Paweł Jabłoński: Osoby przebywające na granicy polsko-białoruskiej są wykorzystywane do rozgrywki politycznej, także przez ludzi w Polsce

Lidia Lemaniak
Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych
Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych Sylwia Dabrowa
- Polska pozostaje cały czas w gotowości, aby udzielić pomocy, z taką ofertą zwróciliśmy się do Białorusi w ubiegłą niedzielę. Konwój pomocy humanitarnej cały czas stoi na granicy, jest gotowy do wjazdu, ale dostaliśmy odmowę. To pokazuje, że ze strony Białorusi nie ma zgody na udzielenie przez nas pomocy tym ludziom. Oni są po prostu wykorzystywani do rozgrywki politycznej. To samo dotyczy ludzi, którzy działają po naszej stronie granicy - mówi Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych.

Tzw. Państwo Islamskie wzięło na siebie odpowiedzialność za czwartkowy zamach bombowy w pobliżu lotniska w stolicy Afganistanu Kabulu. Zacznijmy od pesymistycznego pytania – czy ataków w tym miejscu, przeprowadzonych przez tzw. Państwo Islamskie – może być więcej?
Oczywiście. Sytuacja może być o wiele gorsza niż ta, która ma miejsce obecnie. Poziom destabilizacji w Afganistanie cały czas się pogłębia. Monitorujemy sytuację tak dokładnie, jak to jest możliwe i doskonale widać, że w najbliższych dniach i tygodniach będzie tam bardzo niebezpiecznie.

Afganistan. Zamach w Kabulu: zamachowiec wysadził się koło l...

Pojawiły się informacje, że NATO ostrzegało USA, że do takich zamachów może dojść. Czy zrobiono wszystko, aby tej tragedii zapobiec? Czy w ogóle da się w jakikolwiek zapobiec aktom terroryzmu?
Trudno powiedzieć czy zrobiono wszystko, natomiast na pewno w krajach, w których silne są organizacje terrorystyczne, gdzie ograniczona jest obecność sił NATO, sytuacja jest trudna do kontrolowania w zupełności. Z pewnością nie da się przewidzieć wszystkiego, ale informacje, które docierają należy wykorzystywać jak najlepiej, tzn. zapobiegać im i chronić wszystkie potencjalne ofiary.

W czwartek zamach terrorystyczny w Kabulu, również w czwartek zakończyła się polska misja ewakuacyjna z tamtego kraju. Przypadek? Czy może mieli Państwo informację o niebezpieczeństwie?
Docierały do nas informacje o tym, że zagrożenie narasta, a sytuacja na miejscu jest niezwykle ryzykowna. To, co działo się wokół lotniska, gdzie gromadziły się tysiące ludzi, wskazywało na to, że ryzyko cały czas rośnie. W związku z tymi informacjami podjęliśmy decyzję, że operacja ewakuacji musi zostać zakończona. Podjęliśmy tę decyzję w najbardziej właściwym momencie. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostajemy w gotowości, aby pomagać naszym sojusznikom. Wszystkie kraje NATO analizują to, co będzie można robić wraz ze zmieniającą się sytuacją. Trzeba też zauważyć, że to nie jest tak, że mamy tam wyłącznie dwie strony, czyli talibów i ludzi, którzy chcą się ewakuować. Odpowiedzialność za zamachy wzięło tzw. Państwo Islamskie i wszystko wskazuje na to, że to oni ich dokonali. To grupa, która także w stosunku do talibów reprezentuje wrogie zamiary, istnieje tam wewnętrzna rywalizacja między tymi grupami, co jeszcze zwiększa ryzyko tego, iż będzie dochodzić do kolejnych ataków.

Czy Polska ewakuowała z Afganistanu wszystkich ludzi, których powinna czy też mogła ewakuować?
Ewakuowaliśmy wszystkie osoby, do których udało nam się dotrzeć i wszystkich, których w tych warunkach można było wywieźć. Potrzeby zgłaszane były przez wielu ludzi równocześnie do kilkunastu państw sojuszniczych. Wywieźliśmy również osoby, o których ewakuację prosili nas nasi sojusznicy, czyli np. tłumaczy współpracujących z Litwą, Estonią, Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Były również działania ewakuacyjne z list NATO, uzgodnione między premierem Mateuszem Morawieckim a sekretarzem generalnym Jensem Stoltenbergem; były ewakuacje w ramach UE, dotyczące współpracowników przedstawicielstwa UE w Kabulu. Polska była więc bardzo otwarta, aby udzielać wsparcia i sami również ze wsparcia sojuszniczego korzystaliśmy – dwie nasze obywatelki zostały ewakuowane samolotem czeskim.

Ilu ludzi trafiło do Polski w ramach ewakuacji z Afganistanu?
14 samolotami ewakuowaliśmy łącznie prawie 1300 osób. Do Polski trafiło ok. 1000 osób, ale część z nich jest w naszym kraju tymczasowo, ponieważ następnie będą oni przemieszczać się do krajów, z którymi współpracowali. Nie możemy na tym etapie podawać jeszcze wszystkich szczegółów, także po to, żeby chronić te osoby.

Wśród tych osób są tacy, którzy zadeklarowali chęć pozostania w Polsce na stałe?
Na ten moment nie możemy podawać takich informacji. Jest dla mnie całkowicie zrozumiałe, że osoby, które współpracowały z polskim kontyngentem wojskowym, mają kontakt z naszymi żołnierzami czy pracownikami cywilnymi, w naturalny sposób mogą być zainteresowane pozostaniem w Polsce i takim ludziom z pewnością będziemy chcieli pomóc.

Ambasador Afganistanu w Polsce, na konferencji prasowej z premierem Morawieckim i ministrem Dworczykiem, która miała miejsce w czwartek mówił, że osoby, które w ostatnich dniach przyleciały do Polski to „najlepsi ludzie w moim kraju”, ludzie bardzo mądrzy. Jak Polska może wykorzystać potencjał tych osób, jeśli zadeklarują chęć pozostania tu na stałe?
Moje osobiste podejście do tej sprawy jest takie, że nasze wsparcie dla Afgańczyków absolutnie się nie kończy. To, że w tej chwili jest tam sytuacja taka, jaka jest, nie oznacza, że powinniśmy ten kraj spisać całkowicie na straty. Ludzie, którzy współpracowali z Polską, robili to także dlatego, że patrzyli na to jako na jeden ze sposobów zbudowania państwa sprawnego, dobrze funkcjonującego i które mogłoby się rozwijać z korzyścią przede wszystkim dla Afgańczyków. Uważam, że w dalszym ciągu takie działania należy podejmować, wspierać ludzi, którzy obecnie są na emigracji, które będą chciały działać na rzecz tego kraju, który będzie kiedyś – mam nadzieję – krajem sojuszniczym Polski. To może dzisiaj wydaje się perspektywą dość odległą i bardzo mało realną – ale to nie znaczy, że sytuacja, która ma miejsce dzisiaj, jest niezmienna.

Przejdźmy teraz do Białorusi, a konkretnie imigrantów znajdujących się po białoruskiej granicy z Polską. W co gra z nami, zresztą nie tylko z nami, ale i z całą UE, Łukaszenka?
Cel Łukaszenki – w najprostszych słowach – to dążenie do destabilizacji UE, w szczególności tych krajów, które postrzega jako swoich wrogów, czyli przede wszystkim Polski i Litwy. To kraje, które najmocniej dążyły do tego, aby była wspólna reakcja UE i NATO wobec reżimu Łukaszenki po sfałszowanych wyborach, po kolejnych represjach w stosunku do opozycjonistów, po porwaniu samolotu z Romanem Protasiewiczem. Także ostatnio w Łukaszence bardzo negatywne emocje wzbudziło ewakuowanie do Polski Krysciny Cimanouskiej. Jest to więc pewnego rodzaju zemsta z jego strony – i próba udowodnienia, także samemu sobie, że wciąż ma on pewne narzędzia, aby nasze państwo zaatakować. Działania, które zaczął realizować najpierw w stosunku do Litwy, ponieważ granica białorusko-litewska jest dużo trudniejsza do ochrony, początkowo przynosiły mu pewne sukcesy i kilka tysięcy osób przeszło na stronę litewską. Kiedy Litwini umocnili granicę, skierował wektor swoich działań na Polskę i na Łotwę. Łukaszenka dąży do tego, aby zmusić państwa UE do otwarcia granic dla każdego, kogo na te granice sprowadzi – krótko mówiąc liczy na powtórkę z 2015 roku, tym razem ze wschodu.

Słowem – Łukaszenka dąży do tego, żeby powtórzyła się sytuacja z 2015 roku, czyli do wywołania kolejnego kryzysu migracyjnego. Zdaje się jednak, że zarówno Komisja Europejska, jak i kraje UE, które szeroko otwierały ramiona na imigrantów, otworzyły jednak oczy, gdyż twierdzą, że ten błąd nie może się powtórzyć. Więc chyba Łukaszenka swojego celu nie osiągnie?
Myślę, że Łukaszenka przegra, dlatego że podejście UE rzeczywiście się zmieniło. W 2015 roku sytuacja była inna. Opór, jaki stawiało wówczas kilka krajów, czyli Polska, Węgry, kraje Europy Środkowej, wywoływał wtedy bardzo mocne ataki ze strony wielu polityków w Brukseli. Wraz z rozwojem sytuacji, otwieraniem oczu na rzeczywistość, która stała się codziennością społeczeństw w np. Niemczech i Francji, czyli krajach, które bardzo otworzyły się na imigrację, te kraje zobaczyły, że to był po prostu błąd. Bardzo ważny w tym kontekście był czerwiec 2018 roku, kiedy to miał miejsce szczyt Rady Europejskiej w Brukseli. To były bardzo długie negocjacje, a premier Mateusz Morawiecki wraz z partnerami z Grupy Wyszehradzkiej doprowadził do tego, że UE w konkluzjach ze szczytu zmieniła swoje podejście do imigracji. Od tamtej pory nie było już mowy o przymusowych kwotach i relokacji migrantów, ale o tym, że wszystkie kraje są rzeczywiście współodpowiedzialne za politykę migracyjną, ale każdy może w tej odpowiedzialności uczestniczyć w taki sposób, jaki uważa za słuszny. Od tego momentu, od 2018 roku, zmieniło się podejście UE. Na szczęście wyciągnięto wnioski z błędów z 2015 roku. Uważam więc, że Łukaszenka przegra, bo – po pierwsze – UE wyciągnęła wnioski z 2015 roku, po drugie – bo UE będzie odpowiednio reagowała na działania białoruskiego dyktatora. Jeżeli sytuacja się nie zmieni, będziemy dążyć do tego, żeby zostały nałożone dodatkowe sankcje, także na ludzi zaangażowanych w tę operację. Jest to działanie wymierzone w UE – i UE musi zareagować.

Pojawiają się opinię, że kryzys migracyjny, który Łukaszenka próbuje wywołać, jest zemstą na UE za sankcje na Białoruś. Czy zatem kolejne sankcje się sprawdzą?
Uważam, że tak, ponieważ żeby sankcje były skuteczne, muszą być stosowane konsekwentnie. To nie jest tak, że niezwłocznie po ich wprowadzeniu, miesiąc czy dwa później, można ocenić czy one są skuteczne, czy nie – zwłaszcza jeśli mają one charakter gospodarczy. Aby były one skuteczne, muszą być dotkliwe, a żeby były dotkliwe, to czasem muszą być stosowane przez dłuższy czas. Sytuacja gospodarcza Białorusi jest trudna, co wynika z polityki jaką prowadzi Łukaszenka – jego ludzie po prostu rozkradają to państwo, budując swoje majątki kosztem białoruskiego społeczeństwa. Konsekwentna polityka w sprawie sankcji jest niezbędna, żeby zwyciężyć.

Wróćmy na chwilę do 2015 i 2018 roku, o którym już mówiliśmy. Chyba już wszyscy widzą i wiedzą, że wówczas w sprawie imigrantów to Polska i Węgry miały rację. Czy zatem instytucje unijne jest stać na to, żeby publicznie powiedzieć: „tak, wtedy Polska i Węgry miały rację”?
Dla każdego polityka trudne jest przyznanie się do błędu i wycofanie z błędnych decyzji. Jednak to nie słowa są tu ważne – najważniejsze jest to, że zmienia się działanie. To po czynach trzeba oceniać, czy wcześniejsza polityka była prawidłowa, czy też nie. Myślę, ze to co robi dziś UE i jej instytucje, a także stolice krajów, które chętnie przyjmowały wówczas imigrantów dowodzi, że to my mieliśmy rację.

Jakie są rozwiązania sytuacji, która panuje obecnie po białoruskiej stronie granicy? Na tę chwilę wydaje się ona patowa. Ci imigranci będą tam przebywać jeszcze np. 3 miesiące albo i dłużej?
To rzeczywiście sytuacja trudna do rozwiązania, ale rozwiązać muszą ją władze kraju, które do niej doprowadziły, czyli władze Białorusi. Polska pozostaje cały czas w gotowości, aby udzielić pomocy, z taką ofertą zwróciliśmy się do Białorusi w ubiegłą niedzielę. Konwój pomocy humanitarnej cały czas stoi na granicy, jest gotowy do wjazdu, ale dostaliśmy odmowę. To pokazuje, że ze strony Białorusi nie ma zgody na udzielenie przez nas pomocy tym ludziom. Oni są po prostu wykorzystywani do rozgrywki politycznej. To samo dotyczy ludzi, którzy działają po naszej stronie granicy – polityków, aktywistów, dziennikarzy – przychodzą bezpośrednio w pobliże miejsca, gdzie znajdują się imigranci, atakują Straż Graniczną i wojsko, próbują się przedzierać przez kordony. Niestety, mam poczucie, że w wielu wypadkach motywacją nie jest chęć pomocy, ale budowania własnej pozycji politycznej na generowaniu emocji. Być może te osoby liczą na to, że przejdą na teren Białorusi i zostaną zatrzymane przez tamtejsze służby, a to będzie kolejny element zaostrzający tę sytuację. Na to absolutnie nie możemy pozwolić.

W Usnarzu bez zmian. Koczujący po białoruskiej stronie grani...

Zapowiedział Pan na Twitterze zawiadomienie do prokuratury ws. tekstu Bartosza Kramka w „Gazecie Wyborczej”. „Obalmy zasieki na granicy. Zaprotestujmy w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa” – nawołuje w artykule jego autor. Czy zawiadomienie już zostało przez Pana złożone?
Tak, zawiadomienie do prokuratury skierowałem w środę. Żyjemy w państwie demokratycznym, w kraju, w którym jest wolność słowa – i całkowicie rozumiem, że każdy może po swojemu patrzeć na różne sprawy. Nawet, jeśli niektóre wypowiedzi uważam za szkodliwe i głupie, to znaczna ich ma prawo pojawiać się w życiu publicznym i trzeba się z tym godzić. Ale są też takie wypowiedzi, które stanowią zachętę do przestępstwa i łamania prawa. Jeśli ktoś nawołuje do niszczenia znaków granicznych, instalacji, które zabezpieczają naszą granicę, publikuje to bardzo duże medium ogólnokrajowe – to trudno sobie wyobrazić coś, co w większym stopniu mogłoby wypełniać znamiona podżegania do przestępstwa. Zachęcanie do łamania prawa samo w sobie jest przestępstwem, pomocnictwo – w postaci udzielania w tym celu łamów prasy – także jest przestępstwem. Uważam, że w tym przypadku granica została przekroczona i nie może być na coś takiego zgody.

Happening w Usnarzu Górnym. Dziennikarz Wyborczej, Babcia Lo...

Już kilka lat temu Bartosz Kramek nawoływał do „majdanu w Warszawie”.
Pozostawienie bez reakcji tego typu wypowiedzi może skutkować tym, że będziemy mieć ich dalszą eskalację. Jako funkcjonariusz publiczny mam obowiązek podejmowania takich działań, aby zapobiegać sytuacjom, o których mówiliśmy.

Przejdźmy do relacji z USA. Czy Polska – poza pracownikami Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie – ewakuowała z Afganistanu jakieś inne osoby na prośbę Ameryki?
Nie mogę mówić zbyt dużo na temat konkretnych osób, którym pomagaliśmy. Natomiast przez ostatnie dni, kiedy trwała ewakuacja, w zasadzie bez przerwy pozostawaliśmy w łączności z przedstawicielami USA, NATO i innych organizacji narodowych oraz państw sojuszniczych. Pomagaliśmy sobie w ewakuacji i wspieraliśmy się nawzajem. Polska ewakuowała osoby nie tylko współpracujące z naszym krajem, ale wspieraliśmy w tym zakresie także USA i będziemy to dalej robić, bo jesteśmy sojusznikami w NATO. Myślę, że największym wyzwaniem, jakie nas czeka w najbliższych tygodniach, jest przede wszystkim wsparcie dla państw sąsiadujących z Afganistanem, które będą narażone na duże grupy rzeczywistych uchodźców z tego kraju. Żeby zapewnić im możliwość poradzenia sobie z tą sytuacją, a także zapobiegać temu, aby fale uchodźców były zmuszane do przemieszczania się dalej, niezbędne będzie udzielenie pomocy na miejscu, w państwach sąsiednich, buforowych, które – w rozumieniu prawa międzynarodowego – będą stanowić dla uchodźców pierwszy kraj bezpieczny.

W kontekście stosunków z USA nie sposób nie wspomnieć o tzw. lex TVN. Czy odbywały się jakieś rozmowy na ten temat z administracją amerykańską? Wszystko wskazuje na to, a nawet jest taka pewność, że prezydent Andrzej Duda zawetuje nowelizację ustawy medialnej. Może ze strony USA były jakieś naciski?
Oczywiście, ze strony amerykańskiej otrzymywaliśmy sygnały, że ta ustawa jest przez nich oceniana negatywnie. Prowadziliśmy z USA bardzo dużo rozmów, na bardzo różnych szczeblach, z naszej strony zawsze tłumacząc, jakie są powody dla których ustawa ta powinna zostać przyjęta. Wskazywaliśmy zwłaszcza na element, który już dzisiaj jest obecny w ustawie o KRRiT, a który mówi o limicie 49 proc. kapitału spoza obszaru Europejskiego Obszaru Gospodarczego – a także na to, że przepis ten jest obchodzony poprzez tworzenie spółek pośredniczących, tak jak ma to miejsce w przypadku holenderskiej spółki będącej formalnie właścicielem polskiej spółki TVN. Ta holenderska spółka nie prowadzi przecież realnie żadnej działalności, jest de facto spółką fikcyjną. Wskazywaliśmy na to, że taki stan prawny jest niepożądany. Co się w tej sprawie stanie – nie chcę przewidywać. Osobiście uważam, że zmiany prawne w tym zakresie są wskazane i uzasadnione.

Argumenty, które przedstawiali Państwo stronie amerykańskiej spotkały się z jej zrozumieniem, czy niekoniecznie?
Mam wrażenie, że na poziomie merytorycznym argumenty te spotkały się ze zrozumieniem – a najlepszym dowodem na zasadność tych argumentów jest fakt, że przeciwnicy nowelizacji ustawy medialnej nie podejmują próby polemiki z nimi, a raczej atakują tę ustawę używając stwierdzenia, że jest to „atak na wolność słowa”. To zarzuty zupełnie oderwane od treści tych przepisów – i w ogóle od rzeczywistości. Merytoryczna polemika dla przeciwników tej ustawy jest bardzo trudna także dlatego, że tego rodzaju regulacje istnieją w wielu krajach UE.

Podsumujmy – jak aktualnie wyglądają relacje między Polską a USA? Zdecydowanie przeważa opinia, że są one nieco chłodniejsze, może nawet bez słowa „nieco”, niż gdy prezydentem Stanów Zjednoczonych był Donald Trump.
Na pewno jest tak, że w wielu sprawach z USA się nie zgadzamy. Zawsze tak było, ale teraz może nieco bardziej zwraca się na to uwagę. Jeśli np. USA wycofują się z sankcji na Nord Stream 2, to my otwarcie mówimy, że nam się to nie podoba i jest to decyzja błędna, groźna dla bezpieczeństwa UE. Komunikujemy to partnerom amerykańskim, a także publicznie, bo uważamy, że należy o tym głośno mówić – bo to zagrożenie dla stabilności w Europie. Czy to powoduje, że pogarszają się nasze stosunki z USA? Nie, ponieważ w każdym sojuszu są takie sprawy, do których sojusznicy mają inne podejście, ale pomimo tego łączy nas strategiczny interes – utrzymanie pokoju w Europie i na świecie. Dopóki będziemy o tym pamiętać, nie ma jakichkolwiek podstaw, żeby stosunki Polski z Ameryką się pogarszały, nawet jeśli są sprawy, w których nie ma między nami stuprocentowej zgody. Szczerość w relacjach też jest niezbędna.

Jeszcze kilkanaście dni temu ten temat rozgrzewał opinię publiczną, wszyscy żyliśmy niezwykle ostrą reakcją Izraela na podpisanie przez prezydenta Andrzeja Dudę nowelizacji KPA, a teraz tak wiele dzieje się w polityce zagranicznej, że ta sprawa nieco umilkła. Jak więc na ten moment wyglądają stosunki Polski z Izraelem?
W dalszym ciągu zależy nam na tym, żeby mieć dobre stosunki z Izraelem, ale do tanga trzeba dwojga. Agresywne działania ze strony tego kraju, ataki na Polskę, oskarżanie naszego kraju o bardzo poważne przestępstwa, jak np. negowanie Holokaustu, to kroki, które są zupełnie nieuzasadnione. Ataki Izraela są oderwane od rzeczywistej treści ustawy. Tłumaczymy każdemu, kto ma ochotę zapoznać się z faktami, dlaczego ta ustawa musiała zostać uchwalona. Przypominamy o wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2015 roku, mówimy o tym, jak wyglądała dzika reprywatyzacja w Warszawie, tłumaczymy to również stronie izraelskiej. Mam jednak wrażenie, że Izrael – z powodów prawdopodobnie wynikających z wewnętrznej polityki tego kraju – niespecjalnie przykłada wagę do faktów. Strona izraelska uznała najwyraźniej, ze bardziej opłaca się jej atakowanie Polski. Być może dlatego, że pomoże to skonsolidować elektorat, na którego poparcie liczy minister spraw zagranicznych Izraela. Oceniamy to bardzo negatywnie, również dlatego, że absolutnie nie zgadzamy się na wykorzystywanie Holokaustu jako narzędzia w bieżącej polityce. Polska, tak jak Izrael, w potężnym stopniu ucierpiała w trakcie II wojny światowej. Śmierć milionów naszych obywateli nie może być wykorzystywana w taki sposób, jak robi to dziś Izrael – nigdy się na to nie zgodzimy. A co do naszej reakcji – stosujemy zasadę wzajemności. Skoro Izrael postanowił obniżyć rangę swojej obecności dyplomatycznej w Warszawie, w taki sam sposób dostosowaliśmy rangę naszej obecności w Tel Avivie i będziemy również reagować symetrycznie w dalszym ciągu. Pozostajemy w gotowości do tego, żeby nasze stosunki mogły być dobre, jeśli tylko politycy po drugiej stronie wycofają się ze swoich działań. To nie po naszej stronie jest ta piłka.

To, kiedy ambasador RP Marek Magierowski wróci na placówkę, zależy więc wyłącznie od zachowania Izraela?
Jeżeli będzie ze strony Izraela realna wola do tego, aby wycofać się z tego, co miało miejsce w ostatnich tygodniach, to z naszej strony na pewno jest taka gotowość, ale rozmowa musi odbywać się na zasadach wzajemnego szacunku i uczciwości. Nasze kraje łączy wiele spraw i nasze relacje mogą być bardzo dobre. Osobiście bardzo bym tego chciał.

Czy aktualnie mamy najgorsze w historii relacje Polski z Izraelem? Osobiście nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek było tak ostro.
Również nie przypominam sobie innej, podobnej sytuacji. Mam wrażenie, że Izrael nawet swoich największych przeciwników, także w regionie Bliskiego Wschodu, nie traktował w ten sposób. To jest też pytanie do samego społeczeństwa izraelskiego – jak będzie to oceniało. Liczymy na to, że nastąpi pewne otrzeźwienie po tamtej stronie i zwycięży zdrowy rozsądek.

Dopłaty do cen energii

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Nie dopuszczać żadnych cywilów na odległość minimum 1 km od pasa granicznego i sprawa rozwiązana
k
kasienaka
29 sierpnia, 18:23, kasienka:

Nowe wywczasy : ' SURVIVAL A'LA LUKASZENKA". Wsiadasz do samolotu w Bagdadzie po uiszczenu naleznosci synom Lukaszenki po czym ladujesz na granicy Litewskiej, Lotewskiej lub Polskiej. Na granicy z Polska przewidywane sa szczegolne preformances : bieg slalom glupa z niebieska siata, wyzwiska obronczyni UBeckich emerytur, spacer dwoch gousiow w wyglansowanych buciczkach POlaczony z rzutem spiworem oraz konserwami wieprzowymi, wrzaskami ekspertki od ordynarnych gwiazdek, oraz obecnosc "wolnych mediow 24 h przekazujacych nowosci tv Minsk. To wszystko gratis w ramach akcji POzyteczny Idiota.

ps. Tusk nauczyl sie nowego slowa "PARADYGMAT". Tuzy POwskiego intelektu Scerba, Jachyra, ten od pilowania katolikow oraz filazof od swini tarzajacej sie w blocie zapewne rzucili sie do slownika wyrazow obcych zeby dorownac nowemu calkiem swiezemu nabytkowi europejskiego intelektu.

k
kasienka
Nowe wywczasy : ' SURVIVAL A'LA LUKASZENKA". Wsiadasz do samolotu w Bagdadzie po uiszczenu naleznosci synom Lukaszenki po czym ladujesz na granicy Litewskiej, Lotewskiej lub Polskiej. Na granicy z Polska przewidywane sa szczegolne preformances : bieg slalom glupa z niebieska siata, wyzwiska obronczyni UBeckich emerytur, spacer dwoch gousiow w wyglansowanych buciczkach POlaczony z rzutem spiworem oraz konserwami wieprzowymi, wrzaskami ekspertki od ordynarnych gwiazdek, oraz obecnosc "wolnych mediow 24 h przekazujacych nowosci tv Minsk. To wszystko gratis w ramach akcji POzyteczny Idiota.
G
Gość
Chleba nie pozwolimy podać, ale będziemy pląsać u Rydzyka. Kosmiczna obłuda z tą miłością bliźniego.
Dodaj ogłoszenie