Paweł Piskorski: Jeśli ustawę reprywatyzacyjną zastopował Donald Tusk, to on jest źródłem tej afery

Anita Czupryn
Paweł Piskorski: Jeśli premier Donald Tusk celowo wstrzymał tę ustawę, to jest to źródłem tego wszystkiego
Paweł Piskorski: Jeśli premier Donald Tusk celowo wstrzymał tę ustawę, to jest to źródłem tego wszystkiego Bartek Syta
Wydaje się bardzo mało prawdopodobne, by pani prezydent Gronkiewicz-Waltz mogła nie dostrzegać, że w zakresie polityki reprywatyzacyjnej dzieje się źle - mówi Paweł Piskorski, były prezydent Warszawy

Pani Hanna-Gronkiewicz-Waltz, Pana zdaniem, jest dobrym prezydentem Warszawy?
Wiele razy już dawałem znać, między innymi przy referendum warszawskim, że nie jestem zachwycony jej prezydenturą. Mam wiele uwag do tego, co robiła i nie dotyczy to tylko tej ostatniej sprawy, o jakiej, jak rozumiem, będziemy rozmawiać, tylko dotyczy poprzednich jej decyzji, sposobu inwestowania publicznych pieniędzy. To, że np. rozdzieliła budowę pierwszego odcinka drugiej linii metra od drugiego odcinka, co zwiększyło koszty. Zgłaszałem wiele z tych uwag przy okazji referendum, na którym zagłosowałem przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz. W związku z tym nie należę do zwolenników jej prezydentury. Co wcale nie oznacza, że w tej chwili przyłączam się do tego chóru, który jakże łatwo w takich sytuacjach się rodzi, żądając jej dymisji. Sam mam w pamięci jak lekko tego rodzaju zarzuty się stawia i jak trudno się racjonalnie bronić.

Do tego chóru z pewnością nie przyłącza się pan Grzegorz Schetyna, uważa, że pani [b]Hanna Gronkiewicz-Waltz jest dobrym prezydentem. Nie spowoduje to spadku notowań Platformy?[/b]
Na tym etapie Schetynie byłoby bardzo trudno postąpić inaczej. Chociaż jest to niewątpliwie olbrzymie ryzyko, bo nie wiemy, co nastąpi w najbliższych tygodniach. Od tego, co nastąpi, będzie tak naprawdę zależał zarówno los pani Gronkiewicz-Waltz, jak i to, czy to się odbije poważnie na Platformie. Otóż dziś widzimy dwa problemy. Pierwszy dotyczy zawiłości prawnych bądź też bałaganu prawnego, który jest związany z reprywatyzacją. I tu niewątpliwie Platforma ma grzech ciężki. Przez 8 lat rządziła Polską, a przez 10 lat w ratuszu i miała sytuację, której można by tylko pozazdrościć - władze miasta współdziałały z władzami państwa. Jeśli jest tak, jak to kilka dni temu powiedział Andrzej Halicki, że Tusk zastopował ustawę reprywatyzacyjną, bo nie chciał kłopotów, to oznacza poważny problem odpowiedzialności politycznej całej Platformy za to, że ten bałagan prawny funkcjonuje. I druga sprawa, która została ujawniona, dotyczy zmowy urzędników i biznesmenów. To już nie jest sprawa odpowiedzialności politycznej, tylko karnej. Jeśli potwierdzą się zarzuty, że określeni biznesmeni przychodzący do urzędników mieli załatwiane wszystkie sprawy, a inni nie i w wyniku tego ci biznesmeni zarobili gigantyczne pieniądze i być może tymi pieniędzmi dzielili się z urzędnikami, albo, jak prasa pisze, część z tych urzędników była w ich spółkach, to jest sprawa kryminalna. Pytanie, czy pani Gronkiewicz-Waltz o tym wiedziała, czy to akceptowała.

Powiedziała, że nie wiedziała. Czy to, według Pana, brzmi wiarygodnie?
Wydaje się bardzo mało prawdopodobne, by pani prezydent mogła nie dostrzegać, że w zakresie polityki reprywatyzacyjnej dzieje się źle i należy przynajmniej tę sprawę wyjaśnić. Prezydent miasta ma taki instrument, jak organy rewizyjne, biuro kontroli. Na ogół są w nim ludzie zaufania prezydenta miasta, którzy mogą sprawdzić i przedstawić prezydentowi, jak rzeczy mają się naprawdę. Albo takiej kontroli zaniechała, co jest błędem politycznym i będzie ponosiła za to odpowiedzialność polityczną, albo nie chciała tego zrobić, bo uznawała, że wszystko jest w porządku. Jakby nie patrzeć, najbliższe tygodnie przyniosą nam więcej odpowiedzi.

Odpowiedzialność polityczna oznacza, że pani Gronkiewicz-Waltz może zapłacić utratą stanowiska?
To jest osobne pytanie. Mamy do czynienia z możliwymi trzema sytuacjami, kiedy z całą pewnością powinna się podać do dymisji. Pierwsza - w której zostało udowodnione, że złamała prawo. Na przykład wiedziała, albo uczestniczyła w takich procederach. Nie mówię, że tak jest, ale w takiej sytuacji z całą pewnością powinna podać się do dymisji. Druga sytuacja - wprawdzie nie uczestniczyła w tym procederze, ale na przykład ona, albo jej rodzina w wyniku procesu reprywatyzacyjnego odniosła jakieś korzyści. Jeśli by tak było, to dymisja też jest oczywista. I trzecia sytuacja - wiedziała, że jest rodzaj zmowy między niektórymi kancelariami prawnymi a urzędnikami, bo kiedy te kancelarie przychodziły do urzędników, to ich sprawy były załatwiane. Jeśli o tym wiedziała, to też znaczy, że powinna podać się do dymisji. Istnieje rozróżnienie - między powinna, a faktem, czy to zrobi. Z punktu widzenia polskiego systemu samorządowego, jedyną sytuacją,w której prezydent miasta powinien się podać do dymisji, a tego nie robi, jest jakiś rodzaj nadzoru rządowego. I być może PiS-owi też o to chodzi, że za jakiś czas, np. za dwa miesiące, będziemy mieli sytuację, w której rząd namawiany jest do tego, żeby wprowadzić zarząd komisaryczny. I tu też mamy dwie sytuacje.

Jakie?
Jedna wygodniejsza dla PiS i druga - mniej wygodna. Ta mniej wygodna to zlikwidowanie jednostek samorządu terytorialnego i po półrocznej działalności komisarza zarządzenie wyborów samorządowych w Warszawie. Wygodna oznacza zawieszenie jednostek i wtedy możliwość utrzymania komisarza praktycznie przedłuża się aż do przyszłych wyborów samorządowych. Być może PiS-owi chodzi o sytuację, w której ta procedura na tyle się wydłuży, że będą w stanie wprowadzić komisarza, który byłby do końca kadencji.

Ministrowie, jak pan Ćwiąkalski, podawali się do dymisji, nie mając nic wspólnego ze zdarzeniami, jakie tę dymisję spowodowały.
Ja też dymisją Ćwiąkalskiego byłem zadziwiony, uważałem, że Tusk postąpił nie fair, tylko pamiętajmy o różnicy ustrojowej. W momencie, w którym minister nie podaje się do dymisji, to premier i tak może go odwołać. Jeśli chodzi o prezydenta Warszawy, to nie ma takiej instytucji, która może go odwołać. Może być odwołany w referendum, ale to osobna historia; bądź rząd, w specyficznych okolicznościach może zastosować ustawę o samorządzie terytorialnym. O winie pani Gronkiewicz nie przesądzam, nie mam przesłanek, żeby powiedzieć, że ona o tej sprawie rzeczywiście wiedziała i ją ukryła. Ale jeśli spekulujemy o skutkach politycznych, to może być paradoksalna sytuacja, że sama Platforma będzie namawiała ją do dymisji. Gdyby się podała, w Warszawie odbyłyby się wybory samorządowe, a to dawałoby szansę Platformie, że jakiś inny ich polityk te wybory wygrywa. Różne rzeczy nas jeszcze mogą zaskoczyć w ciągu najbliższych miesięcy. Wszystko zależy, z jakimi informacjami wyjdzie prokuratura i CBA, zakładając, że będzie to robione bez zaangażowania politycznego, bo z poprzednich rządów PiS-u mamy złe doświadczenia w tym względzie.
Pana wyrzucono z Platformy, wystarczyło , że szkodzi Pan wizerunkowi partii.
Jeśli by chciano te standardy utrzymać, czy raczej to, co wtedy nazywano standardami, bo żadnego standardu to nie trzymało, to pani Gronkiewicz byłaby z Platformy usunięta i PO wzywałaby do jej dymisji. Ale pani Gronkiewicz z tego punktu widzenia nie jest groźna wewnętrznie. Ona nigdy liderem partii nie zostanie, nie ma własnej frakcji, nie jest dla Schetyny zagrożeniem. Jeśli jest zagrożeniem, to w tym sensie, że może, jak mina, eksplodować w tym procesie i spowodować, że Schetyna będzie w bardzo trudnej sytuacji.

Kiedy Pan był prezydentem w Warszawie, nie miał Pan wiedzy o tym, co robią Pana urzędnicy, jakie decyzje podejmują?
To jasne, żaden prezydent nie ma pełnej wiedzy, bo by zwariował. Nie może wiedzieć o każdej decyzji, każdym postępowaniu.

O każdej - nie, ale o takiej, która jest warta ponad sto milionów złotych?
Ma pani rację, są decyzje specjalne, kluczowe. W przypadku pani Gronkiewicz to działka przy ul. Chmielnej 70, a w moim przypadku to były wykupy działek pod Most Siekierkowski. Niby mogli się tym zajmować zwykli urzędnicy, i zajmowali się, ale to była sprawa tej wagi i tego priorytetu, że gdybyśmy tych działek nie wykupili, nie mógłbym zbudować mostu. A zatem mimo że to była sprawa w sensie formalnym drobna, nie tak istotna z punktu widzenia miasta, to oczywiście mój patronat i osobiste zajęcie się tą sprawą miało miejsce. Prezydent musi wybierać, co jest priorytetem. W sprawach reprywatyzacyjnych, jeśli rzecz dotyczy gruntów o tak olbrzymiej wartości, jakiś system monitorowania tego powinien prezydent wytworzyć. Dla własnego dobra. I to widać - gdyby taki system był, to takie rzeczy by się nie działy. Ale ja byłem prezydentem 15 lat temu. Od 15 lat nie stworzono ustawy reprywatyzacyjnej i tak naprawdę jesteśmy z gruntami warszawskimi w takiej samej dżungli, w jakiej byliśmy kilka lat po odzyskaniu niepodległości. I to jest olbrzymi zarzut polityczny. Jeśli Tusk celowo wstrzymał te ustawę, to jest to źródłem tego wszystkiego. Bo to, że jacyś ludzie zaczną kombinować, to każda władza musi zdawać sobie z tego sprawę i tak działać, żeby tego typu sytuacje eliminować.

Powiedział Pan, że w sprawie reprywatyzacji w Warszawie cały czas widzimy czubek góry lodowej. To wiedza, czy podejrzenia?
Gdybym miał wiedzę, to złożyłbym doniesienie do prokuratora. To nie jest wiedza, ale generalnie jest taka atmosfera, w której bardzo wiele osób mówi, że do ratusza szło się załatwiać sprawy przez konkretną kancelarię prawną, a inni tych spraw załatwiać nie mogli. Tak naprawdę wiemy tylko o cząstce tego, czym te kancelarie się zajmowały. Ale w tej sprawie staram się trzymać dystans - ani nie rzucać na panią Gronkiewicz oskarżeń, do których w tej chwili nie mam podstaw, ani nie stawiać się w szeregu jej obrońców, bo widzę, jakie zaniedbania były poczynione. Czekam jak wielu z nas, na to, co będzie dalej. Może się okazać, że pani Gronkiewicz tylko zgrzeszyła brakiem nadzoru nad swoimi urzędnikami. Wtedy byłaby to wina polityczna, ale nie ostateczna przyczyna zniknięcia z polityki. Ale może być i tak, że będą się gorsze rzeczy pokazywały. Muszę zachować dystans, bo nie znamy rzeczy, które się będą działy.

W panią Gronkiewicz-Waltz bije już pan Petru.
Jeśli będą przyspieszone wybory w Warszawie, to Ryszard Petru nie ma innego wyjścia, tylko musi w nich wystartować. Rywalizacja w Warszawie będzie elementem rywalizacji Platformy i Nowoczesnej w skali kraju. Jeśliby wybory przedterminowe były, to wydaje mi się, że Petru będzie startował. Ale z drugiej strony wydaje mi się, że tych wyborów nie będzie. Mogłyby być tylko wtedy, gdyby pani Gronkiewicz sama podałaby się do dymisji.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Eustachy
Czyby to jeszcze byłoby po polsku?
A
Adler
Facio! Ty zyjesz? Jak widać tak - bo nawet pierdzisz! Daruj sobie te twoje idiotyczne komentarze, bo naprawdę, nikt nie jest nimi zainteresowany! Jakbyś napisał, jak skręcić kasę z kasyna, ooo! To byłoby ciekawe!
Dodaj ogłoszenie