Paweł Graś wraca do polskiej polityki. Co będzie w niej robił?

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Paweł Graś, najbliższy współpracownik Donalda Tuska
Paweł Graś, najbliższy współpracownik Donalda Tuska brak
Od lat stał i wciąż stoi przy Donaldzie Tusku. Lojalny, dyskretny, oddany. Przed wyjazdem do Brukseli mówiło się o nim, że jest człowiekiem do zadań specjalnych, na którego Tusk może liczyć w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji. Pytanie, jakie teraz lider Platformy postawi przed nim zadanie

W Platformie Obywatelskiej poruszenie. Do polskiej polityki wraca nie tylko Donald Tusk, ale i jego prawa ręka - Paweł Graś. Szara eminencja PO, człowiek, który stał i stoi przy Tusku od lat. Nic więc dziwnego, że na konferencji prasowej nowego szefa Platformy padło pytanie o to, czym teraz będzie się zajmował Paweł Graś.

- Na pewno będziemy współpracować. Ale dobrze, że pan o to pyta, to może w ten sposób uspokoję koleżanki i kolegów w klubie czy w partii, że nie mamy żadnego pomysłu z Pawłem Grasiem na jakieś stanowiska - odpowiedział Donald Tusk dziennikarzowi Onetu.

Więc, póki co, Graś pozostaje szefem gabinetu przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej, którą Donald Tusk wciąż kieruje.

- Minister Graś jest mi potrzebny do uprawiania, w dobrym tego słowa znaczeniu, polityki w Brukseli: kontaktów z Parlamentem Europejskim, innymi państwami. Troski nad tym, co się dzieje w Polsce w kontekście europejskim. Współpracowaliśmy ze sobą zawsze bardzo. No i co on by tu robił beze mnie, tak prawdę powiedziawszy - mówił Donald Tusk, kiedy wyjeżdżał do Brukseli i kiedy było już wiadomo, że jedzie z nim także Paweł Graś.

- Tusk do Brukseli mógł wziąć ze sobą kilka osób. Wziął Serafina, bo ogarnia wszystko na temat polityki europejskiej, Broniewskiego, bo zna angielski, i Grasia, bo ten chciał - śmiali się w Platformie.

To właśnie Graś był w Brukseli cieniem byłego premiera, ale też jest człowiekiem, na którego Tusk może liczyć w każdej sytuacji, o czym wielokrotnie się przekonał. Polscy politycy opowiadali swego czasu, że Graś jest emocjonalnie uzależniony od Donalda Tuska, że nie ma politycznych ambicji i od lat trzyma się lidera Platformy.

- Tusk wie, że Paweł nie jest kimś, kto budowałby swoją frakcję w partii czy zagrażał mu politycznie. Paweł jest lojalny i dyskretny - mówi nam jeden z polityków Platformy. I dodaje, że panów łączy dzisiaj przyjaźń. Ale Graś to nie tylko oddany współpracownik, to także doświadczony polityk.

Urodził się 57 lat temu w Kętach, niewielkim małopolskim miasteczku. Matka pracowała w gminnej spółdzielni, ojciec był kierowcą. „Dzieciństwo spędziłem głównie pod opieką babci. W przedszkolu wytrzymałem miesiąc, uciekałem codziennie w czasie poobiedniej ciszy. W szkole podstawowej byłem już bardziej cierpliwy” - pisał Graś na swojej stronie internetowej.

Wychował się w bardzo patriotycznej rodzinie. Józef Piłsudski do dziś jest dla niego najważniejszą postacią historyczną.

„Od dzieciństwa uczono mnie szacunku dla ludzi, którzy walczyli. Gdy dorosłem, chciałem być wśród nich” - tak tłumaczy swój pociąg do antykomunistycznych demonstracji.

Na zadymy w Nowej Hucie czy Gdańsku jeździł już jako 18-latek. Na Uniwersytecie Jagiellońskim (przez trzy lata studiował prawo, ostatecznie ukończył politologię) zaangażował się w działalność podziemnego NZS. Działacze studenckiego podziemia mówią o nim, że to twardy zawodnik, odważny facet, na zadymach zawsze stał w pierwszym szeregu, z kamieniem albo szmatą, jak wtedy nazywano transparenty.

Koledzy z podziemia zapamiętali Grasia jako małomównego, skrytego chłopaka w wytartych dżinsach i kurtce bojówce, z nieodłącznym papierosem w ustach. Nad jego łóżkiem wisiało ręcznie przepisane „Przesłanie Pana Cogito” Herberta. Nie był duszą towarzystwa.

Ale w poglądach bardzo zdecydowany, zdeterminowany w działaniu. Po przełomie 1989 roku skupił się na biznesie i założył firmę informatyczną. Impulsem do wznowienia działalności politycznej, już jawnej, stała się wygrana postkomunistów w wyborach w 1993 roku.

Dwa lata później zaangażował się w tworzenie krakowskich struktur Ruchu Stu, którego działacze w wyborach parlamentarnych w 1997 roku wystartowali pod szyldem AWS. Graś jednak nie zdobył mandatu. Został za to doradcą premiera Jerzego Buzka ds. bezpieczeństwa. W Sejmie pojawił się w grudniu 1998 roku, szybko jednak wziął urlop i pojechał na trzymiesięczny kurs językowy organizowany przez NATO w bazie wojskowej w Kanadzie.

W wyborach w 2001 roku Graś startował już z listy Platformy Obywatelskiej, do której wprowadził go Andrzej Olechowski. Nie błyszczał na sejmowej mównicy. Zasłynął za to próbą jej odblokowania, gdy Andrzej Lepper z grupą posłów uruchomił własny przenośny megafon. Potem się rozkręcił. Zasiadał w Komisji Spraw Zagranicznych, Komisji Obrony Narodowej oraz Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. W Sejmie IV kadencji był członkiem Komisji Nadzwyczajnej ds. rządowego projektu ustawy o Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu, przewodniczył Komisji ds. Służb Specjalnych. Był też pełnomocnikiem rządu do spraw bezpieczeństwa i koordynatorem służb specjalnych. Nie bez powodu, gdyż dobrze znał temat. W czasach opozycji interesował się bezpieką, analizował metody przesłuchań, by poznać taktykę SB. Z czasem zainteresowanie zamienił w pasję, a w jego biblioteczce przybywało książek o wywiadzie brytyjskim i amerykańskim. Później wiedzą o jednostkach specjalnych NATO zaskoczył samego generała Sławomira Petelickiego, twórcę GROM-u. Ale z funkcji koordynatora służb specjalnych zrezygnował. Oficjalnym powodem były sprawy osobiste i to, że chciał więcej czasu poświęcać rodzinie.

Tyle tylko, że Janusz Palikot w książce „Kulisy Platformy”, opisał spotkanie z Grasiem w jego gabinecie w kancelarii premiera po tym, gdy został koordynatorem.

„Wchodzę i widzę, jak siedzi, trzymając chyba coś w ręku. Inaczej niż zawsze, na mój widok w ogóle nie zareagował. Cześć, Paweł, przywitałem się. A on nic. Zero reakcji. Żadnego ruchu. To był widok jak z filmu Lot na kukułczym gniazdem. Wyglądał jak kompletny świr. Człowiek w całkowitej depresji, który za chwilę byłby gotów popełnić samobójstwo (...). Jego najwyraźniej tak przygniotły te służby i cały kontekst” - pisał Palikot.

Tuż przed wyjazdem do Brukseli był rzecznikiem rządu, ale nie jest tajemnicą, że tej funkcji nie lubił. Męczyły go ciągłe telefony od dziennikarzy, które w pewnym momencie przestał zresztą odbierać. Niechętnie udzielał wywiadów, no chyba, że musiał. Jedna z dziennikarek wspomina, że próbowała się z nim umówić na rozmowę dobrych kilka miesięcy. Wreszcie napisała mu SMS-a: „Udzieli mi pan tego wywiadu?” - zapytała. „Udzielę, jak tylko wrócę z Radomia” - odpisał. „A kiedy pan jedzie do Radomia?” - dopytywała SMS-owo. „Na razie się nie wybieram” - przeczytała za chwilę.

Cierpiał, ale dzielnie trwał na stanowisku. Jego dodatkowym zadaniem było pilnowanie partii. „Podczas spotkań, posiedzeń klubu chodził po sali albo stawał specjalnie na końcu, obserwując, kto na kogo patrzy, co kto komu szepcze do ucha. Wieczorami chodził po pokojach poselskich napić się wódki, żeby zorientować się we wszystkich plotkach. W ten sposób weryfikował prawdziwy układ sił w partii i nastroje. Trzeba przy tym wspomnieć, że to on ma zdecydowanie najmocniejszą głowę w Platformie. Może wypić najwięcej i pić najdłużej” - pisał w swojej książce Janusz Palikot.

Na kim Tusk mógł polegać bardziej niż na Grasiu?

- Wkradł się zgrabnie w łaski Tuska, zapełniając puste miejsce po Schetynie. Robi, co Tusk każe, jest posłuszny, wierny, oddany - opowiadał mi swego czasu Paweł Piskorski.

Tuska z Grasiem poznał ze sobą nie kto inny, a właśnie Grzegorz Schetyna, z którym z kolei Graś znał się z czasów NZS. Wspominając tamte czasy, stwierdził kiedyś w rozmowie z „Polską Gazetą Krakowską”, że wspólne doświadczenia łączą ludzi specyficzną chemią zaufania. Zarówno Tusk, jak i Schetyna mieli do Grasia pełne zaufanie, może dlatego ten był w Platformie uważany za człowieka do zadań specjalnych, także tych, które do przyjemnych nie należą. Kiedy w 2006 roku wyrzucono z Platformy Pawła Piskorskiego, jednego z jej ważniejszych polityków, wysłano do niego właśnie Grasia.

Piskorski tak opowiadał w wywiadzie rzece „Między nami liberałami” udzielonym Michałowi Majewskiemu: „Do mojego biura przyszedł Graś. Był zmieszany. Pamiętaj, że on posłem był między innymi dzięki mojej interwencji, był moim zastępcą i generalnie się lubiliśmy. Mówi: „Przyszedłem zająć papiery”. Ja byłem zniesmaczony, rozżalony, potraktowany jak gówniarz przez dawnych przyjaciół. Więc mu powiedziałem, żeby wyp...ał z biura. I Graś wyp...ił. Byłem gotów osobiście go wyrzucić. I już. Zostały jakieś osoby od niego i siadły w hallu, ale on sam poszedł jak niepyszny”.

Nie stracił stanowiska w wyniku afery podsłuchowej, chociaż w jej wyniku Grzegorz Schetyna, wydawałoby się najbliższy współpracownik Donalda Tuska, pożegnał się z teką szefa MSWiA. Zresztą kiedy między Tuskiem i Schetyną relacje stawały się coraz chłodniejsze, a panowie przestali uchodzić za zgodny tandem, Graś nie wahał się i stanął po stronie Tuska, wspierał nawet Jacka Protasiewicza, kiedy ten walczył ze Schetyną o przywództwo w regionie dolnośląskim PO.

Cały czas cieszył się zaufaniem szefa, chociaż sam również został przyłapany w Sowie i Przyjaciołach. Kelnerzy nagrali jego rozmowy z prezesem Orlenu Jackiem Krawcem, miliarderem Janem Kulczykiem, ministrem skarbu Włodzimierzem Karpińskim, księdzem Kazimierzem Sową, biznesmenem Tomaszem Misiakiem.

Na jednym z nagrań z 8 września 2013 roku słychać, jak Paweł Graś rozmawia z Jackiem Protasiewiczem, biznesmenem Tomaszem Misiakiem i Maciejem Wituckim, wówczas członkiem Rady Nadzorczej LOT.

Panowie dyskutowali o rosnącym problemie ze ściągalnością VAT i działalnością mafii podatkowych. „No wiesz, wszystko... zawsze coś za coś jest. Alternatywa dla nękania i dla szukania za wszelką cenę, no to jest gdzieś podniesienie czegoś, tak? Podatku albo czegoś” - mówił w nagraniu Graś.

Maciej Witucki dodał: „Te oszustwa VAT-owskie, to gdziekolwiek słyszę o temacie zorganizowanej przestępczości w Polsce, to już właściwie nie narkotyki”. „Absolutnie nie opłaca się już produkcja narkotyków, tylko VAT” - podkreślał Graś. Witucki przyznał: „Produkcja faktur jest lepsza”.

W 2019 roku sejmowa komisja śledcza ds. VAT przesłuchiwała w tej sprawie Grasia.

„Świadek wykazał się fachową wiedzą, skąd ją pozyskał?” - pytał Grasia Marcin Horała, polityk PiS, przewodniczący komisji.

„Nie była to wiedza tajemna, proceder był znany co najmniej od wejścia Polski do UE. Wszystkie kolejne rządy usiłowały VAT uszczelnić i działać w taki sposób, by ta luka była jak najmniejsza. Podobnie było za rządów koalicji PO-PSL. Od samego początku, od 2008 roku ministerstwo robiło wszystko, aby ten proceder przynajmniej zminimalizować” - mówił Graś. „A jak wiadomo, ten proceder istnieje do dzisiaj” - dorzucił.

Graś dodał, że z tego, co pamięta, pierwsze działania wymierzone w wyłudzenia były podejmowane przez MF od 2008 roku.

„Skoro działania były podejmowane, musiały dotyczyć zjawiska, którym rząd w jakiś sposób się martwił i przejmował” - oświadczył. Zaznaczył, że obszar ten nie znajdował się w jego kompetencjach.

Graś wydaje się jowialny, otwarty, bardzo naturalny, ale, jak mówią ludzie w Platformie, to pozory, bo tak naprawdę jest wrażliwym introwertykiem, którego łatwo zranić.

Na pewno nie był zadowolony, kiedy w internecie pojawiły się memy z nim w roli głównej, a wszystko za sprawą artykułu, jaki w 2009 roku ukazał się w „Super Expressie”.

„Już wiemy, na jakiej zasadzie Paweł Graś (45 l.), rzecznik rządu i jeden z najbliższych współpracowników premiera, mieszka wraz z rodziną w zabytkowym pałacyku w Zabierzowie pod Krakowem. Minister Graś nie płaci złotówki za wynajem tej pięknej i wartej dwa miliony złotych nieruchomości należącej do niemieckiego przedsiębiorcy Paula Roglera. Najzwyczajniej robi tam za dozorcę!” - pisała gazeta. I dalej: „Zapytaliśmy jedną z krakowskich agencji nieruchomości, ile kosztowałby Grasia wynajem pałacyku. Okazuje się, że co miesiąc musiałby przelać na konto niemieckiego przedsiębiorcy około 5 tys. zł. Tymczasem Graś od początku utrzymywał, że zajmuje nieruchomość na podstawie umowy o świadczeniu wzajemnym. Wczoraj wprost zapytaliśmy, na czym to świadczenie polega. Rzecznik długo się krygował, w końcu jednak przyznał, że nie płaci czynszu, tylko opiekuje się domem”.

I tak Paweł Graś został, przynajmniej na wspomnianych wyżej memach, dozorcą jednej z podkrakowskich kamienic.

Po tym, jak przestał być rzecznikiem rządu, został wybrany na sekretarza generalnego PO. Zastąpił na tym stanowisku Andrzeja Wyrobca, ale chwilę później wyjechał z Tuskiem do Brukseli. Już w pierwszym dniach pobytu na obczyźnie Grasia wyśledzili dziennikarze.

„Piwo w pubie, frytki na wynos - nie da się ukryć, że Paweł Graś w Brukseli czuje się już jak u siebie. Można też sądzić, że nowa praca raczej go nie męczy. Już w pierwszym tygodniu Graś znalazł czas na to, by razem ze znajomymi skoczyć na piwo. W Belgii mieści się kilkaset browarów, a tamtejszy złocisty trunek zaliczany jest do najznakomitszych na świecie. I widać, że bardzo mu posmakował, bo wychylił aż dwa kufle. A gdy potem dokuczał mu głód, skoczył do baru z frytkami - czyli najbardziej znanego w Belgii przysmaku” - pisał „Fakt”.

Cóż, wydaje się, że Graś w Brukseli czuł się całkiem dobrze: mimo wszystko z dala od telewizyjnych kamer, miał trochę spokoju, nie zajmował się też krajową, dość brutalną ostatnio polityką. Jeździł po świecie, podszkolił język, zdobył pewnie wiele cennych kontaktów. Teraz przyjdzie mu znowu stanąć na placu boju, bo przed opozycją trudne zadanie: wygrać kolejne wybory parlamentarne, a Donald Tusk, wracając do polskiej polityki, wziął na swoje barki część odpowiedzialności za jego wykonanie.

Współpraca: Małgorzata Nitek

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Nic nowego
Graś będzie chodził na smyczy tuska ..,
Dodaj ogłoszenie