Paweł Siennicki: Nasz "Benny Hill"

Zastępca redaktora naczelnego "Polski"
Z astanawialiście się, jak dziś wyglądałby jakiś wielki historyczny spór? W czasach, w których dzięki internetowi największe tajemnice roznoszone są po całym świecie w ciągu paru godzin.

Czy na przykład królowa Elżbieta Tudor pokonałaby Marię Stuart, gdyby okazało się, że tłem tej walki jest zwykła zazdrość, osobista nienawiść, a różnice religijne zostały cynicznie wykorzystane do zamaskowania istoty rzeczy?

Pamiętam, jak w końcówce lat 90. Lech Kaczyński przysiadł się do kilku znajomych dziennikarzy, którzy w restauracji sejmowej pałaszowali obiad. Ze spotkania zrobiła się całkiem przyjemna biesiadka, podczas której Kaczyński opowiadał przezabawne anegdotki o znanych nam wszystkim politykach.

Tym, co przede wszystkim przebijało się w tej rozmowie, był osobisty stosunek Kaczyńskiego do obmawianych postaci, to też było podstawą wystawienia końcowej pozytywnej czy negatywnej oceny. I tak Donald Tusk był wtedy dla dzisiejszego prezydenta bardzo porządnym człowiekiem, bo przez wiele lat mieszkał z rodziną w skromnym hotelu asystenckim i nie stać go było na własne mieszkanie.

Podobnie zresztą oceniał kilku innych prominentnych działaczy Platformy, choć kilku innym spuszczał niezłe cięgi.

Wtedy to osobiste kryterium podziałów politycznych wydawało się być jeszcze zabawne, ale było fundamentalne dla podziałów prawicy. Prawicy, której dwóch wielkich historycznych przywódców przez kilkadziesiąt lat nie podawało sobie ręki, bo w 1956 roku ktoś komuś podczas zebrania Klubu Krzywego Koła nie podał ręki.

Radek Sikorski, po tym jak wygramolił się z kabiny samolotu F-16 po próbnym locie, skomentował: "ciągnie jak mój 6-litrowy jeep". Teraz, po tym jak ujawnione zostały smaczki z rozmowy między szefem MSZ a Lechem Kaczyńskim, konflikt między tymi dwoma politykami oblany został całą benzyną z właśnie zatankowanego baku jeepa ministra. To bardzo drogi fajerwerk, nie tylko z uwagi na bijącą kolejne rekordy cenę ropy.

Ze strony Pałacu Prezydenckiego mamy do czynienia ze zjawiskiem będącym konsekwencją "susłoizacji". Copyright na to określenie ma Ludwik Dorn, a autor ubolewał, że w PiS zaczyna panoszyć się takie rozumienie intelektualne świata, które prezentuje Marek Suski, do niedawna właściciel najmodniejszego wąsika w Sejmie.

W tym przypadku pan prezydent nie potrafi, jak się zdaje, ukryć swojego osobistego stosunku do rozmówców z rządu, którego konsekwencją jest zapewne głębokie przekonanie, że wielu z nich nie dorosło do pełnionych stanowisk. Nie jest tajemnicą, że Sikorskiego prezydent nie lubi, bo drażni go lordowski styl bycia ministra.

Ale szef MSZ też nie lepiej radzi sobie z emocjami. Bo nie jest trudno domyśleć się, z której strony wypłynęły smaczki z rozmowy prezydenta z Radkiem Sikorskim, skoro w upublicznionej wersji to Lech Kaczyński jawi się jako rasowy śledczy przesłuchujący biednego ministra.

Nasze spory polityczne zawsze toczyły się w wysokiej temperaturze. Ale kiedy podlewano je oliwą osobistej niechęci - po prostu wrzało. To smaczne i soczyste widowisko. Tylko dlaczego czuję się jak po obejrzeniu kolejnego odcinka "Benny'ego Hilla"? Można popłakać się ze śmiechu, ale doprawdy nie potrafię opowiedzieć odcinka, który właśnie obejrzałem. I dalej nie wiem, o co chodzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie