Paweł Rożyński: Nasze drogie PKP

Szef działu pieniądze
Kto ma w głowie olej, ten idzie na kolej - brzmi stare powiedzenie. Niestety, bardzo stare.

Trudno, by kolej mogła liczyć na walących drzwiami i oknami pasażerów, gdy co chwila aplikuje im podwyżkę.

W marcu podrożały bilety na pociągi pospieszne na trasach powyżej 100 km i pociągi osobowe jadące dalej niż 120 km. Z kolei od poniedziałku więcej trzeba będzie zapłacić za bilety okresowe, turystyczne i rodzinne, choć ich niska cena była świetnym wabikiem na pasażerów.

Trudno dostrzec tu logikę, bo PKP mogłyby liczyć na rzesze Polaków, którzy chętnie odstawiliby samochody z powodu drożejącej benzyny. I wsiedli do pociągu.

Oczywiście kolej ma wytłumaczenie podwyżek. To szybko rosnące koszty energii. Podobne argumenty słyszymy jednak od lat. Z pewnością nie przekonają one klientów.

Na każdym kroku widzą oni marnotrawstwo, brud i brak pomysłu na rozwój poza mrzonkami o polskim TGV. Kolej nie daje nam nic w zamian za podwyżki. No i jaką mamy gwarancję, że dodatkowe pieniądze nie pójdą na wzrost płac co i rusz grożących strajkami kolejarzy?

To, że cen nie trzeba podnosić, udowodnił jedyny konkurent PKP w przewozach pasażerskich - spółka PCC Rail Arriva.

Od startu przed pół roku oferuje znacznie tańsze bilety. Niestety działa tylko na Kujawach. Monopol PKP ciężko skruszyć.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie