Pan Mel z wizytą w Brygadzie Świętokrzyskiej

Mariusz Grabowski
Najbardziej charakterystyczną cechą Melchiora Wańkowicza była mobilność, którą dzisiaj psychologiczni mędrkowie uznaliby pewnie za ADHD w stopniu wręcz doskonałym. Gdy czyta się jego teksty, widać, że facet nie umiał usiedzieć w miejscu, a że akurat żył w ciekawych czasach, ganiał wszędzie tam, gdzie cokolwiek się działo: wojował, strajkował, politykował, konspirował, dawał się zamykać w więzieniu, flirtował, popijał, brał się do biznesu, wreszcie budował, aby potem z uciechą zburzyć. Poza tym z lubością plotkował i zaczerniał ogromne ilości papieru.

Dla znalezienia smakowitej sensacji potrafił przekroczyć granicę dobrego smaku, a kiedy w 1958 roku wrócił do Polski, nie rozstawał się z przenośnym magnetofonem. Gdy czyta się zapiski o Wańkowiczu, uderza wrażenie, że wszyscy czuli się przez niego przesłuchiwani, nawet dobrodzieje z partii i PAX-u. Stefan Kisielewski wspominał z niesmakiem, że pełen werwy autor "Kundlizmu" pofatygował się nawet do Pawła Jasienicy, leżącego w szpitalu po awanturze rozpętanej przez tow. Gomułkę. Tam, przytykając mu bezpardonowo mikrofon do ust, kazał opowiadać o tym, jakie były prawdziwe kulisy jego wyjścia z więzienia UB w 1948 roku.

Czytaj też:Melchior Wańkowicz oswaja wszechświat

Dowodem owej arcyciekawej obsesji Wańkowicza jest zbiór tekstów "Anoda i katoda", który wznowiła właśnie oficyna Prószyński i S-ka. Co prawda pierwsze wydanie tej dwutomowej antologii ukazało się w PIW-ie w 1980 roku, ale pomysł wyszedł jeszcze od Wańkowicza, któremu marzyła się monumentalna prezentacja swej reporterskiej pracowitości, rozpoczętej jeszcze przed I wojną i kontynuowanej po ostatnie chwile żywota. Jeśli wierzyć Kisielewskiemu, to jeszcze w ostatnich dniach pobytu na tym łez padole Wańkowicz przemyśliwał napisanie wiekopomnej historii Żydów polskich, czegoś przynajmniej na miarę Heinricha Graetza.

Czytaj też:Melchior Wańkowicz był królem polskiej gawędy

Na emigracji Wańkowicz był znienawidzony za powrót do Polski, nad Wisłą zaś podlegał protektorom z PAX-u. Nic dziwnego, że "Brygada Świętokrzyska" przeleżała w archiwum blisko 70 lat

W nowym wydaniu "Anody i katody" znalazł się poza tym niezwykły smaczek - tekst o Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ, odnaleziony niedawno w archiwum Wańkowicza. I to najlepszy dowód na to, że Bóg obdarzył pisarza nadmiarem energii rozsadzającej jego cielesną powłokę. Pewnie dlatego jesienią 1945 roku musiał koniecznie pofatygować się do miejsca stacjonowania Brygady w Karsfeld, czyli chciało mu się jechać z Włoch przez ogarniętą powojennym chaosem Europę, aby przyjrzeć się tym, którzy przedarli się do amerykańskiej strefy okupacyjnej z ogarniętej przez Sowietów Polski. Ciekawe, czy wiedział, że jego zamknięty na cztery spusty reportaż ujrzy świat dopiero po blisko 70 latach?

Czytaj też:Pozostałe felietony Mariusza Grabowskiego

Choć - i to dopiero ciekawe - w środowiskach nieprzejednanie narodowych wiedza na temat istnienia tekstu o żołnierzach Bohuna była znana od lat. Oto 28 kwietnia 2008 roku w "Wiadomościach Świętokrzyskich", w artykule "Rondo pojednania" (księża poświęcili wówczas rondo NSZ w Ostrowcu), można było przeczytać fragment przemówienia jednego z kombatantów o tym, że "znakomity historyk i pisarz" po wizycie w Brygadzie Świętokrzyskiej w 1945 roku zanotował: "oni mają wyraźny, jasno wytknięty cel". Ot, jaka zagwozdka a przy okazji kolejny dowód, że nic na tym świecie nie ginie. A już na pewno nie rękopisy.

Melchior Wańkowicz, "Anoda i katoda",
t. 1, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, cena 55 zł

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
ciekawy

zaczeczny tez musial je trzymac gdy mu robili zdjecie. jakas zwiekszona grawitacja?

Dodaj ogłoszenie