Paweł Siennicki: Złe skutki bujania łódki przez Zbigniewa Ziobrę

Paweł Siennicki
Paweł Siennicki
fot. Bartek Syta
Rok 2020 to najtrudniejszy i najgorszy rok dla obozu rządzącego. ChoćPiS wygrał jeszcze wybory prezydenckie dla Andrzeja Dudy, to pandemia COVID-u i kolejne kryzysy generowane przez sam obóz rządzący pogłębiają wrażenie chaosu, a przede wszystkim widać mocne pęknięcia wśród samych polityków prawicy. Generowanie sporu wokół mniejszości LGBT, awantura o wybory kopertowe, spór o „piątkę Kaczyńskiego” zakończony niemal rozpadem koalicji, konflikt o aborcję. Dość dużo jak na jeszcze niezakończony rok.

A teraz dochodzi bujanie łódką w sprawie powiązania unijnego budżetu z kwestią tzw. praworządności. Dziś widać, że najmocniej buja Zbigniew Ziobro, który widzi swój strategiczny cel w eskalowaniu radykalnej linii politycznej, to na tym ma najwięcej ugrać wśród prawicowego elektoratu. Już raz, prawie był za burtą obozu władzy, raptem dwa miesiące temu, teraz kolejny raz szarżuje na premiera Mateusza Morawieckiego. Żąda weta, otwartym tekstem krytykuje Morawieckiego za podpisanie w lipcu porozumienia w sprawie unijnego budżetu, w wyniku czego Polska miała otrzymać olbrzymie kwoty.

Spróbujmy odróżnić to, co jest grą w sprawie unijnego budżetu, a co faktami. Polska razem z Węgrami zapowiedziała weto, bo obecne powiązanie środków budżetowych z kwestią praworządności odbiega od zapisów wynegocjowanych w lipcu. Stało się tak za sprawą Komisji Europejskiej i niemieckiej prezydencji. Ale weto jest opcją atomową, jego zapowiedź jest elementem negocjacji. Polska nie ma żadnego interesu, żeby zawetować unijny budżet, tracąc tym samym olbrzymie środki z Funduszu Odbudowy po pandemii. Ba, to właśnie my na tym funduszu korzystamy najbardziej.

I paradoksalnie, również Unia nie jest zainteresowana wywróceniem stolika. Polski rząd nie chce się zgodzić na powiązanie budżetu z „mechanizmem warunkowości”, czyli rozwiązaniem, które zakłada wprost, że arbitralnie można wstrzymać pieniądze z Brukseli, jeśli brak praworządności w jakimś kraju zagraża interesom finansowym UE. Pomijam, co się stało w Polsce przy reformie sądownictwa, gdzie wiele rozwiązań można było przeprowadzić subtelniej.

Dla obozu władzy, wprowadzenie dodatkowych kryteriów, od których byłyby uzależnione unijne fundusze, jest rozwiązaniem dyskryminującym. I o wprowadzenie gwarancji, że tego typu rozwiązania nie będą wprowadzane w sposób uznaniowy, toczy się gra. Mateusz Morawiecki zostając premierem miał poprawić nasze relacje z Unią i dość znacząco mu się to udało, tak przynajmniej wydawało się do lipca. Teraz też wydaje się, że jest jedynym politykiem obozu władzy, który może wynegocjować rozwiązanie satysfakcjonujące rząd w Warszawie i Unię Europejską, tym samym uzyskać dostęp do funduszy z Brukseli. Problem w tym, że o ile – jestem przekonany – Morawiecki nie chce, aby Polska znalazła się poza Unią Europejską, tym samym została pozbawiona olbrzymich środków, to tej samej pewności nie mam, co do planów i zamiarów Zbigniewa Ziobry. W tym wypadku bujanie łódką przez ministra Sprawiedliwości ma wszelkie szanse zakończyć się wywróceniem nie tylko łodzi obozu władzy, ale także wywróceniem całej polskiej polityki. I to w imię dość doraźnych interesów.

Zima łagodna i bez śniegu?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.