Palikot: Tusk od zawsze nienawidzi kleru. A Miller wysługuje się Platformie

Redakcja
- Raz czy dwa razy mnie pytał, czy ja na pewno nienawidzę "czarnych". To były poufne spotkania, w małym gronie, niepolityczne - powiedział o Donaldzie Tusku Janusz Palikot w programie "Gość Radia ZET". Przewodniczący Ruchu Palikota twierdzi, że szef rządu tylko udawał neutralny stosunek do Kościoła, a teraz zaczyna pokazywać swoje prawdziwe oblicze. Palikot krytykuje też Leszka Millera. Podejrzewa, że szef SLD potajemnie współpracuje z Tuskiem, aby uzyskać pierwsze miejsce na liście PO do europarlamentu.

Janusz Palikot oskarża Donalda Tuska o negatywny stosunek. Premier na posiedzeniu parlamentarnym Ruchu Palikota miał powiedzieć, że nie jest "wielkim fanem" Kościoła. Premier miał również powiedzieć, że co mógł dostać od Kościoła złego, to już dostał. "To pokazuje, że na poziomie języka Donald Tusk przeszedł pewną ewolucję. Kiedyś to mówił w gabinecie, a teraz na parlamentarnym spotkaniu" - powiedział Janusz Palikot, ale zaznaczył, że Tusk wciąż nie jest nastawiony na krytykę kleru tak bardzo, jak Ruch Palikota.

Czytaj również: Protest pod Sejmem ws. legalizacji marihuany. Palikot zapalił jointa? [ZDJĘCIA]

Palikot uważa, że Tusk zdominował prace rządu, a wszyscy jego członkowie są od premiera bezwzględnie zależni. Drwi z tego, że premiera powinno nazywać się królem: "Nazwa prezes rady ministrów jest zbyt skromna. Niech on się nazywa "król rady ministrów Donald Tusk"".

Czytaj również: Palikot: Nie ma rządu. Jest jeden superminister Tusk. To putinada, fascynacja Putinem

Janusz Palikot wypowiedział się też na temat swoich relacji z Leszkiem Millerem. Uważa, że żądania szefa SLD uniemożliwiają współpracę między obiema partiami lewicowymi. "Ustąpiłem mu pierwsze miejsce na 1 maja, demonstracja miała się zaczynać od wystąpienia Leszka Millera. Ja mu mogę jeszcze zaproponować, że będę się mylił w swoim wystąpieniu. I że źle wypadnę" - drwił Palikot.

Czytaj również: Przepychanki między Palikotem i Millerem. Jak zawodnicy na ringu?

Polityk podejrzewa Millera o potajemną współpracę z Tuskiem, bo chce uzyskać pierwsze miejsce na liście PO do europarlamentu: "Kiedy Platforma się wali, a on robi cyrk na lewicy, to musi być cicha współpraca z Tuskiem. Przecież jakikolwiek sygnał o współpracy dałby wzrost poparcia i mnie, i jemu."

Czytaj również: Palikot: To było fantastyczne 100 dni rządu Tuska. Arłukowicz powinien zostać wicepremierem

Palikot wyjawił również, że nie wciągnął się jeszcze w palenie marihuany, mimo że jest stanowczym zwolennikiem jej zalegalizowania. "Jak będę ciągle zmuszany do palenia marihuany, to się w końcu wciągnę. Przez ostatnie kilka tygodni musiałem kilkukrotnie dawać świadectwo, że jestem gotów to zrobić. Ale na razie się nie wciągnąłem" - zapewnił Monikę Olejnik.

Źródło: Radio ZET

Wideo

Komentarze 25

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

H
Hagen
Już całkiem go nierozumie, Palikot ma rozdwojenie jaźni czy co ;0
m
max wyborca PIS
twej głębokiej wiedzy o mej osobie - daj se na luz !
a
alex
Bydło (nie piszę tu o świnkach bo bym je obraził) z wiejskiej żre się między sobą. Rudy ,Paliknot i inne lewacko - liberalne grupy już walczą. Napierda...la Paliknot na Donka a jeszcze nie dawno lizał mu dups..ko. Prawda jest taka,że każdy z tych frajerów zaprzedałby się za złotówkę. Pogonić tych nierobów wiosną, a Donka wywieść na taczce.
t
tubylec
skoro tak nienawidzi "czarnych"? Wpierw się chwali swoim uniwersyteckim wykształceniem, zdobytym na KUL, a później twierdzi, że nienawidzi kleru. Palikot zrobi wszystko, aby wokól jego osoby było głośno. Lansuje się jak może we wszystkich mediach, a jednocześnie chce uchodzić za skandalistę. Pewnie dawno zostało ustalone, że Palikot odejdzie z PO, aby zagospodarować wyborców o przekonanich lewicowych. Nikt, kto mysli logicznie nie będzie podzielał jego i jego manażerii poglądów.
r
ryszard
i wydziwia i donosi..:)
p
pablo55
ścierwo, bo Janusz jest inteligentem a ty głupkiem.
p
pablo
bo wiesza gwiazdki czerwone i pejsate.
H
Hern
Trzeba zdelegalizować - jak najszybciej!!!
H
Hern
Szkoła to dodatkowe pieniążki z nauczania bajek, to też śliczni ministranci którzy mogli by odejść do innego tatusia
D
Donald
Udowodnili to już wielokrotnie nasi dzielni dziennikarze z Polsatu, TVP oraz TVN, nie mówiąc już o naszych dziennikarzach z TOK fm oraz Polskiego Radia.

To samo dotyczy afery hazardowej, stoczniowej, smoleńskiej, szpitalnej, autostradowej, stadionowej, receptowej, szkolnej, emeryturowej oraz afery inwigilacji internetowej (ACTA).

Zawsze nasi dziennikarze dzielnie stoją na straży prawdy oraz na straży ustroju.

Winę za całe zło w naszej ukochanej ojczyźnie ponosi PiS, który -- chcąc założyć IV Rzeczpospolitą -- dąży do zburzenia dotychczasowego porządku ustanowionego przez gen. Kiszczaka oraz innych ludzi honoru.

PS To nieprawda, że w Polsce są loże masońskie, mafie lub inne tajne stowarzyszenia!

Udowodnili to już wielokrotnie nasi dzielni dziennikarze z Polsatu, TVP oraz TVN, nie mówiąc już o naszych dziennikarzach z TOK fm oraz Polskiego Radia.
H
Hern
Sam nie uznając nic prócz katolicyzmu, kto Ci tak wyprał to coś co kiedyś miałeś w głowie???
m
max wyborca PIS
Jak proboszcz szkołę uratował
Katarzyna Woynarowska | Niedziela | 27 Luty 2012 | Komentarze (69)

W powiecie hrubieszowskim, na wschodniej Lubelszczyźnie, w małej wsi Gdeszyn miejscowy proboszcz ks. Ryszard Ostasz sprzedał plony z własnego pola, nowoczesny traktor, a nawet zlikwidował swój fundusz emerytalny, żeby uchronić wiejską podstawówkę od likwidacji.
Fot. Katarzyna Woynarowska/Niedziela
Przyjeżdżamy do Gdeszyna w trzaskający mróz. Drogi coraz węższe, w krajobrazie coraz mniej zabudowań. Od jakiegoś czasu jedziemy 40 km/h, bo pod kołami lód. Wreszcie w dole majaczy wieś. Niewielka, biała od szronu. Mijamy po drodze ukraińskie i polskie cmentarze – niemych świadków trudnej przeszłości tych ziem.

Bez trudu odnajdujemy parterowy budynek szkolny. Drzwi otwarte. Kilku mężczyzn w roboczych ubraniach kręci się po korytarzu. Jeden z nich na nasz widok wprawnym ruchem wyciąga zza kołnierzyka koszuli koloratkę. Uśmiecha się przepraszająco, a po chwili wraca w sutannie, na którą narzuca sportową kurtkę. Oto nasz gospodarz – znany nie tylko w okolicy ks. Ryszard Ostasz, zwany przez parafian księdzem Rysiem. Za chwilę w drzwiach pojawia się również dyrektor szkoły – Barbara Łapińska.

Patron zobowiązuje

Najpierw zwiedzanie. Ksiądz przeprasza, że zimno, ale są ferie i oszczędzają na ogrzewaniu, gdy nie ma dzieci. Klasy i korytarze pachną świeżą farbą. Schludnie, jasno, funkcjonalnie. Niejedna miejska podstawówka chciałaby tak wyglądać. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka miesięcy temu był to obiekt w opłakanym stanie. – Żeby zrozumieć nas i to, dlaczego tak walczyliśmy o tę szkołę, musicie posłuchać o człowieku, który tutaj kiedyś żył, o ks. Pisarskim... – zaczyna ks. Ryś. – O patronie tej szkoły.

Ksiądz Zygmunt Pisarski był gdeszyńskim proboszczem od 1933 r. Niezwykły człowiek – praktykował ekumenizm, zanim ktokolwiek o nim słyszał, godził Polaków i Ukraińców, łagodził waśnie na tle narodowym i religijnym, co sprawiło, że udało mu się w swojej parafii wytworzyć klimat wzajemnej życzliwości. Nawet okrucieństwo wojny nie zmusiło go do zrezygnowania z wyznawanych przez siebie przekonań. Pomagał ludziom w potrzebie bez względu na narodowość: Polakom, Ukraińcom i Żydom. Za jego proboszczowania nikt nie chodził głodny ani nikogo nie wydano Niemcom. I właśnie za to, że nie wyjawił okupantom nazwisk ani Ukraińców, ani Polaków, zginął w mroźny styczniowy dzień 1943 r., rozstrzelany przez Niemców na środku wsi. Jan Paweł II w 1999 r. w Warszawie dokonał uroczystej beatyfikacji 108. męczenników za wiarę, a wśród nich ks. Zygmunta Pisarskiego. W parafii powołano sanktuarium pojednania im. bł. ks. Zygmunta Pisarskiego, do którego przyjeżdża nawet więcej Ukraińców niż Polaków. Gdy opuszczaliśmy Gdeszyn, pojechaliśmy na wiejski cmentarz na grób ks. Pisarskiego. Przy 23-stopniowym mrozie na grobie Błogosławionego, wśród na sopel zamarzniętych sztucznych chryzantem i kalii, stoi kilka płonących zniczy – po prawie 60 latach od śmierci ks. Pisarskiego.

– Jak mogliśmy pozwolić, żeby szkoła nosząca imię tak bohaterskiego człowieka została zamknięta? – pyta ks. Ryś. – I to w chwili, gdy po drugiej stronie granicy Ukraińcy nazywają imieniem ks. Pisarskiego szkoły. To jakby amputować część pamięci własnej i narodu. Nie godzi się!

Uparli się

– Jakby zamknęli tu szkołę, to nic nie zostanie – dodaje dyrektor. – Wsie, gdzie nie ma ani kościoła, ani szkoły, stają się martwe. Szkoła na wsi jest ośrodkiem kultury, miejscem spotkań. Jest sercem tej małej ojczyzny. Obok tych względów są też czysto praktyczne powody – rodzice nie chcą, by ich dzieci dojeżdżały czasem zdezelowanymi autobusami do powiatowych szkół, wyczekiwały na drogach na szkolny bus. Nie chcą też, by chodziły, jak w XIX wieku, ileś kilometrów do szkoły. Wszyscy wolą szkoły małe, bezpieczne, gdzie lepiej uczyć i egzekwować wiedzę. Niby oczywiste, a jednak…

– Do niedawna w Gdeszynie była licząca trzy klasy podstawówka. Dzieci uczyły się w nieremontowanym od blisko 20 lat budynku. Wykorzystywano zaledwie kilka sal lekcyjnych, podczas gdy reszta popadała w ruinę – wspomina ksiądz Ryś. – Gmina postanowiła więc szkołę zlikwidować. A myśmy się uparli i nie dali. Namówiliśmy wójta, żeby nam oddał budynek.

Razem z innymi mieszkańcami wsi proboszcz założył Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Gdeszyńskiej, a w gminie złożył wniosek o przejęcie szkoły. Na to jednak, żeby poprowadzić placówkę oświaty, nie wystarczą dobre chęci – potrzeba pieniędzy, i to wcale niemałych. Wsie na wschodniej Lubelszczyźnie do najbogatszych nie należą. I tu hart ducha okazał ksiądz. Ryś. Bez namysłu sprzedał cały swój dobytek. Oddał szkole do tej chwili ok. 100 tys. zł. Anna Litwin, nasza redakcyjna koleżanka z Zamościa, opowiada, że wiele osób w diecezji pukało się w głowę i nazywało zachowanie księdza czystym szaleństwem. Nie on jeden, jak się okazało, oszalał. Entuzjazm jest bowiem zaraźliwy. Rzecz jasna nie dla wszystkich – są i tacy, którzy czekali, jak się Stowarzyszeniu noga powinie. Nie powinęła się…

Coś z niczego

Mieli zaledwie półtora miesiąca na kapitalny remont szkoły, inaczej obiekt wróciłby do gminy. Do remontowania budynku stawiało się więc latem 2011 r. pół wsi, na czele z proboszczem. Harowali na trzy zmiany. Od 8 rano do 3 w nocy. Codziennie ksiądz Ryś przywoził pomoc z zewnątrz – skazanych z zamojskiego więzienia. Dodajmy dla jasności – wszyscy pracowali bez zapłaty. Dla swoich dzieci i wnuków.

I udało się. Szkoła ruszyła. I choć batalia o każdy grosz dofinansowania trwa nadal i sporo energii ciągle traci się na potyczki z urzędnikami, niewątpliwie w Gdeszynie odniesiono sukces. Dyrektor Barbara Łapińska, młoda i energiczna osoba, żartuje, że gdy zaproponowano jej pracę w Gdeszynie, ksiądz Ryś lojalnie ostrzegał, że „będzie się działo”. – Nie sądziłam, że aż tak – śmieje się dzisiaj. – W szkole będzie uczyć się i bawić, bo działa tu także oddział przedszkolny – 44 dzieci. Zatrudnionych jest, często na kilka godzin w tygodniu, 16 nauczycieli, ludzi z zacięciem społecznikowskim. Bo u nas nikt nie patrzy na zegarek...

W tej chwili można powiedzieć, że wiejska szkoła w Gdeszynie ocalała i może stać się przykładem dla innych wsi, w których władza likwiduje małe placówki ze względów ekonomicznych. Jak widać, gdy zmobilizuje się siły i zapyta mądrych ludzi o sposób działania, wiele może się opłacać i to nie tylko w materialnym znaczeniu tego słowa. Opłaca się bowiem – czego rachunek ekonomiczny nie pojmie – budować małe wspólnoty, cementować więzi, uaktywniać ludzi, sprawiać, że wieś żyje własnym i to barwnym życiem. Gdy odwiedzaliśmy Gdeszyn, właśnie kończył się festiwal kolęd, który nie tylko zgromadził muzykujących z całej okolicy, ale stał się okazją do spotkania się przy stole ze specjałami miejscowych gospodyń. Spotkanie zachwyciło też bp. Mariana Leszczyńskiego z Zamościa, gościa specjalnego, który przygrywał na harmonijce śpiewającej dziatwie.

– Szkoła prowadzona przez Stowarzyszenie utrzymuje się z subwencji przekazywanej przez MEN do gminy. Niestety, zazwyczaj nie cała dotacja zostaje przekazywana szkole. Dostaje się tyle, ile wynosi średni koszt utrzymania ucznia w gminie – tłumaczy pani dyrektor. – Czy to wystarczy? Trudna sprawa. Trzeba szukać dobroczyńców, dofinansowania z budżetu państwa. Szczególnie, gdy zaczyna się tak jak my – od zera.

Będzie dobrze

Stowarzyszenie ma sporo pomysłów na przyszłość. Ksiądz Ryś nie wyobraża sobie, by budynek po zakończeniu lekcji pustoszał. Ma tu powstać kawiarenka internetowa, klub seniora oraz miejsce spotkań propagujących ideę pojednania między narodami.

– Jak wszystkim będzie zależeć tylko na tym, żeby było łatwo i wygodnie, to przepadniemy, bo wychowanie dzieci wymaga wielkiego wysiłku i poświęcenia. Dlatego warto zawalczyć o swoje
m
max wyborca PIS
a ty zmień ideologie na rozum i jeszcze raz przeczytaj
K
Krasi
Kto się wysługuje PO to się okaże przy wprowadzaniu reformy emerytalnej (PSL i RP kolejność dowolna)!!!
H
Hern
I raz jeszcze przeczytaj
Dodaj ogłoszenie