoim wyborcom. Dlatego zapytałem Pana o o emocje. Jak według Pana mogą się one rozkładać za rok?
Żeby snuć takie prognozy, trzeba się do czegoś odnieść. Tylko do czego? Gdy mieliśmy przełom 1989 r., poparcie społeczne dla zmiany było stosunkowo niskie - ale ówczesny rząd był zdeterminowany, by ją wprowadzić i dziś z tego korzystamy. Tak samo dziś trzeba bronić naszych imponderabiliów, czyli państwa prawa - nawet jeśli dziś większość parlamentarna nie podziela przekonania, że jest to konieczne.

Ale co musiałoby się stać, żeby to przekonanie zaczęła podzielać wyraźna większość?
Pewnie dla wielu osób najważniejszym elementem rządów PiS-u nie będzie spór o Trybunał, tylko program 500+. Dla wielu rodzin będzie on ważnym elementem budżetu domowego. Będzie to rodzić rodzaj ambiwalencji. Te same osoby z jednej strony będą się cieszyć, że mają te 500, czy 1000 zł dzięki temu rządowi, ale z drugiej będą mieć świadomość, że koszt uzyskania tych pieniędzy jest olbrzymi. Na to jeszcze nałoży się rozedrganie polityczne, które będzie się na Polaków wylewać z mediów. To będzie dla nich bardzo męczące, bo żaden naród nie lubi żyć w stanie ciągłego konfliktu.

Z drugiej strony PiS idąc do władzy przygotował sobie całą paczkę własnych tematów, które może sukcesywnie otwierać i nimi zapełniać rzeczywistość. Dałem przykład z rodziną Ulmów na początku, Pan wspomniał o „wyklętych”, jest 500+, a tego jest więcej. Uda się w ten sposób PiS-owi przynajmniej częściowo opanować to rozedrganie?
Teraz pyta mnie pan o to prognozę, w jaki sposób rozwinie się sytuacja polityczna w Polsce. Tyle, że nie da się jej opisać za pomocą prostych haseł, starcia Platformy z PiS-em. W ten sposób dyskutowaliśmy o polityce przez ostatnią dekadę, ale ten sposób rozmowy właśnie się skończył.

Co go zastępuje?
Chwilę, najpierw powiem, co się skończyło. Otóż, wyczerpały się dwa modele rozwoju. Pierwszy był oparty na skrajnym indywidualizmie, polegający na tym, że się rzucało hasło: proszę brać kredyt i sobie radzić. Ten system się skończył, bowiem wyraźnie widać, że jest on skrajnie niesprawiedliwy. Jednych doprowadził do niewolnictwa kredytowego, innych - tych, których nawet na kredyt nie stać - zmuszał do emigracji zarobkowej. Drugi model, który się skończył, to przekonanie, że o wszystkim ma decydować rynek. Widać, że to nie działa. Rynek wymaga dostosowania go do możliwości społeczeństwa. Zwycięstwo PiS-u jest wyraźnym sygnałem na to, że właśnie tego Polacy oczekują. I tego oczekiwania nie da się już cofnąć. Bez względu na to, jaka partia będzie rządzić, będzie musiała to oczekiwanie brać pod uwagę. Swoją drogą PiS jest świadomy tego oczekiwania i bardzo skutecznie pod nie się ustawia.

Długo będzie mógł surfować na tej fali?
Nie mam zielonego pojęcia. Wiele podobnych punktów słychać w tym, co mówi partia Razem. Oni widzą, że młode pokolenie, które właśnie wchodzi w dorosłe życie, znajduje się w trudnej sytuacji. Ale PiS na pewno bardzo umiejętnie dostrzegł tę lukę. Mógł z niej skorzystać - ale na razie koncertowo marnuje szansę, jaką otrzymał w dniu wyborów.

Czyli PiS już może się szykować na wyborczą porażkę w 2019 r.?
Tylko z kim? Przy KOD-zie i Platforma, i Nowoczesna są niepotrzebne - ludzie wolą chodzić na demonstracje organizowane przez ten komitet, a nie przez partie. Z drugiej strony KOD nie ma nic do zaproponowana poza walką z PiS-em. Widać bardzo wyraźne wyczerpanie polityczne, językowe strony opozycyjnej. Dziś nie jest ona nawet słabą polityczną alternatywą dla PiS-u. I to jest naprawdę dramatyczna sytuacja.

Czy Pan właśnie powiedział, że w Polsce skończyła się polityka?
Na pewno skończyła się opozycja w obecnym kształcie. Do tej pory, gdy jedna partia kończyła rządzić, w jej miejsce pojawiała się nowa. Teraz nie wiadomo, kto mógłby zastąpić PiS. Pytanie, czy dzisiejsza opozycja o tym wie. Czy ma świadomość, jaka odpowiedzialność na niej spoczywa. Stąd właśnie mam poczucie pustki. Coś się skończyło. Z polskiej polityki całkowicie uciekło jakiekolwiek myślenie. Została tylko bójka przy barze.

To może czas na partię profesorów? Skoro bankowcy i przedsiębiorcy mogli stworzyć Nowoczesną, to może naukowcy powinni stworzyć partię w rodzaju Inteligencka.pl?
Profesorowie nie wezmą spraw w swoje ręce - zdecydowana większość z nich jest oportunistycznie nastawiona. Ale na pewno w polskiej polityce brakuje dziś myślenia. Obecna sytuacja wymaga poważnej redefinicji. Nie można zostawić kraju w rękach partyjnych aparatczyków - a taką sytuację mamy obecnie. Chyba w żadnym kraju w Europie elity polityczne nie zużyły się tak jak u nas. Naprawdę obecną sytuację oceniam jako bardzo poważny kryzys państwowości. I nie widzę sposobu, w jaki moglibyśmy z niego wyjść.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 54

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
ala

jak to rzekl Olechowski - nie chcemy takiej Polski - takiej Polski jaka zafundowalby by nam panski wychowanek a zarazem syn

a
ale

twoje dzieci, jeśli je masz, to cię przeklną , gdy przyjdzie im w przyszłości spłacać te n*500 zł

d
dzinia

Wiele razy zastanawiałam się covwt

h
huhu

bo wygląda na to, że nie masz...skoro pytasz

m
maja

a jest ta zmiana???????

m
mm

"Śpiewak każdy może"... Te post-sowieckie elity zainstalowane na miejsce tępionych od czasów wojny i przez kolejne lata polskich elit. Niszczone fizycznie, psychicznie i moralnie. Tak te proste postkomunistyczne oprych którzy przynieśli nam tylko biedę i brak nadziei na lepsze jutro dla nas i naszych dzieci. Odbudujemy. Panie Śpiewak - tak dla dotychczasowych elit - tych podstawionych, niskich prostych ludzi bez żadnego morale, zniszczonych duchowo i zionących prostactwem i pustką intelektualną przyszedł trudny czas. Bo musza zmierzyć się z siłą moralną intelektualna i duchową prawdziwych Polaków którzy próbują odzyskać swój dom - siłą zagrabiony i rozgrabiony. Dla Was to jest bardzo zła zmiana. Haslo "dobra zmiana" nie jest dobra dla wszystkich - z tym się zgadzam. Ale co najważniejsze nie jest dobra zmiana dla: bandziorów, antypolaków, mafiozów politycznych, ubeków i postubeków. Pozdrowienia dla wszystkich ludzi dobrej woli.

h
huhu

dzięki dobrej zmianie Polacy będą mieć za co wychowywać i kształcić dzieci...dzięki dobrej zmianie zmieniły się stare nudne twarze w TV, których nie dało się już ani słuchać ani oglądać...dzięki dobrej zmianie zmienia się Polska...bo zaczelismy żyć dla własnego kraju a nie dla dobra Europy, która i tak nas ignoruje i zostawia w potrzebie!

G
Gość

System III Rp i tej udawanej demokracji w której celebryci i kilku profesorów chciało odgrwać rolę sumienia narodu , teraz gdy już znamy taśmy prawdy oraz myślenie o naszym państwie i obywatelach oraz skalę biurokracji , ukałdów korporacyjnych ,zadłurzenia państwa oraz skalę emigracji młodego pokolenia Polaków mogę śmiało napisać że straszenie jakąś katstrofą która ma zaraz nadejść bo PiS rzadzi państwem jest zwykłom ordynarną manipulacją .

f
folksdojczu

makreli sie nazarles ?

b
bedzie lepiej

jak nie tutaj, takich profesorkow nigdzie nie porzebuja. A tu to oczywiscie wszystko wielkie moralne autoryteta .

K
Kijowski

teraz Spiewak, ciekawe ktory nastepny tenor . Z wszystkimi wywiad rzeka.

l
ludziom dala

stad te zale i smutki bo dla nierobow moze braknac.Oni wszyscy chcieliby powrotu do lat 40-tych i 50-tych , tak tak , rzadzili totalnie, falszowali wybory i robili co chcieli. Stale nienazarci i wszytkim im malo i malo.

w
w oczy kole ?

przeciez to oni cala ta elita skamle , wyje i katastroficzny obraz nam przedstawia. Ciekawe gdzie przez ostatnie 8 lat byli, w koncu swoj wlasny klub by sobie zalozyli. Zobacz jakie oni gena maja. za kogo nas maja i co o nas opowiadaja.

G
Gość

I wówczas mu się polepszy o 100%, albo i więcej. Jednak jest przy tym i wielce interesującym zagadnienie:

•czy profesorek będzie miał w nowym kraju, i do swoich uwłaczających teorii, aż tyle swobody jaką ma w Polsce?
•czy odważy się, będąc w Izrael, wypisywać absurdalny dyktat prezydentowi Rivlin i premierowi Netanjahu?
•czy będzie tym władcom i temu krajowi sciągał na głowę obce i zewnętrzne zastępy „naprawiaczy”?
•czy będzie wypisywał paszkwile w zagranicznych organach i tych będących na zewnątrz kraju?

Nie, profesorek, z**ękniony samym sobą, nie odważy się! Gdyż mieszkając w każdym innym kraju będzie siedział jak przysłowiowa mysz pod wielką miotłą.

I słuchaj pan, profesorku, co też inni mają do powiedzenia i jakie oni odnieśli „wrażenie” z tegoż wszystkiego, co u profesorka wyczytali. Oni napotkali, de facto: typową nagonkę na polski rząd i prezydenta, i absolutnie bezpodstawną, jednocześnie i negację kraju i postawy społeczeństwa. I zarazem pytania:

•od kiedy „zagraniczne gazety” i ich opłacani pisarczycy mają stanowić o status quo parlamentarnej republiki...
•od kiedy przywoływana „presja z zewnątrz”, zapewne armii czerwona czy inna, mają regulować, i w parlamentarnej republice, programy polskiego rządu i prezydenta, oraz ich woli i stanowienia...

Typowe intelektualne wyuzdanie, nachalne i publiczne jego wyrażanie, nie jest zwyczajową przyzwoitością, więc tą istniejącą w wyrażaniu teorii i opinij. Tak, takich upodlających teorii nawet na wyborczej z ogarkiem poszukiwać. Oto co niektóre ich wykwity, cytaty:

•Oddzielną kwestią jest, czy prezydent Duda - podkreślając, że setki tysięcy Polaków pomagało Żydom w czasie wojny - mówi prawdę. Raczej mam poczucie, że to było retoryczne, patetyczne sformułowanie, które nie odpowiada prawdzie. Tak nie było...
•W ten sposób PiS buduje ideologiczną podstawę swej władzy. Ale czy to służy prawdzie? Bardzo w to wątpię...
•Choćby przy kulcie żołnierzy „wyklętych”. Na pewno warto o nich mówić, to ważny kawałek polskiej historii, ale tak naprawdę nie za bardzo wiemy, kim oni byli...
•Ale przecież nie było żadnego zamiatania pod dywan tematu. Historycy prowadzili na ten temat badania, sporo wiemy o tych żołnierzach. Teraz chodzi natomiast o to, że z ich walki robi się ideologię...
•Tymczasem dziś znaleźliśmy się w centrum najpoważniejszego od niemal 30 lat kryzysu ustrojowego i politycznego, który zaczął zagrażać pozycji międzynarodowej Polski...
•Choć odnoszę wrażenie, że celem nadrzędnym jest zmiana ustroju. Jesteśmy świadkami narzucania nam nowej formy despotyzmu - takiej, w której despotą staje się większość parlamentarna...
•PiS pod wpływem nacisków międzynarodowych może się wycofać...
•Ewentualny efekt może przynieść tylko presja z zewnątrz: naciski Amerykanów, Unii Europejskiej...
•Choćby sytuacja z Komisją Wenecką - rząd sam poprosił o jej opinię, a teraz nie zamierza w żaden sposób nią sobie wiązać rąk. Takich przykładów mamy coraz więcej. Proszę poczytać zagraniczne gazety...
•Itd., itd., itd., I dalej nie doczytano, a co z uwagi na szacunek do kraju i normalnego społeczeństwa

Reasumując, ww. teorie, i do kompletu niewymienione, są niczym innym jak tylko ewidentną paranoją, gdyż im nigdzie nie po drodze z normalnością. PiS, jak każda inna partia, ma liczne i własne zasoby intelektualne, a do tego i połowę polskiej akademii nauk. I nikt w PiS naprawdę nie musi: akceptować wariackich teorii indywidualistów , wypełniać ich jednostkowe życzenia, w dodatku tych pochodzących ze źródeł typowych tetryków. To jest tak zrozumiałym, jak czerń i jaka nigdy czerwienią nie jest.

M
Macisław Płatow

Ryma-katarek? Tyś Wać Ślązok taki ,jak z kozi żyć puzon.Afa Myśl bo nie boli,i wiedz że kij ma dwa końce.

Dodaj ogłoszenie