Ostatnie dni ambasadora

    Ostatnie dni ambasadora

    Paweł Gołębiowski

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    TO MOGŁO SIĘ ZDARZYĆ - losy polskiego dyplomaty Konstantego Skirmuntta.
    Był ciepły wieczór 24 lipca 1949 roku. W powietrzu unosił się zapach kwiatów, ptaki wesoło śpiewały, ale w leżących pod lasem budynkach szkoły dla dziewcząt, prowadzonej przez Zgromadzenie Sióstr Niepokalanek w wałbrzyskiej dzielnicy Sobięcin nikt tego nie zauważał. Panowała tu przeraźliwa cisza. Tylko od czasu do czasu pomiędzy budynkiem głównym szkoły a tzw. Białym Domkiem, czyli pałacykiem tuż obok, przemykały zakonnice ubrane w długie, białe szaty. Tam, w pokoiku na parterze, leżał ciężko chory Konstanty Skirmuntt, były minister spraw zagranicznych i ambasador Rzeczypospolitej.

    Miał już prawie 83 lata, ale dotąd trzymał się nieźle. Zawsze wytworny, elegancki i uprzejmy, codziennie wypuszczał się na spacer wzdłuż leżącej naprzeciw szkoły Czereśniowej alei. Był pogodny i chętnie rozmawiał z napotkanymi siostrami i uczennicami, dzieląc się opiniami na temat bieżących zdarzeń. Ten doświadczony polityk i dyplomata interesował się wszystkim i wciąż patrzył na świat z optymizmem. Uwielbiali go tu wszyscy, nazywali Nasz Ambasador.

    Któregoś dnia Skirmuntt poczuł się jednak gorzej. Przez kilka dni leżał w łóżku. Dusił się i słabł w oczach. Wzywany przez siostry lekarz nie dawał mu szans. Staruszek konał. Telegraficznie powiadomiono przebywającą od kilku tygodni w Warszawie jego siostrę Jadwigę. Przyjechała natychmiast.

    W pewnym momencie uchyliły się ciężkie, drewniane drzwi mieszkania zajmowanego przez Skirmunttów. Na korytarz wysunęła się Brygida Bodyoczek, dyrektorka szkoły.
    - To już koniec. Nasz Ambasador nie żyje. Niech Bóg ma go w opiece - powiedziała łamiącym się głosem do kilku osób czekających w korytarzu. Ich łkanie zmieszało się ze słowami modlitw. Wszyscy wiedzieli, że jest bardzo źle, ale liczyli na cud.

    Siostry przed oczami miały jeszcze widok jak Konstanty Skirmuntt i jego siostra Jadwiga zjawili się w Wałbrzychu. To było tak niedawno, niewiele ponad dwa lata temu. Był listopad 1946 roku, oboje ciepło ubrani - w płaszczach i kapeluszach, przyprowadzeni z dworca przez wysłane specjalnie po nich siostry - pojawili się przed bramą zabudowań przy ul. 1 Maja. W rękach mieli wielkie walizy, cały ich dobytek. Rozglądali się zaciekawieni, jak wygląda życie na tych ziemiach odzyskanych.

    - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Witam serdecznie. Przełożona Generalna Matka Zenona Dobrowolska przez telefon opowiedziała mi o państwa sytuacji. To naprawdę wielki zaszczyt gościć tak znakomite osoby - mówiła Siostra Ancilla Rytel, ówczesna dyrektorka szkoły, wychodząc im naprzeciw. - Zaraz zaprowadzimy państwa do przygotowanego mieszkania i przyniesiemy coś do jedzenia. Tymczasem proszę odpoczywać.

    Skirmunttowie przez wiele wieczorów opowiadali jej, przez co przeszli w ostatnich latach. W 1939 roku Jadwiga i Konstanty, wówczas już emerytowany dyplomata, ledwo uszli z życiem opuszczając leżący na kresach rodzinny majątek, Mołodów.
    - Sowieci zajęli wszystko. Zamordowali nasze rodzeństwo Henryka i Marynię. Wspomnienie jest bardzo bolesne, bo obydwoje byli torturowani i umierali w mękach - opowiadała Jadwiga.

    Była kobietą zaradną. Przed wojną przez wiele lat administrowała majątkiem swojej bliskiej przyjaciółki, znanej pisarki Marii Rodziewiczówny. Wspominała, jak po opuszczeniu kresów razem z bratem tułali się po kraju. Były ambasador przebywał m.in. w Warszawie u państwa Potockich. Po powstaniu warszawskim schronili się u sióstr urszulanek szarych.
    - Siostra jest wychowanką szkoły Niepokalanek w Jazłowcu. Dlatego w końcu poprosiła o pomoc Przełożoną Generalną, Matkę Zenonę Dobrowolską. Ona zaproponowała nam mieszkanie w Wałbrzychu - wyjaśniał Skirmuntt.

    Były ziemianin, polityk i dyplomata, ambasador w Rzymie i Londynie, a także przez pewien czas minister spraw zagranicznych i jego siostra nie byli jednak bez środków do życia. Szukali tylko dachu nad głową, swojego miejsca na ziemi. Jadwiga miała prawa do czerpania zysków z dzieł Rodziewiczówny. To ona ufundowała bibliotekę w wałbrzyskiej szkole Niepokalanek.
    W dzień po śmierci Ambasadora siostra dyrektorka Brygida Bodyoczek wybrała się do mieszkania Skirmunttów w Białym Domku. Siostra Ambasadora właśnie przeglądała jakieś rzeczy.
    - Wiem, że to przykre, ale muszę o to zapytać. Czy brata pochowamy w Wałbrzychu? - zwróciła się do załamanej Skirmunttówny.
    - Tak. To było jego ostatnie miejsce na ziemi. Nie wiem, czy nasze rodzinne groby na kresach jeszcze istnieją. Zresztą, nie ma możliwości przewiezienia tam ciała - odparła Jadwiga Skirmuntt.

    Wystarała się jeszcze o kamienny krzyż, który stanął na grobie Ambasadora, na cmentarzu oddalonym o dwieście metrów od domu, w którym spędził ostatnie chwile życia. Po śmierci brata Jadwiga wyjechała do Warszawy i zamieszkała u urszulanek szarych. Tam zmarła.
    Dziś na grobie Konstantego Skirmuntta, znajdującym się przy głównej alejce tuż obok kaplicy na cmentarzu w wałbrzyskiej dzielnicy Sobięcin, jest już nowa płyta.

    Niepokalanki z Wałbrzycha wciąż opiekują się miejscem jego spoczynku.
    - Kiedy zjawia się u nas nowa siostra, to pierwszym miejscem na cmentarzu, które jej pokazujemy, jest grób Naszego Ambasadora - mówi siostra Daniela, ucząca w liceum historii.

    Mąż stanu
    Konstanty Skirmuntt ukończył gimnazjum i Wydział Praw Uniwersytetu w Petersburgu. W latach 1907-17 członek rosyjskiej Rady Państwa. Uczestnik narad poprzedzających powołanie KNP. Później reprezentował KNP w Rzymie wobec Kwirynału i Stolicy Apostolskiej. W Polsce niepodległej do 11 czerwca 1921 r. pracował jako przedstawiciel RP przy Kwirynale.
    W rządach Witosa i Ponikowskiego był ministrem spraw zagranicznych. 26 czerwca 1922 r. przekazał urząd Gabrielowi Narutowiczowi. 14 października 1922 r. został posłem nadzwyczajnym i ministrem pełnomocnym w Londynie, a 27 listopada 1929 r. ambasadorem w stolicy Wielkiej Brytanii. Choć należał do KNP, Józef Piłsudski po zamachu majowym pozostawił go na stanowisku. 27 czerwca 1934 r. odszedł na emeryturę.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo