Paweł Siennicki: 11 listopada. Największe polskie święto....

    Paweł Siennicki: 11 listopada. Największe polskie święto. Nasze wspólne

    Paweł Siennicki

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Paweł Siennicki, redaktor naczelny „Polski”

    Paweł Siennicki, redaktor naczelny „Polski” ©fot. Bartek Syta

    Na tych łamach pisaliśmy, że nasze największe święto, rocznica odzyskania Niepodległości, ugrzęzło w matni politycznych podziałów. Ubolewaliśmy, że oprawa rocznicowych uroczystości nie dosięgła rangi wydarzenia. Również dlatego, że zabrakło jakiegoś aktu kulminacyjnego, ale też dającego przynajmniej szansę na zbudowanie poczucia wspólnoty. Dlatego krytykowaliśmy obóz władzy PiS i samego prezydenta Andrzeja Dudę, że odpowiednio wcześniej nie zadbali o przygotowanie takich obchodów, które podkreślałyby rangę rocznicy.
    Paweł Siennicki, redaktor naczelny „Polski”

    Paweł Siennicki, redaktor naczelny „Polski” ©fot. Bartek Syta

    Jak to często w Polsce bywa, na finiszu pojawiło się światełko w tunelu. 11 listopada ma się odbyć marsz organizowany przez władze państwowe, w miejsce Marszu Niepodległości, który zablokowała prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Pojawiły się już nawet przypuszczenia, że to była „ustawka”. Rękoma prezydent z opozycji władza odebrała marsz środowiskom narodowym, tworząc przestrzeń do organizacji uroczystości państwowych, czyli takich, na których mogą pojawić się prezydent i premier. Szczerze? Daj Panie Boże, żeby tak było. Bo to by znaczyło, że istnieje w Polsce jeszcze jakaś nić porozumienia co do spraw dużych i takich, które powinny być wspólne.

    Marsz Niepodległości w dotychczasowej formule nie był żadną demonstracją nacjonalistów. Pomijając wyjątki, zdecydowana większość ludzi, którzy w nim brali udział, szła po to, żeby uczcić narodowe święto. Myślę, że tylko mały ułamek identyfikował się z ruchem narodowym, skądinąd w dzisiejszej Polsce słabym, marginalnym i niemającym większego wpływu. Rozumiem, szanuję i bronię prawa do demonstrowania, wolność ludzi do wyrażania swoich poglądów. Ale istotą tego święta są emocje patriotyczne, pozytywne, właśnie tworzenie wspólnoty. Nie chcę, żeby było ono przez kogoś zawłaszczane. Więc, czy to przez „ustawkę”, czy zbieg okoliczności, bardzo się cieszę, że odbędzie się państwowy Marsz Niepodległości. Oby tylko był wolny od wszelkich partyjnych akcentów, wykluczający kogokolwiek.

    Nie chcę powtarzać banałów o podziale na dwie Polski, o tym, że Polacy zdobywają się na jedność wyłącznie w obliczu tragedii, dramatu, że tylko wówczas gdy ktoś nas zaatakuje, to wszelkie podziały schodzą na drugi plan i wszyscy się rzucamy do obrony ojczyzny. Prawda to tak często powtarzana, że właśnie staje się banałem.

    Myślę też, patrząc na obchody rocznicy odzyskania Niepodległości, że straciliśmy szansę na jej celebrowanie w oderwaniu od codziennych animozji, emocji, które w istocie służą jedynie mocniejszemu dzieleniu się na wrogie obozy. Trudno. Taki pewnie urok życia w wolnej od blisko trzydziestu lat Ojczyźnie, gdzie wyrosło już nowe pokolenie, które urodziło się w suwerennej, niepodległej Polsce i jeśli myślimy o poświęceniu, to bardziej mamy na myśli nasze rodziny, a nie kraj, w którym żyjemy. Bo przecież żyjemy w wolnej Polsce i nie bardzo wyobrażamy sobie, że mogłoby być inaczej.

    Wiem też, że dla Polski i naszego poczucia wspólnoty, które jak nigdy dotąd powinniśmy pielęgnować i odbudowywać, nie ma ważniejszego święta jak setna rocznica odzyskania Niepodległości. To jeden z nielicznych symboli, który powinien być właśnie ponad podziałami. To nie jest żadne partyjne święto, tylko powinno to być fundamentalne dla nas wydarzenie, okazja nie tylko do radości, świętowania, ale też przynajmniej próba odbudowania poczucia wspólnoty. Wiem, że to pięknoduchowskie wezwanie. Mało prawdopodobne, że tak się stanie, ale tego właśnie powinniśmy przynajmniej oczekiwać.

    Prawda jest też taka, że im mocniejsze związki, większa spójność w każdej wspólnocie politycznej, tym większa jest gotowość poświęcenia prywatnych interesów dla dobra całości. Tak to działa i nie dotyczy bynajmniej chwil próby, których w przeszłości nie szczędziła nam historia. Po prostu nawet w codzienności życia w wolnej Ojczyźnie to się sprawdza. Każdej władzy jest trudniej w społeczeństwie, które ma zbudowaną silną wspólnotę. Łatwiej, gdy Polacy lekceważą problemy życia publicznego. Bo dla mnie istotą niepodległości jest właśnie trwała możliwość określania naszego losu.

    Nie mam innego pomysłu, jak z tego wybrnąć, niż pomyśleć i zadbać o wspólnotę wokół każdego z nas. Wywiesić biało-czerwoną flagę, pójść z dziećmi na Powązki czy inny cmentarz, opowiedzieć im o historii, wziąć udział w państwowym święcie. Ale też porozmawiać i uśmiechnąć się do sąsiadów, może czasem coś przemilczeć, zrywając z językiem agresji, szyderstwa, którego tak dziś wiele wokół nas. Nawet jeśli w tym „dużym” świecie widzimy zniechęcenie do wspólnych wartości, zasad, my możemy próbować stworzyć małą wspólnotę wokół siebie. Ktoś powie: kolejny banał i naiwność. No to trudno. Nie znam jednak lepszego sposobu na sklejenie tej pokawałkowanej polskiej wspólnoty.

    I rzecz najważniejsza. Zachwycajmy się wolną Polską. Jej różnorodnością, pięknem, bogactwem przyrody, zachwycajmy się tymi wszystkimi ludźmi, którzy zamiast prowadzić retoryczną wojnę robią coś naprawdę pożytecznego. Tymi, którzy po godzinach za darmo próbują zmieniać świat, czyli coś zmienić w Polsce na lepsze.

    I na koniec. Zbigniew Herbert napisał: „Chciałbym moim współplemieńcom życzyć cierpliwości, wiary w rozsądek, poniechania różnych urazów. A także wytrwałości w domaganiu się o sprawiedliwość i nieustępliwości wobec zła. Może mamy obecnie jedyną, naprawdę jedyną w historii od 1939 roku, szansę stworzenia ludzkich warunków życia dla nas na tej ziemi. Przy wszystkich ograniczeniach, geopolitycznych uwarunkowaniach czy jak to inaczej nazwać. Jesteśmy przecież wykonawcami testamentu ludzi, którzy byli przed nami, i jeśli go nie zrealizujemy, to będzie prawdziwa, bo moralna klęska. Pragnę wierzyć, że ludzie dobrej woli, którzy mają do siebie zaufanie, którzy wybaczają krzywdy, którzy są chrześcijanami lub uczciwymi agnostykami - ja jestem takim wierzącym, odchodzącym i znów wierzącym - otóż wierzę, że ci ludzie mogą połączyć się i odpowiedzieć na wyzwanie historii. Nie wydrą władzy komuś innemu, ale zaczną wreszcie od własnego podwórka, własnego uniwersytetu, redakcji, fabryki, gospodarstwa i zrobią porządek. Wysprzątają z brudu, zła i kłamstwa. Dzięki temu ten naród stać będzie, cokolwiek stanie się potem”.

    Podpisuję się dwoma rękoma. I wierzę, że tak właśnie będzie. Niech żyje wolna Polska!



    POLECAMY:


    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Nie nasze i nie wspólne.

    hańba i zdrada ! (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Póki bandyci rządzą, póki zbrodniczy kapitalizm to żadne święto niepodległości.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo