Pacjent z gangreną mógł żyć? Przed śmiercią na SOR przychodził cztery razy!

Kinga Czernichowska
Kinga Czernichowska
Zaktualizowano 
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Fot. Tomasz Hołod / Polska Press
W poniedziałek, w szpitalu na Fieldorfa zmarł pacjent, u którego wykryto zgorzelę gazową, zwaną potocznie gangreną. Okazuje się, że mężczyzna w szpitalu na Fieldorfa był już kilkukrotnie wcześniej. Za każdym razem lekarz przeraźliwy ból ręki diagnozował jako wynik zwykłego urazu, a ból eliminowano poprzez zastrzyki przeciwbólowe - mówią portalowi GazetaWroclawska.pl członkowie rodziny. - Ten człowiek mógł żyć. Lekarze z pewnością wiedzą, że popełnili błąd - dodaje synowa zmarłego pacjenta i zapowiada, że prawdy będą dochodzić przed sądem.

Wszystko zaczęło się 1 sierpnia. Wtedy teść pani Anny, pan Wiesław (54 lata), mieszkaniec wrocławskich Stabłowic, wrócił z pracy z urazem ręki. - Całe życie pracował fizycznie, mogło się coś wydarzyć. Poszliśmy do lekarza rodzinnego, który przepisał leki i dał skierowanie na SOR - mówi Anna Pietrzyk, synowa zmarłego pacjenta. - Potem trafiliśmy na SOR, ale tam uraz zdiagnozowano jako rwę barkową. Lekarz przepisał jeszcze inne leki i dał zastrzyki przeciwbólowe. To jednak nic nie dało.

Anna Pietrzyk wspomina, że teść na SOR-ze w szpitalu na Fieldorfa był w sumie cztery razy. Ostatni raz właśnie wczoraj, 12 sierpnia. Tyle że wtedy było już za późno. Sugeruje, że gdyby lekarze zlecili dokładniejsze badania zamiast próbować niwelować ból zastrzykami, dałoby się go uratować.

- Między drugą a trzecią wizytą na SOR-ze dzwoniliśmy po pogotowie. Teść źle poczuł się w nocy, ręka była sina i obrzmiała. Pogotowie nie przyjechało, bo powiedzieli, że są od ratowania życia, a tu służyliby wyłącznie jako transport. Odesłali nas na Dobrzyńską, a lekarze z Dobrzyńskiej znów kazali nam jechać na Fieldorfa.

Każdy kolejny lekarz opierał się na poprzednich wypisach, diagnozując to jako uraz. Nikt nie sprawdził, czy mogło dojść do jakiegoś zakażenia. Mało tego, za trzecim razem lekarze mieli do nas pretensje, że jeździmy na oddział ratunkowy zamiast wybrać się ze skierowaniem do poradni ortopedycznej - opowiada Anna Pietrzyk.

Ta trzecia wizyta na SOR-ze miała miejsce 11 sierpnia, dzień przed ostatnią. Wtedy też zapisano jedynie zastrzyki przeciwbólowe i leki.

Wczoraj, 12 sierpnia o 2. w nocy pacjenta na SOR przywiozło już pogotowie. Do godz. 6.00 leżał na SOR-ze, czekając na przyjęcie. O 6.00 lekarz stwierdził, że konieczna jest natychmiastowa operacja. Ale na nią pacjent i jego rodzina musieli czekać kolejne dwie godziny.

- Teść był wtedy już w strasznym stanie. Kiedy zabierało go pogotowie, miał zwidy i omamy, nie był sobą, nie kontaktował. Mówił, że idzie na jakiś nowy dom. Widział rzeczy, których nie było. Lekarzowi nie potrafił odpowiedzieć, jak się nazywa. Był wpół świadomy - mówi Anna Pietrzyk. - Miał siny, właściwie granatowo-zielony już nie tylko lewy bark, ale całą lewą część pleców i bok. Człowiek, który nie zna się na medycynie, wiedziałby, że coś jest nie tak.

Mężczyzna trafił na blok operacyjny. Lekarze mieli naciąć bark i "wydłubywać zakażenie tak, żeby usunąć całą martwą tkankę". Jednak potem lekarka, która przeprowadzała operację, relacjonowała rodzinie, że zakażenie było tak rozległe, że rozlało się na większą część lewej strony ciała. "Pacjent jest w stanie krytycznym" - usłyszała rodzina mężczyzny.

- Potem lekarz z OIOM-u powiedział nam, że na OIOM przywieźli go już w zasadzie prawie martwego - mówi Anna Pietrzyk.

Jak mogło dojść do zakażenia? Rodzina zmarłego twierdzi, że najprawdopodobniej nie przez otwartą ranę, a poprzez pęknięcie żyły, wskutek czego powstał zakrzep. Ich zdaniem, choć przyznają, że lekarzami nie są, to wtedy mogło dojść do wewnętrznego zakażenia, które z dnia na dzień stawało się coraz bardziej rozległe.

- Jesteśmy pewni, że gdyby lekarze zlecili dodatkowe badania wcześniej, a nie diagnozowali teścia na podstawie poprzednich wypisów, udałoby się go uratować. Być może konieczna byłaby amputacja ręki. Ale zgorzelę gazową da się wyleczyć, jeśli jest wcześnie zdiagnozowana. Tymczasem tu za każdym razem odsyłano nas, dając zastrzyki przeciwbólowe. Nie mamy pretensji do lekarzy, którzy ratowali go feralnego 12 sierpnia, ale do tych, którzy zbagatelizowali sprawę, kiedy zgłaszaliśmy się na SOR kilka razy wcześniej. Zgłosimy tę sprawę do prokuratury. Życia teściowi już nie wrócimy, ale jesteśmy mu to winni. To była dusza towarzystwa, mieszkaliśmy razem, mieliśmy w sierpniu jechać razem na wakacje. Teraz pozostaje pustka - mówi Anna Pietrzyk.

Zwróciliśmy się do dyrekcji szpitala na Fieldorfa o ustosunkowanie się do sprawy zmarłego pacjenta. - Nie będę teraz tego komentować. Proszę wybaczyć, ale sprawa już jest pod opieką prokuratora, dlatego wolałbym wstrzymać się od jakiegokolwiek komentarza - mówi Jacek Kubica, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w szpitalu na Fieldorfa.

Niebawem poznamy wyniki sekcji zwłok. Bez względu jednak na to, co wykaże sekcja, rodzina jest zdecydowana, by walczyć o prawdę w sądzie i wskazać winnych tej tragedii, do której zdaniem najbliższych zmarłego, zdecydowanie nie musiało dojść.

polecane: Profesor Jacek Jass: Jak zdrowo żyć, by uniknąć nowotworu

Wideo

Materiał oryginalny: Pacjent z gangreną mógł żyć? Przed śmiercią na SOR przychodził cztery razy! - Gazeta Wrocławska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 154

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
GOŚĆ
2019-08-17T23:13:27 02:00, GOŚĆ:

SOR na Fieldorfa, pomimo że ma rezonans za ścianą-nie moze z niego korzystać. Ostatnio, z zablokowanym kolanem stanęłam przed wyborem: operacja żeby zobaczyć co się stało albo prywatny rezobans "na mieście", bo z tego za ścianą nie można było skorzystać nawet prywatnie.

Marnotrastwo zasobów, co z tego że w szpitalu jest sprzęt, skoro stoi zamknięty i nie można z niego korzystać w nagłych przypadkach?

2019-08-18T16:17:51 02:00, Anka:

Cóż, do obsługi sprzętu typu mr musi być wyspecjalizowany technik - takich ludzi najczęściej nie ma w trakcie dyżuru bo szpitali na to nie stać (przynajmniej wg zarządzających szpitalami). Nie wiem w którym szpitalu robi się mr w trybie ostrodyżurowym.

Nie stać szpitala na etat technika, ale na niepotrzebne operacje w cely "zobaczenia co sie stało" kasa juz jest?

Chory system.

A widzę ile kasy płacę co miesiąc na ten cyrk i się nie zgadzam na taką sytuację

G
Gość

Skąd ja to znam, lekarze traktuja pracujacych i placacych podatki ludzi jak zwierzynę na odstrzal (nic panu nie będzie, to tylko bóle), a przyrzekali sluzyc i leczyc i chronić życie. A sory to jyz szczególnie olewackie.

G
Gość

Najgorszy szpital. Zdrowy by się przekrecil z czekania. Byłam dziś tam z mężem. Z rejestracji SOR wyslali do lekarza,ta stwierdzila przypadek męża nadaje się na SOR . A tam oczywiście 7 godz czekania z gorączką i nic. Maz musial się położyć bo z temperatury bylo mu słabo A lekarz stwierdził że to nie hotel. W sumie po 9 godz wrocilismy do domu bez konsultacji bo ile można czekać....

t
tz

tak naprawdę winni sa politycy - to oni stworzyli ten chory system.

A
Anka
2019-08-17T23:13:27 02:00, GOŚĆ:

SOR na Fieldorfa, pomimo że ma rezonans za ścianą-nie moze z niego korzystać. Ostatnio, z zablokowanym kolanem stanęłam przed wyborem: operacja żeby zobaczyć co się stało albo prywatny rezobans "na mieście", bo z tego za ścianą nie można było skorzystać nawet prywatnie.

Marnotrastwo zasobów, co z tego że w szpitalu jest sprzęt, skoro stoi zamknięty i nie można z niego korzystać w nagłych przypadkach?

Cóż, do obsługi sprzętu typu mr musi być wyspecjalizowany technik - takich ludzi najczęściej nie ma w trakcie dyżuru bo szpitali na to nie stać (przynajmniej wg zarządzających szpitalami). Nie wiem w którym szpitalu robi się mr w trybie ostrodyżurowym.

G
GOŚĆ

SOR na Fieldorfa, pomimo że ma rezonans za ścianą-nie moze z niego korzystać. Ostatnio, z zablokowanym kolanem stanęłam przed wyborem: operacja żeby zobaczyć co się stało albo prywatny rezobans "na mieście", bo z tego za ścianą nie można było skorzystać nawet prywatnie.

Marnotrastwo zasobów, co z tego że w szpitalu jest sprzęt, skoro stoi zamknięty i nie można z niego korzystać w nagłych przypadkach?

Z
Zwykly czlowiek

Lekarze nie zlecaja badan, dlaczego? Bo rzad niechce placi placowka za badania. Gdyby lekarz tez nie musialby placic za badania ktore przepisze to pozniej nie bylo takich jaj. Szpitalowo, przychodni nic nie wolno dlatego ludzie umieraja i beda umierac. W bardzi smutnm kraju zyjemy i podlym.

G
Gość
2019-08-13T23:06:30 02:00, cccc:

jebac polską służbe zdrowia,moja mama nie doczekałą sie wizyty u kardiologa.TFU na was konowały

2019-08-14T08:35:57 02:00, Gość:

Długie terminy, bo g*wno płacisz na słuzbie zdrowia. Ty płacisz 4%pkb a niemiec 10% pkb i w euro doatkowo. Przez ciebie cz*bie twoja mama nie doczekała wizyty a nie przez lekarzy kiedy to zrozumiecie. Polacy to na prawdę gooopi naród.

2019-08-15T10:05:01 02:00, Pracuś:

Gówno płacą patrole żyjące z 500plus, których rozród finansowany jest z publicznych pieniędzy... Potem zamiast na leczenie pracujących idzie na leczenie patroli i ich bahorów!

Przestań bredzić PO-paprańcu. W Niemczech nie dostają pieniędzy na dzieci? Ile ludzi żyje tam wyłącznie z zasiłków i ich patologią nie nazywasz? Naród, który wymordowal i okradl połowę Europy, nie wspominając juz nic o Polsce Tobie imponuje?! Bardzo ciekawy z Ciebie "człowiek" ,ale naczej. Problem służy zdrowia polega na tym, że nasi lekarze- w większości wymagają wysokich płac, ale nie idą za tym umiejętności. O empatii już nie wspomnę

p
patyczak

u nas są właśnie tacy lekarze, po pierwsze przepisywanie leków, a potem w prasie pierniczenie, że Polacy jedzą za dużo antybiotyków.

Po drugie i najważniejsze nie chce im się szukać przyczyny, dają tylko leki które łagodzą objawy. I to widać wyraźnie w opisanym przypadku, chłopa bolala ręka to dali mu leki przeciwbólowe i załatwione. Nikt się nie zastanowił dlaczego boli. Efekt mamy.

Ja kiedyś też na Fieldorfa trafiłem po badaniu EKG w przychodni, wezwano karetkę. Na SOR pierwsze co lekarz zrobił z wynikiem badania to je zignorował mówiąc, że w przychodni to gówno się znają i na pewno źle zrobili...

G
Gość

Nigdy Fieldorfa! Matkę wypisali z zaleceniem kontroli aorty szyjnej za pół roku (druga bez droznosci), a tydzień później miała na cito zakładane stendy na Weigla. Gdybyśmy nie skontolowali u innego angiologa mogłoby już jej nie być. Omijajcie z daleka.

G
Gość

kogo? co? "tę zgorzel", nie "tę zgorzelę" pani Kingo Czernichowska

G
Gość

Trzeba być zdrowy żeby iść po ratunek na sor bo zdrowy nie wytr,yma

To co na pr,układ dzieje się na drodze na Waigla w szpitalu wojskowym to skandal. Na diagnozę i ratunek trzeba czekać cały dzień a personel jest chamski, arogancki i nie uprzeimy.

T
Tak to ja.

Chyba każdy kto miał do czynienia z polskimi lekarzami w naszych ośrodkach zdrowia, szpitalach czy sor-ach czytając ten artykuł widział siebie. Zero empatii i tylko czekanie na koniec dyżuru bo trzeba lecieć na prywatną praktykę. A później rozkładanie rak- no już za późno....

U
Ugphy

Osz, kur...

G
Gość
2019-08-14T17:27:26 02:00, Normalny:

Lekarze, błagam was ludzie w naszym chorym kraju nie ma lekarzy. Są za to debile po szkole którzy uważają się za lekarzy. A to jest poważna różnica, być lekarzem a myśleć że się nim jest

Może ty ich zastąpisz ?

Dodaj ogłoszenie