Parytety: PO chce dać kobietom co trzecie miejsce na liście, SLD aż połowę

Redakcja
Nie będzie parytetów w wyborach samorządowych - to pewne. Jak dowiedziała się "Polska", praktycznie przesądzone jest za to, że PO zaproponuje zmiany w ordynacji wyborczej przed przyszłorocznymi wyborami do Sejmu. Za takim rozwiązaniem jest m.in. sam premier Donald Tusk - pisze Joanna Miziołek.

Będzie tylko jeden problem: Platforma może co prawda w tej sprawie liczyć na poparcie lewicy, tyle że w PO przeważa opcja 35 proc. na listach wyborczych dla pań, podczas gdy SLD chce forsować 50-procentowy parytet.

Andrzej Halicki, rzecznik prasowy klubu PO, w rozmowie z "Polską" mówi, że na razie nie ma ani jednego projektu o kwotach czy parytetach, który byłby głosowany w Sejmie. - Mamy tylko założenia projektu, które też ciągle się zmieniają - mówi. Jeszcze w lipcu poprawkę do projektu ustawy o parytetach zgłosiła Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, zmieniając 50-procentowe parytety na 35-procentowe kwoty. Poparcie dla takiego rozwiązania zadeklarował Bronisław Komorowski.

Mimo braku ustawy politycy wszystkich partii zapewniają, że parytety będą faktycznie funkcjonować już w najbliższych wyborach. Andrzej Halicki oświadcza, że Platforma przyjęła zwyczajową zasadę jeszcze z ubiegłych wyborów parlamentarnych, że w każdej trójce na liście musi znaleźć się jedna kobieta. - Takie zalecenia od zarządu krajowego będą dla wszystkich struktur powiatowych - mówi rzecznik prasowy klubu PO. Sławomir Nowak, przewodniczący regionu pomorskiego, deklaruje zaś, że dla niego sprawa parytetów jest podstawową kwestią. - Nie ma jeszcze formalnej uchwały. Ale przewodniczący ją zaproponuje po wyborze nowego zarządu pod koniec września i zapewne uzyska akceptację. Dla takich liderów PO jak ja to sprawa oczywista - zapewnia Nowak.

SLD chce działać choćby metodą małych kroczków, byleby tylko w końcu było pół na pół

Sprawa parytetów jednak nie dla wszystkich w Platformie jest tak oczywista. - W końcu doprowadzimy do absurdalnej sytuacji, w której zbyt dużo miejsc będzie zarezerwowanych dla kobiet, a nie będzie chętnych. I co wtedy? Mężczyźni przebiorą się za kobiety, by móc kandydować? - drwi Iwona Śledzińska-Kata_rasińska. Ale potwierdza, że zwolennicy parytetów mają swojego sprzymierzeńca w premierze. - Tusk będzie namawiał polityków Platformy, by w końcu uporządkowali sprawę równouprawnienia w polityce. Z tego, co wiem, będzie robił wszystko, by zdążyć z tym do wyborów parlamentarnych - mówi Katarasińska.

- PiS nie zajął stanowiska w sprawie parytetów, bo nasza partia zajmuje się tylko realnymi problemami. A z tego, co mi wiadomo, to PO będzie przeciągała problem równouprawnienia w polityce, bo wcale nie chce wprowadzenia kwot, które zapowiada - tłumaczy "Polsce" stanowisko PiS Zbigniew Girzyński. Stanisław Żelichowski, przewodniczący klubu PSL, dodaje zaś, że jego partia od dawna, czego niestety nie widać po ilości posłanek, promuje kobiety. - Parytety są nam niepotrzebne, bo my wystawiamy w wyborach 45 proc. kobiet. Tylko że one nie wygrywają - mówi Żelichowski.

Największym optymistą w sprawie parytetów jest oczywiście klub lewicy. Bo szef Sojuszu zaraz po wakacjach parlamentarnych zamierza złożyć projekt o 50-procentowych parytetach do Sejmu. Marek Wikiński kwituje, że ten jednak chyba nie przejdzie, i dlatego lewica zrobi wszystko, by Platforma dotrzymała obietnicy wprowadzenia 35-procentowych kwot przed wyborami parlamentarnymi.

W wyborach parlamentarnych parytet ma być. Nadal jednak nie ma pewności, ile procent miejsc na listach dostaną panie

Kobiety w polityce nie potrzebują parytetów, tylko ułatwień, dzięki którym znajdą czas, by móc uczestniczyć w życiu publicznym. Niech Tusk zacznie budować przedszkola i żłobki. A nie mami nas obietnicą, że kobietom będą zagwarantowane ustawowo miejsca na listach wyborczych - tak o projekcie kwot wypowiada się posłanka PiS Elżbieta Jakubiak. I dodaje, że obecnie kobietom trudno jest nie tyle dostać się do polityki, co zdecydować na czynny udział w niej. - Zawodowo jesteśmy matkami, żonami, sprzątaczkami, do tego jeszcze pracujemy. Jak tu znaleźć sposób, by zaangażować się społecznie - mówi Jakubiak, która jest przeciwniczką ustawowego wprowadzania parytetów.
I jak się okazuje, nie tylko ona. Bo w Platformie jest część kobiet, która sprzeciwiła się rozwiązaniu 50-procentowych parytetów, optując za 35-procentowymi kwotami. - 50 proc. powoduje, że taka lista wyborcza jest mało elastyczna. W niektórych okręgach, tak jak w Warszawie, jest dużo kobiet aktywnych, przygotowanych do polityki. Ale są też przecież okręgi, gdzie jest więcej takich mężczyzn. Tam więc takie listy tworzone byłyby na siłę - mówiła Agnieszka Kozłowska-Rajewicz z PO, tym samy reprezentując pogląd Bronisława Komorowskiego na tę sprawę. Tylko że prezydent chyba na jakiś czas go zmienił, bo obiecywał na niedawnym Kongresie Kobiet, że jeśli Sejm uchwali 50 proc. parytet, to ustawę parytetową w takiej postaci również podpisze. Ciekawe, czy Bronisław Komorowski dotrzyma obietnicy.

Jedna z najsłynniejszych posłanek Platformy - Joanna Mucha, która od dawna spiera się w partii z konserwatystami - uważa, że parytet jest konieczny. Twierdzi, że 30 proc. na listach wyborczych dla kobiet to za mało. - Ja podchodzę do projektu ustawy w sprawie parytetów z większą brawurą. Prawda jest taka, że do polityki nie garnie się nikt. Zwłaszcza w młodszym pokoleniu. Kobiety garną się za to do pracy społecznej. I problem właśnie w tym, że gdy już chcą, to nie mają jak do tej polityki wejść - mówiła Joanna Mucha, komentując pomysł wprowadzenia kwot. Jej zdaniem wszystko rozbija się o to, w jaki sposób tworzy się listy wyborcze.

I właśnie o tworzenie list wyborczych z uwzględnieniem jak największej ilości kobiet zamierza apelować SLD, który w wyniku katastrofy pod Smoleńskiem stracił dwie czołowe kobiety polskiej lewicy Izabelę Jarugę-Nowacką i Jolantę Szymanek-Deresz. Przewodniczący Sojuszu chce, aby szeregi SLD zasiliło przed wyborami parlamentarnymi, a także wcześniej - przed wyborami do samorządów - jak najwięcej kobiet. Tylko że zapał polityków lewicy do walki o parytety nie jest wcale wielki. Bo najwyraźniej brakuje w Sojuszu tak dzielnej obrończyni praw kobiet, jaką była Izabela Jaruga-Nowacka.

I tak w wyborach samorządowych na lewicy będzie obowiązywał jedynie 30-procentowy parytet. - Tak mamy zapisane w statucie. Żadna z płci pod tym względem nie może być dyskryminowana. Zresztą niewiele kobiet chce startować w wyborach samorządowych, bo praca lokalnego polityka nie jest lekka - mówi Marek Wikiński (SLD). Ale zapewnia, że nie wypada już udawać, że problemu nie ma, i nawet jeśli projekt lewicy wprowadzenia 50-procentowego parytetu w toku prac parlamentarnych upadnie, to nic już nie będzie takie samo jak wcześniej. - Nie od razu Kraków zbudowano. Metodą małych kroczków przekonamy pozostałe partie, że wprowadzanie kobiet na listy pomoże zmienić wizerunek brutalnej, polskiej polityki. Wszyscy na tym skorzystamy - mówi. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że kobieta łagodzi obyczaje.

Najnowsze informacje o epidemii koronawirusa

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

Liczba ofiar komunizmu wg Courtois wynosi 90 milionów. Są więc różne szacunki ale wszystkie zgodne co do szkodliwości komunizmu, co jest oczywiste, bo komunizm trwa od 1917 roku i trwa do chwili obecnej więc liczba ofiar komunizmu ciągle rośnie. Wg badań R. Kuśnierza (2005 rok) tylko w latach 1932/33 na Ukrainie komunizm wymordował głodem 10 milionów ludzi. Z kolei Czerwoni Khmerzy wymordowali w latach 70-tych 25% ludności własnego kraju. Popatrzmy na miliony ofiar rewolucji kulturalnej w Chinach lat 60-tych czy rzezie komunistyczne w Afryce a przestaniemy się dziwić, że niemal 100-letnia już historia komunizmu pociąga za sobą kolejne ofiary...

t
troll

narkomanów, pijaków , gajowych i loch, kolejarzy , to bardzo niesprawiedliwe.

s
spokojny

Co to za parytety 10 czy 30%. Jest 50% kobiet to proszę o 50%. Wszędzie. W Sejmie, na kopalnianych przodkach, w gremiach naukowych ale także wśród wykonawców romantycznego zawodu szambonurka. Niech zgadnę – w tym ostatnim przypadku mężczyźni mają niepsrawiedliwe 100%.

Połowa przedszkolanek przymusowo odchodzi – na ich miejsce zatrudni się facetów -przedszkolanków. O wojsku już mówiłem – pół na pół ma być, od łodzi podwodnych do odrzutowców.

Ile jest kobiet na stanowiskach dyrygentów orkiestrowych? Zmienić to. Płace w przemyśle? Prosty sposób – jeżeli przymusowo zagwarantuje się, że połowa ślusarzy, murarzy i hutników to będą kobiety, to automatycznie będą zarabiały tyle co faceci. Niech żyje IV RP - Rzeczpospolita Parytetowa.

c
cap

Jeden z PO mówił że panie lubią długie kieubasy natomiast o parytetach nie wspominał.Mam jeszcze pytanie już od dwóch dni psychola z Lublina nie było w TVN24-co się dzieje ?

p
polo6527

Widać, że Tusk za wszelką ceną stara się ukryć stan finansów państwa przykrywając
problem pierdołami o parytetach.

y
yoasia

To chore pleć jest ważna przy rozmnażaniu, chociaż niektórzy to bagatelizują. Dlaczego zdolny człowiek płci żeńskiej ma być trzeci na liście?

S
STS

95 % miejsc dla PAŃ - i nareszcie pokażą na co je stać!

M
MT Za krotki podpis

Coraz więcej ABSURDÓW...

Dodaj ogłoszenie