Paweł Piskorski: Nie będę się bawił w żadne dowody. Tusk posługuje się ubecką metodą

Joanna Miziołek
Paweł Piskorski
Paweł Piskorski FOT. BARTEK SYTA/Polskapresse
- Materiały do mojej książki były już gotowe w 2011 roku, ale wtedy byłem w otwartym i świeżym konflikcie z liderami Platformy - mówi Paweł Piskorski w rozmowie z Joanną Miziołek.

Dlaczego dopiero teraz ujawnia Pan fakty na temat finansowania KLD?
Moim zamiarem nie było ujawnianie faktów ani robienie nadzwyczajnego wydarzenia wymierzonego w dawnych liderów KLD. Ja napisałem książkę. To jest książka, która opowiada w sposób bardzo prawdziwy historię 25 lat. Opowiada o tym, co się działo, pokazuje też kulisy różnych działań polskich sił politycznych, ale przez pryzmat jednego środowiska, czyli liberałów, którzy są w tej chwili porozrzucani w kilku miejscach. Materiały do tej książki były już gotowe w 2011 r., ale wtedy nie zdecydowałem się na publikację z dwóch powodów. Po pierwsze, byłem w otwartym i świeżym konflikcie z liderami PO - i mogło być to uznawane za zemstę za usunięcie mojego środowiska. Dziś, choć oczywiście takie głosy będą się i teraz pojawiać, temperatura tego sporu jest znacznie niższa. Po drugie, wtedy nie chciałem, aby wyglądało to na odwracanie uwagi od różnych kłamstw i pomówień, które przeciw mnie były kierowane, a które potem podlegały weryfikacji służb i prokuratury. Przypomnę, że było to ponad 60 wątków dotyczących nieistniejących afer, jak "mostowa" czy "tunelowa", bądź moich działań prywatnych, takich jak zalesienie ziemi w pobliżu Koszalina. Strasznie, zwłaszcza za czasów PiS, usiłowano cokolwiek znaleźć lub przynajmniej uprawdopodobnić i przez lata obrzucano mnie z tego powodu błotem. Dziś wszystkie te sprawy są już wyjaśnione i umorzone wobec niestwierdzenia żadnej nieprawidłowości, a w kwestii jedynego zarzutu, który usłyszałem w życiu - dotyczącego sprzedaży przeze mnie przedmiotów zabytkowych - trzy razy sądy wydały już dla mnie pozytywne wyroki. W tej sytuacji, już bez niesprawiedliwego, ale dokuczliwego obciążenia, mogę wrócić do prawdziwej opowieści o przeszłości. Umowę w sprawie książki podpisałem znacznie wcześniej, niż w ogóle wiedziałem, że będę kandydował do Parlamentu Europejskiego. Jej promocja zbiegła się z kampanią, ale to też dobry moment, aby mówić prawdę o przeszłości. Za książkę nie pobieram żadnego wynagrodzenia w jakiejkolwiek formie.

Mówił Pan o tym, że pomoc finansowa CDU dla KLD nie była niezgodna z prawem.
Nie mnie to oceniać. Z całą pewnością dziś nie ma to wymiaru prawnego.

Pana słowa przeciwko ich słowom. A dowody?
Nie będę się bawił w żadne dowody, kiedy nie ma możliwości ich zweryfikowania. Jeśli ci panowie będą czuli się poszkodowani, to oczywiście możemy spotkać się w sądzie. Oni dokładnie wiedzą, że słowa, które najbardziej ich dotykają, są prawdziwe. Tylko sądowe postępowanie daje rękojmie prawdziwości i weryfikowalności. Cokolwiek bym teraz pokazał w tej sprawie, i tak odpowiedzą: "To jest niewiarygodne lub sfałszowane". Tusk pierwszy raz w tak otwarty sposób posługuje się ubecką metodą: Jeśli jest ktoś, kto może w przyszłości stanowić zagrożenie, to zawczasu należy go opluć, zdezawuować i obrzucić błotem, tak aby kiedy się odezwie lub zadziała, móc powiedzieć, że to przecież niewiarygodny człowiek. I tą ubecką metodą posługuje się otwarcie Tusk. Widzę teraz, dlaczego wyjaśnianie niektórych, nawet najbardziej idiotycznych, pomówień czy zarzutów wobec mnie tyle trwało. Widocznie były to śledztwa sztucznie przedłużane na wypadek, gdyby premier potrzebował jakiegoś dyskredytującego argumentu. Dziś jednak premier używa kolejnego kłamstwa. Mówi, że jestem tak niewiarygodny jak moje oświadczenia majątkowe, a przypomnę, że zostały one najdokładniej chyba ze wszystkich polityków zweryfikowane i umorzono postępowanie wobec niestwierdzenia żadnej nieprawidłowości. Czyli oświadczenia są zweryfikowane, a ich prawdziwość potwierdzona, a i tak Tusk może, mimo że jest urzędnikiem państwowym, który powinien szanować prawo, kłamać, że są nieprawdziwe. Na taki standard to nawet ekipa PiS się nie zdobywała. Jedno tylko prawdziwe zdanie wymknęło się Tuskowi na konferencji prasowej. Powiedział, że w zasadzie to nie jego się powinno pytać, ale Piskorskiego, bo on był odpowiedzialny za finanse i organizację KLD. I to jest prawda - jestem osobą, która najwięcej na ten temat wie, i z perspektywy tej wiedzy potwierdzam wszystko, co napisałem w książce.

Ta książka jest przyrównywana do "Kulisów Platformy" Janusza Palikota. To druga spowiedź polityka, który odszedł z PO?
Zupełnie się z tym nie zgadzam. Janusz Palikot skupił się, jak sama nazwa książki wskazuje, na ujawnianiu kulis Platformy. To ciekawa i szczera fotografia pewnego momentu w historii partii. A ja pokazuję zupełnie inną rzecz, a mianowicie - jak ewaluowało środowisko liberałów w Polsce, a razem z nim całe życie polityczne. Zupełnie inaczej wyglądało 20 lat temu, inaczej 10 lat temu, a inaczej wygląda teraz. I to nawet nie chodzi o fenomen, który występuje w Polsce, czyli że elita polityczna nie zmieniła się od 25 lat. Kiedy mówimy o 2014 r., to rozmawiamy o tych samych osobach, które odgrywały kluczowe role ćwierć wieku temu. Mam tu na myśli Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska i Leszka Millera. Nigdzie w Europie czegoś takiego nie ma. Wszędzie już politycy z tamtego czasu są częścią historii i najwyżej wzbudzają emocje naukowców. Mimo tego, że od tylu lat w naszej polityce występują te same twarze, to wszystko się zmieniło. Zmieniło się funkcjonowanie partii, zmieniły się media, zasady finansowania, forma kampanii wyborczych. Już nie mówiąc o tym, jak wiele zmieniło się w kraju. Być może politycy chcieliby zapomnieć o sobie sprzed dwudziestu kilku lat. Ale prawda wygląda w taki sposób, że Jarosław Kaczyński wtedy zakładał "Telegraf" i przejmował "Express Wieczorny". To jest ten sam Donald Tusk, który w tej chwili stroi się w strój moralizatora, a kiedyś był finansowany przez podejrzanych przedsiębiorców. I to jest ten sam Leszek Miller, który teraz z poważną miną opowiada, jaki jest wspaniały i bez skazy, a przyjmował wtedy pożyczkę moskiewską. Piszę tutaj o historii. To najbardziej uczciwy przekaz wśród książek, jaki powstał o 25-leciu. Oczywiście, subiektywny, bo piszę to przez pryzmat moich doświadczeń.

Donald Tusk, jak Pan mówi, który stroi się teraz w strój moralizatora, miał - według Pana relacji - pożyczać samochody od biznesmenów i wziąć od nich pożyczkę na mieszkanie.
Jeśli chodzi o pieniądze na mieszkanie, to tylko cytuję, bo nie mam możliwości zweryfikowania, czy ówczesny sponsor KLD pieniądze mu pożyczył. Jeśli natomiast chodzi o samochody, to wszyscy w kierownictwie KLD to wiedzieli. Jeszcze raz podkreślam, że z punktu wiedzenia dzisiejszego standardu to rzecz niedopuszczalna. Z punktu widzenia standardów, które funkcjonowały wtedy, dopuszczalne było. Ja tylko nie mogę zrozumieć hipokryzji. W tym Donalda Tuska, który teraz występuje jako mentor, który poucza, jak powinny wyglądać relacje z biznesem, kiedy sam był uczestnikiem zupełnie innego standardu między biznesem a polityką.

Dla Sławomira Nowaka Donald Tusk powinien być więc bardziej wyrozumiały? Skoro sam pożyczał samochody, nie zegarki.
Donald Tusk ma taką manierę, że bardzo selektywnie stosuje zasady. Jak chciał uniknąć odpowiedzialności Pawła Grasia, kiedy się okazało, że ten jest wynajmującym za darmo przez długie lata dom, za usługę, którą świadczył, to wybronił go w sposób twardy i bezwzględny. Kto inny "dałby natychmiast głowę". A jak chce zastosować inne kryteria, to potrafi wyrzucać ludzi za nieistniejące grzechy. Mnie uważał za zagrożenie i szukał pretekstu, żeby usunąć z partii, ale setki innych osób wyrzucił kompletnie za nic. Podwójna moralność w zachowaniu Donalda Tuska była i jest dla mnie kompletnie nie do przyjęcia. Jeśli pani może wyciągnąć jakiś wniosek z tej książki, to mniej o tym, czy przyjmował pieniądze od biznesu, czy nie, tylko bardziej o tym, że stał się w ciągu tych 25 lat człowiekiem o podwójnych standardach i podwójnej moralności. Zachowuje się tak, jak mu się opłaca. Nie piszę w książce tylko źle o Tusku, pisze też o nim ciepło. Pokazuję wiele pozytywnych elementów, bo to były przecież bardzo złożone czasy.

Ale to zdecydowanie przysłania krytyka Tuska i Platformy, jakiej Pan dokonał w książce.
Ta książka nie jest po to, aby opisać cztery czy pięć skandali. Proszę zauważyć, że nie dotykam w niej spraw obyczajowych. W książce pokazuję rzetelnie, jak wyglądała polityka na poszczególnych etapach rozwoju. I w KLD, i w Unii Wolności. W moim przekonaniu to całościowe ujęcie 25 lat, a nie zbiór anegdot. To ma walor opowieści o dziejach środowiska. To nie jest brukowiec, który ma kilka roznegliżowanych zdjęć czy wizerunków polityków pod wpływem alkoholu. Zdecydowanie nie jest to też opowieść przeciw Platformie, którą współtworzyłem, a najwyżej przeciw temu, czym się stała pod przywództwem Tuska.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Nareszcie zaczynają się zreć -im pręcej się sami podduszą tym będzie z nimi mniej roboty...
G
Gość
niech się POzagryzają , bedzie nam lżej
G
Gość
A może by tak jak sam twierdzi rzetelnie i prawdziwie opisał w książce jak to się wygrywa w ruletkę i robi szemrane interesy na obrazach ! i paru innych sprawach ! ale rzetelnie i prawdziwie oczywiście !!
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Paweł Piskorski: Nie będę się bawił w żadne dowody. Tusk posługuje się ubecką metodą
G
Gość
Już kilka lat temu pisałem, że aferzyści z PO będą zaprzeczali nawet wówczas,
gdy na pieniądzach które ukradli zostaną odkryte ich linie papilarne i DNA.
Nadal będą twierdzili, że to ktoś inny.
Dodaj ogłoszenie