Partia Republikańska - nowy koalicjant obozu władzy [ANALIZA]

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
fot. adam jankowski / polska press
Kamil Bortniczuk ma zostać nowym ministrem w rządzie Mateusza Morawieckiego. Są w nim jeszcze inni członkowie Partii Republikańskiej. Adam Bielan, lider ugrupowania, nie ukrywa, że będą się starali zapewnić rządowi stabilną większość na kolejne dwa lata kadencji, bo „chcą, żeby rządzenie wyglądało jak najlepiej”. Od tego zależy wygrana obozu władzy w kolejnych wyborach, a oni idą do nich razem z Prawem i Sprawiedliwością.

Człowiek Adama Bielana wchodzi do rządu. Kamil Bortniczuk jest już po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą, ma zostać ministrem sportu. Inni członkowie Partii Republikańskiej - Michał Cieślak pozostaje w KPRM, a Jacek Żalek w Ministerstwie Finansów, Funduszy i Polityki Regionalnej.

- Odważni, potrafili przeciwstawić się swojemu szefowi [Jarosławowi Gowinowi - red.], który był u szczytu swoich możliwości politycznych, bo był wicepremierem, rozdawał dziesiątki stanowisk. I mścił się na wszystkich, którzy przeciwko niemu wystąpili. Zwalniał z pracy ludzi, wyrzucał z partii. Z całą pewnością są to też osoby kompetentne - zachwala Adam Bielan, prezes Partii Republikańskiej. - Jacek Żalek jest posłem już od pięciu kadencji. Ma bardzo duże doświadczenie polityczne. Michał ma duże doświadczenie, zarówno w sferze rządowej, jak i rolniczej, bo zajmował się tymi kwestiami jako urzędnik w ministerstwie rolnictwa i jako ekspert komisji europejskiej. Kamil jest z nich najmłodszy, jest posłem drugiej kadencji, ale to bardzo pracowity, błyskotliwy człowiek, więc to w rządzie dobre twarze naszej partii - charakteryzuje kolegów.

Niby wszystko ustalone, ale w środę dość nieoczekiwanie w dwóch głosowaniach w Sejmie nie wzięło udziału aż sześcioro posłów Partii Republikańskiej. Według Gazeta.pl., miała to być forma nacisku na PiS, by zaczęto realizować podpisaną umowę koalicyjną, czyli, aby ludzie Bielana dostali swoje stanowiska, chodzi między innymi właśnie o nominację Kamila Borniczuka na ministra sportu. PiS, mimo tej manifestacji posłów Partii Republikańskiej, głosowania wygrał, ale niesmak pozostał.

Teraz sport znajduje się pod nadzorem ministra kultury, ale ma być oddzielnym resortem, któremu szefować ma Bortniczuk, jedna z najbardziej medialnych twarzy Partii Republikańskiej.

- Był moment, że graliśmy w jednej drużynie. Teraz faktycznie gramy w nieco innych, ale wiem, że Bortniczuk kocha sport, więc jeśli będzie decyzja, że ministerstwo zostanie wydzielone, myślę, że będzie to minister zdecydowanie lepszy niż Grzegorz Puda czy wielu innych w tym rządzie - mówił Michał Wypij, poseł Porozumienia, w programie „Tłit” WP.pl.

Bortniczuk był krótko członkiem rady nadzorczej znanego klubu siatkarskiego ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, wcześniej - piłkarzem lokalnego klubu GKS Głuchołazy. Pochodzi właśnie z Głuchołaz. Studia na kierunku stosunki międzynarodowe kończył na Uniwersytecie Wrocławskim, prawo na Uniwersytecie Gdańskim. Udzielał się jako samorządowiec: był radnym miejskim w Głuchołazach, dwa razy kandydował na stanowisko burmistrza, ale wybory przegrał. W 2019 roku dostał się do Sejmu z rekomendacji Porozumienia, był też rzecznikiem partii Jarosława Gowina.

Nigdy nie unikał dziennikarzy, jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Nie stronił od kontrowersyjnych wypowiedzi i ciętych komentarzy. Nic więc dziwnego, że szybko stał się politykiem rozpoznawalnym, a dzisiaj jest jednym z liderów Partii Republikańskiej, która wydaje się nowym koalicjantem Prawa i Sprawiedliwości. Jej prezes, Adam Bielan krąży między Warszawą i Brukselą. Nie ma czasu na dłuższą rozmowę, kilka krótkich pytań, tyle.

- Ilu macie teraz posłów w Partii Republikańskiej? - dopytuję.

- Mamy jedenastu parlamentarzystów: dziesięciu posłów i senatora - odpowiada.

- I jakie dalsze plany? Wejdziecie do rządu jako koalicjant?

- Już jesteśmy w rządzie, ale nasza reprezentacja się zwiększy. Jeśli chodzi o plany partyjne, to pracujemy intensywnie nad rozbudową struktur, przeszła do nas większość działaczy Porozumienia Jarosława Gowina. Będziemy teraz starali się zrobić wszystko, aby te wszystkie kwestie uporządkować. Czeka nas również kongres programowy, którego termin jest uzależniony do pandemii. Chcielibyśmy zrobić go jeszcze jesienią, a jeśli to nie będzie możliwe, najpóźniej zimą. Poza tym, będziemy się starali zapewnić rządowi stabilną większość na kolejne dwa lata kadencji, chcemy, żeby to rządzenie wyglądało jak najlepiej, bo od jakości rządzenia będzie zależało, czy PiS wygra kolejne wybory, czy nie - mówi szef Partii Republikańskiej.

- Czym się właściwie chcecie różnić od PiS-u?

- Są sprawy, które nas różnią. Dzisiaj podnosiliśmy kwestię opłaty reprograficznej. Natomiast chcemy być skuteczni, chcemy sprawy, w których się różnimy, załatwiać kompromisem, nie rozmawiać o nich w mediach. Nie zawsze się to udaje i czasem jest potrzeba, aby o tych różnicach publicznie mówić. Ale chcemy unikać połajanek, zależy nam na jedności Zjednoczonej Prawicy - więc są różnice programowe, ale myślę, że w większości przypadków uda się uzyskać kompromis - tłumaczy. I przyznaje, że mieli indywidualnie i grupowo kilka propozycji przejścia do PiS-u, ale z nich nie skorzystali.

- I jest pan w stanie zagwarantować ludziom z Partii Republikańskiej, że wprowadzi ich do Sejmu w następnych wyborach? - pytam jeszcze na koniec.

- Mamy podpisaną umowę z Prawem i Sprawiedliwością o wspólnym stracie w nadchodzących wyborach parlamentarnych, samorządowych i europejskich. Oczywiście to, ile osób wprowadzimy do Sejmu, zależy od indywidualnych kampanii wyborczych, ale jestem w tej kwestii optymistą - tak odpowiada Adam Bielan, szef ugrupowania.

Co do uporządkowania pewnych kwestii, tu trzeba wrócić do słynnego już buntu przeciw Jarosławowi Gowinowi - albo - jak kto woli, wyprowadzeniu przez Adama Bielana posłów z Porozumienia, bo o to chyba chodzi szefowi Partii Republikańskiej.

Na początku roku Bielan stwierdził, że Jarosław Gowin, a więc jakby nie było jego szef, nie jest nim od dłuższego czasu. Powód? Partia zapomniała o przeprowadzeniu wyborów na przewodniczącego, a kadencja Gowina wygasła trzy lata temu. W związku z tym to on pełni obowiązki prezesa jako przewodniczący konwencji krajowej. Szybko rozpoczęło się liczenie szabel i wyszło na to, że Bielan przeholował. Przynajmniej na początku.

Władze Porozumienia przyjęły wniosek o wyrzuceniu z partii Bielana i Kamila Bortniczuka, który trzymał jego stronę. Wcześniej posłowie i senatorowie Porozumienia wydali specjalne oświadczenie, w którym udzielili pełnego poparcia Jarosławowi Gowinowi jako szefowi partii.

„Nie godzimy się na próby destabilizowania naszej partii przez pojedynczych jej członków, w ich dążeniu do realizacji planów politycznych”- napisali. Kilka dni później sąd koleżeński zdecydował o wykluczeniu z Porozumienia kolejnych ośmiu członków, w tym trzech posłów. Decyzję tę również uzasadniano wielokrotnym łamaniem statutu partii, ale chodzi pewnie o to, że wyrzuceni nie wykazali się lojalnością wobec Jarosława Gowina.

Teraz wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Porozumienie Jarosława Gowina poinformowało Kancelarię Premiera o wycofaniu poparcia dla „swoich ministrów”, czyli dla Cieślaka, Żalka i Gryglasa, domagając się jednocześnie ich jak najszybszego odwołania z rządu. Jarosław Gowin przekazał też dokumenty z wnioskiem o dymisję ministrów wydalonych z partii nie premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, a Jarosławowi Kaczyńskiemu, ale prezes PiS-u nie zamierzał spełniać woli koalicjanta.

Niektórzy podnosili zresztą, że za decyzją Adama Bielana o przeciwstawieniu się Jarosławowi Gowinowi stoi właśnie prezes Kaczyński.

- Jeszcze raz na spokojnie: to nie była żadna moja decyzja, tylko decyzja krajowego sądu koleżeńskiego, ze znakomitym prawnikiem mec. Wrzesińskim na czele, który biorąc pod uwagę zapisy naszego statutu, nie miał innego wyjścia, jak wygasić kadencję Gowina. Przecież Gowin 6 lat temu został wybrany na jedną 3-letnią kadencję, a zaczyna właśnie trzecią trzyletnią kadencję! Sąd koleżeński nie mógł postąpić w takiej sytuacji inaczej niż zgodnie ze statutem powierzyć pełnienie obowiązków przewodniczącemu konwencji krajowej, czyli mnie. Twierdzenie, że Jarosław Kaczyński miał z tym coś wspólnego, to twierdzenie, które zakłada, że to Jarosław Kaczyński kazał Gowinowi przez sześć lat nie organizować demokratycznych wyborów na prezesa swojej partii - mówił nam wtedy Adam Bielan.

Ale prawda jest taka, że relacje między Gowinem i Kaczyńskim od wielu miesięcy, najdelikatniej mówiąc, nie układały się najlepiej. Do prawdziwego przesilenia doszło jeszcze przed wyborami prezydenckimi. Gowin stał na stanowisku, że nie da się zorganizować wyborów korespondencyjnych 10 maja, do czego dążył prezes Prawa i Sprawiedliwości. Media pisały wówczas, że obóz Zjednoczonej Prawicy jest w największym kryzysie od początku swojego istnienia, a PiS znajduje się w defensywie. W końcu jednak Kaczyński doszedł do porozumienia z Gowinem - wybory 10 maja się jednak nie odbyły, ale umowa między panami trwała krótko. Lider Porozumienia zagroził wyjściem z koalicji, jeśli wybory miałyby się odbyć dwa tygodnie później, na co nalegał ponoć Zbigniew Ziobro wspierany przez Jacka Kurskiego. Kryzys w Zjednoczonej Prawicy był poważny, ale koniec końców do urn poszliśmy w lipcu.

Potem, kiedy prezes Kaczyński i premier Morawiecki głośno mówili o wecie unijnego budżetu, do gry wszedł nie kto inny, a właśnie Jarosław Gowin. Wicepremier wrócił do rządu po jego rekonstrukcji, pojechał do Brukseli, rozmawiał z unijnymi komisarzami, a potem na specjalnie zwołanej konferencji prasowej stwierdził, że jego zdaniem prowizorium budżetowe byłoby dla Polski i innych krajów Unii Europejskiej czymś niekorzystnym wbrew niektórym głosom w polskiej debacie publicznej.

- Dlatego uważam, że w interesie wszystkich Europejczyków jest znalezienie dobrego kompromisu. (...) Taki kompromis jest możliwy nawet jeżeli nie w formie otwarcia na nowo dyskusji nad kształtem tego rozporządzenia [dot. warunkowości - red.], to w postaci wiążących deklaracji interpretacyjnych - powiedział. Dodał, że wierzy, iż porozumienie w sprawie unijnego budżetu zostanie osiągnięte.

I tłumaczył, że ewentualne weto nie tylko uruchomi w sposób automatyczny procedurę prowizorium budżetowego, ale może też uruchomić plan B, o którym jego rozmówcy niechętnie mówili, ale którego całkowicie nie wykluczają. Na czym miałby ten plan polegać? Na współpracy między 25 pozostałymi państwami unijnymi, bez Polski i Węgier.

Jak wszyscy wiemy, polskiego weta nie było, ale Gowin znowu się naraził, bo wyszedł przed szereg i mówił innym głosem niż premier i prezes. Jarosław Kaczyński nie zapomina takiej niesubordynacji. Odczekał i uderzył, niektórzy mówią - Bielanem. A kiedy Gowin kwestionował kolejne ustawy, które trafiały pod obrady Sejmu, między innymi tę medialną, pozbył się go z rządu, mając wcześniej pewność, że większość posłów Porozumienia pozostanie w Zjednoczonej Prawicy. Bo prawda jest taka, że z Gowinem została ich garstka.

A teraz wracając do Partii Republikańskiej. Wniosek o rejestrację partii złożyli w październiku 2017 działacze „Republikanów”, czyli Monika Baran, Piotr Opaczewski i Agata Żemetro. I tak partia związana ze Stowarzyszeniem „Republikanie” została zarejestrowana 7 stycznia 2021.

Kiedy doszło do sporu między Bielanem a Gowinem, działacze „Republikanów” opowiedzieli się po stronie tego pierwszego.

20 czerwca 2021 odbył się Zjazd Republikański, na którym ogłoszono, że Porozumienie, kierowane w mniemaniu tej grupy przez eurodeputowanego Adama Bielana, weszło w skład zarejestrowanej w styczniu 2021 Partii Republikańskiej. W ugrupowaniu znalazło się pięciu posłów: czterech wykluczonych wcześniej z Porozumienia i należących do klubu parlamentarnego PiS, czyli minister Michał Cieślak, wiceminister Jacek Żalek, a także Kamil Bortniczuk i Włodzimierz Tomaszewski oraz niezrzeszony wówczas Lech Kołakowski, który wcześniej odszedł z PiS i współpracował krótko z Porozumieniem. Zresztą, 12 dni później jako poseł Republikanów Kołakowski powrócił do klubu PiS. Współpracę z Partią Republikańską podjął także poseł Mieczysław Baszko. Do partii przystąpili liderzy Stowarzyszenia „Republikanie”, na czele z prezesem Karolem Rabendą, związało się z nią również środowisko Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego. 12 września odbył się kongres partii, na którym wybrano władze. Prezesem został nie kto inny, a Adam Bielan właśnie.

- Ta partia, to sztuczny twór powstały na polityczne zapotrzebowanie. Ona zostanie koalicjantem, ale tak naprawdę jest odnogą Prawa i Sprawiedliwości. Jej politycy są niby w Partii Republikańskiej, ale tak naprawę w PiS-ie - mówi prof. Kazimierz Kik, politolog. - To spory zysk dla Prawa i Sprawiedliwości, bo udało mu się wyciągnąć z Porozumienia najinteligentniejszych, najbardziej wyrazistych polityków. Dzisiaj trudno mówić o Zjednoczonej Prawicy, oprócz Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry, wszystko, co krąży wokół PiS-u, jest jego odnogami - dodaje profesor.

Podobnego zdania jest dr Jarosław Flis, socjolog.

- To prawda, że bez Partii Republikańskiej PiS nie miałby szans na większość, ale Adam Bielan nie ma temperamentu przywódcy, raczej doradcy. I chyba nie ma pomysłu, aby wybić się na niezależność. Myślę, że jego ugrupowanie będzie taką „naroślą” na Prawie i Sprawiedliwości, śluzą, przez którą ludzie Porozumienia będą mogli przechodzić do PiS-u - mówi dr Flis.

Na stronie „Republikanie”, czytamy: „Partia Republikańska jest stronnictwem politycznym, które łączy środowiska, które dążą do zapewnienia państwu polskiemu trwałej niepodległości, a narodowi suwerenność i dobrobyt gospodarczy wraz z poszanowaniem wolności i godności osobistej, a także bezpieczeństwo oraz równość wobec prawa i udziału w życiu publicznym.

Jesteśmy nową formacją polityczną, głęboko zakorzenioną w odwiecznie polskiej tradycji republikańskiej („rzeczy wspólnych”), która czerpie z najlepszych nurtów przeszłości i współczesności. Łączymy doświadczenie tych nurtów politycznych, które kształtowały republikańskie oblicze Polski: niepodległościowy, narodowy, konserwatywny oraz chrześcijańsko-demokratyczny w tym chadeckie nurty ludowe i robotnicze. Otwarci też jesteśmy na te elementy nurtu liberalnego, które łączą wolnorynkowe podejście gospodarcze z wrażliwością społeczną i solidaryzmem. W zbliżeniu i łączeniu tradycji tych nurtów polityczno-społecznych upatrujemy szansę pomyślnego ukształtowania życia narodowego i budowania wspólnoty narodowej w duchu solidarności społecznej i wspólnych wartości republikańskich i wolnorynkowych”.

Wydaje się, że Partia Republikańska, mimo środowego pokazu siły, będzie twardo stała przy Prawie i Sprawiedliwości. W każdym razie tego koalicjanta Jarosław Kaczyński może być pewny, jak żadnego dotąd.

Mobilnych ołtarzy jednak nie będzie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie