18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Passent: Wrócić do Polski - to był jakiś imperatyw w mojej rodzinie

Redakcja
Daniel Passent
Daniel Passent Robert Kwiatek/archiwum Polskapresse
Udostępnij:
O swoim życiu, związku z Agnieszką Osiecką oraz o sobie: żydowskim dziecku przechowywanym podczas wojny "w szafie" u polskiej rodziny, mówi Daniel Passent w wywiadzie rzece, który przeprowadził Jan Ordyński.

Zaczynamy, jak Pan Bóg przykazał. Urodziłeś się...
Wolałbym od końca. Jestem przygotowany - dzieci odchowane, wnuki dorastają, praca wykonana, życie posprzątane. Kiedy pięć lat temu urodził się mój wnuk Kubuś, w klinice na placu Starynkiewicza, w gabinecie doktora Piotra Marianowskiego rozpłakałem się ze szczęścia. Dostałem od życia wszystko. Pora na rachunek. W gazetach pełno jest ludzi, którzy wystawiają rachunki innym. Własnych nie regulują. Ja uważam, że czas się pakować. Od pewnego czasu Agnieszka Osiecka miała w swoim pokoju małe zielone pudełko, a w nim najważniejsze dokumenty - metrykę urodzenia, zaświadczenie z banku, akt własności mieszkania. Ta książka to moje zielone pudełko.

Zacznijmy zatem od twojej metryki. Urodziłeś się 28 kwietnia 1938 r. w Stanisławowie. Co wiesz o swoich rodzicach?
Dzieciństwo mam amputowane. Od najmłodszych lat byłem pogodzony z tym, że nie mam rodziców, a właściwie, że oni nie żyją, nie istnieją, że ich nawet nie pamiętam, że nie mam żadnej fotografii Matki i tylko jedno zdjęcie Ojca, które odzyskałem już jako człowiek dorosły, w Paryżu.

Ale coś jednak o swoich rodzicach musisz wiedzieć.
Tyle, co syn napłakał. Mój Ojciec nazywał się Bernard Passenstein, mówiono na niego Berek, a matka Izabela ("Bela", "Bajla") z domu Mitz, pisane też Mic. Passenstein to rzadkie wśród Żydów nazwisko, występowało tylko w Warszawie. Ojciec był najmłodszy z rodzeństwa.

Z nikim z tego rodzeństwa się nie zetknąłeś?

W chwili rozstania z rodzicami miałem trzy lata. Jak wyglądał Ojciec - wiem z fotografii. Nie wiem, jak wyglądała Matka

Tylko z Anną Prawin, siostrą mojego Ojca. Ciotka Anna i jej mąż Jakub Prawin wychowywali mnie po wojnie. Opowiadali mi, że kiedy najstarszy brat Ojca Marek (Prawinowie nie powiedzieliby "Mojżesz"), stanął na nogi i zaczął zarabiać - wsparł mojego Ojca, najmłodszego w rodzinie, który wyjechał na studia do Francji. Tym samym rozpoczął w mojej rodzinie tradycję studiów zagranicznych, którą kontynuował mój wuj Jakub Prawin, a w następnych pokoleniach ja i Agata. W czasach mojego Ojca i pokolenia wuja studia za granicą były trochę wymuszone przez numerus clausus w Polsce. Nigdy nie próbowałem odszukać śladów Ojca na uczelni francuskiej, jedne wskazówki prowadzą na uniwersytet w Nancy, drugie do Paryża. Chciałbym to jeszcze zrobić. Ale zastanawiam się, czy ma sens poświęcenie reszty życia na poznanie jego początków, a nawet prapoczątków? Ojciec był inżynierem agronomem. Specjalność - kwiaty. W latach 60. dostałem zaproszenie z Paryża od przyjaciół Ojca z czasów studiów, Ewy Rotbard i Josepha Frenkla. To ładny gest - po wojnie i 30 latach zaprosić syna kolegi do Paryża. Zamieszkałem u tego drugiego. Był dobrze prosperującym adwokatem. Mecenas Joseph Frenkiel, "Avocat a la Cour d'Appel". Mieszkał w X. dzielnicy, na bulwarze Saint Martin, pod numerem 6, blisko Rue Saint-Denis. Na elewacji solidnej przedwojennej kamienicy widniał szyld jego kancelarii. Sam zajmował eleganckie mieszkanie i gabinet na pierwszym piętrze, a mnie ulokował na poddaszu. Biedniutkie to było poddasze i malutkie, jak to mansarda. Umywalka z zimną wodą i ubikacja kucana, wspólna, na korytarzu, taka, jakie pamiętałem ze studiów w Rosji. W mansardzie tylko w jednej części można się było wyprostować, było tam miejsce na łóżko i stolik z krzesłem.

CZYTAJ TEŻ:
* Fragment wywiadu rzeki z Janiną Paradowską. ''A miałam być aktorką...''
* Sekielski: Telewizja to emocje
* Bratkowski: Paszkwili nie czytam

Przypomniał mi się pokoik Majakowskiego w Paryżu:

"Od stołu
do szafy
od szafy pod stół
w pokoju łapię się ścian.
Hotel Istria
objąwszy mnie wpół
trzyma ciasno
na rue de Campagne"
.

Pan Frenkiel podprowadził mnie kiedyś do okna w swoim mieszkaniu i wskazał mi mansardę po drugiej stronie ulicy. - Tam mieszkaliśmy z twoim Ojcem przez całe studia. Na kolację mieliśmy jednego śledzia na dwóch - powiedział. Zauważyłem, że cały jego awans życiowy polegał na tym, że on z mansardy, czyli z poddasza na szóstym piętrze, awansował na dół, na pierwsze piętro, gdzie dorobił się eleganckiego mieszkania i kancelarii z widokiem na swoją młodość. Awansował o pięć pięter w dół. A mój Ojciec po studiach, zamiast zostać we Francji, wrócił do Warszawy, zamieszkał na Chłodnej 8. Nie wiem, dlaczego w pewnym momencie znalazł się w Częstochowie. Tam w 1936 r. ożenił się z pielęgniarką dyplomowaną Izabelą Mitz i znalazł pracę w Stanisławowie, gdzie dwa lata później urodziłem się ja.

Więcej śladów ojca w Paryżu nie znalazłeś?
Nie szukałem, bo jak wspomniałem, byłem zwrócony przodem do przodu. Zapisałem się do szkoły języka Alliance Française, na bulwarze Raspail. Niestety, pieniądze się kończyły i francuskiego się nie nauczyłem, podobnie jak gry na pianinie, czego się nadal wstydzę. Jednego i drugiego próbowałem. Wtedy, w Paryżu, chciałem uczyć się dalej, ale ciągnęło mnie do Warszawy, do "Polityki", do dziewczyny. Poza tym strach przed samowolnym przedłużeniem pobytu (w owym czasie rzecz ryzykowna, człowiek był własnością państwa), no i pieniądze - jak zdobyć "powszechny ekwiwalent"?

Wróciłem, bo ja zawsze wracam. Wrócić do Polski to jakieś fatum, imperatyw w mojej rodzinie. Prawin, syn Adolfa Prawina, zawiadowcy maleńkiej stacyjki Łowczuwek-Pleśna koło Tarnowa, studiował we Wiedniu - wrócił. Mój ojciec studiował w Paryżu, pochodził z biednej rodziny - wrócił. Ja studiowałem w ZSRR i w USA - wróciłem. Agata ukończyła Harvard - wróciła. Wbrew moim sugestiom, bo radziłem jej robić tam doktorat, nie spieszyć się z powrotem. Ukończyła Harvard z wyróżnieniem. Miała wszystkie drzwi otwarte. Wybrała drzwi do Polski.

Czy masz jakiś ślad rodziców w swojej pamięci z dzieciństwa?
Właściwie żaden. Pamiętam epizod, który nie wiem, czy jest prawdziwy, czy to nie jest tylko wyobraźnia. Ojciec bierze mnie na ręce i przesadza przez wysoki mur. Może mnie oddaje na zawsze? Ale nie wiem, czy to nie jest związane z opowieściami o murach getta w Stanisławowie. Albo z oddaniem mnie pod opiekę Tadeuszowi Płońskiemu, który był naszym kontaktem na aryjską stronę. Mam też takie wspomnienie, że bałem się Ojca, że był surowy. Ale na ile jest to prawdziwe, na ile były to opowieści cioci Ani - nie wiem.

CZYTAJ TEŻ:
* Fragment wywiadu rzeki z Janiną Paradowską. ''A miałam być aktorką...''
* Sekielski: Telewizja to emocje
* Bratkowski: Paszkwili nie czytam

W chwili rozstania z rodzicami miałem trzy lata. Jak wyglądał Ojciec - wiem z jedynej fotografii, jaka się zachowała - w Paryżu. W Polsce nie zachowała się żadna. Nie wiem, jak wyglądała moja Matka. Mało interesowałem się swoją rodziną i swoim pochodzeniem. Chyba ze strachu. No i oczywiście z głupoty. Przeszłość była straszna, ale nie powinienem był się od niej odwracać. Kto by jednak chciał od dziecka szukać grobów? To się kojarzyło z okupacją, ze śmiercią, której cudem uniknąłem.

Jak to się stało?
Moje koleje losu podobne były do losów garstki innych Żydów w Stanisławowie, którzy ocaleli. Kiedy we wrześniu 1939 r. do Stanisławowa wkroczyli Rosjanie i rozpoczęła się sowietyzacja, część Żydów uciekła na Zachód, w głąb Polski, większość jednak pozostała. Część z nich została wywieziona, głównie do Azji Środkowej, nieliczni "dobrowolnie" pojechali na Wschód. Moja Rodzina się rozdzieliła. Prawinowie trafili na Wschód. Prawin trafił do Armii Czerwonej, jego rodzina zaś do Samarkandy. Był wśród nich znany później filozof marksistowsko-partyjny Adam Schaff. Po wojnie Prawinowa opowiadała mi, że Schaff pisał swoją pracę doktorską na marginesach gazet, głównie "Prawdy", bo papieru nie było. Natomiast moi rodzice wyruszyli ze Stanisławowa w kierunku zachodnim, może do Częstochowy, w każdym razie zaczęli się ukrywać, a mnie oddali pod opiekę znajomego ze Lwowa, pana Tadeusza Płońskiego, który miał tzw. dobry wygląd. Płoński przez całą okupację nadzorował i finansował ukrywanie mnie. Po wojnie Płoński skontaktował się z Prawinami, którzy mnie odebrali z ukrycia. Nigdy mi o tym nie opowiadali, wiedziałem tylko, że ukrywany byłem na Pradze.

Rodzicom udało się mnie sprowadzić pod Warszawę w 1943 r., kiedy miałem 4-5 lat. To wtedy Płoński zadekował mnie na Pradze. Adres podpowiedział mu miejscowy fryzjer. W robotniczej części Pragi (ulica 11 listopada 26 m. 78) ukrywała mnie pani Władysława Salonek, wdowa albo rozwódka, która miała dwoje dzieci, w tym małego synka i starszą ode mnie córkę, Bogusię (miała wtedy ok. 12 lat). Pani Salonek przechowywała jeszcze jedną osobę, pana Józefa, który pełnił chyba rolę męża - był z nią, a ona go ukrywała. Byłem w tej kamienicy niedawno. Nadal stoi, na pewno nie remontowana od tamtych czasów. Potworny syf. Tynki odpadają aż do samej cegły, schody wąskie, drewniane, tak wyrobione, że leżą na nich kawałki desek, niektóre balkony są zdjęte lub zamurowane, żeby się nie zwaliły. Ludzie też w kiepskim stanie.

Płoński odwiedzał mnie co tydzień, w każdą niedzielę, przez prawie dwa lata. Zawsze przynosił ciastka i pilnował, żebym ja też dostał, bo oni byli "jak szarańcza". Wszyscy głodni. Ukrywali mnie za szafą, ale nie tyle w ścianie, co we wnęce albo w części pokoju oddzielonej szafą. Mogłem wychodzić na balkon, tylko kiedy było ciemno. Była to stara kamienica, podwórko typu "trumna", stała tam święta figurka i odprawiano nabożeństwa. Pewnego dnia siusiałem z balkonu, a tam akurat trwało wieczorne nabożeństwo. Cała kamienica była wzburzona i zaczęła szukać, które i czyje to dziecko. W tych poszukiwaniach brał również udział Płoński, osoba postronna, który tak szukał, żeby nie znaleźć.

Pewnego dnia, w 1944 r., moi rodzice nie przyszli na umówione spotkanie z Płońskim. Mniej więcej po roku ukrywania pod Warszawą zostali zadenuncjowani i rozstrzelani.

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
psellos
Przeczytałem błyskawicznie, znakomite.
J
JO
Passent/JO
J
JO
Passent/JO
K
Kazimierski
Jesli godnym pochwaly jest imperatyw powrotu do kraju swego urodzenia to taki powrot przy pomocy bagnetow i pod sztandarami NKWD juz trudno uznac za jakas cnote...
_JaC.
Bo raczej nie na odwrót.
M
Manethekel
Z poglądami p. Daniela Passenta, a zwłaszcza z jego bieżącymi komentarzami na tematy "społeczno-polityczne", się fundamentalnie nie zgadzam.
Ale książkę, psiakrew, kupię.
s
stach
A moze byście tak poszperali w swoich zyciorysach i wtedy otworzyłyby się Wam, Wasze kaprawe oczęta ze zdumienia , kogo to mieliscie za swoich przodków !!!!

No , niektórzy z Was , to nawet nie wiedzą dokładnie , kto ich spłodził !!!

A co mówic o przodkach !!!!

A wiec milczcie !!! i nie piszcie głupot .
w
waldi
przepraszam za blad
w
waldi
Przyklad to Bronislaw Wildstein.A co do Passenta.Bylem swego czasu,chyba ze 20 lat temu na spotkaniu z A.Osiecka.Ktos z sali zapytal:"dlaczego pani za komucha wyszla"Odpowiedziala."a co, mialam Ubana wziac?".Takie to ELYEY,przy Tusku wszystkim cacy,a durny narod to lyka.
Dodaj ogłoszenie